wtorek, 24 lipca 2012

KONFRONTACJA KRZYŻA

Pokaże wam, co uważam za konfrontację krzyża.

Wyobraźcie sobie człowieka, który ma już dość swojego grzesznego nałogu, a jednak stale wpada w jego szpony. Obiecywał sobie już setki razy, że więcej tego nie zrobi – i przez jakiś czas odrzuca tę pokusę, i cieszy się pewną miarą wolności. Ale później powraca to ze zdwojoną siłą.

Ten człowiek przykrywał swój grzech, kłamał na jego temat, oszukiwał z jego powodu – i to go bardzo smuci. Już go to nie cieszy, ale nie może przestać. Ciągle do tego wraca.

Ten człowiek wie, że kiedyś będzie musiał stanąć przed stolicą sędziowską i idzie przez życie, bojąc się ujawnienia i skandalu. Jego grzech go wykończył, rozbił i oszukał. To doprowadziło go do zmęczenia, w którym ledwie egzystuje – jest na końcu swoich możliwości.

W tym smutnym i wymęczonym stanie Duch Święty przynosi temu człowiekowi słowo: „Jest dla ciebie wyjście. Jest miejsce na zwycięstwo, pokój, radość i nowe życie. Przyjmij wezwanie Chrystusa, pobiegnij do Niego i znajdziesz odpocznienie. Idź pod krzyż Jezusa Chrystusa.”

Kochany, kiedy uklękniesz pod krzyżem, nie usłyszysz miłego i delikatnego słowa, a przynajmniej nie od razu. Nawet chociaż krzyż jest jedynymi drzwiami do życia, usłyszysz o śmierci – śmierci każdego grzechu.

Pod krzyżem zobaczysz kryzys swojego życia, a tego właśnie brakuje w wielu kościołach. Głoszenie o krzyżu powoduje kryzys grzechu i samowoli. To przemówi do ciebie z miłością, ale ostrymi słowami o konsekwencjach trwania w twoim grzechu. „Zaprzyj się samego siebie. Zaakceptuj śmierć na krzyżu i pójdź za Mną.”

„I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie” (Łuk. 9:23).