czwartek, 31 lipca 2008

„NAWET PO ŚMIERCI PRZEMAWIA”

Czytając Hebr. 11 znajdujemy najważniejszy czynnik w życiu ludzi tam wymienionych. Każdy z nich miał szczególną cechę, która zawierała ten rodzaj wiary, która podoba się Bogu. Co to był za element? Ich wiara zrodziła się z głębokiej intymności z Panem.

Prawda jest taka, że nie można mieć wiary, która podoba się Bogu, bez dzielenia się z Nim intymną zażyłością. Co mam na myśli, mówiąc o zażyłości? Mówię o bliskości z Panem, która wypływa z tęsknoty za Nim. Ten rodzaj intymności, to bliska, osobista więź i społeczność. Ona jest wtedy, kiedy pragniemy Pana bardziej, niż czegokolwiek innego w tym życiu.

„Przez wiarę złożył Abel Bogu wartościowszą ofiarę niż Kain, dzięki czemu otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy, gdy Bóg przyznał się do jego darów, i przez nią jeszcze po śmierci przemawia” (Hebr. 11:4). Chcę podkreślić kilka znaczących rzeczy z tego wiersza. Po pierwsze, sam Bóg świadczy o ofierze lub darze Abla. Po drugie, Abel musiał zbudować ołtarz dla Pana, na którym złożył ofiarę. Ofiarował nie tylko baranka bez skazy, ale również jego tłuszcz. „Abel także złożył ofiarę z pierworodnych trzody swojej i z tłuszczu ich” (1 Mojż. 4:4).

Co ten tłuszcz oznacza? 2 Mojżeszowa mówi o tłuszczu, „A kapłan spali je na ołtarzu jako pokarm ofiary ogniowej, jako woń przyjemną. Wszystek tłuszcz należy do Pana” (3 Mojż. 3:16). Tłuszcz był tą częścią ofiary, który dawał przyjemną woń. Ta część zwierzęcia paliła się najszybciej, wydając miłą woń. Ten tłuszcz jest obrazem modlitwy, lub społeczności, która jest przyjemna dla Boga. Reprezentuje naszą służbę dla Pana w naszej ukrytej komorze modlitwy. Sam Pan oświadcza, że takie intymne uwielbianie wznosi się do Niego, jako miła woń.

Pierwsza wzmianka w Biblii o takim uwielbianiu odnosi się do Abla. Dlatego Abel jest wymieniony w panteonie bohaterów wiary w 11 rozdziale listu do Hebrajczyków. Jest typem sługi, który miał społeczność z Panem, ofiarując Mu to, co najlepsze. Ten tekst stwierdza, że przykład Abla żyje dzisiaj, jako świadectwo prawdziwej, żywej wiary: „Jeszcze po śmierci przemawia” (Hebr. 11:4).

środa, 30 lipca 2008

POMNAŻAJMY NASZĄ WIARĘ

Marek 4 przekazuje historię o Jezusie i Jego uczniach w łodzi, która była miotana falami na wzburzonym morzu. Czytając tę historię, widzimy, jak Chrystus uspokoił te fale prostym rozkazem. Potem zwrócił się do uczniów i zapytał, „Jakże to, że jeszcze nie macie wiary”? (Mar. 4:40).

Może pomyślisz, że to było szorstkie. Przecież to ludzkie uczucie, by bać się w czasie takiego sztormu. Jezus nie o tym mówił. Raczej chciał im powiedzieć, „Już tyle jesteście ze Mną, a dalej nie wiecie, kim jestem? Jak to możliwe, że tak długo już chodzicie ze Mną, a nie znacie mnie osobiście”?

Uczniowie byli zaskoczeni, widząc zdumiewający cud, który uczynił Jezus. „I zdjął ich strach wielki i mówili jeden do drugiego: Kim więc jest Ten, że i wiatr, i morze są mu posłuszne”?

Czy możecie to sobie wyobrazić? Uczniowie Jezusa nie znali Go. On osobiście powołał każdego z nich, by szli za Nim i usługiwali wraz z Nim dla tłumów ludzi. Dokonywali cudów uzdrowień, karmili tłumy głodnych ludzi, ale dalej byli nie rozumieli w pełni, kim ich Mistrz w rzeczywistości był.

Niestety, tak też jest dzisiaj. Wielu chrześcijan pływało w łodzi z Jezusem, usługiwało wraz z Nim i przemawiało do tłumów w Jego imieniu, ale tak naprawdę nie znają swojego Mistrza. Nie spędzają czasu w intymnej społeczności z Nim. Nigdy nie siadają cicho w Jego obecności, by otwierać swoje serca przed Nim, słuchając i rozważając to, co On chce im powiedzieć.

Inną scenę na temat wiary uczniów widzimy w Łukasza 17. Uczniowie przyszli do Jezusa i prosili „Przydaj nam wiary” (Łuk. 17:5). Wielu chrześcijan dzisiaj zadaje to samo pytanie: „Jak zdobyć wiarę”? Ale nie szukają odpowiedzi u samego Pana.

Jeżeli chcesz mieć większą wiarę, musisz zrobić to samo, co Jezus powiedział do Swoich uczniów w tym urywku. Jak On odpowiedział na ich prośbę o wiarę? „Przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napiję” (17:8). Jezus chciał powiedzieć, „Ubierz strój cierpliwości, a potem przyjdź do Mojego stołu i jedz ze Mną. Chcę, byś najpierw Mnie nakarmił. Pracowałeś ochotnie dla Mnie przez cały dzień. Teraz chcę, byś miał ze Mną społeczność. Siądź przy Mnie, otwórz swoje serce i ucz się ode Mnie.

wtorek, 29 lipca 2008

ON PODOBAŁ SIĘ BOGU

Henoch cieszył się bliską społecznością z Panem. Właściwie, to jego społeczność z Bogiem była tak intymna, że Pan przeniósł go do chwały na długo, zanim jego życie na ziemi mogło by się zakończyć. „Przez wiarę zabrany został Henoch, aby nie oglądał śmierci i nie znaleziono go, gdyż zabrał go Bóg. Zanim jednak został zabrany, otrzymał świadectwo, że się podobał Bogu” (Hebr. 11:5).

Dlaczego Pan postanowił przenieść Henocha? Początkowe słowo tego wiersza mówi wyraźnie, że to z powodu jego wiary. Ponadto, na końcu również czytamy, że wiara Henocha podobała się Bogu. Greckie słowo określające podobać się, oznacza „w pełni zjednoczony, w pełnej zgodzie, w całkowitej jedności”. Krótko mówiąc, Henoch miał najbliższą z możliwych społeczność z Panem, jaką ktokolwiek z ludzi mógł mieć. I taka intymna relacja podobała się Bogu.

Biblia mówi nam, że Henoch zaczął chodzić z Bogiem, kiedy urodził mu się syn Matuzalem. W tym czasie Henoch miał sześćdziesiąt pięć lat. Następne 300 lat żył w intymnej relacji z Bogiem. List do hebrajczyków wyraźnie mówi, że Henoch miał tak bliskie kontakty z Ojcem, był tak blisko w stałej społeczności, że Bóg postanowił zabrać go do Siebie do domu. Pan jakby powiedział do Henocha, „W ciele nie możesz już być bliżej Mnie. By wzmocnić moją intymną więź z tobą, muszę cię zabrać, byś był przy Moim boku” Tak więc przeniósł Henocha do chwały.

Według listu do hebrajczyków 11:5, ta intymna więź z Henochem podobała się Bogu. A przypominam, że ten człowiek nigdy ni uczynił żadnego cudu, nigdy nie napisał rozprawy teologicznej i nigdy nie uczynił żadnego wielkiego czynu, który byłby wart opisania w Biblii. Zamiast tego czytamy prosty opis życia tego wiernego człowieka: „Henoch chodził z Bogiem”.

