wtorek, 29 września 2015

WARTOŚĆ JEDNEGO WIERZĄCEGO

W jedną niedzielę wieczorem poszedłem na plac Times Square, kiedy było tam pełno turystów i innych, którzy dokonywali zakupów świątecznych. Ocenia się, że w czasie największego ruchu prawie ćwierć miliona ludzi przechodzi przez ten teren. Kiedy tam stałem, modliłem się i obserwowałem te masy ludzi.

W pewnym punkcie Duch Święty wyszeptał do mnie, „Dawidzie, przyglądnij się tym tłumom. Pomnóż je kilkakrotnie i to będzie liczba ludzi, którzy pomarli na pustyni. Z tych wielkich mas ludzi tylko dwóch weszło do mojego odpocznienia, Jozue i Kaleb. Wszyscy inni pomarli przed czasem w rozpaczy i niewierze.”

Ta myśl była dla mnie porażająca. Kiedy tak obserwowałem te tłumy uświadomiłem sobie, że oni wszyscy mieli dostęp do ewangelii w dowolnym czasie poprzez telewizję, radio, literaturę, a nawet bezpłatne Biblie w pokojach hotelowych. Gdyby tylko chcieli wiedzieć, to by im powiedziano, że ten sam Bóg, który czynił cuda dla starożytnego Izraela, czyni to samo dla wszystkich, którzy Go dzisiaj kochają. Ale ci nie chcą Go znać. Jeżeli widzą kogoś, kto chce im wręczyć traktat ewangelizacyjny, przyspieszają kroku i oddalają się. Nie mają bogów, lecz przyjemności, pieniądze i majątki.

Nagle zaczynam dostrzegać wartość pojedynczego wierzącego w Bożych oczach. I słyszę jak Jezus zadaje to samo pytanie dzisiaj: „Czy znajdę wiarę, kiedy powrócę na ziemię?” (zobacz Łukasza 18:8). Widzę Chrystusa, który bada serca ludzi, przeszukuje te wszystkie zakamarki i znajduje niewielu, którzy Go naprawdę kochają. Widzę, jak przeszukuje kampusy uniwersyteckie i pyta: „Kto tutaj Mi uwierzy?” Widzę, jak przeszukuje stolicę kraju, Waszyngton, czy są tam tacy, którzy by Go przyjęli, i znajduje niewielu. Widzę, jak przeszukuje całe narody i znajduje tylko resztkę.

W końcu przeszukuje Swój kościół, szukając sług z prawdziwą wiarą. Ale to co widzi, łamie Jego serce, zasmucając Go głęboko. Słyszę jak płacze tak, jak kiedyś nad Izraelem, „ Jeruzalem . . . ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście!” (Mat. 23:37).

Jako sługa Pana, noszę w sercu brzemię Pasterza. Odczuwam Jego smutek. W tej chwili słyszę jak mówi, „Nawet w Moim domu znajduję tak niewielu, którzy mają wiarę. Wiele z Moich dzieci, włączając w to Moich pasterzy, mdleje w chwilach doświadczeń. Nie ufają Mi odnośnie swoich rodzin, swojej pracy, swojej przyszłości. Wielu dokonało wyboru.”

A co z tobą? Pan przychodzi do nas wszystkich i pyta, „Czy będziesz Mi wierzył? Czy Mi ufasz? Czy znajdę w tobie wiarę, kiedy przyjdę? Jak Mu odpowiesz?