piątek, 30 maja 2008

OBŁOK ŚWIADKÓW

W Liście do Hebrajczyków 12:1 jest powiedziane, że świat jest otoczony obłokiem świadków, którzy są z Chrystusem w chwale. Co ma do powiedzenia ten tłum niebiańskich świadków obecnemu światu? Żyjemy w pokoleniu, które jest o wiele bardziej grzeszne niż w czasach Noego. Co ci świadkowie mogą powiedzieć ludziom, których grzechy przewyższają grzechy Sodomy?

Żyjemy w czasach wielkiej prosperity. Nasza ekonomia jest błogosławiona, ale nasze społeczeństwo stało się tak niemoralne, rozwydrzone i przeciwne Bogu, że nawet ludzie świeccy ubolewają nad naszym upadkiem. Chrześcijanie wszędzie zastanawiają się dlaczego Bóg odwleka Swój sąd nad takim bezbożnym społeczeństwem.

My którzy kochamy Chrystusa możemy nie rozumieć dlaczego tak wielkie zło może nadal istnieć. Ale ten obłok niebiańskich świadków rozumie. Oni nie kwestionują miłosierdzia i cierpliwości, jakie Bóg okazuje.

Apostoł Paweł jest wśród tego obłoku świadków i daje świadectwo Bożej bezgranicznej miłości dla nawet „najgorszego grzesznika.” Życie Pawła i jego pisma mówią nam, że on przeklinał imię Chrystusa. Był terrorystą, który wyszukiwał dzieci Boże, wyciągał ich z domów, aby byli sądzeni i zabijani. Paweł mówi nam, że Bóg okazuje cierpliwość dla tego pokolenia, ponieważ jest tam wielu takich, jaki on był, ludzi, którzy grzeszą w nieświadomości.

Apostoł Piotr jest również wśród tego obłoku świadków i on też rozumie dlaczego Bóg jest tak cierpliwy. Życie Piotra i jego pisma przypominają nam, że zaparł się on Jezusa, zaklinając się, że nigdy Go nie znał. Bóg wstrzymuje Swój sąd dlatego, że jest tu mnóstwo takich ludzi, którzy nadal zapierają się Jego tak, jak to zrobił Piotr. Pan z nich nie rezygnuje tak, jak nie zrezygnował z Piotra. Jest jeszcze wielu takich jak on, o których Chrystus nadal się modli.

Kiedy rozmyślam o tym obłoku świadków, widzę twarze byłych narkomanów i alkoholików, byłych prostytutek i homoseksualistów, byłych gangsterów i sprzedawców narkotyków, byłych morderców i mężów bijących żony, byłych niewiernych i uzależnionych od pornografii – tłumy, z których społeczeństwo zrezygnowało. Wszyscy oni pokutowali i zmarli w ramionach Jezusa i teraz są świadkami miłosierdzia i cierpliwości kochającego Ojca.

Wierzę, że oni wszyscy chcieliby powiedzieć w swoim świadectwie, że Jezus ich nie osądził zanim nie skorzystali z Jego miłosierdzia. Bóg nadal kocha ten zwariowany, niemoralny świat. Niech nam pomoże kochać zgubionych tak, jak On kocha. Módlmy się dla siebie o taką miłość i cierpliwość, jaką On okazuje temu światu teraz.

czwartek, 29 maja 2008

KIEDY PRZYCHODZI DUCH ŚWIĘTY

Prorok Izajasz opisuje co się dzieje, kiedy Duch Święty zstępuje na ludzi. Izajasz prorokuje: „Aż będzie wylany na nas Duch z wysokości. Wtedy pustynia stanie się urodzajnym polem, a urodzajne pole będzie uważane za las” (Izajasz 32:15).

Izajasz mówi: „Kiedy przyjdzie Duch Święty, wtedy to, co kiedyś było pustynią, staje się polem żniwa. Martwy kawałek ziemi nagle wydaje owoce. Nie jest to tylko tymczasowe żniwo. Pole owocowe rozrośnie się w las. Będziecie mogli z tego lasu wycinać drzewa rok po roku i budować stale swoją wierność.”

Izajasz dodaje: „I zamieszka na pustyni prawo, a sprawiedliwość osiądzie na urodzajnym polu” (32:16). Według proroka, Duch Święty przynosi również poselstwo o sądzie za grzech. To poselstwo wytwarza sprawiedliwość w ludziach.

Izajasz nie mówi tu o takim jednorazowym wylaniu Ducha, które niektórzy nazywają „przebudzeniem.” Izajasz opisuje coś trwałego. Badania chrześcijańskich socjologów pokazują, że większość obecnych przebudzeń trwa średnio pięć lat i pozostawiają po sobie zamieszanie i podziały. Znam takie zbory, gdzie miały miejsce tak zwane przebudzenia, ale teraz po kilku latach nie pozostało tam nic z Ducha. Te zbory są martwe, suche, puste. Budynki, w których kiedyś zbierało się tysiąc osób, teraz są jak grobowce, gdzie przychodzi pięćdziesiąt osób.

Izajasz mówi dalej: „I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy. I zamieszka mój lud w siedzibie pokoju, w bezpiecznych mieszkaniach i w miejscach spokojnego odpoczynku.” (32:17,18).

Pokój przychodzi dlatego, że jest sprawiedliwość. Duch Święty jest zajęty wymiataniem wszelkiego niepokoju, zamieszek i potępienia. W to miejsce przychodzi pokój w umyśle, pokój w domu, pokój w Domu Bożym. Kiedy lud Boży ma pokój Chrystusowy, to nie da się ich łatwo z niego wytrącić. „Lecz las padnie znienacka, a gród legnie w poniżeniu. Szczęśliwi jesteście, gdyż możecie siać nad każdą wodą, woły i osły wszędzie puszczać wolno” (32: 19,20).

Proroctwo Izajasza było skierowane bezpośrednio do Izraela w okresie panowania Uzjasza. Ale odnosi się również do ludu Bożego dzisiaj. Jest ono znane jako podwójne proroctwo. Prawda jest taka, że każde pokolenie potrzebuje wylania Ducha Świętego. Wierzę, że dzisiejszy kościół nie oglądał nic w porównaniu z tym, czego Duch Święty chce dokonać

środa, 28 maja 2008

POGAŃSTWO ZMARTWIENIA

„Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? (Bo tego wszystkiego poganie szukają”) (Mat. 6:31,32)

Jezus mówi, że martwienie się o przyszłość naszej rodziny, o pracę, o to jak przeżyjemy, jest to podejście pogan. Mówi o tych, którzy nie mają Ojca w niebie. Nie znają oni Boga tak, jak On chce być poznany, jako troskliwego, zaopatrującego, kochającego Ojca w niebie.

„Nie troszczcie się o dzień jutrzejszy” (w. 34). W tych prostych słowach Jezus rozkazuje nam: „Nie poddawajcie się myślom, nie poddawajcie się zmartwieniom o to co może się wydarzyć jutro. Nie możecie nic zmienić. Nie możecie też pomóc w niczym poprzez zamartwianie się. Jeżeli tak robicie, to postępujecie tak, jak poganie. Wtedy Jezus powiedział: „ Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (w.33). Innymi słowy, macie po prostu kochać Jezusa. Macie iść naprzód składając na Niego wszystkie wasze troski. Macie odpoczywać w Jego wierności. Wasz niebiański Ojciec zapewni wam to wszystko, co jest potrzebne do waszego życia.