Henoch miał intymną społeczność z Ojcem. Jego życie jest jeszcze jednym świadectwem tego, co znaczy prawdziwe chodzenie w wierze.

poniedziałek, 28 lipca 2008

PRZYJACIEL BOŻY

Zobaczcie, jak sam Bóg określił Swoje relacje z Abrahamem: „Abraham, mój przyjaciel” (Izajasz 41:8) Tak samo Nowy Testament mówi nam, „I uwierzył Abraham Bogu.... i nazwany został przyjacielem Boga” (Jakuba 2:23).

Jakież to niesamowite wyróżnienie, być nazwany przyjacielem Boga. Większość chrześcijan śpiewa znaną pieśń, „Przyjacielem naszym Jezus”. Te biblijne słowa są prawdą i mają moc. Wydaje się to przekraczać ludzkie pojęcie, by Stwórca wszechświata nazwał człowieka Swoim przyjacielem. A jednak tak było z Abrahamem. To znak bliskiej społeczności z Bogiem.

Hebrajskie słowo, którego Izajasz używa do określenia przyjaciela, oznacza uczucie i bliskość. Jakub w języku greckim, dla określenia przyjaciela używa słowa drogi, bliski współpracownik. Jedno i drugie oznacza głęboką, wzajemną intymność.

Czym bliżej jesteśmy Chrystusa, tym większe mamy pragnienie, by żyć święcie przed Nim. Ponadto zaczynamy widzieć wyraźnie, że Jezus jest naszym jedynym fundamentem.

Biblia mówi nam, że Abraham „Oczekiwał miasta mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą jest Bóg” (Hebr. 11:10). Dla Abrahama nic w tym życiu nie miało trwałej wartości. Pismo Święte mówi, że dla niego ten świat był obcym i nie chciał tu zapuszczać korzeni. Niebiański kraj, do którego Abraham tęsknił, nie był fizycznym miejscem, a chodziło raczej o to, by być w domu z Ojcem. Hebrajskie słowo określające „niebiański kraj”, to Pater. Pochodzi ono od słowa Ojciec. Tak więc kraj, do którego Abraham zdążał, to było dosłownie miejsce u Ojca.

A jednak Abraham nie był mistykiem. Nie był ascetą, który wkładał święte szaty i żył w duchowej mgle. Ten człowiek żył życiem ziemskim i był mocno zaangażowany w sprawy tego świata. Posiadał tysiące bydła i miał tylu sług, że mógł sformować mały oddział zbrojny. Abraham był człowiekiem zajętym, kierował swoimi sługami oraz kupował i sprzedawał swoje bydło, owce i kozy.

A jednak, pomimo tylu zajęć biznesowych i odpowiedzialności, Abraham znalazł czas na intymną społeczność z Panem.

piątek, 25 lipca 2008

SIŁA W POZOSTAWANIU ZIELONYM

Czytałem i studiowałem 9 rozdział Objawienia o szarańczy. Kiedy czytałem wiersz 4, jak Bóg rozkazał szarańczy, by nie niszczyła nic zielonego, pojawiła się pewna myśl.

Uświadomiłem sobie, że jest to klucz do tego, by być bezpiecznym w czasie terroru: „być zielonym”. Dawid pisał, „Lecz ja jestem jak oliwka zielona w domu Bożym; na wieki wieków” (Psalm 52:10).

To „zielone”, o czym pisze Dawid, oznacza duchowe zdrowie. Oznacza to rozkwit, wzrost i wydawanie owocu. Dawid mówi nam, „Moje zdrowie bierze się z zaufania Bogu. Rozkwitam, ponieważ zwracam się do Niego. Moje zaufanie do Boga tworzy we mnie życie duchowe”.

Oto wspaniała prawda na temat pozostawania zielonym. „Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który na człowieku polega i z ciała czyni swoje oparcie, a od Pana odwraca się jego serce! Jest on jak jałowiec na stepie i nie widzi tego, że przychodzi dobre; mieszka na zwietrzałym gruncie na pustyni, w glebie słonej, nie zaludnionej” (Jeremiasz 17:5-6).

Pan ostrzega, „Nie ufaj człowiekowi. Jeżeli swoją wiarę oprzesz na sile ludzkiej, a nie na Mnie, będziesz przeklęty”.

Jeżeli natomiast złożymy naszą ufność w Panu, oto co wytworzy nasza wiara: „Błogosławiony mąż, który polega na Panu, którego ufnością jest Pan! Jest on jak drzewo zasadzone nad wodą, które nad potok zapuszcza swoje korzenie, nie boi się, gdy upał nadchodzi, lecz jego liść pozostaje zielony, i w roku posuchy się nie frasuje i nie przestaje wydawać owocu” (17:7-8).

Jeżeli całkowicie ufamy Ojcu, zapuszczamy korzenie w Jego rzece zdrowia, a Jego boska moc – soczyste, zielone, duchowe zdrowie – płynie w nas i przez nas. Chociaż wokoło wszystko więdnie, my kwitniemy, jak zielone drzewa, zdrowe i mocne. A kiedy przyjdzie godzina doświadczeń, nie będziemy usychać, ale nasza wiara będzie wzrastać.

czwartek, 24 lipca 2008

BOŻY OGIEŃ WCIĄŻ PŁONIE

Niestety, duża część Ciała Chrystusa dzisiaj odzwierciedla współczesną Dolinę Suchych Kości. Jest to pustynia pełna wyblakłych szkieletów upadłych chrześcijan. Kaznodzieje i inni oddani wierzący wypalili się z powodu uprzykrzonych grzechów. Teraz są zawstydzeni, ukrywają się w jaskiniach, które sami zbudowali. Podobnie, jak Jeremiasz, powiedzieli sobie, „Nie wspomnę o nim i już nie przemówię w Jego imieniu” (Jeremiasz 20:9).

Bóg nadal zadaje to samo pytanie, jakie zadał Ezechielowi: „Czy te suche kości mogą znowu ożyć”? Odpowiedzią na to pytanie jest absolutne „TAK”. Jak? To stanie się przez odnowienie naszej wiary w Słowo Boże.

Słowo Pana jest jak ogień trawiący. Jest to jedyne prawdziwe światło, które mamy w naszej ciemnej nocy rozpaczy. To nasza jedyna obrona przed kłamstwami nieprzyjaciela, kiedy szepce, „Już koniec, utraciłeś ogień i nigdy już go nie odzyskasz”.

Jedyna rzecz, która wyprowadzi nas z naszej ciemności, to wiara. A wiara przychodzi przez słuchanie Słowa Bożego. Po prostu musimy uchwycić się Słowa Bożego, które zostało w nas zasiane. Pan obiecał, „Ja was nigdy nie opuszczę, dlatego nie macie powodu do rozpaczy. Nie ma powodu do rezygnacji. Odpocznijcie w moim Słowie”.

Może pomyślisz, „Ale ta ciemna noc jest gorsza, niż cokolwiek przedtem. Słyszałem już tysiąc kazań na temat Słowa Bożego, ale żadne z nich wydaje się nie mieć teraz dla mnie wartości”. Nie bój się; Boży ogień ciągle w tobie płonie, nawet wtedy, kiedy go nie widzisz. Ty masz do tego ognia dolewać paliwa twojej wiary. To uczynisz poprzez zaufanie Panu. Kiedy tak postąpisz, zobaczysz, jak twoje wątpliwości i pożądliwości zostaną spalone.

Duch Boży ponownie wlewa życie w każdy zestaw suchych kości. Przypomina im Słowo zaszczepione w nich. Ci, którzy kiedyś leżeli martwi, są ożywieni. Wołają tak, jak Jeremiasz, „Ogień Boży był we mnie zamknięty już zbyt długo. Dłużej już tego nie zatrzymam. Czuję moc Pana, która daje mi życie. Będę ogłaszał Słowo, które On mi dał. Będę zwiastował Jego miłosierdzie i moc uzdrawiania”.

