środa, 28 grudnia 2011

NA KOŃCU TWOICH MOŻLIWOŚCI

Paweł napisał „... abyśmy nie na sobie samych polegali, ale na Bogu, który wzbudza umarłych” (2 Kor. 1:9). Powiedział właściwie tak: „Pan mnie doprowadził do końca wszelkiej ludzkiej pomocy, na krawędź śmierci. To było miejsce tak beznadziejne, że tylko Boża moc zmartwychwstania mogła mnie wzbudzić!”

Jest to wspaniałe miejsce, w jakim możemy być – na końcu swoich możliwości! Zawsze mówiłem, że kiedy człowiek dobije do dna, to dotknie Boga! Kiedy jednak słuchamy większości chrześcijan wśród ich cierpienia, to słyszymy takie słowa: „Jakoś sobie poradzę. Jakoś się trzymam. Żyję po prostu a dnia na dzień.”

Od dzieciństwa byliśmy karmieni pojęciem o samowystarczalności: „Bądź mężczyzną! Mężczyźni nie płaczą!” Ile to razy próbowałeś sam znaleźć wyjście ze swoich kłopotów? Ile razy byłeś zalewany pokusami, które ciebie pokonywały?

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja wierzę, że Bóg chce, abyśmy prowadzili dobry bój wiary, ale Pan ma sposób, aby pozwolić, żebyśmy otrzymali „miarę natłoczoną.” Nic nie dają wtedy twoje wysiłki. Nie pomaga nic z tego, co czytałeś. Żadna rada innych ludzi nie ma sensu. Nagle jesteś wtłoczony do kryzysu, który wymazuje całą twoją ufność w sobie samym. Nie masz nadziei – z wyjątkiem rezygnacji z wszelkiej ludzkiej nadziei. Jesteś zmuszony, żeby zaufać Bogu – i widzisz, że jedyną drogą wyjścia jest zaufanie!

Paweł mówi nam wyraźnie: „Miałem na sobie wyrok śmierci. Byłem doświadczany ponad miarę, na końcu wszelkiej nadziei. A to wszystko było po to, abym już dłużej nie pokładał ufności w sobie! Musiałem się zwrócić do Boga z wiarą, że tylko On może mnie wybawić z moich cierpień!”

„ Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor. 10:13).

Jakie to jest wyjście? Jest to dojście do końca swojej siły i zwrócenie się całkowicie do Boga! To znaczy powiedzieć tak jak Paweł: „Ja już więcej nie pokładam ufności w samym sobie!”

Drogą wyjścia jest prosta, dziecięca wiara w Boga. Jest to całkowite zaufanie Jemu, że przeprowadzi przez to wszystko, poddanie się, które mówi: „Boże, składam wszystko na Ciebie!”