Zastanawiam się czy aniołowie nie są zaskoczeni zamartwianiem się i denerwowaniem tych, którzy mówią, że ufają Bogu. Musi im się to wydawać takie degradujące, takie poniżające dla Pana, że my się martwimy tak, jakbyśmy nie mieli troskliwego ojca w niebie. Jakie zdumiewające pytania muszą sobie zadawać aniołowie: „Czy oni nie mają Ojca w niebie? Czy nie wierzą, że On ich kocha? Czy nie powiedział im, że wie wszystko o ich potrzebach? Czy nie wierzą, że Ten, który karmi ptaszki i cały świat zwierząt, będzie również ich karmił i przyodziewał? Jak mogą się martwić i dąsać, jeżeli wiedzą, że On ma wszelką moc, wszelkie bogactwa i może zaspokoić potrzeby każdego stworzenia? Czy chcą oskarżyć swojego Ojca w niebie o zaniedbania tak, jakby On nie był wierny Swojemu Słowu?”

Masz Ojca w niebie. Zaufaj Mu!

wtorek, 27 maja 2008

SŁUŻBA POKRZEPIANIA

W Dz. Ap. 27 Paweł znajdował się na okręcie zmierzającym do Rzymu, kiedy okręt ten zatrzymał się w Sydonie. Paweł prosił setnika, który był dowódcą, żeby mu pozwolił odwiedzić przyjaciół w tym mieście i „Juliusz dał mu pozwolenie, żeby poszedł do przyjaciół i pokrzepił się” (Dz. Ap. 27:3). Tu mamy jeszcze jeden przykład, jak Bóg używa wierzących, żeby pokrzepiali innych wierzących.

Widzimy to również w 2 Tymoteusza, gdzie Paweł pisze o jeszcze innym wierzącym:
„Niech Pan okaże miłosierdzie domowi Onezyfora, bo mnie często pokrzepiał, a więzów moich się nie wstydził, ale będąc w Rzymie, usilnie mnie szukał i znalazł ... a jak wiele usług oddał mi w Efezie” (2 Tymoteusza 1:16-18).

Onezyfor był jednym z duchowych synów Pawła i kochał Pawła tak głęboko i bezwarunkowo, że szukał go w jego cierpieniach. Kiedyś, kiedy Paweł był w więzieniu, Onezyfor szukał go w całym mieście tak, aż go znalazł. Jego motywacja była prosta: „Mój brat cierpi. Zniósł okropność rozbicia okrętu, a teraz jest poniżany przez szatana. Muszę go pocieszyć.”

Służba pokrzepiania wyraźnie obejmuje odszukiwanie tych, którzy są zranieni. Dzisiaj dużo słyszymy o mocy w kościele, mocy do uzdrawiania chorych, mocy do zdobywania zgubionych, mocy do pokonywania grzechu. Ale ja mówię, że z osoby pokrzepionej i odnowionej wypływa wielka moc uzdrawiająca. Depresja, wyczerpanie umysłowe, czy umęczony duch mogą powodować różne choroby fizyczne, ale duch pokrzepiony i zachęcony, który czuje się akceptowany, kochany i potrzebny, jest tym balsamem, który jest najbardziej potrzebny.

Taką służbę pokrzepiania znajdujemy również w Starym Testamencie. Kiedy Dawid był prześladowany przez króla Saula, był wyczerpany i zraniony, musiał uciekać we dnie i w nocy. W tym czasie czuł się odrzucony przez Bożych przywódców i Boży lud. Wtedy, w najważniejszym momencie przyszedł do niego jego przyjaciel Jonatan: „Jonatan, syn Saula, wybrał się do Dawida i dodawał mu otuchy w Bogu I rzekł do niego: Nie bój się, gdyż nie dosięgnie cię ręka mojego ojca Saula; ty będziesz królem nad Izraelem, ja zaś będę drugim po tobie” (1 Samuela 23:16,17).

To było wszystko, co Dawid potrzebował usłyszeć i natychmiast jego duch został pokrzepiony. Widzimy ten przykład raz po raz w Biblii: Bóg nie posyła anioła ani wizji, ale współwierzącego, aby pokrzepić swoich umiłowanych.

poniedziałek, 26 maja 2008

POCIECHA I POKRZEPIANIE

W jaki sposób Duch Święty pocieszał Pawła w tych trudnych chwilach? Mówi nam o tym sam apostoł: „ Lecz Ten, który pociesza uniżonych, Bóg, pocieszył nas przez przybycie Tytusa” (2 Kor. 7:6). Tytus przybył do Macedonii z pokrzepiającym duchem i nagle serce Pawła zostało podniesione. Kiedy ci dwaj mężowie mieli społeczność, Paweł się rozradował w ciele, umyśle i duchu i napisał o tym tak: „pełen jestem pociechy i nader obfita jest radość moja we wszelkim ucisku naszym” (7:4). Paweł oświadczał: „Nadal stawiam czoła problemom, ale Pan mi dał to, czego potrzebowałem do tej walki. Pokrzepił mnie przez Tytusa.”

W ciągu moich lat służby widziałem kobiety i mężów Bożych, którzy doszli do końca swojej wytrzymałości, byli zrezygnowani i całkowicie zdezorientowani. Bolałem z powodu tych drogich braci i sióstr w ich bólu i pytałem Pana: „Ojcze, jak ci Twoi słudzy wydostaną się z takiego dołu cierpienia? Gdzie jest moc, która by ich wyprowadziła? Co mogę powiedzieć albo zrobić, żeby im pomóc?

Wierzę, że odpowiedź jest tu, w świadectwie Pawła. Widzimy tu człowieka, który był tak umęczony, że nie był już sobą. Paweł był w najciemniejszym okresie swojej służby i był przybity tak jak nigdy dotąd. Jednak w ciągu zaledwie kilku godzin wyszedł całkowicie z tej ciemnej pieczary i radował się. Ten umiłowany apostoł czuł się znowu kochany i potrzebny.

Jak to się stało? Zobaczmy najpierw co się stało w Koryncie. Kiedy przybył tam Tytus, żeby się spotkać z liderami kościoła, sam otrzymał chwalebne pokrzepienie. W tym kościele było przebudzenie, bo posłuchali oni nauki Pawła i teraz Bóg im potężnie błogosławił.

Tytus wrócił do Macedonii z zachęcającymi wiadomościami: „Pawle, bracia z Koryntu przesyłają ci pozdrowienia! Usunęli spośród siebie grzech i rozprawili się z fałszywymi prorokami. Nie gardzą już twoimi cierpieniami, ale radują się z twojego świadectwa.

To pokrzepiające słowo przyniesione przez drogiego brata w Panu natychmiast podniosło Pawła z jego dołu. „” Lecz Ten, który pociesza uniżonych, Bóg, pocieszył nas przez przybycie Tytusa” (2 Kor. 7:6).Czy widzicie ten przykład? Bóg używa ludzi, aby pokrzepiać ludzi. On nie posłał anioła, żeby pokrzepił Pawła. Pociecha, którą otrzymał ten mąż Boży przyszła przez pokrzepienie ducha Tytusa, który z kolei pokrzepił ducha Pawła.

piątek, 23 maja 2008

WIELKIE NIEBEZPIECZEŃSTWO NIEWIARY

„A komu to przysiągł, że nie wejdą do odpocznienia jego, jeśli nie tym, którzy byli nieposłuszni? Widzimy więc, że nie mogli wejść z powodu niewiary... Baczcie, bracia, żeby nie było czasem w kimś z was złego, niewierzącego serca, które by odpadło od Boga żywego” (Hebr. 3:18,19,12).