środa, 23 lipca 2008

MOJE ŻYCIE JEST OCALONE

W całym Piśmie Świętym największe objawienie dobroci Bożej przychodziło do ludzi w czasie kłopotów, doświadczeń, izolacji i trudności. Przykład tego widzimy w życiu Jana. Przez trzy lata ten uczeń kładł się na piersi Jezusa i to był czas pełnego odpocznienia, pokoju i radości, bez kłopotów i doświadczeń. W tym czasie Jan nie otrzymał wielu objawień. Znał Jezusa tylko, jako Syna człowieczego. A kiedy otrzymał objawienie Chrystusa w chwale?

To stało się, kiedy Jan został zaprowadzony do Efezu w łańcuchach. Został zesłany na wyspę Patmos, skazany na ciężkie roboty. Był izolowany, bez społeczności, bez rodziny i przyjaciół, którzy by go pocieszali. Był to czas całkowitej beznadziejności, najniższy punkt w jego życiu.

Tam Jan otrzymał objawienie Pana, które stało się zakończeniem Biblii; księgę Objawienia. W tej godzinie ciemności doszło do niego światło Ducha Świętego i Jan zobaczył Jezusa takiego, jakiego nigdy przedtem nie widział. Zobaczył dosłownie Chrystusa, jako Syna Bożego.

Jan nie otrzymał tego objawienia, kiedy był z innymi apostołami, ani nawet w dniach, kiedy Jezus był na ziemi. A teraz, w najczarniejszej godzinie Jan zobaczył Chrystusa w całej jego chwale, który ogłosił, „Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła” (Objaw. 1:18). To niesamowite objawienie spowodowało, że Jan upadł na twarz, ale Jezus go podniósł i pokazał mu zestaw kluczy, które trzymał w dłoni. Powiedział do Jana, „Nie bój się” (1:17).

Wierzę, że takie objawienie dochodzi do każdego modlącego się i cierpiącego sługi w czasie jego potrzeby. Duch Święty mówi, „Jezus ma klucze życia i śmierci. Dlatego odejście każdego jest w Jego rękach”. To objawienie ma przynieść pokój do naszych serc. Tak, jak Jan, mamy widzieć Jezusa, który stoi przed nami i trzyma klucze życia i śmierci, zapewniającego nas, „Nie bój się, Ja trzymam klucze”. Jaka ma być nasze odpowiedź? Podobnie jak Job, mamy mówić z wiarą, „Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione” (Job 1:21).

wtorek, 22 lipca 2008

ON TRZYMA WSZYSTKIE KLUCZE

W całym Piśmie Świętym największe objawienie dobroci Bożej przychodziło do ludzi w czasie kłopotów, doświadczeń, izolacji i trudności. Przykład tego widzimy w życiu Jana. Przez trzy lata ten uczeń kładł się na piersi Jezusa i to był czas pełnego odpocznienia, pokoju i radości, bez kłopotów i doświadczeń. W tym czasie Jan nie otrzymał wielu objawień. Znał Jezusa tylko, jako Syna człowieczego. A kiedy otrzymał objawienie Chrystusa w chwale?

To stało się, kiedy Jan został zaprowadzony do Efezu w łańcuchach. Został zesłany na wyspę Patmos, skazany na ciężkie roboty. Był izolowany, bez społeczności, bez rodziny i przyjaciół, którzy by go pocieszali. Był to czas całkowitej beznadziejności, najniższy punkt w jego życiu.

Tam Jan otrzymał objawienie Pana, które stało się zakończeniem Biblii; księgę Objawienia. W tej godzinie ciemności doszło do niego światło Ducha Świętego i Jan zobaczył Jezusa takiego, jakiego nigdy przedtem nie widział. Zobaczył dosłownie Chrystusa, jako Syna Bożego.

Jan nie otrzymał tego objawienia, kiedy był z innymi apostołami, ani nawet w dniach, kiedy Jezus był na ziemi. A teraz, w najczarniejszej godzinie Jan zobaczył Chrystusa w całej jego chwale, który ogłosił, „Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła” (Objaw. 1:18). To niesamowite objawienie spowodowało, że Jan upadł na twarz, ale Jezus go podniósł i pokazał mu zestaw kluczy, które trzymał w dłoni. Powiedział do Jana, „Nie bój się” (1:17).

Wierzę, że takie objawienie dochodzi do każdego modlącego się i cierpiącego sługi w czasie jego potrzeby. Duch Święty mówi, „Jezus ma klucze życia i śmierci. Dlatego odejście każdego jest w Jego rękach”. To objawienie ma przynieść pokój do naszych serc. Tak, jak Jan, mamy widzieć Jezusa, który stoi przed nami i trzyma klucze życia i śmierci, zapewniającego nas, „Nie bój się, Ja trzymam klucze”. Jaka ma być nasze odpowiedź? Podobnie jak Job, mamy mówić z wiarą, „Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione” (Job 1:21).

poniedziałek, 21 lipca 2008

ŁASKA LUDZI

Bóg często używa aniołów, by usługiwali ludziom. Jednak najczęściej używa Swoich ludzi, by rozdzielali Jego łaskę. Dlatego jesteśmy uczestnikami jego łaski; by być kanałami do jej przekazywania. Mamy ją rozdzielać dla innych. Ja to nazywam „łaską ludzi”.

„A każdemu z nas dana została łaska według miary daru Chrystusowego” (Efez. 4:7). Z powodu pociechy, którą przekazujemy poprzez łaskę Bożą, niemożliwe jest, by ktokolwiek z nas smucił się przez cały czas. W pewnym momencie jesteśmy uzdrowieni przez Pana i zaczynamy budować zbiornik łaski Bożej.

Wierzę, że to miał na myśli Paweł, kiedy pisał, „której sługą zostałem według daru łaski Bożej, okazanej mi..., abym zwiastował poganom niezgłębione bogactwo Chrystusowe” (Efez. 3:7-8). „Boście wszyscy wraz ze mną współuczestnikami łaski” (Filip. 1:7). Apostoł przekazuje tu bardzo ważne przesłanie. Mówi, „Kiedy idę przed Boży tron, by otrzymać łaskę, to dla waszego dobra, bo chcę być dla was miłosiernym pasterzem, a nie sądzić. Chcę móc rozdzielać wam łaskę w czasie waszej potrzeby”. Łaska Boża uczyniła Pawła współczującym pasterzem, który był w stanie smucić się z tymi, którzy byli zasmuceni.

Piotr pisze, „Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy szafarze rozlicznej łaski Bożej” (1 Piotra 4:10). Co to znaczy, być dobrym szafarzem albo rozdzielcą rozlicznej łaski Bożej? Czy jestem takim człowiekiem? Albo czy poświęcam czas, modląc się tylko o moje osobiste boleści, smutki i zmagania?

Umiłowani, nasze obecne cierpienia produkują w naszym życiu coś cennego. Powodują w nas wołanie o dar miłosierdzia i łaski, by zaoferować ją innym, którzy cierpią. Nasze cierpienia powodują, że chcemy być dawcami łaski.

piątek, 18 lipca 2008

OKRUCHY

Kobieta, której córka była dręczona przez demona, usilnie szukała pomocy Jezusa. Wreszcie uczniowie zwrócili uwagę Mistrza, „Panie, odpraw ją, pozbądź się jej, bo ona nie przestanie Ci przeszkadzać” Zauważcie odpowiedź Jezusa na prośbę tej kobiety: „On zaś nie odpowiedział jej ani słowa” (Mat. 15:23). Chrystus zignorował całą tę sytuację. Dlaczego to robił? Jezus wiedział, że ta historia będzie opowiadana w każdym przyszłym pokoleniu i chciał przekazać prawdę wszystkim, którzy będą to czytać. Dlatego poddał próbie wiarę tej kobiety, mówiąc, „Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela” (15:24). Chrystus mówił, „Przyszedłem dla zbawienia Żydów. Dlaczego miałbym marnować ich Ewangelię dla Pogan”?

Gdyby nam tak odpowiedział, większość z nas od razu by odeszła, ale nie ta niewiasta. Pytam – jak często rezygnujesz z modlitwy? Ile razy zniechęciłeś się i powiedziałeś, „Szukałem Pana, modliłem się i prosiłem, a nie ma żadnych rezultatów”?

