poniedziałek, 29 lutego 2016

PRZYJĘCIE JEGO MOCY ZMARTWYCHWSTANIA by Gary Wilkerson

Żeby przypomnieć sobie o radykalnych rezultatach zmartwychwstania, moja żona Kelly i ja nauczyliśmy się powtarzać taki zwrot do siebie nawzajem: „Jezus za to wszystko zapłacił.” On dokończył to dzieło, powstał z martwych i ubłogosławił nas nowym życiem. Mamy przyjąć Jego moc zmartwychwstania i włożyć na siebie tak jak ubranie. „ A gdy to, co skażone, przyoblecze się w to, co nieskażone, i to, co śmiertelne, przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy wypełni się słowo napisane: Pochłonięta jest śmierć w zwycięstwie” (1 Kor. 15:54).

Paweł mówi odważnie, że bez zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby żadnego powodu, aby być chrześcijaninem. Obecnie w kościele słychać takie głosy, że to nie ma znaczenia, czy było zmartwychwstanie. Niektórzy napisali, „Ja byłbym chrześcijaninem gdyby nawet było to udowodnione, że nie było zmartwychwstania. Chrześcijaństwo uczyniło mnie lepszym człowiekiem i sprawiło, że świat jest lepszy.” Niektórzy wykładowcy utrzymują, że spotkania z Jezusem po ukrzyżowaniu to tylko mistyczne historie, które miały na celu zachęcenie pierwszego kościoła.

Paweł to wszystko odrzuca w możliwie najmocniejszy sposób. Mówi, że jeżeli Chrystus nie został wzbudzony z martwych, to konsekwencje są straszne: „A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; Wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni” (1 Kor. 15:14-15).

Paweł właściwie mówi, „Jeżeli nie wierzysz, że Chrystus został wzbudzony z martwych, to przestań w ogóle wierzyć w Boga. Niech wszyscy przestaną głosić, ewangelizować i robić dobre uczynki w imieniu Jezusa. Będzie to lepsze dla nas wszystkich. Lepiej by było nabyć mądrości od doktora Phila czy Oprah, albo popularnego psychologa. Oni mają do powiedzenia więcej niż ktoś, kogo działanie jest oparte na czymś, co nigdy nie miało miejsca.”

Krótko mówiąc, wiara chrześcijańska to nie jest jakiś kod moralny, którego należy przestrzegać. Nie zbieramy się w niedziele, żeby tylko otrzymać pociechę na temat wieczności. Albo Chrystus powstał z martwych, albo nie – a jeżeli nie, to nasze grzechy nie zostały przebaczone.

sobota, 27 lutego 2016

ONI WYGRYWAJĄ BITWĘ by Claude Houde

I nadciągnęli Amalekici, aby walczyć z Izraelem. Mojżesz stał na szczycie wzgórza. Ludzie walczyli w dolinie. Kiedy Mojżesz podnosił swoje ręce w modlitwie do Boga, lud Boży zwyciężał i pokonywał wroga. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Kiedy opadały ręce Mojżesza, lud Boży odnosił porażki, a wróg zdobywał teren. Lud Boży był pokonywany i w wielkim niebezpieczeństwie. Aaron i Chur podtrzymywali ręce Mojżesza, stojąc koło niego. Wtedy ręce Mojżesza się wzmocniły i Boży lud znowu odnosił zwycięstwo nad wrogiem” (zobacz 2 Mojż. 17:8-13).

Kiedy Mojżesz stał na górze z rękami podniesionym w stronę nieba, to symbolizuje jego zależność, poleganie na Bogu i wiarę w Boże zwycięstwo nad jego wrogami. „Wojna należy do Pana” (1 Sam. 17:47). „Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni” (2 Kor. 10:4). A zwycięstwo odnosi się „Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi - mówi Pan Zastępów” (Zachariasza 4:6).

W życiu Mojżesza, tak jak i w naszym, walki i zwycięstwa są takie same. Nie mogę uczynić nic sam z siebie i nędznie zawiodę, jeżeli ostatecznie zaufam swoim pomysłom, doświadczeniu, możliwościom i wysiłkom. W tych momentach niewidzialnej i wiecznej wojny, kiedy walka jest zacięta, a nasze życie, rodziny, służba, czy przyszłość są zagrożone, znajdujemy zwycięstwo, kiedy stoimy na Bożej górze w modlitwie, podnosząc do Niego nasze ręce w zaufaniu i poddaniu.

Na górze dzieje się coś fascynującego. Ręce Mojżesza mdleją i kiedy powoli opadają, wiatr odwraca walkę i wróg zajmuje teren. Leje się krew, żołnierze są ranieni i zabijani, dolinę wypełniają krzyki bólu i łez, wróg jest zachęcany i słychać przerażające okrzyki bestialskiej wojny. Co się dzieje?

Ta sama armia, która tryumfowała niedawno teraz jest masakrowana. Aaron i Chur pojmują dalekosiężne znaczenie tego, co się dzieje. Stają obok Mojżesza po obu jego stronach i podtrzymują jego ręce w geście i duchowej jedności, lojalności i wsparcia. To tak jakby mówili: „Jesteśmy z tobą Mojżeszu. Uznajemy, że Bóg ciebie postawił jako naszego przywódcę i stoimy z tobą. Uznajemy ważność tej zasady i chcemy praktykować wiarę; chcemy ochraniać i posilać Boży lud walczący w dolinie.”

Gwałtowny i druzgoczący atak, niemożliwy do zatrzymania jeszcze niedawno zostaje teraz odwrócony. Lud Boży nie ma dodatkowego wyposażenia, ale teraz są niepokonani i ich armia jest potężna. Wygrywają walkę!

__________
Claude Houde jest, głównym pastorem kościoła Eglise Nouvelle Vie (kościół Nowego życia) w Montrealu,w Kanadzie. Pod jego kierownictwem New Life Chuch rozwinął się od garstki ludzi do ponad 3500 w tej części Kanady, w której rozwija się niewiele kościołów Protestanckich.

piątek, 26 lutego 2016

PRZYŁÓŻ RĘKĘ DO SŁUŻBY

Jeżeli kochamy ten świat i rzeczy tego świata, nie możemy należeć do Boga: „Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 J 2:15). Jeżeli jesteśmy chciwi, chcemy więcej i więcej, nie jesteśmy z Jego owiec: „Ani złodzieje, ani chciwcy, …… Królestwa Bożego nie odziedziczą” (1 Kor 6:10).

Tacy wierzący będą kozłami, nie tylko z powodu chciwości, albo że nie pomagali potrzebującym. Pan im powie, „Wy źle Mnie reprezentowaliście przez tym światem. Powodowaliście to, że bezbożni identyfikowali Mnie z dobrobytem, pieniędzmi i sukcesami. Oszukiwaliście biednych, mówiąc im, że Ja chcę uczynić ich bogatymi. Mówiliście chorym, że cierpią, bo nie mają wiary.

Ja was błogosławiłem, wylewałem na was Moje zaopatrzenie, ponieważ was kochałem, ale wy nie otworzyliście waszych uszu na wołanie potrzebujących wokół was. Dławiliście się własnymi dobrami. Gdybyście byli Moi – gdybyście Mnie kochali – przestrzegali byście Moich przykazań.”

Może powiesz, Bracie Dawidzie, to jest zbyt trudne. Na pewno Bóg taki nie jest.” Czytaj słowa Ezechiela: „Oto winą Sodomy, twojej siostry, było to: wzbiła się w pychę, miała dostatek chleba i beztroski spokój …. lecz nie wspomagała ubogiego i biednego” (Ezech 16:49). Kiedy Bóg sądził Sodomę, nie wspominał ich homoseksualizmu lub bałwochwalstwa. Chodziło o pychę, wygody i zaniedbywanie potrzebujących. Oni nie mieli starania o biednych.