List do Hebrajczyków ostrzega kościół Nowotestamentowy: „Pamiętajcie przykład Izraela. Jeżeli nie będziecie pamiętać, to możecie upaść tak samo jak oni. Popadniecie w złą niewiarę. A to zamieni wasze życie w jedną długą, ciągłą pustynię.”

Zwróć uwagę co się stało z niewiernym pokoleniem, które zostało zawrócone na pustynię. Bóg im wyraźnie powiedział, od przywódców do sędziów, do lewitów i wszystkich ludzi, że Jego ręka będzie zwrócona przeciwko nim. Od tego czasu będą przeżywali tylko rozterki i suszę. Nie będą oglądali Jego chwały. Zamiast tego będą się koncentrować na swoich własnych problemach i będą pochłonięci swoimi pożądliwościami.

Tak się właśnie dzieje ze wszystkimi niewierzącymi ludźmi. Są pochłonięci swoimi sprawami materialnymi. Nie mają wizji, nie mają Bożej obecności, ani życia modlitwy. Nie troszczą się już o bliźnich, ani ginący świat i w końcu nawet o swoich przyjaciół. Natomiast koncentrują się ciągle na swoich problemach, kłopotach, chorobach. Przechodzą z jednego kryzysu w drugi, zamykają się w swoim bólu i cierpieniu. Ich dni są wypełnione rozterkami, walką, zazdrością i podziałami.

Bez wiary nie można się podobać Bogu. Kiedy Bóg rozdzielił wody Morza Czerwonego i pozwolił Izraelitom przejść bezpiecznie na drugą stronę, wtedy tańczyli i radowali się. Ale zaledwie trzy dni później ci sami Izraelici szemrali przeciwko Bogu, narzekali i uskarżali się i kwestionowali Bożą obecność wśród nich.

Przez trzydzieści osiem lat Mojżesz przyglądał się jak jeden po drugim wszyscy Izraelici z tego niewiernego pokolenia umierali. Kiedy spoglądał na to zmarnowane życie ludzi na pustyni, widział, że wypełniało się wszystko, przed czym Bóg ich ostrzegał. „Ręka Pana była zwrócona przeciwko nim, aby ich wygubić” (Patrz 5 Mojż. 2). Bóg zawiesił swoje wieczne plany dla Izraela przez te lata.

W podobny sposób dzisiaj niektórzy chrześcijanie są zadowoleni z takiej egzystencji aż do śmierci. Nie chcą podejmować żadnego ryzyka, wierzyć Bogu, rozwijać się do dojrzałości. Nie chcą wierzyć Jego Słowu i stali się zatwardziali w swojej niewierze. Teraz tylko żyją, aby umrzeć.

czwartek, 22 maja 2008

BÓG SKIEROWAŁ NA CIEBIE SWOJE SERCE

Co ma do powiedzenia ten obłok świadków z Hebrajczyków 12:1 dla ciebie i dla mnie? Co według Biblii jest ich poselstwem dla zwycięzców w ciele Chrystusa? Po prostu: „Oczy Pana są zwrócone na sprawiedliwych i Jego uszy są otwarte na ich modlitwy” (1 Piotra 3:12).

Nie wierzę, żeby ten wielki tłum niebiańskich świadków chciał do nas mówić o trzymaniu się skomplikowanych teologii czy doktryn. Wierzę, że chcą do nas mówić w prostocie prawdy:

 Autor Listu do Hebrajczyków zachęca nas, żebyśmy patrzyli na Jezusa, autora i dokończyciela naszej wiary. Mamy nadal zwiastować zwycięstwo krzyża, znosić oskarżenia od grzeszników i odrzucać grzech, biegnąć wytrwale do celu, jaki jest przed nami (zobacz Hebr. 12:1,2).
 Król Dawid zachęca nas, że możemy ufać w przebaczenie Pana i że On nie zabierze od nas Swojego Ducha Świętego. Dawid popełnił morderstwo i był cudzołożnikiem i kłamcą. Ale pokutował i Ojciec go nie opuścił, ponieważ Jego serce było skierowane na Dawida.
 Piotr mówi, że zgrzeszył przeciwko największemu światłu, jakie człowiek mógł widzieć. Ten uczeń chodził w obecności Jezusa, dotykał Pana i otrzymał powołanie osobiście od samego Chrystusa. Ten człowiek mógł teraz żyć w poczuciu winy i potępienia, ale Bóg skierował Swoje serce na niego.
 Paweł mówi nam, byśmy sie nie bali doświadczeń. Jezus cierpiał każdego dnia w Swojej służbie i umarł w cierpieniach. A kiedy Chrystus powołał Pawła do zwiastowania ewangelii, pokazał mu ile cierpień go czeka.

Poprzez wszystkie lata swojej służby Paweł rzeczywiście znosił cierpienia. Jednak te doświadczenia pokazują, że Bóg zwrócił Swoje serce na ciebie. „Żeby się nikt nie chwiał w tych uciskach. Sami bowiem wiecie, że takie jest nasze przeznaczenie” (1 Tesaloniczan 3:3).

Widzimy również świadectwo Joba: „ Czymże jest człowiek, że go tak bardzo cenisz i że nań zwracasz uwagę, że go nawiedzasz każdego poranku i każdej chwili go doświadczasz? (Joba 7:17,18, moje podkreślenie).

Kiedy Bóg skieruje Swoje serce na ciebie, to będziesz często doświadczany. Fakt jest taki, że im dłuższe i trudniejsze są twoje doświadczenia, tym bardziej Bóg kieruje na ciebie Swoje serce, aby ci okazać Swoją miłość i troskę. To jest świadectwo z życia Pawła i Jezusa. Wróg może ciebie atakować, ale Pan stanie w twojej obronie. W Jezusie znajdziemy całkowite odpocznienie.

środa, 21 maja 2008

OSTATECZNY TEST WIARY

Przychodzi taki czas w życiu każdego wierzącego – jak również w życiu kościoła – kiedy Bóg wystawia nas na największy test wiary. Jest to taki sam test, jaki przeżywał Izrael po pustynnej stronie Jordanu. Jaki to test?

Chodzi o to, aby spoglądać na wszystkie niebezpieczeństwa, jakie są przed nami – tych olbrzymów, którzy są przed nami, wysokie mury doświadczeń, władze i moce, które chcą nas zniszczyć – i zdać się całkowicie na Boże obietnice. Test polega na tym, aby zawierzyć siebie na całe życie w zaufaniu Jego Słowu. Potrzebne jest oddanie siebie, aby wierzyć, że Bóg jest większy niż nasze problemy i wrogowie.

Nasz Ojciec niebiański nie szuka takiej wiary, która załatwia po jednym problemie za jednym razem. On szuka takiej wiary, która jest na całe życie, oddanie siebie Bogu na całe życie, aby wierzyć Jemu w każdej niemożliwej sytuacji. Mamy przy tym spokój, gdyż raz na zawsze ustaliliśmy: „Mój Bóg jest większy. On jest w stanie wyprowadzić mnie z każdego mojego doświadczenia.”

Nasz Pan nas kocha i jest cierpliwy, ale nie pozwoli, aby Jego dzieci żyły w niewierze. Może przeżywałeś doświadczenia raz za razem, ale teraz nadszedł czas, abyś podjął decyzję. Bóg chce takiej wiary, która by znosiła największe próby, wiary która nie pozwoli, aby cokolwiek zabrało ci ufność i zaufanie w Jego wierność.