Zobacz, co odpowiedziała ta niewiasta. Nie odpowiedziała z pretensjami, ani pokazując palcem i mówiąc. „ Jezu, dlaczego mi odmawiasz”? Nie. Pismo Święte mówi coś innego: „Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie, pomóż mi”! (15:25).

To, co nastąpiło potem, aż trudno czytać. Jeszcze raz Jezus potraktował szorstko tę kobietę. Powiedział do niej, „Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom (15:26). Jeszcze raz ją doświadczał.

Teraz ta matka Mu odpowiedziała, „Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich” (15:27). Co za niesamowita odpowiedź. Ta zdeterminowana kobieta nie miała zamiaru zrezygnować z szukania pomocy u Jezusa. Jezus za to ją pochwalił. Powiedział „Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny” (15:28).

Umiłowani, my nie mamy się zadowalać okruchami. Mamy obietnicę wszelkiej łaski i miłosierdzia w naszym kryzysie. To wszystko obejmuje każdy kryzys w naszej rodzinie zbawionej lub nie zbawionej. Jesteśmy zaproszeni, by wejść odważnie przed tron Chrystusa, z ufnością.

czwartek, 17 lipca 2008

PONAD LUDZKĄ NADZIEJĘ

Przychodzi czas, kiedy pewne sytuacje w życiu są poza ludzką nadzieją. Nie ma pociechy, ani doktora, ani lekarstwa, ani niczego innego, co mogłoby pomóc. Sytuacja stała się niemożliwa. Potrzebny jest cud, albo skończy się tragedią.

W takich czasach jedyna nadzieja, to przyjście do Jezusa. Nie ma znaczenia, kto to jest; ojciec, matka czy dziecko. Taka osoba musi przyjąć na siebie odpowiedzialność, by uchwycić się Jezusa. Musi też postanowić, „Nie odejdę, aż Pan mi odpowie. On musi mi powiedzieć, „Wysłuchałem cię i możesz odejść”.

W Ewangelii Jana jest opisana taka rodzina w kryzysie: „A był w Kafarnaum pewien dworzanin, którego syn chorował” (Jan 4:46). Była to rodzina znana, może nawet książęca. Duch śmierci już zawisł nad tym domem i rodzice starali się pomóc swojemu umierającemu synowi. Może w domu byli inni członkowie rodziny; wujkowie, ciocie, dziadkowie lub inne dzieci. Czytamy, że cała rodzina uwierzyła, włącznie ze sługami. „Uwierzył ojciec i cały dom” (4:53).

Ktoś w tej utrapionej rodzinie wiedział, kim jest Jezus i słyszał o Jego cudownej mocy. W jakiś sposób ta wiadomość dotarła do ich domu, że Chrystus przybył do Kany, odległej około 40 kilometrów. W desperacji ojciec wziął na siebie ten obowiązek, by dotrzeć do Jezusa. Pismo Święte mówi nam, „Gdy ten usłyszał, iż Jezus przyszedł z Judei do Galilei, udał się do niego” (4:47).

Ten dworzanin postanowił i dotarł do Jezusa. Biblia mówi, że „prosił [Jezusa], aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż był bliski śmierci” (4:47). Wspaniały obraz wstawiennictwa. Ten człowiek odłożył wszystko, by szukać Pana i usłyszeć Słowo.

Chrystus odpowiedział mu, „Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie” (4:48). Co Jezus miał na myśli? On mówił temu dworzaninowi, że cudowne uzdrowienie nie jest najważniejszą i najpilniejszą potrzebą. Zamiast tego na pierwszym planie jest wiara tego człowieka. Pomyślcie o tym: Chrystus mógł pójść do domu tego człowieka, włożyć ręce na umierającego syna i uzdrowić go. Wtedy ta rodzina wiedziałaby o Jezusie tylko to, że On czyni cuda.

Chrystus chciał czegoś więcej dla tego człowieka i jego rodziny. Chciał, by uwierzył, że On jest Bogiem w ciele. Dlatego powiedział do tego dworzanina, „Czy w twojej potrzebie naprawdę szukasz Boga? Czy wierzysz, że Ja jestem Chrystusem, Zbawicielem świata”? Dworzanin odpowiedział, „Panie, wstąp, zanim umrze dziecię moje” (4:49). W tym momencie Jezus musiał zobaczyć wiarę tego człowieka i jakby powiedział, „On wierzy, że Ja jestem Bogiem w ciele”, bo następnie czytamy, „Rzecze mu Jezus: Idź, syn twój żyje” (4:50).

środa, 16 lipca 2008

FUNDAMENT WIARY

Na jakim fundamencie zbudowana jest twoja wiara? Pismo Święte mówi nam, że wiara przychodzi przez słuchanie i że Słowo Boże daje nam „duchowe uszy”, którymi możemy słyszeć (patrz Rzymian 10:17). Oto co Biblia mówi o doświadczeniu pustyni w naszym życiu:

• „Niech nie zaleją mnie fale, Niech nie pochłonie mnie głębina.. Wysłuchaj mnie, Panie, bo dobrą jest łaska twoja... Nie zakrywaj oblicza swego przed sługą swoim” (Psalm 69:15-17).
• Wyraźnie mówi, że wody utrapienia zalewają życie bogobojnych.
• „Albowiem doświadczyłeś nas, Boże, Oczyściłeś nas w ogniu, jak się czyści srebro. Wpędziłeś nas w sidła, Włożyłeś brzemię na biodra nasze.... Szliśmy przez ogień i wodę” (66:10-12). Kto nas wpędza w sidła w sidła? To czyni Bóg.
• „Zanim zostałem upokorzony, błądziłem, Ale teraz strzegę twego słowa. Dobrze mi, żem został upokorzony, Abym się nauczył ustaw twoich” (119:67,71). Te wersety mówią wyraźnie, że to jest dla nas dobre – nawet jest to błogosławieństwem – być utrapionym.

Zwróć uwagę na świadectwo Psalmisty: „Miłuję Pana, gdyż wysłuchał Głosu mego, błagania mego.... Spętały mnie więzy śmierci I opadły mnie trwogi otchłani, Ucisk i zmartwienie przyszły na mnie. Wtedy wezwałem imienia Pana: Ach, Panie, ratuj duszę moją!” (Psalm 116:1-4). Oto wierny sługa, który kochał Boga i miał wielką wiarę. Mimo tego spotykały go smutki, ból, kłopoty i śmierć.

Ten temat znajdujemy w całej Biblii. Słowo Boże głośno ogłasza, że droga do wiary wiedzie przez powodzie i ogień: „Droga twoja wiodła przez morze, A ścieżki twoje przez wielkie wody” (Psalm 77:20). „Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija... Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu” (Izaj. 43:19). „Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię; gdy pójdziesz przez ogień nie spłoniesz, a płomień nie spali cię” (Izaj. 43:2). „Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem, który cię ująłem za twoją prawicę i który mówię do ciebie: Nie bój się, Ja cię wspomogę!” (Izaj. 42:13).

Ten ostatni werset zawiera ważny klucz: Na każdej pustyni, którą przechodzimy, nasz Ojciec trzyma nas za rękę. A jednak tylko ci, którzy przez pustynie przechodzą, doświadczą pociechy z Jego ręki. On wyciąga ją do tych, którzy przechodzą przez fale utrapień.

wtorek, 15 lipca 2008

MOC DUCHA DO WYBAWIENIA

„ Który z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci nas wyrwał i wyrwie; w nim też nadzieję pokładamy, że i nadal wyrywać będzie” (2 Kor. 1:10). Co za niesamowite stwierdzenie! Paweł mówi: „Duch mnie wyrwał z beznadziejnej sytuacji. On mnie wyrywa nawet teraz. On też nadal mnie będzie wyrywał z moich wszystkich utrapień.”