Jak możesz się zaangażować dla biednych? To dzieło Ducha Świętego. Jeżeli jesteś przekonany przez to słowo, pójdź do Niego. On cię poprowadzi bezpośrednio do potrzeb, które chce, byś zaspokoił w jakiejś dziedzinie przykładania rąk do służby. Nie chcę cię stawiać w poczuciu winy lub potępienia, ale chcę ci pomóc, byś sprawdził swoje serce w świetle słów Jezusa.

Pan nie oczekuje, że ktoś z nas zrobi wszystko. Ale jestem pewien, że On oczekuje, byśmy osobiście przyłożyli ręce do służby przynajmniej w jednej z tych potrzeb. Czy możesz powiedzieć, że jesteś gotów stanąć przed Chrystusem tego dnia, wiedząc, że pomagasz karmić głodnych, przyodziewać biednych, odwiedzać uwięzionych, błogosławisz lub odwiedzasz wdowy i sieroty?

czwartek, 25 lutego 2016

TY MOŻESZ COŚ ZROBIĆ

Przez wiele miesięcy modliłem się o wdowy, sieroty i biednych. Otrzymujemy listy od zrozpaczonych ludzi, którzy nie mają czym zapłacić ubezpieczenia lub wynająć mieszkania. Prosiłem Pana, „Ty jesteś Panem zastępów. Nakarm ich. Zaspokój ich potrzeby.” Wreszcie Pan mi odpowiedział, „Ty Dawidzie musisz zrobić coś więcej, prócz modlitwy. Ty możesz coś z tym zrobić. Ty ich karm. To leży w twojej mocy.”

Nie mylcie się: nikt nie może być zbawiony przez same dobre uczynki, ale będziemy sądzeni na podstawie tego, czy je czyniliśmy. Jednak teraz nie chodzi o to, ilu ludzi ja nakarmiłem czy przyodziałem. Główna sprawa, to: „Czy wyznaję Chrystusa, jako mojego Pana, a potem żyję tylko dla siebie? Czy źle reprezentuję Jezusa, gromadząc dla siebie. Czy zamykam oczy na potrzeby biednych i bezradnych?”

Naszym świadectwem dla skażonego grzechem świata musi być zarówno głoszenie, jak i manifestacja, Słowo i czyny. Nasze głoszenie Chrystusa nie może być oddzielone od pomocy innym. Jak mówi Jakub, takie uczynki pomagają dowieść mocy ewangelii.

„Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże?” (Jak 4:14-16).

Wielu chrześcijan reaguje na proroctwo Jezusa w dwojaki sposób. Niektórzy są z „Łatwej ewangelii”, którzy mówią, „Bóg nie jest taki srogi. To takie straszenie. Mój Bóg jest zbyt kochający, by nas tak osądzić.” Są też ci z „twardej ewangelii”, którzy mówią, „To jest zbyt rygorystyczne, zbyt wymagające. Nie mogę przyjąć takiego poruszającego słowa, bo nigdy mu nie sprostam.”

Tak więc obie te ewangelie idą swoją drogę, usprawiedliwiają i nie poruszają. Jedna grupa organizuje ewangelizacje dla niezbawionych. Inni prowadzą spotkania modlitewne, prosząc Boga, by zaspokoił potrzeby biednych. W święta Bożego Narodzenia dajemy kosze dla rodzin w potrzebie, innym razem dajemy kilka monet żebrakom. Ale tragiczne jest to, że bardzo mało czynimy regularnie, nie przykładamy ręki do tego tak, jak Jezus polecił.

środa, 24 lutego 2016

POCIECHA DUCHA ŚWIĘTEGO

Nigdy nie poznamy Bożego pokoju w czasie naszych ucisków, dopóki Jego cel dla tego ucisku nie stanie się stałą prawdą w naszej duszy. Musimy rozumieć, że nasza czarna godzina, nasze bolesne doświadczenie, zostały dopuszczone przez Pana dla Jego chwalebnego celu. Jaki to cel? Po prostu będziemy celem niesamowitej pociechy Ducha Świętego.

Z tego ognia wyjdziemy oczyszczeni i mocniejsi. Otrzymamy też służbę, która jest większa, niż największych kaznodziejów – służbę pocieszania i zwycięstwa dla ludzi cierpiących. Rezultatem takiej służby będzie, jak to opisał Daniel: „Wielu będzie oczyszczonych, wybielonych i wypławionych, lecz bezbożni będą postępować bezbożnie. Żaden bezbożny nie będzie miał poznania. lecz roztropni będą mieli poznanie” (Dan 12:10).

Mamy niesamowite powołanie! Przechodzimy przez wielkie doświadczenia po to, by stać się dla innych pocieszającą ręką.

Moja córka Debi i jej mąż Roger stracili swoją dwunastoletnią córkę Tiffany z powodu raka mózgu. Znam agonię, którą przechodzili, te noce i zastanawianie się, „Jaki cel mógłby Bóg w tym mieć?”

Kiedyś Debi była w centrum sklepowym i zobaczyła kobietę siedzącą na ławce, a po jej policzkach spływały łzy. Debi podeszła do niej i zapytała, „Czy mogę ci pomóc?” Kobieta odpowiedziała, „Nawet nie potrafiłabyś zrozumieć, przez co ja przechodzę.” Wreszcie Debi przekonała ją, by powiedziała jej o swoim bólu. Kobieta wyjaśniła, „Straciłam dziecko z powodu raka.”

W tym momencie zstąpiła słodycz z nieba. Debi objęła tę kobietę i kiedy opowiedziała jej własną historię, obie kobiety znalazły pewną miarę Bożej, uzdrawiającej miłości.

Drodzy święci, Bóg nie zapomniał was w waszym ciężkim doświadczeniu. Chcę zostawić was z taką pociechą od Psalmisty: „Wołają, a Pan wysłuchuje ich, I ocala ich ze wszystkich udręk. Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane, a wybawia utrapionych na duchu” (Psalm 34:18-19).

wtorek, 23 lutego 2016

PROWADZENI PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO

„Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal 5:25). W tej bardzo prostej instrukcji apostoł Paweł mówi nam w prostych słowach, „Jeżeli Duch Święty mieszka w tobie, pozwól Mu na pełną kontrolę twojego życia. Wszyscy mamy być prowadzeni Duchem.”

Duch Święty został posłany, by być naszym stałym, nieomylnym przewodnikiem i On przebywa we wszystkich, którzy wyznają Chrystusa Panem i Zbawicielem. Duch chce naszych ciał, jako miejsca zamieszkania i chce panować w rezydencji naszych serc.

Większość chrześcijan nie ma problemu z akceptacją tego, że Duch Święty prowadzi nas do Jezusa i że stale działa w nas, w każdym momencie. Większość z nas wołała do Niego niezliczoną ilość razy o pociechę w czasie naszego kryzysu. Czcimy Ducha, głosimy o Nim i nauczamy o Jego darach i owocu. Modlimy się do Niego, szukamy Go, błagamy, by otworzył niebiosa i ożywił Jego kościół. Wielu chrześcijan doświadczyło prawdziwych manifestacji Ducha, ale wydaje mi się, że niewiele wiemy, co to znaczy chodzenie w Duchu.

Zrozumienie prawdy o chodzeniu w Duchu, mogłoby wyzwolić wielu z zamieszania, zmagań, stresu, niezdecydowania, nawet z pożądliwości ciała. Czym więc jest ta prawda? Paweł podsumował to wyraźnie: „Chodźmy też w Duchu” (Gal 5:25).

Chrześcijanin może chodzić tylko na dwa sposoby: w ciele, albo w Duchu.