Jesteśmy otoczeni mnóstwem teologii na temat wiary. Prosto mówiąc, nie jesteśmy w stanie jej wytworzyć w sobie. Nie możemy jej wytworzyć poprzez powtarzanie: „wierzę, naprawdę wierzę...” Nie, wiara jest to oddanie siebie w posłuszeństwie Bogu. Posłuszeństwo jest odbiciem wiary.

Kiedy Izrael stał przed Jerycho, ludzie nie mogli wypowiadać żadnych słów, tylko chodzić. Ci wierni wierzący nie szeptali sobie: „pomóż mi wierzyć, Panie. Ja tak chcę Ci wierzyć.” Nie, oni byli skoncentrowani na jednej rzeczy, o jaką Bóg prosił: aby być posłusznymi Jego Słowu i iść naprzód.

To jest wiara. To oznacza nastawienie serca na posłuszeństwo wszystkiemu, co jest napisane w Słowie Bożym, bez kwestionowania, czy lekkiego traktowania. Wiemy, że jeżeli nasze serca są zdeterminowane, aby być posłuszne, to Bóg nam da jasne zrozumienie Jego Słowa. Ponadto jeżeli On nam coś poleci wykonać, to da nam moc i siłę do posłuszeństwa. „Niech słaby mówi jestem mocny” (Joel 3:10). „W końcu bracia moi umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy Jego”
(Efezjan 6:10).

wtorek, 20 maja 2008

NIEBO

„Dzięki niech będą Bogu, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Kor. 15:57). Wielu wierzących cytuje ten werset codziennie, odnosząc go do swoich doświadczeń i ucisków. Jednak kontekst, w którym Paweł go wypowiada sugeruje głębsze znaczenie. Dwa wersety wcześniej Paweł powiada: „Śmierć została połknięta w zwycięstwie. O śmierci, gdzież jest twoje żądło. Gdzież jest o śmierci zwycięstwo twoje?” (1 Kor. 15:54,55).

Paweł mówił elokwentnie o swojej tęsknocie do nieba. Pisał tak: „ Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba” (2 Kor. 5:1,2, moje podkreślenie).

Apostoł potem dodaje: „Jesteśmy więc pełni ufności i wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana” (5:8).

Według Pawła niebo – przebywanie w obecności Pana przez całą wieczność – jest to coś, czego mamy pragnąć z całego serca.

Kiedy o tym rozmyślam, zaczynam dostrzegać chwalebny obraz. Najpierw wyobrażam sobie wielki tłum, który opisuje Jezus, kiedy aniołowie „zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, z jednego krańca nieba aż po drugi” (Mat. 24:31). Kiedy zostaną zebrane te wszystkie tłumy, wyobrażam sobie wielki marsz zwycięstwa, który odbywa się w niebie, gdzie miliony uwielbionych dzieci śpiewają hosanna dla Pana, tak jak to kiedyś robiły dzieci w świątyni.

Potem nadeszli wszyscy męczennicy. Ci, którzy kiedyś wołali o sprawiedliwość na ziemi, teraz wołają „Święty, święty, święty!” Wszyscy będą tańczyć z radości, wołając: „Zwycięstwo, zwycięstwo w Jezusie!”

Potem słychać potężny głos, jakiego dotąd nie słyszano. Jest to kościół Jezusa Chrystusa z tłumami ludzi ze wszystkich narodów i pokoleń.

Może to wszystko brzmi dla ciebie jak naciągane, ale sam Paweł o tym świadczył. Kiedy ten wierny apostoł został pochwycony do nieba, „słyszał niewypowiedziane słowa, których nie godzi się człowiekowi powtarzać” (2 Kor. 12:4). Paweł powiada, że był oszołomiony tym, co tam słyszał. Wierzę, że słyszał tam właśnie takie dźwięki. Otrzymał przegląd śpiewu i uwielbiania Boga przez tych, którzy będą się radowali w Jego obecności, ich ciała będą zdrowe, ich dusze wypełnione radością i pokojem. Ten dźwięk był tak chwalebny, że Paweł go słyszał, ale nie był w stanie powtórzyć.

poniedziałek, 19 maja 2008

POKÓJ CHRYSTUSOWY

Jezus wiedział, że uczniowie potrzebowali takiego pokoju, który by ich przeprowadził przez różne i wszystkie sytuacje. Powiedział swoim uczniom: „Pokój zostawiam wam, Mój pokój daję wam” (Jana 14:27). To słowo musiało zdziwić uczniów. W ich oczach była to prawie niewiarygodna obietnica: pokój Chrystusowy miał się stać ich pokojem.

Tych dwunastu mężczyzn było zdumionych pokojem, jaki oglądali w Jezusie przez te ostatnie trzy lata. Ich Mistrz nigdy się nie bał. Zawsze był spokojny i nigdy nie był wytrącany z równowagi przez żadne okoliczności.

Wiemy, że Chrystus był zdolny do duchowego gniewu. Były takie sytuacje, kiedy się wzruszył i płakał. Ale prowadził Swoje życie na ziemi jako mąż pokoju. Miał pokój z Ojcem, pokój w obliczu pokusy, pokój w czasie odrzucenia i szyderstwa. Miał pokój nawet podczas burzy na morzu i spał w łodzi, kiedy inni drżeli ze strachu.

Uczniowie byli świadkami, jak Jezus był prowadzony na szczyt góry przez rozgniewany tłum, który postanowił Go zabić. On jednak spokojnie wyszedł spośród nich bez szwanku i pełny pokoju. To wszystko musiało powodować dyskusję wśród uczniów: „Jak On może spać podczas takiej burzy? Jak mógł być taki spokojny, kiedy ten tłum chciał Go zrzucić ze skały? Ludzie z Niego szydzą, poniżają Go, plują na Niego, ale On nie walczy. Nic Mu nie odbiera tego pokoju.”

Teraz Jezus obiecał tym mężom ten sam pokój. Kiedy to uczniowie usłyszeli, musieli spojrzeć na siebie nawzajem zdumieni. „Chcesz powiedzieć, że będziemy mieli ten sam pokój, który On ma? To jest niewiarygodne.

Jezus dodał: „Nie taki jak daje ten świat, Ja wam daję” (Jana 14:27). To nie miał być tak zwany pokój w odrętwieniu, takie wyizolowane społeczeństwo. Nie miał też to być taki pokój tymczasowy bogatych i sławnych ludzi, którzy chcą kupić spokój umysłu przy pomocy rzeczy materialnych. Nie, to był ten sam pokój Chrystusowy, który przewyższa wszelkie ludzkie zrozumienie.

Kiedy Chrystus obiecał uczniom ten pokój, to tak jakby mówił do nich i do nas dzisiaj: „wiem, że nie rozumiecie czasów, w których żyjecie. Nie pojmujecie krzyża i cierpienia, które Mnie czekają. Ale Ja chcę doprowadzić wasze serca do miejsca pokoju. Nie będziecie w stanie stawić czoła temu, co przyjdzie bez Mojego pokoju w sobie. Musicie mieć w sobie Mój pokój.”

piątek, 16 maja 2008

PRZECZESZ WŁOSY SWOIMI PALCAMI

Chrystus określił ostateczne dni jako niepokojące i przerażające: „Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat... na ziemi lęk bezradnych narodów” (Łukasz 21:26,25).

Co nam dał Jezus, aby nas przygotować na te kataklizmy? Jakie było Jego antidotum na strach, który miał przyjść?