Przyjęcie Ducha Świętego nie jest określane przez jakieś emocjonalne manifestacje. (Ja jednak wierzę, że są manifestacje Ducha.) Ja mówię o przyjęciu Ducha poprzez ciągle wzrastające poznanie. Przyjęcie Go oznacza posiadanie wzrastającego światła na temat Jego mocy do wybawienia, Jego zaopatrzenia i tego, że On chce nieść nasze ciężary.

Powtarzam słowa Piotra: „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę” (2 Piotra 1:3). Według Piotra, boska moc Ducha nie przychodzi jako manifestacja. On najpierw przychodzi „ przez poznanie tego, który nas powołał.”

„Z Jego pełni myśmy wszyscy wzięli” (Jana 1:16). Ponadto Duch Święty nie jest w pełni przyjęty dotąd, aż przejmie pełną kontrolę. Po prostu nie przyjęliśmy Go, jeżeli nie oddaliśmy Mu pełnej kontroli. Musimy się oddać całkowicie w jego ręce.

Pozwólcie, że podam wam ostatni przykład, żeby to zilustrować. W Księdze Rodzaju19 znajdujemy Lota i jego rodzinę w strasznym kryzysie. Na ich miasto Sodomę miał spaść Boży sąd, więc Bóg posłał swoich aniołów, żeby ich wyratować. Lot otworzył swoje drzwi dla tych posłańców Pana i oni weszli do domu. Mieli moc z nieba, żeby uratować cała rodzinę. Ale aniołowie nie zostali przyjęci.

W końcu aniołowie musieli siłą wyprowadzić Lota i jego rodzinę z Sodomy. Bóg cały czas chciał ich uratować w tym procesie ucieczki. On chciał ich karmić i przyodziewać i opiekować się nimi. Ale jak wiemy, żona Lota oglądnęła się wstecz i umarła.

Poselstwo aniołów było proste: „Jeżeli chcecie, żeby Bóg kierował, to musicie Jemu oddać stery. Jeżeli u Niego szukacie ratunku, to musicie zrezygnować ze swoich planów i ochotnie pójść Jego drogą.” Krótko mówiąc, Duch Święty nie używa siły, żeby wybawić wątpiących. Niewiara zatrzymuje Jego działanie. Musimy dobrowolnie pozwolić Mu zmieniać nasze życie, jeżeli to jest Boża droga do naszego wybawienia.

poniedziałek, 14 lipca 2008

BOŻA RADOŚĆ

Bóg nie tylko kocha swój lud, ale raduje się z każdego z nas. To jest dla Niego wielka przyjemność. On właściwie jest błogosławiony kiedy nas trzyma i ratuje.

Widzę ten rodzaj przyjemności rodzicielskiej w mojej żonie Gwen, kiedykolwiek zadzwoni któreś z naszych wnuków. Gwen zapala się jak choinka bożonarodzeniowa, kiedy ma na linii jedno z naszych kochanych malutkich. Nic jej nie może oderwać od telefonu. Gdybym jej nawet powiedział, że przed naszymi drzwiami stoi prezydent, ona by mnie uciszyła i kontynuowała rozmowę.

Jak mógłbym oskarżyć mojego Ojca niebiańskiego, że cieszy się ze mnie mniej niż ja się cieszę z mojego potomstwa? Czasami moje dzieci mnie zawiodły, robiąc coś wbrew temu, czego ich uczyłem. Ja jednak nigdy ani razu nie przestałem ich kochać albo radować się z nich. Jeżeli ja mam taki rodzaj cierpliwej miłości, będąc niedoskonałym ojcem, to o ile bardziej nasz Ojciec niebiański troszczy się o nas, jako Swoje dzieci?

Jozue i Kaleb stanęli wśród zgromadzenia Izraela i wołali: „Jeżeli Pan ma w nas upodobanie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da ją nam” (4 Mojż. 14:8). Jakie proste a zarazem potężne oświadczenie. Mówili oni tak: „Nasz Pan nas kocha i raduje sie nami. On też unicestwi każdego olbrzyma, ponieważ sprawia Mu to radość, kiedy może to robić dla nas. Dlatego nie możemy patrzeć na przeszkody. Musimy mieć oczy skierowane na wielką miłość naszego Pana do nas”

W całym Piśmie Świętym czytamy o tym, że Bóg raduje się z nas: „Podobają mu się ci, którzy postępują nienagannie” (Przypowieści Salomona 11:20). „Modlitwa prawych podoba mu się” (15:8). „Wyratował mię od potężnego nieprzyjaciela, bo był mocniejszy ode mnie. Ale Pan był podporą moją. Wyprowadził mnie na szeroką przestrzeń, Wyratował mnie, gdyż mię umiłował”
(Psalm 18:18,19).

Absolutnie konieczne jest, abyśmy wierzyli, że Bóg nas kocha i raduje się nami. Wtedy będziemy w stanie przyjąć to, że wszelkie okoliczności w naszym życiu w końcu okażą się wolą naszego kochającego Ojca względem nas. Wyjdziemy z naszej pustyni opierając się na kochającym ramieniu Jezusa. On też zamieni nasz smutek w radość.

piątek, 11 lipca 2008

PRZEZWYCIĘŻANIE CIEMNOŚCI

Tylko jedna rzecz zwycięża i rozprasza ciemność, a jest nią światło. Izajasz oświadczył: „Lud, który chodził w ciemności ujrzał wielką światłość” (Izajasz 9:2). Podobnie powiedział Jan: „Ta światłość świeci w ciemności, ale ciemność jej nie przemogła” (Jana 1:5).

Światło reprezentuje zrozumienie. Kiedy mówimy „widzę światło”, to mówimy: „Teraz rozumiem.” Czy widzisz co mówi Pismo? Pan chce otwierać nasze oczy nie żebyśmy widzieli zwycięskiego diabła, ale żebyśmy otrzymali nowe objawienie. Nasz Bóg posłał nam Swojego Ducha Świętego, którego moc jest większa niż wszystkie moce piekła. „Większy jest ten, który jest w was niż ten, który jest na świecie” (1 Jana 4:4).

W Księdze Objawienia czytamy o tym jak piekło wypluło szarańcze i skorpiony, które mają wielką moc. Czytamy o smokach, bestiach, stworzeniach z rogami jak też o nadchodzącym Antychryście. Nie znamy jednak znaczenia tych wszystkich stworzeń. Właściwie nie musimy ich znać. Nie musimy się martwić o Antychrysta, ani znak bestii.

W nas mieszka Duch Wszechmogącego Boga i Jego Chrystusa. Paweł oświadcza, że moc Ducha Świętego działa w nas. Inaczej mówiąc, Duch Święty żyje w nas w tej chwili.

Jak więc ten Duch Święty działa w nas w tych trudnych czasach? Jego moc jest wyzwalana tylko wtedy, kiedy przyjmujemy Go jako tego, który niesie nasze ciężary. Duch Święty został nam dany właśnie w tym celu, aby nieść nasze troski i zmartwienia. Jak możemy powiedzieć, że Go przyjęliśmy, jeżeli nie oddaliśmy Mu naszych ciężarów?

Duch Święty nie jest zamknięty w chwale, ale jest tutaj i mieszka w nas. Czeka, żeby przejąć kontrolę nad każdą sytuacją w naszym życiu, włączając w to nasze trudne doświadczenia. A więc jeżeli trwamy w strachu, rozpaczy, kwestionowaniu, pogrążaniu się coraz głębiej w niepokoju, to nie przyjęliśmy Go jako naszego pocieszyciela, pomocnika, przewodnika, ratownika i siły.