Ciało ma swoją własną, upartą wolę; ono robi to, co chce, a potem prosi Boga, by te decyzje błogosławił. Ono wstaje i deklaruje, „Pan dał mi zdrowy rozum i potrafię dokonywać inteligentnych wyborów. Nie muszę czekać na Jego prowadzenie. Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają.”

Ale chodzenie w duchu jest czymś odwrotnym. Poddajemy naszą wolę Duchowi Świętemu i ufamy Jego cichemu głosowi, że poprowadzi nas we wszystkich sprawach. Naprawdę Duch Święty został posłany, by ustanowić całkowite rządy Chrystusa w naszym życiu. Biblia mówi nam, „Kroki dobrego człowieka są kierowane przez Pana” (Psalm 37:23). I to Duch wydaje polecenia. On pragnie prowadzić i kierować każdym naszym ruchem.

poniedziałek, 22 lutego 2016

JAKI JEST CEL ZMARTWYCHWSTANIA

Prawie każdy chrześcijan może ci powiedzieć „Jezus umarł za moje grzechy.” Ale niestety niewielu może powiedzieć, co Jego zmartwychwstanie znaczy w ich codziennym życiu. Oni znają część tej historii – że Jezus umarł i powstał z martwych – ale nie stosują tej potężnej prawdy Bożej do swojego sposobu życia i wiary, a to stanowi najistotniejsza różnicę.

Zmartwychwstanie Chrystusa ma radykalne konsekwencje nie tylko dla życia wiecznego, ale dla życia każdego dnia. Jaki jest cel zmartwychwstania? Większość z nas wiąże to z życiem wiecznym, ale nie z życiem na ziemi na co dzień. Jakie znaczenie ma zmartwychwstanie w naszych małżeństwach, naszej pracy, naszej rodzinie? Jak to wpływa na życie zasypywane 200 informacjami dziennie, życie w pośpiechu i obowiązkach, zobowiązaniach i oczekiwaniach?

Paweł przypomina nam, że śmierć Chrystusa, Jego pogrzeb i zmartwychwstanie są najwyższej ważności. „Ze względu na nas, którym ma to być poczytane i którzy wierzymy w tego, który wzbudził Jezusa, Pana naszego, z martwych, który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (Rz 4:24-25).

Usprawiedliwienie ma związek z nowym życiem. Bez tego bylibyśmy złapani w ciągły cykl grzechu i przebaczania. Pomyślcie o praktycznej wadze grzechu w naszym życiu. Ile razy leżałeś w bezsenną noc, smucąc się z powodu czegoś strasznego, co zrobiłeś lub powiedziałeś? Wstyd, poczucie winy i potępienie przychodzą z codziennym życiem; od nich nie możemy uciec. Jednak Paweł mówi nam, że Jezus został „wydany”, by nas właśnie od tego oczyścić.

Czy więc wystarczy to do przebaczenia naszych grzechów? To właśnie mówi ostatnia część tego wiersza: Jezus został „wzbudzony dla naszego usprawiedliwienia”. Nie tylko zostały usunięte nasze przewinienia, ale jesteśmy usprawiedliwieni – to znaczy tak, jak byśmy nigdy nie popełnili grzechu. Teraz jesteśmy rozkoszą w oczach Bożych. Krótko mówiąc, jesteśmy wzbudzeni z martwych do nowego życia – każdego dnia!

Co za wielka i mocna prawda. Jednak chrześcijanie często nie doświadczają tego nowego życia w codziennym życiu. Ja przyznaję, że są dni, kiedy mówię do mojej żony Kelly, „Czy to jest to nowe życie? Jestem sfrustrowany, kapryśny i zniechęcony.” Choćbyśmy próbowali nie wiem jak, sami nie posiadamy mocy do odnowienia naszego życia. Po prostu nie potrafimy sami siebie uczynić nowymi. To pochodzi tylko od Jezusa – i to przez to, co ja nazywam mocą zmartwychwstania.

sobota, 20 lutego 2016

DOCIERANIE DO ZGUBIONYCH by Nicky Cruz

Jeszcze teraz mam w pamięci twarze beznadziei, jakie widziałem w sercu Bronx. Twarze różnych kształtów, kolorów i w różnym wieku. Chłopcy i dziewczyny, mężczyźni i kobiety, czarni, biali, Hiszpanie, Azjaci. Tak wielu było zgubionych. Tak wielu potrzebowało Jezusa.

To były już ostatnie etapy naszej sześciotygodniowej ewangelizacji wewnątrz Nowego Jorku. Przez kilka tygodni ewangelizowaliśmy na ulicach, prowadziliśmy działanie na sąsiednich ulicach w mieście i cały czas zapraszaliśmy ludzi na naszą ostatnią ewangelizację w Bronx.

Pamiętam jak stałem na platformie przed kilkoma tysiącami ludzi. Nasza platforma była ustawiona no końcu długiej, wąskiej ulicy, w jednej z najbardziej zainfekowanych narkotykami dzielnic w całym Nowym Jorku. Po obu stronach wznosiły się wysokie wieżowce mieszkalne.

Przez kilka sekund stałem i obserwowałem tłum. Kolory różnych gangów były widoczne wszędzie. Prostytutki, dilerzy narkotyków i narkomani byli rozproszeni w całym tłumie i chcieli usłyszeć co mam im do powiedzenia. Spojrzałem na otaczające budynki i zauważyłem, że ludzie wychylają się z okien, dzieci tłoczyły się na drogach ewakuacyjnych, które służyły w razie pożaru. Nastolatkowie przytulali się do siebie, kiedy obserwowali ich rodzice.

Modliłem się w sercu: „Drogi Jezu, spójrz na nich. Tylu biednych i zranionych ludzi – ludzi, którzy Ciebie potrzebują. Otwórz ich oczy, Panie. Dotknij ich serc. Użyj moich słów, żeby ich przyciągnąć do Siebie!”

Kiedy zacząłem się dzielić swoim świadectwem, zauważyłem, że wokoło zaległa cisza. Nie mogłem się nadziwić jak ludzie uważnie słuchali. Nie da się opisać tego uczucia. To jest Boża obecność. Jest to hurtowe wycofanie się wroga, kiedy Duch Boży wchodzi i dotyka tłum ludzi.

Kiedy tak przemawiałem, odczuwałem jak Duch Święty otacza ten tłum i działa w ich sercach, prowadząc wielu do pokuty. Zanim miałem możliwość, żeby zaprosić ludzi do przodu, aby przyjęli Jezusa, dziesiątki już szły w kierunku naszej platformy, upadali na kolana w pokucie.

Setki ludzi wyszły do przodu, żeby przyjąć Jezusa w ten wieczór. Bóg posłał taką falę przekonania o grzechu, że byliśmy oszołomieni ich reakcją. Byliśmy kompletnie zdumieni tym, co Bóg czynił w tej zranionej, zapomnianej części miasta.

„Oni zaś poszli i wszędzie kazali, a Pan im pomagał i potwierdzał ich słowo znakami, które mu towarzyszyły” (Marka 16:20).

__________
Nicky Cruz, znany na świecie ewangelista i płodny pisarz nawrócił się do Jezusa Chrystusa z życia przemocy i przestępstw, po spotkaniu Dawida Wilkersona w Nowym Jorku w roku 1958. Historia jego dramatycznego nawrócenia została opisana w książce Krzyż i Sztylet przez Dawida Wilkersona, a potem w jego własnej, najlepiej sprzedającej się książce Run Baby Run.(Polski tytuł: „Nicky Cruz Opowiada”).

piątek, 19 lutego 2016

TWOJE SŁOWO WYBAWIENIA

Pismo mówi, że kiedy Eliasz znajdował się w jaskini, gdy uciekał przed Jezebel, „ wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana” (1 Król. 19:11). W tym przesłaniu nie było Boga.