Podał nam ilustrację naszego Ojca, który troszczy się o wróbelki, Boga, który liczy wszystkie włosy na naszej głowie. Te ilustracje nabierają jeszcze większego znaczenia, kiedy rozważymy kontekst, w którym je podał Jezus.

On przedstawił te ilustracje swoim dwunastu uczniom, kiedy ich wysyłał, aby ewangelizowali miasta i wioski w Izraelu. Akurat obdarował ich mocą do wypędzania demonów i uzdrawiania wszelkich chorób i niemocy. Pomyślcie jaki to musiał być ekscytujący moment dla tych uczniów. Otrzymali moc czynienia cudów i znaków! Ale wtedy usłyszeli te napawające strachem ostrzeżenia od swojego Mistrza.

„Nie będziecie mieli ze sobą żadnych pieniędzy. Nie będziecie też mieli domu, ani nawet dachu nad głową. Natomiast będziecie nazywani heretykami i diabłami. Będą was bić w synagogach, stawiać przed sądami, wrzucać do więzień. Będziecie znienawidzeni, pogardzani, zdradzani i prześladowani. Będziecie musieli uciekać od miasta do miasta, żeby uniknąć ukamienowania.”

Wyobraźcie sobie teraz tych ludzi, jak z szeroko otwartymi oczami słuchają Jezusa. Musiał ich oblecieć strach. Wyobrażam sobie jak się zastanawiają: „Co to za służba? Czy to jest nasza przyszłość? Czy jest to najbardziej czarny scenariusz na życie, jaki kiedykolwiek słyszeliśmy?”

Jednak w tej samej scenie Jezus powiedział Swoim umiłowanym przyjaciołom trzy razy: „Nie bójcie się!” (Mat. 10:26,28, 31). Dał im też antidotum na wszelki strach. „Oko Ojca jest zawsze zwrócone na wróbelki. O ile bardziej jest ono zwrócone na was, których kocha?”

Jezus mówi: „Kiedy wątpliwości was zalewają – kiedy dochodzicie do końca swoich możliwości i wydaje wam się, że nikt nie widzi tego, co przeżywacie – oto jak możecie znaleźć odpocznienie i pewność. Patrzcie na te małe ptaszki za waszymi oknami. Przeczeszcie też palcami swoje włosy. Potem przypomnijcie sobie co wam powiedziałem, że te małe stworzonka mają wielką wartość dla waszego Ojca. A wasze włosy mają wam przypominać, że dla Niego stanowicie o wiele większą wartość. Jego oko jest zawsze zwrócone na was. A Ten, który widzi i słyszy wasz każdy ruch jest blisko.”

czwartek, 15 maja 2008

POPRZEZ TO WSZYSTKO

Kiedy Paweł czekał w Rzymie na sąd, był przetrzymywany w strasznych warunkach (zobacz List do Filipian 1:13-14). Przez cały czas pilnowali go żołnierze straży pretoriańskiej; nogi miał skute łańcuchami, mając żołnierzy po obu stronach. To byli bardzo bezwzględni, zatwardziali ludzie, którzy często przeklinali. Widzieli już wszystko i według nich każdy więzień był przestępcą, włączając w to Pawła.

Wyobraźcie sobie poniżenie, jakie Paweł znosił w tej sytuacji. Nie miał żadnej prywatności, ani choćby jednej chwili swobody. Każde odwiedziny przyjaciół były dokładnie monitorowane, a strażnicy prawdopodobnie szydzili z rozmów, jakie prowadził Paweł. Traktując go w ten sposób, chcieli pozbawić tego bogobojnego człowieka godności.

Pomyślcie o tym. Paweł był człowiekiem bardzo aktywnym, lubił podróżować po otwartych morzach i drogach, aby mieć społeczność z dziećmi Bożymi. Największą radość sprawiało mu odwiedzanie zborów, które założył w tej części świata. Teraz jednak był skuty łańcuchami i dosłownie przywiązany do najbardziej zatwardziałych i zepsutych ludzi, jacy wtedy żyli.

W tej sytuacji Paweł miał dwie możliwości. Mógł pogrążyć się w chorobliwym, zgorzkniałym nastroju, zadając ciągle na nowo te same pytania, skoncentrowane na sobie: „Dlaczego ja?” Mógł zatracić się w rozpaczy, wpadając w beznadziejną depresję, całkowicie pochłonięty myślami: „Oto jestem związany, moja służba skończona, tymczasem inni radują się żniwem dusz. Dlaczego?”

Zamiast tego, Paweł wybrał takie pytanie: „W jaki sposób moja obecna sytuacja przyniesie chwałę Chrystusowi? Jak wielkie dobro może wyniknąć z mojego doświadczenia?” Ten sługa Boży postanowił sobie: „Nie mogę zmienić swojego położenia. Być może umrę w tym stanie. Jednak wiem, że moje kroki są kierowane przez Pana. Dlatego skoro już jestem w tych łańcuchach, będę wywyższał Chrystusa i będę świadectwem dla świata. Niech i teraz Chrystus będzie uwielbiony czy to przez moje życie, czy przez śmierć.” (Filipian 1:20).

Nastawienie Pawła demonstruje jedyny sposób, w jaki możemy być wyrwani z naszej ciemnej doliny nieszczęścia i zmartwienia. Można zmarnować wszystkie swoje jutra, niecierpliwie czekając na uwolnienie z cierpienia. Jeżeli na tym się skoncentrujemy, to w naszym doświadczeniu możemy się całkowicie rozminąć z cudem i radością wyzwolenia.

Zwróć uwagę na stwierdzenie Pawła: „A chcę, bracia, abyście wiedzieli, że to, co mnie spotkało, posłużyło raczej ku rozkrzewieniu ewangelii” (Filipian 1:12). Paweł mówi: „Nie współczujcie mi i nie myślcie, że jestem zniechęcony patrząc w przyszłość. Nie mówcie też, że moja praca jest skończona. Tak, jestem w łańcuchach i cierpię, ale poprzez to wszystko zwiastowana jest ewangelia.”

wtorek, 13 maja 2008

RADUJCIE SIĘ W PANU

„Radujcie się w Panu zawsze, powtarzam, radujcie się” (Filipian 4:4). To są końcowe słowa Pawła do Filipian. Nie mówił on tak: „Jestem w więzieniu i te łańcuchy są błogosławieństwem. Jestem taki szczęśliwy z powodu tego bólu.” Jestem przekonany, że Paweł modlił sie codziennie o uwolnienie i prosił o siłę do wytrwania. Nawet Jezus w godzinie doświadczenia wołał do Ojca: „Dlaczego mnie opuściłeś?” W naszym doświadczeniu nasz pierwszy impuls jest takie, że wołamy: „Dlaczego? A Pan jest cierpliwy, kiedy słyszy takie wołanie.

Ale Bóg również zapewnił, że nasze „a co jeżeli” i „dlaczego” mogą znaleźć odpowiedź w Jego Słowie. Paweł pisze: „wiedząc, że jestem tu, aby bronić ewangelii, byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę” (Filipian 1:17,18). Innymi słowy mówi nam: „Zdecydowałem, żeby Słowo Boże było potwierdzone poprzez moje reakcje na ten ucisk. Postanowiłem w swoim umyśle, że nie dopuszczę do zniesławienia ewangelii, albo nie pozwolę, żeby była ona pozbawiona mocy.