Świadectwem dla świata jest chrześcijanin, który złożył wszelki ciężar na Ducha Świętego. Tak jak Tesalończycy, człowiek wierzący widzi wszędzie ogarniające problemy, ale ma radość Pana. Ufa Duchowi Bożemu, który go pociesza i prowadzi poprzez każde doświadczenie. Ma też mocne świadectwo dla zgubionego świata, bo ma w sobie radość pomimo tego, że jest otoczony przez ciemność. Jego życie mówi temu światu: „Ten człowiek zobaczył światło.”

czwartek, 10 lipca 2008

UKRYTA KOMORA

„ Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie” (Mateusz 6:6)

W przeszłości nauczałem, że z powodu konieczności zarabiania na życie możemy mieć „Ukrytą komorę modlitwy” gdziekolwiek: w samochodzie, autobusie, podczas przerwy w pracy. W pewnym stopniu to jest prawda. Ale jest jeszcze coś więcej. Greckie słowo określające „komorę” w tym wersecie oznacza „prywatny pokój, ukryte miejsce.” Było to oczywiste dla słuchaczy Jezusa, bo domy w ich kulturze miały takie wewnętrzne pomieszczenie, które służyło jako rodzaj magazynu. Jezus polecił wejść do tego ukrytego pomieszczenia pojedynczej osobie i zamknąć za sobą drzwi. Tam wejdziesz w taki rodzaj modlitwy, jaka nie jest możliwa w kościele czy z twoim partnerem modlitwy.

Jezus sam dał przykład, kiedy odchodził na ustronne miejsce, aby sie modlić. Pismo mówi nam wiele razy, że Jezus „odszedł na miejsce ustronne” aby spędzać czas na modlitwie. Nikt nie był bardziej zajęty, gdyż On był ustawicznie obciążany potrzebami ludzi, którzy Go otaczali i miał mało czasu dla Siebie. Pomimo tego czytamy: „ A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce, i tam się modlił” (Marek 1:35). „ A gdy rozpuścił lud, wstąpił na górę, aby samemu się modlić. A gdy nastał wieczór, był tam sam” (Mat.14:23).

Wszyscy mamy swoje usprawiedliwienia dlaczego nie modlimy się w komorze, w szczególnym miejscu sam na sam. Mówimy, że nie mamy takiego prywatnego miejsca, albo nie mamy na to czasu. Thomas Manton, bogobojny pisarz purytański mówi tak: „Mówimy, że nie mamy czasu, aby sie modlić w komorze. Mamy jednak czas na wszystko inne: czas na jedzenie, picie, czas dla dzieci, ale nie na to co podtrzymuje wszystko inne. Mówimy, że nie mamy takiego prywatnego miejsca, ale Jezus znalazł górę, Piotr dach budynku, prorocy pustynię. Jeżeli kogoś kochasz, to znajdziesz czas, aby być z nim sam na sam.”

Czy widzisz ważność nastawienia swojego serca na to, aby się modlić w komorze? Tu nie chodzi o legalizm, czy niewolę, ale o miłość. To chodzi o Bożą dobroć dla nas. On widzi co jest przed nami i wie, że potrzebujemy wielkich zasobów, codziennego uzupełniania. To wszystko się znajduje w komorze modlitwy z Nim.

środa, 9 lipca 2008

POSADZENI Z JEZUSEM

Według Pawła my, którzy wierzymy w Jezusa, zostaliśmy wzbudzeni z duchowej śmierci i posadzeni z Nim w okręgach niebieskich. „I nas, którzy umarliśmy przez upadki, (Bóg) ożywił wraz z Chrystusem - łaską zbawieni jesteście - i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Efezjan 2:5-6).

Gdzie są te okręgi niebieskie, w których zostaliśmy posadzeni z Jezusem? To nic innego niż Boża sala tronowa – tron łaski, mieszkanie Wszechmogącego. Dwa wersety dalej czytamy jak zostaliśmy doprowadzeni do tego wspaniałego miejsca: „Gdyż łaską zbawieni jesteście przez wiarę; nie jest to z was, jest to Boży dar” (2:8).

Ta sala tronowa to siedziba wszelkiej mocy i panowania. Jest to miejsce, gdzie Bóg rządzi nad wszystkimi zwierzchnościami i mocami i panuje nad sprawami ludzi. Tu w tej sali tronowej on kontroluje każdy ruch szatana i sprawdza każdą myśl człowieka.

Chrystus siedzi po prawicy Ojca. Pismo mówi nam: „Wszystko przez Niego zostało stworzone” (Jana 1:3). „I w Nim zamieszkała cała pełnia Boskości” (Kolosan 2:9). W Jezusie jest wszelka mądrość i pokój,wszelka moc i siła, wszystko, co jest potrzebne do zwycięskiego, owocnego życia. Otrzymaliśmy dostęp do tych wszystkich bogactw, które są w Chrystusie.

Paweł mówi nam: „Jak pewne jest to, że Chrystus został wzbudzony z martwych, tak my zostaliśmy wzbudzeni z Nim przez Ojca. I jak pewne jest to, że Jezus zasiadł na tronie chwały, tak my zostaliśmy przeniesieni z Nim do tego chwalebnego miejsca. Ponieważ jesteśmy w Nim, to jesteśmy tam gdzie On jest. To jest przywilej wszystkich wierzących. To oznacza, że zostaliśmy posadzeni z Nim w tym samym niebiańskim miejscu, gdzie On mieszka.”

Paweł mówi, że wszelkie duchowe błogosławieństwa są udzielane w sali tronowej. Wszystkie bogactwa Chrystusowe są tam dostępne dla nas: stabilność, siła, odpocznienie, ciągle wzrastający pokój. „Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios” (Efezjan 1:3).

wtorek, 8 lipca 2008

WIELKIE PRZEBUDZENIE

Co masz na myśli przez wielkie przebudzenie? Mówię o tym, co opisuje Paweł, jako objawienie i oświecenie. „Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego” (Efezjan 1:17-19).

Paweł mówił Efezjanom: „Modlę się, aby Bóg dał wam świeże objawienie, żeby otworzył wasze oczy na wasze powołanie. Proszę Go, aby dał wam nowe zrozumienie dotyczące waszego dziedzictwa, bogactwa w Chrystusie, które się wam należą. Bóg chce w was uwolnić potężną moc. To ta sama moc, która była w Jezusie. Tak, ta sama moc, która jest w siedzącym na tronie Chrystusie w niebie, jest w was teraz.”

Według Pawła (Wielkość mocy Jego), którą okazał w Chrystusie, kiedy Go wzbudził z martwych i posadził po Swojej prawicy w okręgach niebiańskich” jest to ta sama „przemożna Jego siła , która działa w nas, którzy wierzymy” (1:20,19). Dlatego Paweł zachęca: „Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze” (2 Kor. 13:5).

Jak mamy sprawdzać samych siebie? Poprzez mierzenie siebie w porównaniu z wielkimi obietnicami Bożymi. Mamy siebie pytać: „Czy korzystam ze źródeł Chrystusa, żeby dać odpór diabłu? Czy korzystam z Jego mocy, aby zwyciężać grzech? Czy żyję stale w radości, pokoju i odpocznieniu, które Jezus obiecał każdemu wierzącemu bez wyjątku?”

Twoje osobiste „wielkie przebudzenie” przychodzi w dniu, kiedy spojrzysz na swoje życie i zawołasz: „Musi być coś więcej w życiu z Chrystusem niż to co mam. Wszystkie moje plany się nie udały i legły w gruzach. Żyję jako więzień strachu i pożądliwości ciała. Ale nie mogę tak dłużej.

„Wiem, że Pan mnie powołał do czegoś więcej niż tylko życia w porażkach. Nie chcę być hipokrytą. Boże, czy jest takie miejsce, gdzie możesz mnie napełnić nową siła, abym mógł żyć w zwycięstwie? Czy naprawdę jesteś gotowy, aby mnie uczynić kimś więcej niż zwycięzcą w moich staraniach? Czy to prawda, że zapewniłeś miejsce doskonałego pokoju dla mnie w moich walkach?

Czy jest to możliwe, abym miał z Tobą ustawiczną bliską społeczność? Czy to prawda, że nie muszę już więcej popadać w apatię, ani walczyć, żeby się Tobie podobać? Czy jest właściwie takie miejsce odpocznienia w Tobie, gdzie już nigdy nie będę potrzebował przebudzenia, bo moja wiara pozostanie niewzruszona?”