„ Po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana” (9:11). Czy oczekujesz, że usłyszysz ogniste słowo? „Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana” (19:12).

.Bóg wie jakie słowo potrzebujesz usłyszeć, kiedy jesteś załamany i zraniony. I nie jest to słowo osądzenia, ani trudne słowo, ani ogniste kazanie. Ja wierzę, że Pan mówi nam w tym fragmencie, „Kiedy jesteś przygięty przez swoje doświadczenia, Ja ciebie nie potraktuję szorstko.” Nie, Eliasz potrzebował usłyszeć miękki, uprzejmy głos: „ A po ogniu cichy łagodny powiew” (1 Król.19:12). Niektóre manuskrypty tłumaczą ten zwrot jako „delikatny powiew,” co oznacza „miękki, ożywczy wietrzyk.”

Ten sam delikatny, cichy głos przychodzi do nas z serca naszego Ojca dzisiaj. A jego przesłanie jest takie samo: „oglądaliście zakończenie, które zgotował Pan, bo wielce litościwy i miłosierny jest Pan.” (Jakuba 5:11).

„ Miłosierny i łaskawy jest Pan, cierpliwy i pełen dobroci. Nie prawuje się ustawicznie, nie gniewa się na wieki. Nie postępuje z nami według grzechów naszych, ani nie odpłaca nam według win naszych. Lecz jak wysoko jest niebo nad ziemią, tak wielka jest dobroć jego dla tych, którzy się go boją. . . . Jak się lituje ojciec nad dziećmi, tak się lituje Pan nad tymi, którzy się go boją” (Psalm 103:8-11, 13).

To jest twoje słowo wybawienia: wstań i zaufaj! Nadszedł dla ciebie czas, aby uwierzyć, że Jezus jest z tobą w twojej burzy. On ci da siłę do wytrwania.

Nie wierz w kłamstwo, że będziesz zdruzgotany. Diabeł nic nie wskóra. Pan powiedział: „Bez względu na to jak bardzo się czujesz zraniony, nie pozwolę, żebyś został złamany. Nie pozwolę, żeby ogień zgasł. Mój Duch będzie wiał na niewygasłe węgielki i twój płomień dla Mnie powróci.”

czwartek, 18 lutego 2016

BÓG NIE JEST NA CIEBIE ZAGNIEWANY

Żyłeś jako wierny sługa, modliłeś się pilnie i znałeś Boży głos. Odnosiłeś zwycięstwa w przeszłości i głęboko kochasz Pana. Ale teraz jesteś bardzo zraniony tak, jak nigdy przedtem i nawet nie potrafisz się modlić.

Umiłowany, ta droga chrześcijańska jest wojną. To oznacza walki, zmęczenie, rany i wściekłego wroga, który chce ciebie zniszczyć. I właśnie wtedy jesteś najbardziej podatny na osądzające myśli. Twoje sumienie mówi ci: „Nie modlisz się tak, jak kiedyś. Nie studiujesz wystarczająco Słowa Bożego. Jesteś wyschnięty i letni, twój ogień gaśnie i po prostu nie jesteś dobrym świadectwem. Pozwoliłeś, żeby szatan zabrał ci pokój, który dał ci Bóg. Po prostu nie masz tego, co potrzeba.”

Myślimy sobie, „Zawiodłem mojego Pana. Nie byłem posłuszny Jego Słowu.” Twoja chwiejna wiara jest knotem, który kopci i diabeł chce, żeby całkiem zgasł.

Tak jak prorok Eliasz, jesteś wyczerpany i zniechęcony; chciałbyś tylko spać. Pismo mówi, że właśnie to zrobił ten bogobojny człowiek: „Położył się i spał” (1 Król. 19:5). Po prostu nie mógł już dłużej nieść tego ciężaru.

Ale Pan nie zgromił za to Eliasza. Wiedział, że Jego sługa doszedł do punktu załamania. Wyobrażam sobie jak nasz wspaniały Ojciec mówi o nim: „Popatrzcie na tego wiernego człowieka, zranionego i zbolałego. Doszedł do granicy swoich możliwości, niezdolny do wytłumaczenia nikomu swojego bólu. Ja mu obiecałem: „Nie złamię nadłamanej trzciny.”

Więc co się stało? „Przyszedł anioł Pana . . . i dotknął Eliasza i powiedział, Wstań i jedz, bo jest przed tobą daleka droga” (1 Królewska 19:7).

Tu jest niesamowite słowo dla każdej nadłamanej trzciny, która czyta to przesłanie. Bez względu na to jak bardzo jesteś zraniony, jak bardzo przygięty przez zalew doświadczenia, Bóg dał ci obietnicę: „Nie złamiesz się. Nie pozwolę, aby twój ogień zgasł. Twoja wiara nie będzie zgaszona.”

Drogi święty, to przesłanie jest dla ciebie z nieba. Dotyka ciebie słowo, które woła do ciebie: „Wstań teraz. Bóg nie jest na ciebie zagniewany. On nie dopuści, żebyś upadł. Wie, że ta sytuacja jest zbyt trudna, żebyś sobie z nią poradził sam. On da ci nadnaturalną siłę. On ci da to, czego potrzebujesz, żeby iść naprzód.”

środa, 17 lutego 2016

NIESAMOWITA MIŁOŚĆ

Jezus kiedyś zwrócił się do Swoich ziemskich krewnych i powiedział, „Świat nie może was mieć w nienawiści” (Jana 7:7).

Przez te słowa Jezus daje nam lakmusowy sprawdzian prawdziwego kościoła i prawdziwego ucznia. Zastanawiam się o ilu kościołach i chrześcijanach można by dzisiaj powiedzieć te słowa: „Świat nie może was nienawidzić.”

Chrystus mówi właściwie coś takiego, „Wprowadziliście tak bardzo świat do kościoła – tak rozwodniliście Moją Ewangelię – że świat was przyjmuje. Staliście się przyjaciółmi świata.” Jakub przedstawia nam to ostrzeżenie w swoim Liście: „Przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem . . . dlatego kto chce być przyjacielem tego świata, staje się nieprzyjacielem Boga” (Jakuba 4:4).

Oczywiście, Jezus był przyjacielem polityków i grzeszników. Ale jest też napisane, że był „oddzielony od grzeszników” (Hebr. 7:26). On usługiwał grzesznikom, ale jako poddany Swojemu Ojcu. Tak jak On, my jesteśmy powołani, aby być na świecie, ale nie z tego świata.

„ Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem.. . . Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą” (Jana 15:20). Nie musicie szukać prześladowania. Ono nie przyjdzie z powodu waszego zachowania w pracy, czy waszej rasy, czy wyglądu. Nie, ono przyjdzie po prostu dlatego, że uczyniliście Chrystusa swoim Panem.

Pozwólcie, że dam wam słowo zachęty. Chociaż świat nienawidzi i prześladuje prawdziwych uczniów Chrystusa, to wśród członków Jego kościoła widzimy wzrastającą miłość i Boże współczucie. Rzeczywiście, to co powoduje, że świat nas nienawidzi, to powoduje, że nasi sprawiedliwi bracia i siostry kochają nas jeszcze bardziej.

W dniach, które są przed nami, miłość w Domu Bożym będzie się stawała coraz cenniejsza. Będziemy w nienawiści u całego świata, wyszydzani przez media, wyśmiewani przez Hollywood i staniemy się pośmiewiskiem dla społeczeństwa. Ale kiedy przychodzimy do Domu Bożego, będziemy wchodzić do miejsca niesamowitej miłości, kiedy kochamy się wzajemnie tak, jak Chrystus nas ukochał.