Fakt jest taki, że Chrystus jest głoszony poprzez moje spokojne zachowanie, poprzez moje odpocznienie wśród tego wszystkiego. Każdy kto mnie widzi, wie że ewangelia, którą głoszę, przeprowadza mnie przez te trudne czasy. Dowodzi to, że Pan jest w stanie przeprowadzić każdego poprzez każdą sytuację, każdy ogień czy wodę i Jego ewangelia będzie zwiastowana poprzez te doświadczenia.”

To jest poselstwo, które słyszę poprzez Pawła i Abrahama. Nie musimy robić czegoś wielkiego dla Pana. Musimy Mu tylko zaufać. Naszym zadaniem jest położenie naszego życia w Boże ręce i uwierzenie, że On się zatroszczy o nas. Jeżeli w prosty sposób to uczynimy, to Jego ewangelia będzie zwiastowana bez względu na nasze okoliczności. Chrystus będzie objawiany w nas szczególnie w naszych trudnych okolicznościach.

Sam, jeden ze starszych naszego zboru kiedyś mi powiedział: „Pastorze Dawidzie, sposób w jaki ty reagujesz na trudności jest dla mnie świadectwem.” Sam jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego życie jest dla mnie kazaniem. On żyje z chronicznym bólem, który nie pozwala mu spać więcej niż kilka godzin każdej nocy. Pomimo tego stałego i strasznego bólu, jego poświęcenie dla Pana jest świadectwem dla nas wszystkich. Jego życie głosi Chrystusa tak potężnie, jak każde kazanie Pawła.

Tak więc, czy Chrystus jest zwiastowany w twoim obecnym przeżyciu? Czy twoja rodzina widzi ewangelię, która działa w tobie? Albo czy widzą tylko panikę, rozpacz i kwestionowanie Bożej wierności? Jak reagujesz na twoje doświadczenie?

poniedziałek, 12 maja 2008

BÓG MA WSZYSTKO POD KONTROLĄ

Obecnie cały świat drży z powodu terroryzmu i kataklizmów, jakie obserwujemy na ziemi. Codziennie budzimy się słysząc o innej katastrofie. Niektórzy obserwatorzy mówią, że jesteśmy świadkami początku trzeciej wojny światowej.

Niewierzący są przekonani, że nie ma rozwiązania, że wszystko pogrąża się w chaosie, gdyż nie ma „władzy, która wszystko widzi.” Ale ludzie Boży widzą to inaczej. Wiemy, że nie ma powodu do strachu, ponieważ Biblia przypomina nam ciągle na nowo, że Pan ma wszystko pod kontrolą. Nic na tym świecie nie dzieje się bez Jego wiedzy i przyzwolenia.

Psalmista pisze: „Bo do Pana należy królestwo, On panuje nad narodami” (Psalm 22:29). Podobnie prorok Izajasz oświadcza światu: „Zbliżcie się, narody, aby słuchać, i wy, ludy, słuchajcie uważnie! Niech słucha ziemia i to, co ją napełnia, okrąg ziemi i wszystko, co z niej wyrasta” (Księga Izajasza 34:1). Mówi: „Słuchajcie narody i nadstawcie ucha. Chcę wam powiedzieć coś ważnego o Stwórcy świata.”

Izajasz mówi, że kiedy Boży gniew obróci się przeciwko narodom i ich armiom, to sam Pan wyda ich na zabicie. „Oto narody są jak kropla w wiadrze i znaczą tyle, co pyłek na szalach wagi, oto wyspy ważą tyle, co ziarnko piasku...Wszystkie narody są niczym u niego, uważa je za pustą nicość. ...[Bóg] siedzi nad okręgiem ziemi, a jej mieszkańcy są jak szarańcze ... Z kim więc mnie porównacie” (Księga Izajasza 40:15,17, 22, 25).

Izajasz mówi więc do ludu Bożego, zniechęconego i strapionego wydarzeniami na świecie. Daje taką radę: „Spójrzcie na chwałę niebios. Zobaczcie miliony gwiazd. Wasz Bóg stworzył i nazwał każdą z nich. Czy nie jesteście dla Niego cenniejsi niż one? Dlatego nie bójcie się.”

Musimy wiedzieć, że w niebie jest mapa, plan, który nasz Ojciec wyrysował dla biegu historii. On też zna koniec już na początku. Wierzę, że kiedy ten plan się realizuje, powinniśmy zadawać sobie pytanie: „Na czym skupione jest oko Pana?” Boże oko nie jest skupione na dyktatorach tego świata, ani na ich pogróżkach.

Pismo zapewnia nas, że bomby tych ludzi, ich armie i potęgi, są niczym dla Pana. On się z nich śmieje i postrzega ich jak odrobinki pyłu, które niedługo zdmuchnie (zobacz Izajasza 40:23,24).

piątek, 9 maja 2008

NA DARMO SIĘ TRUDZIŁEM

Czy byłoby to dla was szokiem, gdybyście się dowiedzieli, że Jezus doświadczał tego samego uczucia, że niewiele osiągnął?

W 49 rozdziale księgi Izajasza czytamy takie słowa: „Lecz ja pomyślałem: Na darmo się trudziłem, na próżno i daremnie zużyłem swoją siłę...” Zwróć uwagę, że nie są to słowa Izajasza, który został powołany przez Boga w dojrzałym wieku. Są to słowa samego Chrystusa, wypowiedziane przez człowieka powołanego... w łonie matki... „Pan od łona matki nazwał mnie po imieniu... stworzył swoim sługą od poczęcia, aby nawrócić do niego Jakuba (i zebrać Izraela)” (49:1,5).

Kiedy natrafiłem na ten fragment, który czytałem już wcześniej wiele razy, moje serce było zdziwione. Wprost nie mogłem uwierzyć w to, co czytałem. Słowa Jezusa o „pracy na darmo” były odpowiedzią na słowa Ojca, który właśnie oświadczył: „Jesteś Moim sługą, przez ciebie się wsławię” (49:3). Czytamy tą zadziwiającą odpowiedź Jezusa w następnym wersecie: „Na darmo się trudziłem, na próżno i daremnie zużyłem swoją siłę” (49:4).

Po przeczytaniu tego fragmentu w swoim biurze, wstałem i powiedziałem: „Jakie to wspaniałe. Trudno mi uwierzyć, że Chrystus wyznawał Ojcu, że przeżywał to, co przeżywamy my, ludzie. W Swoim człowieczeństwie doświadczył takiego samego zniechęcenia, przygnębienia, takich samych zranień. Miał takie same myśli, jakie ja miałem na temat mojego życia. Według mnie, nie to zostało mi obiecane. Zmarnowałem swoje siły; wszystko na darmo.

Te słowa spowodowały, że jeszcze bardziej pokochałem Jezusa. Uświadomiłem sobie, że fragment z Listu do Hebrajczyków 4:15 to nie jakiś slogan, ale że nasz Pan był doświadczony we wszystkim, podobnie jak i my, i tak jak my był kuszony, jednak nie zgrzeszył. Doznawał takich samych pokus ze strony szatana, słyszał ten sam oskarżający głos: „Twoja misja nie została wypełniona. Twoje życie zawiodło. W swojej pracy nie masz się czym wykazać.”

Chrystus przyszedł na ten świat, aby wypełnić Bożą wolę poprzez ożywienie Izraela. Wykonał to, co zostało mu zlecone. Ale Izrael Go odrzucił. „Do Swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli” (Ew. Jana 1:11).