KAŻDA WALKA ZWYCIĘZCĄ

Bóg obiecał, że z każdej walki wyjdziesz jako zwycięzca, ukoronowany Jego siłą. „ Powstań, Panie, w mocy swojej, a będziemy śpiewać i wysławiać potęgę Twoją” (Psalm 21:14).

W jaki sposób Pan „ochrania” nas przy pomocy tych błogosławieństw dobroci i miłosierdzia?Duch Święty wypędza od nas wszelki strach – strach przed upadkiem, przed tym, aby nie być odciętym od Boga, przed utraceniem obecności Ducha Świętego – przez wszczepienie w nas Jego radości. Mamy iść naprzód z radością tak, jak Dawid, gdyż Bóg nas zapewnia, że zwyciężymy.

Jednak tak niewielu chrześcijan ma tę radość i niezmierną pewność. Wielu z nich nie zna odpocznienia duszy czy pokoju obecności Chrystusa. Chodzą wkoło jakby w żałobie, widzą siebie pod palcem Bożego gniewu, a nie pod Jego ochraniającymi skrzydłami. Widzą Go jako szorstkiego nadzorcę, który jest cały czas gotowy, aby spuścić bicz na ich grzbiety. Dlatego żyją nieszczęśliwi, bez nadziei, bardziej martwi niż żywi.

Ale w Bożych oczach naszym problemem nie jest grzech, tylko zaufanie. Jezus załatwił nasz problem grzechu raz na zawsze na Golgocie. On nie wraca do naszej przeszłości: „Tym razem przekroczyłeś granicę.” Nigdy!Jego postawa względem nas jest wręcz odwrotna. Jego Duch ustawicznie nas pociąga, przypomina nam o miłosierdziu Ojca nawet w środku naszych upadków.

Kiedy skupiamy się na naszych grzechach, to tracimy z oczu to, czego Bóg chce dla nas najbardziej: Bez wiary nie można się podobać Bogu. Ten, kto przystępuje do Boga musi wierzyć że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają szczerze” (Hebr. 11:6). Ten werset mówi wszystko. Nasz Bóg nagradza i tak bardzo pragnie obdarowywać nas Swoim miłosierdziem, że błogosławi nas przed czasem.

Nasz niebiański Ojciec chce, żebyśmy Go tak postrzegali. On wie kiedy będziemy pokutowali za nasze upadki i grzechy. On wie, kiedy przychodzi nasze złamanie. Ale nie może się doczekać tej chwili, dlatego włącza się i mówi: „Chcę zapewnić moje dziecko, że nie będzie sądzone, bo Ja już mu przebaczyłem poprzez oczyszczającą krew Mojego Syna.”

poniedziałek, 7 lipca 2008

„Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę” (2 Piotra 1:3).

Przez lata twierdziłem, że jestem napełniony Duchem. Składałem świadectwo, że zostałem ochrzczony Duchem. Głosiłem, że Duch Święty daje mi moc do świadczenia i że mnie uświęca. Modliłem się w Duchu, rozmawiałem z Duchem, chodziłem w Duchu i słyszałem Jego głos. Naprawdę wierzę, że Duch Święty jest mocą Bożą.

Mogę was zaprowadzić do miejsca, gdzie zostałem napełniony Duchem w wieku ośmiu lat. Czytałem wszystko, co Biblia mówi na temat Ducha Świętego. Ale niedawno zauważyłem, że modlę się tak: „Czy naprawdę znam tę niesamowitą moc, która żyje we mnie? Czy może Duch jest dla mnie tylko jakąś doktryną? Czy może ja Go w jakiś sposób ignoruję? Czy nie proszę Go, żeby sprawiał we mnie to, co jest Jego celem?”

Prawda jest taka, że możesz mieć coś bardzo cennego i nie wiedzieć o tym. Nie możesz się cieszyć tym, co masz, ponieważ nie wiesz jaką to ma wartość.

Jest taka historia o rolniku, który przez całe swoje życie pracował na swoim gospodarstwie. Przez całe dziesięciolecia orał tę glebę pełną kamieni, żył bardzo biednie i wreszcie zmarł niezadowolony. Po jego śmierci gospodarstwo przeszło na jego syna. Pewnego dnia podczas orki syn znalazł samorodek złota. Dał to do wyceny i dowiedział sie, że jest to czyste złoto. Wkrótce ten syn odkrył, że farma była pełna złota. Natychmiast stał się bogatym człowiekiem. Jednak to bogactwo było zakryte przed jego ojcem, chociaż było w jego ziemi przez całe jego życie.

Tak samo jest z Duchem Świętym. Wielu z nas żyje w nieświadomości tego, co mamy, mocy która mieszka w nas. Niektórzy chrześcijanie przeżywają całe życie myśląc, że mają wszystko, co przyniósł Duch Święty, podczas gdy nie przyjęli Go w pełni i mocy. Nie wykonuje On w nich wiecznego dzieła, które jest Jego celem.

piątek, 4 lipca 2008

MODLITWA RODZINNA

Jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie” (Mat 18:19). Niektórzy chrześcijanie nazywają to „modlitwą uzgodnienia.” Jesteś bardzo błogosławiony, jeżeli masz oddanego Bogu brata czy siostrę, z którymi możesz się modlić. Najmocniejsi wstawiennicy jakich znałem pochodzili z tej grupy dwóch lub trzech.

Miejscem, w którym ten rodzaj modlitwy ma największą moc, jest dom. Moja żona i ja modlimy się razem codziennie i wiem, że to trzyma rodzinę razem. Modliliśmy się o każde z naszych dzieci, kiedy wzrastały, by żadne z nich nie zginęło. Modliliśmy się o ich przyjaciół i relacje i o ich przyszłych partnerów, a teraz robimy to samo w odniesieniu do naszych wnuków.

Niewiele rodzin chrześcijańskich poświęca czas na modlitwy w domu. Ja osobiście mogę zaświadczyć, że jestem w służbie dzisiaj dzięki mocy modlitwy rodzinnej. Kiedy byłem dzieckiem, codziennie, bez względu na to gdzie bawiłem się ja czy moje rodzeństwo, przed domem czy na ulicy, moja mama wołała sprzed drzwi naszego domu: „Dawid, Jerry, Juanita, Ruth, czas na modlitwę!” (Mój brat Don jeszcze się nie narodził).

Wszyscy sąsiedzi wiedzieli o naszym czasie modlitwy rodzinnej. Czasami nienawidziłem tego wołania i irytowałem się i narzekałem na to. Ale w tych chwilach modlitwy wyraźnie coś się działo, kiedy Duch poruszał naszą rodzinę i dotykał naszych dusz.

Może nie widzisz siebie jako prowadzącego modlitwę rodzinną. Może masz współmałżonka, który nie chce współpracować, czy zbuntowane dziecko. Kochani, nie ma znaczenia to kto nie chce się angażować. Ty nadal możesz pójść do kuchni, skłonić swoją głowę i modlić się. To może być czas modlitwy o domowników i każdego członka rodziny, których znasz.

czwartek, 3 lipca 2008

POTRZEBUJĘ CIEBIE

Niektórzy chrześcijanie nie chcą być połączeni z innymi członkami ciała Chrystusowego. Chcą mieć społeczność z Jezusem, ale świadomie izolują się od innych wierzących. Nie chcą mieć nic wspólnego z ciałem, a jedynie z głową.

Ale ciało nie może się składać tylko z jednego członka. Czy możesz sobie wyobrazić głowę, z której wyrasta tylko jedna ręka? Ciało Chrystusa nie może się składać tylko z głowy, bez innych członków czy organów. Jego ciało składa się z wielu członków. Nie możemy być jedno z Chrystusem, nie będąc również z Jego ciałem.

Potrzebna jest nie tylko głowa, ale całe ciało. Jesteśmy spleceni razem nie tylko ze względu na to, że potrzebujemy Jezusa, ale dlatego że potrzebujemy siebie wzajemnie. Paweł powiada: „Oko nie może powiedzieć ręce; nie potrzebuję ciebie, ani też głowa nodze: nie potrzebuję ciebie” (1 Kor. 12:21).