Nie będzie miało znaczenia jakie prześladowania znosimy. Będziemy przyjmowani z takimi słowami: „Witaj w domu, bracie, witaj w domu siostro. Tutaj jesteś kochany.” Będziemy podbudowywani na nowo, aby nadal wychodzić tak, jak nam Pan nakazał, z Jego prawdziwą Ewangelią.

wtorek, 16 lutego 2016

DLACZEGO ŚWIAT NIENAWIDZI KOŚCIOŁA?

Prawdziwy chrześcijanin jest kochający, spokojny, przebaczający i troskliwy. Ci, którzy są posłuszni słowom Jezusa są ofiarni, łagodni i uprzejmi.

Zwykła mądrość mówi nam, że nie jest to naturalne, aby nienawidzić tych, którzy ciebie kochają, błogosławią i modlą się o ciebie. Raczej ludzie nienawidzą tylko tych, którzy ich wykorzystują, okradają i przeklinają. Dlaczego zatem chrześcijanie są tak znienawidzeni?

Jezus mówi: „ Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził.. . . Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą” (Jana 15:18,20). Dlaczego tak jest?

Kościół jest znienawidzony ze względu n swoją misję, którą jest dużo więcej niż tylko mówienie ludziom: „Jezus ciebie kocha.”

Możesz się cofnąć w zdumieniu, kiedy ci przypomnę jaka jest nasza misja. Mówiąc prosto, naszą misją, jako chrześcijan jest to, aby zabrać bezbożnym to, co jest dla nich najcenniejsze: własna sprawiedliwość.

Najcenniejszą rzeczą dla człowieka świeckiego jest jego własna sprawiedliwość. Pomyśl o tym; spędził całe swoje życie kształtując dobrą opinię o sobie. Zbudował bożka dla swoich dobrych uczynków. Chwali siebie za to, że ma naprawdę dobre serce i jest uprzejmy dla innych. Jest pewny, że jest wystarczająco dobry do nieba i zbyt dobry do piekła.

Ten pobożny człowiek spędził lata uderzając w swoje sumienie i oczyszczając go. Nauczył się uciszać każdy głos przekonujący o grzechu, jaki do niego dochodzi. Cieszy się z fałszywego pokoju i został tak oszukany, iż właściwie wierzy, że Bóg go podziwia!

A teraz, kiedy już uciszył głos swojego sumienia, ty – chrześcijanin- przychodzisz do niego. A prawda, jaką przynosisz przemawia głośniej niż jego martwe sumienie: „Jeżeli się nie narodzisz na nowo, nie możesz wejść do królestwa Bożego.”

Nagle, stajesz się zagrożeniem dla umysłu tego człowieka. Jesteś kimś, kto chce go pozbawić jego pewności, że z jego duszą jest wszystko w porządku. On cały czas myślał, że wszystko jest dobrze, a teraz ty mu mówisz, że wszystkie jego dobre uczynki są jak brudna szmata.

Mówię ci, że ten człowiek nie postrzega ciebie jako kogoś, kto przynosi dobrą nowinę. Nie, w jego oczach jesteś dręczycielem, kimś, kto przyszedł, aby mu zabrać spokojny sen w nocy.

poniedziałek, 15 lutego 2016

MIŁOŚĆ AGAPE

Kiedy Jezus ukazał się swoim uczniom po zmartwychwstaniu, przekazał im ostatnią lekcję. Rozpoczęła się od tego, kiedy zapytał Piotra czy Go kocha. Powtórzył to pytanie uczniowi trzy razy i za każdym razem Piotr odpowiadał: Tak. Z kolei Jezus odpowiadał za każdym razem: „Paś Moje owieczki – troszcz się o Moje owce – paś Moje owce” (Jana 21:15-17).

Słowo miłość, jakiego użył tutaj Jezus jest greckim słowem agape, które wskazuje niesamolubną, ofiarną, bezwarunkową miłość. Ten rodzaj miłości mówi: „Jeżeli ty mną pogardzisz, ja tobie dam. Jeżeli mnie porzucisz, ja nadal tobie dam. A jeżeli mnie zranisz, ja nadal będę tobie dawał.”

Jednak, kiedy Piotr odpowiedział Jezusowi, to użył innego słowa dotyczącego miłości. Za każdym razem, kiedy wyznawał swoją miłość do Chrystusa, używał słowa Fileo oznaczającego miłość braterską. Tego rodzaju miłość jest wzajemna – ona przyjmuje, jak również daje. Piotr mówił Jezusowi w gruncie rzeczy, „Kiedy Ty mi dajesz, to ja daję Tobie.”

Ta odpowiedź nie była wystarczająca dla Jezusa. Dlatego odpowiadał Piotrowi za każdym razem, „Jeżeli Mnie kochasz, to paś Moje owce.” Mówił: „Mój lud potrzebuje pomocy, Piotrze. Opiekuj się nimi. Karm ich. Daj im swoje życie.”

Jezus kierował Piotra do życia dawania. Wiedział, że uczeń dorastał do tego, bo w poprzednich tygodniach Piotr został głęboko złamany. To, co Jezus mu mówi następnie, opisuje samo sedno życia dawania – złamanie: „ Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. (A to powiedział, dając znać, jaką śmiercią uwielbi Boga.) I powiedziawszy to, rzekł do niego: Pójdź za mną” (Jana 21:18-19).

Poprzez to ostatnie nauczanie Jezus prowadził Piotra od błogosławionego życia do złamanego życia dawania. W ten sposób wręczył Piotrowi klucze do królestwa. Ból, agonia i smutek czekały Piotra w życiu dawania, jakie Bóg dla niego przygotował. Ale, jak nam tu mówi Ewangelia Jana, nawet śmierć Piotra przyniosła chwałę dla Boga.

Może ty i ja nie otrzymamy tego, co byśmy chcieli w tym życiu, ale możemy mieć życie, które jest odbiciem chwały natury dawania naszego Pana. Poprzez oddawanie wszystkiego z siebie dla innych przez agape może się okazać, że wylewasz się boleśnie tak, jak wino komunii. Ale w ten sposób staniesz się skoncentrowany na innych, mocny i wpływowy – i ten świat zobaczy różnicę. Twoje życie dawania będzie objawiało Bożą chwałę – będzie świadectwem dla świata o Jego hojnej, kochającej naturze.

piątek, 12 lutego 2016

CZAS MIŁOSIERDZIA

Czy pozostała jeszcze gdzieś mała resztka, która walczy o rozniecenie płomienia Bożej sprawiedliwości? Ludzi, którzy pamiętają Pana i są skłonni stanąć w Jego imieniu?

Pan powiedział, Jeżeli zobaczę tlący się knot, nie zgaszę go. Może płomień już zniknął, nie ma ognia, ale jeżeli Ja zobaczę jeszcze palące się włókna, nie pozwolę ich zgasić. Póki słyszę nawet najcichsze wołanie moich sług gdziekolwiek, nie pozwolę, by ta trzcina została złamana” (patrz Iż 42:3).

Bóg jeszcze z nas nie zrezygnował. Prawdą jest to, że żyjemy w „czasie miłosierdzia.” Widzę to wszędzie w czasie podróży, szczególnie w Europie. Ten kontynent jest o wiele bardziej świecki, niż Stany Zjednoczone, to ziemia, która z własnego wyboru stała się zupełnie bezbożna. Kiedy chodzisz ulicami niektórych krajów, widzisz ducha antychrysta i arogancji względem Boga.

Szwecja jest obecnie jednym z najbogatszych narodów Europy i czym bogatsza się staje, tym bardziej odstępcza. W tym samym czasie kościoły ewangeliczne są w niebezpieczeństwie wzrastającej apatii w chodzeniu z Chrystusem. Irlandia, kraj, który przez wiele lat cierpiał z powodu biedy, staje się coraz bogatszy. Jednak duchowy klimat staje się tam apatyczny i wkrada się świeckość.