Dlaczego Jezus, czy jakaś kobieta czy mężczyzna Boży, mieliby wypowiadać rozpaczliwe słowa: „Na darmo się trudziłem”? Jak Syn Boży mógł coś takiego powiedzieć? I dlaczego pokolenia wiernych wierzących ludzi zostały zredukowane do przygnębiających słów: To wszystko jest rezultatem porównywania małych rezultatów z wielkimi oczekiwaniami.

Być może pomyślisz: „To poselstwo odnosi się chyba tylko do kaznodziejów, albo tych, którzy zostali powołani przez Boga do jakiegoś wielkiego dzieła. Widzę, że ma to zastosowanie do misjonarzy, czy proroków biblijnych. Ale co to ma wspólnego ze mną?” Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy powołani do jednego, wielkiego, wspólnego celu i jednej wspólnej służby, a mianowicie, aby być jak Jezus. Jesteśmy powołani, by wzrastać na Jego podobieństwo, być przemieniani na Jego obraz.

czwartek, 8 maja 2008

BĄDŹCIE STALI I NIEWZRUSZENI

Z 49 rozdziału księgi Izajasza dowiedzieliśmy się, że Pan zna naszą walkę. On ją staczał przed nami. Nie jest to grzech, kiedy nachodzą nas myśli, że nasza praca jest daremna, albo kiedy jesteśmy przybici uczuciem zawodu z powodu niespełnionych oczekiwań. Sam Jezus to przeżywał, a był przecież bez grzechu.

Bardzo niebezpiecznie jest jednak pozwolić, by kłamstwa z piekła jątrzyły i nękały twoją duszę. Jezus pokazał nam wyjście z takiej sytuacji w następujących słowach: „Na próżno się trudziłem ... ale Pan to osądzi i Pan widzi moją pracę” (Izajasza 49:4, moje podkreślenie kursywą). Hebrajskie określenie oceny czy osądu, to słowo „werdykt.” Chrystus mówi: „Ostateczny werdykt należy do Mojego Ojca. Tylko On wydaje ocenę wszystkiego, co robiłem, i jak byłem w tym efektywny.”

Poprzez ten werset Bóg zachęca nas: „Przestańcie wydawać werdykt w sprawie swojej pracy dla Mnie. To nie wasza sprawa, żeby oceniać jak byliście efektywni. Nie macie też prawa nazywać siebie nieudacznikami. Nie wiecie jeszcze jaki wywarliście wpływ. Po prostu nie widzicie błogosławieństwa, które na was czeka.” I rzeczywiście, nie dowiemy się wielu rzeczy dotąd, aż staniemy przed Nim w wieczności.

W 49 rozdziale księgi Izajasza Jezus słyszał, jak Ojciec mówił w wielu słowach: „Izrael nie jest jeszcze zgromadzony. Tak, powołałem cię, żebyś zgromadził plemiona i nie stało się to w taki sposób, jaki sobie wyobrażałeś. Ale to powołanie było tylko małą rzeczą w porównaniu z tym, co cię czeka. To było nic, w porównaniu z tym, co mam przygotowane. Uczynię ciebie światłością dla całego świata. Przyniesiesz zbawienie dla całej ziemi” (zobacz Izajasza 49:5,6).

Kiedy diabeł podsuwa ci kłamstwo i mówi, że wszystko, co robiłeś, jest daremne, że nigdy nie zobaczysz spełnienia swoich oczekiwań, Bóg w Swojej chwale przygotowuje większe błogosławieństwo. On ma przygotowane większe rzeczy, ponad to wszystko, o czym myślałeś, czy o co prosiłeś.

Nie mamy słuchać kłamstw wroga. Zamiast tego, musimy odpoczywać w Duchu Świętym, wierząc, że dokończy dzieła i uczyni nas bardziej podobnymi do Chrystusa. Musimy powstać z naszej rozpaczy i stanąć mocno na Jego Słowie: „A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (1 Koryntian 15:58).

środa, 7 maja 2008

ODDAJ MI WSZYSTKIE SWOJE JUTRA

Pan ukazał się Abrahamowi i dał mu niesamowite polecenie: „Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę” (1 Mojżeszowa 12:1).

Cóż za zdumiewająca rzecz. Ni stąd ni zowąd Bóg wybiera człowieka i mówi mu: „Chcę, żebyś wstał i poszedł, zostawiając wszystko: dom, krewnych, a nawet swój kraj. Chcę cię posłać do innego miejsca i w drodze będę ci pokazywał jak tam dojść.”

Jak zareagował Abraham na to niesamowite Słowo od Pana? „Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo, i wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hebrajczyków 11:8).

O co Bogu chodziło? Dlaczego przeszukiwał narody, żeby znaleźć jednego człowieka, a potem mu polecić, by zostawił wszystko i wybrał się w podróż bez mapy, bez ustalonego kierunku, bez określonego celu podróży? Pomyśl tylko o co Bóg prosił Abrahama. Nie powiedział mu w jaki sposób będzie karmił czy zaopatrywał jego rodzinę. Nie pokazał jak daleko ma iść, albo kiedy tam dojdzie. Na początku powiedział mu tylko dwie rzeczy: „Idź” i „Ja ci wskażę drogę.”

Mówiąc krótko, Bóg powiedział Abrahamowi: „Począwszy od tego dnia, chcę abyś oddał Mi wszystkie swoje jutra. Masz przeżyć resztę swojego życia, dzień po dniu składając przyszłość w Moje ręce. Proszę ciebie, abyś powierzył swoje życie obietnicy, którą ci daję, Abrahamie. Jeżeli tak zrobisz, będę ci błogosławił, prowadził ciebie, aż doprowadzę cię do miejsca, o którym nawet nie śniłeś.”

Miejsce, do którego Bóg chciał prowadzić Abrahama, jest tym, do którego On chce zabrać każdego członka ciała Chrystusa. Abraham jest, jak to nazywają bibliści, „wzorcowym człowiekiem,” kimś, kto służy jako przykład tego jak należy chodzić przed Panem. Postać Abrahama pokazuje czego wymaga się od wszystkich, którzy chcą się podobać Bogu.

Nie myślcie sobie, że Abraham był młodzieńcem, kiedy Bóg go powołał do tego zadania. Prawdopodobnie miał plany, dotyczące zabezpieczenia przyszłości dla swojej rodziny, więc rozważając Boże powołanie, musiał brać pod uwagę wiele rzeczy. Jednak Abraham „uwierzył Panu i Bóg mu to poczytał za sprawiedliwość” (1 Mojżeszowa 15:6).

Apostoł Paweł pisze, że wszyscy, którzy uwierzą i zaufają Chrystusowi, są dziećmi Abrahama. I tak jak Abraham, jesteśmy uznani za sprawiedliwych, gdyż posłuchaliśmy tego samego wezwania, aby powierzyć wszystkie nasze jutra w ręce Pana.

wtorek, 6 maja 2008

OJCIEC WIE

Jezus wzywa nas do takiego życia, które nie myśli o jutrze i kładzie całą przyszłość w Jego ręce: „Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.

Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia” (Ew. Mateusza 6:31-34).

Jezus nie miał na myśli tego, abyśmy w ogóle nie planowali, czy nie robili niczego z myślą o przyszłości. Mówi On raczej: „Nie zamartwiaj się o jutro.” Kiedy o tym myślimy, to okazuje się, że większość naszych zmartwień dotyczy tego, co może się wydarzyć jutro. Jesteśmy ciągle niepokojeni przez te trzy małe słowa: A co jeżeli?