Zwróć uwagę na drugą część tego wersetu. Nawet głowa nie może powiedzieć do innego członka: „nie potrzebuję was.” Co za niesamowite stwierdzenie! Paweł mówi nam: „Chrystus nigdy nie powie do członka Swojego ciała: „Nie potrzebuję was.” Nasza głowa chętnie łączy się z każdym z nas. Ponadto mówi, że wszyscy jesteśmy bardzo ważni, a nawet nieodzowni dla funkcjonowania Jego ciała.

Jest to szczególnie prawdą w odniesieniu do członków, które mogły zostać zranione i są zbolałe. Paweł podkreśla: „O wiele bardziej są potrzebne te członki, które są słabe” (12:22). Apostoł dodaje potem: „A te członki w ciele, które uważamy za mniej zacne, otaczamy większym szacunkiem, a dla wstydliwych członków naszych dbamy o większą przyzwoitość” (23:23). Mówi on o tych w ciele Chrystusa, którzy są niewidoczni, ukryci, nieznani. W Bożych oczach te członki mają większy szacunek. Są one absolutnie konieczne dla funkcjonowania Jego ciała.

Ten fragment ma dla nas wielkie znaczenie. Paweł mówi nam: „Nie ma znaczenia to jak nisko siebie oceniasz. Może myślisz, że nie dorastasz do pełni miary chrześcijanina. Jednak sam Pan mówi: „potrzebuję ciebie. Nie jesteś tylko ważnym członkiem Jego ciała. Jesteś nieodzowny i konieczny dla jego funkcjonowania.”

Jako ważni członkowie ciała Chrystusa, wierzący mają powstać i podjąć poważne działanie przeciwko atakom szatana wymierzonym we współwierzących. Zdumiewające jest jak to przykazanie jest ignorowane przez wielu chrześcijan. Kiedy widzimy wierzącego, który przeżywa ból, to chcemy go pocieszyć i jest to akt Bożej miłości. Ale to nie wystarczy! Każdy wierzący ma wiązać szatana w imieniu Jezusa i wyrzucić go w ciemności zewnętrzne. To jest znak prawdziwego członka ciała.

środa, 2 lipca 2008

ODDANI POD BOŻĄ OPIEKĘ

Jezus powiedział: „na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale... Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się” (Łukasza 21:25-26). Chrystus ostrzega nas: „Bez nadziei we Mnie mnóstwo ludzi dosłownie umrze ze strachu!”

Jednak dla naśladowców Jezusa, którzy ufają Bożym obietnicom, że On zachowa Swoje dzieci, jest wspaniała wolność od wszelkiego strachu. Właściwie wszyscy, którzy są poddani pod panowanie Chrystusa nie muszą się już niczego bać, jeżeli uchwycą się następującej tajemnicy: Prawdziwa wolność od strachu polega na całkowitym oddaniu życia w ręce Pana.

Oddanie siebie pod Bożą opiekę jest to akt wiary. To oznacza poddanie siebie całkowicie pod Jego moc, mądrość i miłosierdzie, prowadzenie i ochronę tylko według Jego woli. Jeżeli to zrobimy, to Bóg wszechświata obiecuje, że przyjmie całkowitą odpowiedzialność za nas, aby nas karmić przyodziewać, chronić i strzec naszych serc od wszelkiego zła.

Jezus dał nam najlepszy przykład tego rodzaju świętego oddania się, kiedy poszedł na krzyż. Zanim jeszcze oddał ducha, zawołał głośno: „Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha Mego...” (Łukasz 23:46).

Chrystus dosłownie oddał zachowanie zarówno Jego życia jak i wiecznej przyszłości w ręce Ojca. Czyniąc to, złożył dusze wszystkich Swoich owiec w ręce Ojca.

Możesz się zastanawiać: „Ale czy Jezus nie powiedział, że ma moc, aby położyć swoje życie i znowu go wziąć?” (zobacz Jana 10:18). Ponieważ miał moc, aby „znowu wziąć swoje życie”, to dlaczego oddał go w ręce Ojca, żeby Go zachował? Odpowiedź jest oczywista: Jezus to uczynił, aby dać przykład do naśladowania wszystkim Swoim owcom!

Jeżeli mamy komuś powierzyć swoje życie, to musimy wiedzieć, że ten Ktoś ma moc, aby nas zachować od niebezpieczeństwa, zagrożenia czy przemocy. Apostoł Paweł pisze: „...wiem komu uwierzyłem i jestem przekonany, że On jest w stanie zachować to, co Jemu powierzyłem aż do tego dnia” (2 Tym. 1:12).

wtorek, 1 lipca 2008

JEDNA ŚCIEŻKA DO TRONU

Nie możesz wejść do tego niebiańskiego miejsca poprzez płacz. Nie możesz tam wejść poprzez studiowanie ani pracę ani chęci. Nie, jedyną drogą do życia przed tronem jest żywa ofiara: „Abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rzymian 12:1).

Paweł mówi z doświadczenia. Jest on człowiekiem, który był odrzucony, kuszony, prześladowany, bity, więziony, rozbił się z nim okręt, był kamienowany. Paweł miał też na swoich barkach troskę o kościół. Pomimo tego wydał takie świadectwo: „w każdych okolicznościach byłem zadowolony.”

Teraz mówi do nas: „Czy chcecie wiedzieć jak doszedłem do poznania tej niebiańskiej drogi? Czy chcecie wiedzieć jak doszedłem do tego, aby być zadowolony w każdej sytuacji, w jakiej się znalazłem, w jaki sposób znalazłem prawdziwe odpocznienie w Chrystusie? Oto jest droga, tajemnica osiągnięcia waszej pozycji niebiańskiej: „Składajcie swoje ciała jako żywą ofiarę dla Pana. Ja doszedłem do zadowolenia tylko poprzez złożenie na ofiarę mojej własnej woli.”

Greckie słowo przetłumaczone jako „żywa” oznacza „na całe życie”. Paweł mówi o wiążącym oddaniu, ofierze, którą się składa raz na całe życie. Proszę mnie źle nie zrozumieć; to nie jest ofiara, która dotyczy przebłagania za grzechy. Ofiara Chrystusa na krzyżu jest jedyną ofiarą przebłagania: „ale obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie” (Hebr. 9:26).

Paweł mówi tu o innym rodzaju ofiary. Ale nie popełnijcie błędu; Bóg nie ma upodobania w ofiarach Starego Testamentu składanych przez ludzi. List do Hebrajczyków mówi nam: „nie upodobałeś sobie w całopaleniach i ofiarach za grzechy” (10:6). Dlaczego te ofiary nie podobały się Panu? One po prostu nie potrzebowały serca.

Ofiara którą opisuje Paweł jest to taka ofiara, w której Bóg ma wielkie upodobanie dlatego, że ona obejmuje serce. Jaka to ofiara? Jest to ofiara śmierci dla naszej woli, oddania naszej samowystarczalności i porzucenia naszych ambicji.

Kiedy Paweł wzywa: „Złóżcie swoje ciała” to mówi „Przybliżcie się do Pana.” Co to dokładnie oznacza? To oznacza przybliżenie się do Boga w celu ofiarowania całego siebie Jemu. To oznacza przychodzenie do Niego nie w naszej własnej samowystarczalności, ale jako wzbudzone z martwych dziecko, uświęcone sprawiedliwością Jezusa i zaakceptowane przez Ojca poprzez naszą pozycję w Chrystusie. W tym momencie, kiedy oddasz Jemu swoją wolę, zostaje złożone ofiara. Dzieje się to wtedy, kiedy zrezygnujesz ze swojej walki, która chce się podobać Bogu w swojej własnej sile. Aktem wiary jest „rozumna służba”, o której mówi Paweł. Chodzi o oddanie Jemu swojej woli i zawierzenie, że On zapewni wszystkie błogosławieństwa, jakich potrzebujemy.