Całe nastawienie Europy wydaje się mówić, „No i co, jeżeli nadchodzi sąd? Korzystajmy z życia, jedzmy, pijmy i cieszmy się.” Nie ma tam poczucia czegoś, co nadchodzi, nie ma potrzeby Boga.

Ja wierzę, że Pan mówi teraz wyraźnie do całego świata. On ma moc, by zatrzymać każdy potencjalny atak terrorystyczny w każdym czasie. On mógłby po prostu powiedzieć słowo, a aniołowie zniszczyli by każdą moc zła. Zamiast tego postanowił posłać lub pozwolić na międzynarodowe nieszczęścia, a one są znakami, że naprawdę doświadczamy Jego miłosierdzia.

„Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. Nie upadnie na duchu ani się nie złamie, dopóki nie utrwali prawa na ziemi” (Iż 42:3-4).

czwartek, 11 lutego 2016

ZRANIONY DUCH

Kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, Izrael żył pod okupacją Rzymu. Żydzi byli ciemiężeni przez rzymskie podatki i prawa. W tym czasie chciwi kapłani wykorzystywali wdowy i biednych. Biedni byli wyszydzani, a ludzie byli zaślepieni przez korupcję. Właśnie dlatego wielu proroków mówiło, że Chrystus przyjdzie w godzinie ciemności, przynosząc wielką światłość.

Jezus przyszedł do społeczeństwa pogrążonego w hipokryzji i grzechu. Kiedy widział stan tego narodu, zapłakał nad Jerozolimą (patrz Łk 19:41), prorokując, że ich dom zostanie pusty. Dał jednak tym ludziom siedemdziesiąt lat na głoszenie ewangelii. Te lata były wypełnione świadectwami pełnych Ducha kazań o nadziei i pokucie, czynieniem cudów i mocnym zapraszaniem do królestwa. Jezus po prostu nie chciał złamać nadłamanej trzciny, którą stał się Izrael.

Właśnie teraz taki jest obraz Ameryki; społeczeństwa o zupełnie połamanej moralności. Jesteśmy również narodem, który jest w depresji i zamieszaniu, z ludźmi żyjącymi w strachu i mentalnej agonii. Mamy więcej psychiatrów, psychologów, pracowników socjalnych i doradców, niż kiedykolwiek w historii, ale oni nie potrafią sobie poradzić z ludźmi błagającymi o pomoc. Taka jest prawda nawet w kościele: zespoły doradców chrześcijańskich po całym kraju są przeciążone naporem ludzi, potrzebującymi pomocy w ich problemach.

Nasze dzieci są ranione w rozbitych rodzinach, wykorzystywane i molestowane. Nastolatkowie są zranieni niemoralnością, materializmem i otępieniem. Szatan wypuścił potop zła na nasz kraj, a to uczyniło z nas ludzi poranionych.

Duża część kościoła ma tego samego poranionego ducha. W wielu listach czytam o wysychających chrześcijanach w mega- kościołach, gdzie nie głosi się już o grzechu i sprawiedliwości. Zastanawiają się, „Gdzie można znaleźć prawdziwe uwielbianie? Nie ma tam poczucia obecności Chrystusa. Tam jest zranienie.” Pastorzy również piszą i wyznają, „Bracie Dawidzie, odszedłem od Boga.”

Gazeta New York Times niedawno pisała o zborze zielonoświątkowym, mającym 10.000 członków, którego przesłanie brzmi, „Jesteśmy tu po to, by cię uczynić szczęśliwym.” Ale to przesłanie przynosi fałszywą nadzieję i tylko chwilową ulgę.

„Knota gasnącego nie dogasi” (Iż 42:3) Gdzieś w tym narodzie Bóg widzi gasnące knoty, które kiedyś miały ogień gorliwości dla Jego celów, ale teraz ledwie się tlą.

środa, 10 lutego 2016

SĄD NAD AMERYKĄ?

Wielu wierzących dzisiaj pyta, „Dlaczego Bóg nie osądził jeszcze Ameryki? Dlaczego nie postąpił z nami według naszych grzechów? On ostrzegał pokolenie Noego przez 120 lat, ale po tym powiedział, ‘Już dość’ i zesłał potop. Bóg znosił grzechy Ameryki już przez długi czas, więc dlaczego nie widzimy Jego sprawiedliwego sądu nad nami?”

Ja kocham ten kraj i nie chcę oglądać ostatecznego sądu Bożego nad Ameryką. Tak jak wielu, jestem kompletnie zdumiony, dlaczego sąd Boży jest odwlekany.

Wierzę, że widzimy już początki sądu. Widzę straszne nieszczęścia na świecie, jako ostrzeżenia . Jednak ponieważ ekonomia Ameryki nie upadła, a nasz naród dalej funkcjonuje jak dawniej, wydaje się, że przechodzimy od kryzysu do kryzysu i otrzymujemy ciągle nowe szanse.

Wierzę, że jest tylko jedna odpowiedź na ten dylemat: to delikatność i cierpliwość naszego Zbawiciela. Znajdujemy na to dowód w proroctwie Izajasza: „Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi” (Iż 42:3). Ameryka stała się narodem nadłamanej trzciny!

Trzcina, to wysoka roślina z pustą łodygą, zwykle znajdujemy ją na podmokłych terenach, blisko wody. Jest to roślina delikatna, która łatwo się zgina na wietrze lub pod naporem wody. Jednak trzcina może się ugiąć tylko do pewnego stopnia, a potem się łamie i unosi na wodzie.

Tak, jak trzcina w czasie ciszy, Ameryka kiedyś stała wysoko i mocno, mając cel i obietnice. Nasze całe społeczeństwo czciło Boga, a Biblia była normą naszego prawa i systemu sądowniczego. Nawet za mojego życia podręczniki szkolne zawierały lekcje i historie z Biblii. Jezus był wyznawany jako Syn Boży, który daje naszemu krajowi łaskę i niezliczone błogosławieństwa.

Ale w naszym dobrobycie staliśmy się, jak dawny Izrael; dumni i niewdzięczni. W krótkim czasie odpadliśmy daleko. Bóg został wypchnięty z naszych sądów, z naszych szkół, a Jego imię jest wyszydzane.

Nasze społeczeństwo zupełnie utraciło moralny kompas, a w wyniku tego Ameryka, która kiedyś stała wysoko, jest teraz niepełnosprawna, jak nadłamana trzcina.

wtorek, 9 lutego 2016

NOWE OBJAWIENIE O MESJASZU

„Oto sługa mój, którego popieram, mój wybrany, którego ukochała moja dusza. Natchnąłem go moim duchem, aby nadał narodom prawo. Nie będzie krzyczał ani wołał, ani nie wyda na zewnątrz swojego głosu. Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. Nie upadnie na duchu ani się nie złamie, dopóki nie utrwali prawa na ziemi; a jego nauki wyczekują wyspy” (Iż 42:1-4).

Ten fragment mówi wszystko o Jezusie. Duch Święty poruszył proroka Izajsza, by przekazał objawienie o tym, jaki będzie Chrystus, kiedy przyjdzie. Izajasz zaczyna od słowa „Oto”, a to sygnalizuje słuchaczom: „Przygotujcie się na nowe objawienie o Mesjaszu.”

Obraz wyłaniający się z tych czterech wersetów jest wyraźny: Chrystus nie przyjdzie po to, by zmuszać ludzi, by Go słuchali. Nie przyjdzie z głośnym krzykiem, przyjdzie jako delikatny, kochający Zbawiciel.

Wypełnienie tego proroctwa Izajasza znajdujemy w Mat 12. Faryzeusze właśnie mieli spotkanie, by zaplanować, jak można zabić Jezusa, tylko dlatego, że człowieka z suchą ręką uzdrowił w sabat. Mateusz mówi nam, że „kiedy Jezus to usłyszał [odkrył], usunął się (12:15).