Co będzie, jeżeli ekonomia zawiedzie i stracę pracę? Jak spłacę kredyt? Jak będzie żyć moja rodzina? A co jeżeli stracę ubezpieczenie? Jeżeli zachoruję, albo będę musiał iść do szpitala, to będziemy zrujnowani. Albo co będzie, jeżeli w chwili doświadczenia zawiedzie moja wiara? Wszyscy mamy tysiące niepokojących pytań „A co jeżeli.”

Jezus przerywa nasze „A co jeżeli” i mówi: „Twój Ojciec w niebie wie jak się o ciebie zatroszczyć.” Dalej mówi: „Nie musisz się martwić. Twój Ojciec wie, że tego wszystkiego potrzebujesz i On o tobie nie zapomni. On jest wierny, żeby ciebie nakarmić, ubrać i zaspokoić wszystkie twoje potrzeby.”

„Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? ... Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą .A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie był tak przyodziany, jak jedna z nich.

Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni?” (Ew. Mateusza 6:26, 28-30).

Chętnie oddajemy Panu swoje ‘wczoraj,’ nasze grzechy przeszłości. Ufamy, że przebaczy nasze upadki, zwątpienia i strachy przeszłości. Dlaczego więc nie zrobimy tego samego w odniesieniu do przyszłości? Prawda jest taka, że większość z nas trzyma się kurczowo przyszłości i chcemy zachować prawo do naszych marzeń. Snujemy swoje plany niezależnie od Boga, a później prosimy Go, żeby błogosławił i spełniał nasze nadzieje i pragnienia.

poniedziałek, 5 maja 2008

POKÓJ I BEZPIECZEŃSTWO

Jest jedna rzecz, której boję się bardziej niż wszystkiego innego, a mianowicie, abym nie odszedł od Chrystusa. Drżę na samą myśl, że mógłbym stać się leniwy, duchowo obojętny, zaniechać modlitwy i całymi dniami nie czytać Słowa Bożego. Podczas moich podróży po całym świecie, byłem świadkiem „duchowego tsunami” zła. Całe denominacje dały się złapać falom tego tsunami, pozostawiającego po sobie ruiny i apatię. Biblia wyraźnie ostrzega, że jest to możliwe, aby oddani Bogu wierzący, oddalali się od Chrystusa.

Chrześcijanin, który za wszelką cenę szuka „pokoju i bezpieczeństwa,” a ledwie utrzymuje swoje zbawienie, płaci wysoką cenę duchową. Jak więc możemy ustrzec się przed oddaleniem od Chrystusa i zaniedbaniem „tak wielkiego zbawienia”? Wyjaśnia to Paweł: „Dlatego musimy tym baczniejszą zwracać uwagę na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi”((Hebrajczyków 2:1).

Bóg nie jest zainteresowany tym, abyśmy umieli „szybko przeczytać” całe Jego Słowo. Czytanie wielu rozdziałów dziennie czy próba przeczytania całej Biblii w krótkim czasie, może dać nam to dobre uczucie osiągnięcia czegoś. Ale daleko ważniejsze jest to, abyśmy to, co czytamy, „słyszeli” uszami duchowymi i rozmyślali o tym w ten sposób, by było to „słychać” w naszych sercach.

Trzymanie się Słowa Bożego nie było błahą sprawą dla Pawła, który z miłością ostrzega: „Dlatego musimy tym baczniejszą zwracać uwagę na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi” (Hebrajczyków 2:1). Mówi również: „Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście próby nie przeszli” (2 Koryntian 13:5).

Paweł nie sugeruje wierzącym, że nie przeszli próby. Zachęca ich raczej: „Skoro kochacie Chrystusa, sprawdzajcie samych siebie. Róbcie duchową inwentaryzację. Wiecie wystarczająco wiele na temat chodzenia z Jezusem, żeby rozumieć, że zostaliście odkupieni, że On was kocha i nie odwrócił się od was. Jednak zapytajcie samych siebie jak wygląda wasza społeczność z Chrystusem? Czy pilnujecie jej z całą pilnością? Czy polegacie na Nim w trudnych chwilach?”

Może zdajesz sobie sprawę i mówisz: „Widzę, że oddalam się w moim życiu, że mam taką tendencję do drzemki. Wiem, że modlę się coraz mniej. Moja droga za Panem nie jest taka, jaka powinna być.”

„Staliśmy się bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność, jaką mieliśmy na początku” (Hebrajczyków 3:14).

piątek, 2 maja 2008

WYBAWCA

Apostoł Piotr pisze tak: „Bóg... również starożytnego świata nie oszczędził, lecz ocalił jedynie ośmioro wraz z Noem, zesławszy potop na świat bezbożnych; miasta Sodomę i Gomorę spalił do cna i na zagładę skazał jako przykład dla tych, którzy by mieli wieść życie bezbożne, natomiast wyrwał sprawiedliwego Lota. Umie Pan wyrwać pobożnych z pokuszenia” (2 Piotra 2:4-9).

Pomimo całej powagi wynikającej z powyższych przykładów, Bóg posyła wyraźne poselstwo pociechy dla Swojego ludu, tak jakby chciał powiedzieć: „Podałem wam właśnie dwa największe przykłady Mojej litości. Jeżeli w czasie potopu, który objął cały świat, mogłem wyratować jednego sprawiedliwego człowieka i jego rodzinę... to czy nie mogę wyratować również i was? Czy nie mogę zapewnić cudownej drogi wyjścia?

„Jeżeli mogę zesłać sąd w postaci ognia i siarki, który pożera całe miasta, i w tym samym czasie wysłać aniołów, aby wyratować Lota i jego córki... to czy nie mogę posłać aniołów, aby wyprowadzili ciebie z twoich doświadczeń?”

Przedstawiona tutaj lekcja dla ludzi sprawiedliwych jest taka: Bóg uczyni wszystko, co będzie potrzebne, aby wybawić Swój lud z ognia doświadczeń i pokus. Pomyśl o tym. Aby wybawić Izraela z rąk wroga, potrzebne było rozdzielenie Morza Czerwonego. Aby zachować tych samych Izraelitów w innym doświadczeniu na pustyni, potrzebna była woda ze skały. Aby zachować ich od głodu, potrzebny był cudowny chleb, pokarm aniołów, dosłownie zesłany z nieba. Aby zachować Noego przed potopem potrzebna była arka, a „eskorta aniołów” uratowała Lota przed zniszczeniem przez ogień. Oto wyraźne poselstwo – Bóg umie wyrwać pobożnych, a żeby tego dokonać, posunie się nawet do skrajności, bez względu na okoliczności.

Określenie Piotra „Bóg umie wyrwać pobożnych,” oznacza po prostu: „On już ma plany.” Wspaniała prawda jest taka, że Bóg ma plany ratunku, zanim my do Niego zawołamy. On też nie ukrywa tych planów, tylko czeka na nasze wołanie o pomoc. Możemy być zaangażowani w walkę swojego życia i zastanawiać się jak Bóg nas wybawi, lecz On jest cały czas gotowy, żeby wprowadzić Swój plan w czyn.

Jest to zilustrowane w 29 rozdziale Księgi Jeremiasza, kiedy Izrael znajdował się w niewoli babilońskiej. To było jedno z największych doświadczeń, jakie kiedykolwiek przeżywał lud Boży, ale Pan im obiecał: „Gdy upłynie siedemdziesiąt lat, nawiedzę was i spełnię na was swoją obietnicę.”

„Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją” (Jeremiasza 29:11). To ostatnie określenie oznacza dosłownie „aby dać wam to, za czym tęsknicie.” Bóg chce, abyśmy się modlili i byli gotowi na Jego wybawienie.