Chrystus nie odpłacał w gniewie, ani nie oskarżał tych, którzy planowali Go zabić. Nie był taki, jak Jego uczniowie, którzy chcieli ściągnąć ogień z nieba na Jego przeciwników, chociaż Chrystus mógłby to zrobić. Właściwie, to mógłby rozkazać legionowi aniołów, by rozprawili się z Jego wrogami, ale Jezus nie szukał zemsty.

To był ten delikatny duch, o którym Mateusz mówi, jako wypełnieniu proroctwa Izajasza: „Nie będzie się spierał i nie będzie krzyczał, i nikt na ulicach nie usłyszy głosu jego” (Mt 12:19).

Izajasz w gruncie rzeczy mówił, „Zbawiciel nie przychodzi, by kogokolwiek przymuszać do Jego królestwa. Nie przychodzi, jako głośna dominująca osobowość. Nie, ale usłyszycie Go, jak mówi cichym, delikatnym głosem w waszym wnętrzu.”

poniedziałek, 8 lutego 2016

DZIECI W POTRZEBIE by Gary Wilkerson

Chrystus często rozpoczyna Swoją usługą dla nas tak, jak byśmy byli dziećmi mającymi potrzeby. Tak działo się w ewangeliach, kiedy przywracał ślepym wzrok, uzdrowił kobietę z krwotoku i karmił głodne tłumy. On spotykał się z ludźmi tam, gdzie oni akurat byli i dawał im to, czego potrzebowali. To było wystarczającym powodem, by ludzie szli za Nim. Nawet niektórzy z faryzeuszy szli za Chrystusem z powodu Jego cudów.

Ja osobiście zostałem przekonany do naśladowania Jezusa, kiedy On zaspokoił moją najgłębszą potrzebę. Jako nastolatek, nie byłem przekonany, czy Bóg był realny. Pochodzę z długiej linii kaznodziejów, więc jak mogłem być pewien, że moja wiara nie jest po prostu indoktrynacją od moich rodziców? Jezus przyszedł do mnie w mojej zbolałej duszy i pokazał mi, co powinienem wiedzieć: że Budda mnie nie kocha, ani Mahomet, ani Konfucjusz – ale Jezus tak. On objawił mi czystą prawdę o Jego miłości – a to odwróciło moje życie.

Jezus błogosławi nas w czasie naszej potrzeby. Ale to jest dopiero początek w naszym życiu. On nas przeprowadza od błogosławieństwa do złamania, ponieważ to jest jedyny sposób, by nas doprowadzić do prawdziwej dojrzałości. Ścieżka złamania, to sposób, by przyjąć Jego dającą naturę.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nasze ciało nienawidzi myśli o oddaniu życia, bo to wymaga złamania. Pomyśl o tych wszystkich bestsellerach, których tytuły sugerują błogosławieństwa. Potem wyobraź sobie inny tytuł na półce, o Życiu Dawania. Pomyślisz „Chcę dawać”, więc przewracasz kartki. Czytasz o Pawle, który był rozbitkiem na morzu, był bity i kamienowany, ponieważ był powołany do dawania. Czytasz o innych apostołach, którzy byli prześladowani, ponieważ Jezus powołał ich do życia, które daje. Kiedy czytasz dalej, wkrótce stwierdzasz, „To nie jest bestseller.”

Tak też było w czasach Jezusa. Tłumy przestały Go naśladować, kiedy zaczął głosić trudną prawdę (patrz Jan 6). Kiedy ludzie odchodzili, Jezus powiedział do dwunastu, „Czy i wy chcecie odejść?” Szymon Piotr odpowiedział, Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego, a my uwierzyliśmy i wiemy, że Ty jesteś Święty Boży.” (J 6:67-69).

Pytanie Jezusa stawia nas w takiej samej pozycji, jak uczniów. Musimy ufać, że On jest dobry i wierny. My nie wybieramy programu naszego życia. Gdybyśmy wybierali, bylibyśmy wszyscy biorcami, a nie dawcami. Dlatego Jezus ustala program. Kiedy On prowadzi nas w dół, trudną drogą, możemy być pewni, że czyni to w miłości.

piątek, 5 lutego 2016

ON CHCE WIDZIEĆ TWÓJ UŚMIECH

Załóżmy, że przed samym wniebowstąpieniem Jezusa – kiedy On widzi Swój Kościół i żniwo przed Swoim powrotem – przewiduje On też odstępstwo. Jego dusza jest zasmucona, gdyż widzi wielkie odstępstwo. Zamiast zbierać dojrzałe żniwo, Jego lud poświęca czas i energię w pogoni za światowym sukcesem i rzeczami materialnymi.

Tak więc Jezus mówi do Ojca: „Oni nie zbiorą żniwa. Wszystkie dojrzałe pola leżą opuszczone. Poślę zastępy aniołów, żeby zebrali żniwo.” Ojciec się zgadza i nagle tysiące niebiańskich istot pojawiają się na ziemi, promieniując nadprzyrodzoną radością.

To był niesamowity znak: istoty z innego świata, ubrane w chwałę, przemawiają w kościołach i w miejscach publicznych. Reporterzy z gazet, radia i telewizji robią z nim wywiady. Oni mówią o krzyżu, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, miłości Chrystusa i nadchodzącym sądzie ostatecznym. Przemawiają z taką elokwencją i przekonaniem, że wszyscy są zafascynowani. Są jak wielu Janaszów, którzy zwiastują sąd i ostrzegają świat.

Teraz załóżmy, że po krótkim czasie ci sami promienni aniołowie zostają zniewoleni przez otaczający ich świat. Są zainteresowani dobrym jedzeniem, rzeczami materialnymi, bogactwem i bezpieczeństwem. I wkrótce zaczynają walczyć o sukces, sławę i majątek. Szybko stają się zazdrośni i siebie nawzajem, okazują gniew, pychę, zazdrość i chciwość.

Innymi słowy, stają się tacy jak dzisiejszy kościół! Pytam was, ile by mieli wpływu na ten świat? Jak by mogli oczekiwać zebrania żniwa, będąc tak pogrążeni w świecie? Ich świadectwo by było zdyskredytowane i zostali by pozbawieni wszelkiej duchowej mocy, chodząc w zniechęceniu, strachu i zwątpieniu.

Powiedzcie mi, dlaczego ktoś by miał chcieć mojej ewangelii, gdyby widzieli mnie w takim stanie, zestresowanego i bez radości? Dlaczego by mieli wierzyć mojemu zwiastowaniu: „Jezus jest wystarczający, On jest dla mnie wszystkim i jest moim zaopatrzeniem”, jeżeli ja jestem zawsze pełen obaw, zmartwień i bez pokoju?

Nikt by nie słuchał tego co mówię. Zamiast tego zastanawialiby się: „Jaką różnicę powoduje twój Chrystus? Nie wygląda na to, że jest lekarzem, jeżeli jesteś ciągle w takim stanie.”

Umiłowani, nasz wygląd twarzy ma znaczenie. Posłuchaj co Chrystus mówi o Swojej Oblubienicy w Pieśni Salomona: „ Gołąbko moja . . . Daj mi oglądać swoje oblicze, daj mi usłyszeć swój głos, gdyż słodki jest twój głos i pełna wdzięku twoja postać” (Pieśń nad Pieśniami 2:14). Chrystus mówi nam w skrócie: „Ja chcę widzieć twój uśmiech.” Czy to opisuje twój wygląd twarzy?

czwartek, 4 lutego 2016

JUŻ CZAS ZACZĄĆ ŻNIWO

Jezus powiedział: „Pola są dojrzałe do żniwa, i żniwo jest wielkie. Już czas zacząć żniwa” (zobacz Mat. 9:37,38). W tym momencie rozpoczęło się wielkie, ostateczne duchowe żniwo wśród Żydów i Pogan w czasach Jezusa. I to samo żniwo będzie trwać dotąd, aż Chrystus powróci.

Kiedy czytam ten fragment, zastanawiam się co Jezus widział w Swoim czasie, co spowodowało, że powiedział: „Żniwo jest gotowe, więc teraz jest czas żąć.” Czy widział duchowe przebudzenie w Izraelu? Czy w Synagodze było przebudzenie? Czy kapłani nawracali się na nowo do Boga? Czy uczeni w Piśmie i Faryzeusze byli przekonani w duchu? Jakie tam były dowody na to, że pola są dojrzałe do żniwa?

Ewangelie nie pokazują szczególnych dowodów jakiegoś duchowego poruszenia w kierunku Boga. Widzimy raczej odwrotność. Jezus był wyszydzany w Synagogach. Duchowi przywódcy narodu odrzucili Go, kwestionując jego uczciwość i boskość. Jeden religijny tłum nawet próbował Go zrzucić ze skały. Sam Chrystus napominał miasta Izraelskie za to, że nie pokutowały na Jego zwiastowanie: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido, Tyrze i Sydonie i Kafarnaum! (zobacz Mat. 9:21-23).

Jeżeli chodzi o tłumy, to były one pogrążone w chaotycznym przygnębieniu. Pismo mówi nam: „Kiedy ich ujrzał, byli oni jak owce bez pasterza” (zobacz Mat. 9:36). Mamy tu społeczeństwo, które było wystraszone, zestresowane i przygnębione. Ludzie chodzili po omacku jak rozproszone owce, szukając kto by im pomógł. Ale właśnie w tym punkcie wielkiego niepokoju Chrystus powiedział: „Pola są gotowe do żniwa i żniwo jest wielkie.”

Czy uważasz, że słowa Jezusa na temat dojrzałego żniwa odnoszą się do teraźniejszego czasu? Gdzie widzimy dowody na to, że pola są dojrzałe i gotowe do żniwa? Czy narody pokutują? Czy w naszym społeczeństwie jest wielkie poruszenie? Czy zorganizowany kościół się budzi? Czy przywódcy religijni pragną przebudzenia i szukają na nowo Chrystusa? Czy w tym pokoleniu rozlega się wołanie o świętość?

Z kilkoma wyjątkami, ja nie widzę tego nigdzie. Ale nic z tego nie poruszyło Jezusa w tym czasie. Raczej poruszył Go smutny stan, jaki widział wszędzie wokoło. Gdzie tylko spojrzał, ludzie byli pokonywani przez rozpacz, a On powiedział: „To już czas, żeby rozpocząć żniwo.”

środa, 3 lutego 2016

NARZĘDZIA ŻNIWNE

„ A widząc lud, użalił się nad nim, gdyż był utrudzony i opuszczony jak owce, które nie mają pasterza. Wtedy rzekł uczniom swoim: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje” (Mateusza 9:36-38).

Jezus przedstawił to jasno: Żniwo jest wielkie, ale robotników mało.” A dlaczego jest tak mało robotników? Dzisiaj kościoły są pełne wierzących, którzy twierdzą, że Chrystus jest ich życiem. Wydawane są miliony dolarów na budowy ośrodków uwielbienia.

Prawda jest taka, że jeżeli nie potrafimy zbierać żniwa dusz – jeżeli nasze życie nie jest odzwierciedleniem mocy ewangelii, którą głosimy – to zdyskwalifikowaliśmy się jako robotnicy. Nasze chodzenie z Chrystusem powinno pokazywać temu światu, że Boże obietnice są prawdą.

Jako robotnicy, jesteśmy narzędziami żniwnymi w ręku Pana. W czasach Chrystusa takim narzędziem była kosa, długie jednostronne ostrze z długim trzonkiem. Było to wykuwane przez kowala, który to wkładał do ognia, potem kładł na kowadle, gdzie to uderzał młotkiem i kształtował. Potem ten cały proces był powtarzany wiele razy dotąd, aż ostrze tnące było wykształtowane na szorstko.

Jest tu jasne podobieństwo: Bóg wykuwa robotników. On nie tylko uderza w grzech. A Jego proces kształtowania wyjaśnia dlaczego jest mało robotników. Większość ludzi w kościele jest podobnych do tysięcy, które zgłosiły się, że pójdą z Gedeonem w Starym Testamencie. Bóg widział w wielu z nich strach, wiedząc, że nie wytrwają w ogniu, wykuwaniu, trudnych chwilach. Z tych tysięcy, którzy szli z Gedeonem zostało wybranych tylko trzystu.

Tak samo jest dzisiaj. Ci, którzy są naprawdę powołani do żniwa, są powołani, aby znosić uszlachetnianie, kształtowanie w ogniu i ustawiczne wykuwanie. Jednak niewielu wytrwa.

poniedziałek, 1 lutego 2016

ŻYCIE DAWANIA by Gary Wilkerson

Naturą Ojca jest dawanie. Dziecko, które wychowuje się w domu dającym, uczy się dzielić z innymi, a Jezus ma naturę Swojego Ojca, który daje. Teraz Jezus zaprasza nas, abyśmy kontynuowali imię rodziny poprzez życie dawania.

Aby to czynić, Chrystus wyposaża nas w potężny obraz Ostatniej Wieczerzy. Bierze chleb i wino i mówi, „Ten chleb to jest Moje ciało, wydane za was. A ten kielich to Moja krew wylana za was” (patrz Marka 14:22-23). Zwróć uwagę co Jezus potem robi z chlebem: błogosławi go i daje. Czyniąc to Chrystus demonstruje nam jak wygląda wylane życie. Jest ono błogosławione. Jest złamane. Jest wydane. Tak wygląda bycie synem czy córką żyjącego Boga.

Jest to główna różnica pomiędzy przeciętną ludzką istotą, której najważniejszym celem jest zaspokojenie własnych potrzeb, a kimś, kto znalazł cel życia i wylewa siebie dla innych. W Chrystusie jesteśmy powołani, aby przejść od życia „przyjmowania” do życia dawania. Jezus uzdalnia nas do tej przemiany w Duchu, zamieniając naszego ziemskiego ducha na Jego boskiego Ducha. Mówi nam: „Zostałeś ubłogosławiony przeze Mnie i teraz masz rozdawać te błogosławieństwa.”

Jest to chwalebna teologia - ale jest to najtrudniejsza przemiana w naszym życiu. Przez ostatnich kilka lat najlepiej sprzedające się książki chrześcijańskie koncentrowały się na życiu „otrzymywania.” Ich centralnym tematem jest to, jak Bóg pragnie błogosławić Swoje dzieci. Wiemy, że jest to prawdą w odniesieniu do Boga i Jego dającej natury; On chce otwierać niebiańskie okna i wylewać Swoje potężne zasoby na nas. On naprawdę chce błogosławić nasze małżeństwo, nasze zdrowie, nasze finanse. Tak więc te najlepiej sprzedające się książki mają swoje miejsce i przyznaję, że ja sam czerpałem pomoc z niektórych z nich.

Ale w tych książkach czegoś brakuje. Jest coś o wiele lepszego niż błogosławione życie otrzymywania – a jest to złamane życie dawania. Życie otrzymywania jest łatwe; życie dawania jest trudne – i nagradzające.

Pamiętaj, On błogosławił. On łamał. On dawał. Często w kościele ten proces zatrzymuje się po pierwszym etapie. Wielu chrześcijan nie przechodzi poza część błogosławieństwa. Nie pozwalają na złamanie swojego życia przed Bogiem, więc nigdy nie dochodzą do ostatniego etapu – dawania. W ten sposób nigdy nie oglądają wypełnienia Bożego celu w błogosławieniu nas.