środa, 31 grudnia 2014

DZIELENIE CIĘŻARU PANA

Każdy prawdziwy ciężar, który Pan na mnie nałożył, zrodził się z głębokiego, zmieniającego życie spotkania w obecności Jezusa. W 1957r. Duch Boży zstąpił na mnie w postaci płaczu. Sprzedałem mój telewizor, który zabierał mi cały wolny czas i przez rok zamknąłem się sam na sam z Panem w modlitwie. Spędziłem miesiące modląc się w moim biurze i w lesie. Kiedy tak byłem w Jego obecności, On otworzył Swoje serce przede mną i pokazał mi cały cierpiący świat. Z tego wyszedł rozkaz, „Jedź do Nowego Jorku.” Tak zrobiłem i kiedy chodziłem ulicami, On podzielił się ze mną Jego ciężarem odnośnie gangów, narkomanów i alkoholików.

Kilka lat temu Bóg powołał mnie do życia w o wiele głębszej społeczności. Spędziłem miesiące z Jezusem, byłem oczyszczany, odkładałem wszelkie ambicje, chcąc podobać się tylko Jemu. Ponownie usłyszałem rozkaz, „Wróć do Nowego Jorku.” Teraz nasza służba działa tylko przez modlitwę i przebywanie w Jego obecności. Ciężar, który mamy, musi być Jego ciężarem, bo inaczej wszystko jest na darmo.

Kiedy miałem osiem lat, popularne były nabożeństwa namiotowe. W tym czasie nie było specjalnych kampingów ani ośrodków chrześcijańskich; namioty i małe kabiny, to wszystko, na co kościół było stać. Gwen i ja jeździliśmy na obóz „Living Waters” w Chery Tree, w Pensylwanii. Ludzie przyjeżdżali na ten obóz pełni Jego obecności. Nie mieliśmy telewizji, a nikt nawet nie myślał, by pójść do teatru. Dla nas wszystkim był Jezus!

Nabożeństwa trwały prawie całą noc i na takich nabożeństwach, gdzie Jezus potężnie się objawiał, wszyscy wychodziliśmy do ołtarza. Pamiętam jak klęczałem na słomie i kiedy tak byłem w obecności Bożej, On stał się moim życiem. Przemówił do mnie, mówiąc, „Daj mi swoje życie”! Wątpię, czy dzisiaj bym był w tej służbie, gdyby nie ci drodzy święci, którzy przyjeżdżali na te obozy tak pełni Jezusa. Oni manifestowali jego chwałę. Ja leżałem godzinami, płacząc i drżąc przy ołtarzu modlitwy tego obozu, a kiedy wstałem – byłem małym chłopcem – ręka Boża była nad moim życiem, a Jego ciężar był na mojej duszy.

Nikt nie był uczestnikiem ciężaru Pana bardziej, niż apostoł Paweł. Jezus włożył na jego barki jarzmo Swojego serca. Ale jak Paweł przyjął to jarzmo? Na spotkaniu z jasnym słońcem obecności Chrystusa! „Olśniła go jasność z nieba i padł na ziemię” (Dz 9:3-4). To była obecność samego Jezusa. Służba Pawła zaczęła się od tego spotkania. Zauważcie, że następnie (wiersz 6) przyszło „Wstań i idź”. Jeżeli masz świeżą i żywą obecność Jezusa, nie potrzebujesz komitetów, strategii, ani seminariów „Jak to się robi”. Duch Święty przychodzi i mówi, „Idź tu… idź tam, zrób to w taki sposób.” On ci powie kiedy, gdzie i jak!

wtorek, 30 grudnia 2014

UPADŁEM DO JEGO NÓG

Nadchodzi dzień, kiedy Jezus objawi Siebie w pełni dla grzesznej ludzkości. Kiedy to się stanie. Ludzie będą wołać do skał i gór, by na nich upadły i ukryły ich przed Jego niesamowitą obecnością. „Ukryli się w jaskiniach i w skałach górskich, i mówili do gór i skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie” (Ap 6:15-16).

W kościele Times Square często głosimy przeciwko grzechowi i wielu może powiedzieć, „Odłożyłem wszystko, co Duch ujawnił we mnie, a co nie jest podobne do Jezusa.” A jednak zdaję sobie sprawę, że jeszcze nie dotarliśmy do sedna; ciągle nie dostaje nam Jego chwały. Samo głoszenie nie spowoduje nienawiści do grzechu, której tak wielu potrzebuje w dniach ostatecznych. Potrzeba głębokiej, przeszywającej manifestacji świętej obecności Bożej, bo tylko w Jego obecności nauczymy się nienawidzić grzechu i chodzić w Jego bojaźni.

Słyszę jak chrześcijanie się przechwalają, „W dniu Sądu nie będę musiał upaść na twarz. Będę stał odważnie, ponieważ ufam Jego zbawieniu, a nie moim uczynkom!” To prawda, że nie jesteśmy zbawieni przez uczynki. Ale jeżeli nie jesteśmy posłuszni przykazaniom Chrystusa, to nigdy Go prawdziwie nie kochaliśmy i On nie manifestował się w nas (J 14:21).

Apostoł Jan, nasz „brat i współuczestnik prześladowań” (Ap 1:19, ten, który kiedyś położył głowę na piersi Jezusa, zobaczył Chrystusa w Jego chwalebnej świętości. Jan świadczy, „Obróciłem się… zobaczyłem… podobnego do Syna Człowieczego… Jego oczy jak płomień ognia… Jego głos jak szum wielu wód… a Jego oblicze jak słońce w pełnym blasku. Toteż gdy go ujrzałem, padłem do nóg jego jakby umarły. On zaś położył na mnie swoją prawicę i rzekł: Nie lękaj się” (Ap 1:12-19).

Możesz być jak Jan, sprawiedliwym bratem lub siostrą w Panu – sługą, który wiele wycierpiał – ale czy może ktoś z nas stanąć przed Jego obliczem, które jaśnieje, jak słońce w pełnej mocy? Tak samo nie będziemy mogli patrzeć na tą świętość, jak nie możemy patrzeć na słońce bez ciemnych okularów. On będzie musiał nam to umożliwić w tym dniu, dotknąć nas i zapewnić, byśmy się nie bali. „A temu, który was może ustrzec od upadku i stawić nieskalanych z weselem przed obliczem swojej chwały, ….niech będzie chwała, uwielbienie, moc” (Jud 24).

poniedziałek, 29 grudnia 2014

ŻYWE PRZYMIERZE by Gary Wilkerson

„Oskarża was Mojżesz, w którym wy złożyliście nadzieję.” (J 5:45). Co Jezus miał na myśli, kiedy to mówił? Mojżesz reprezentuje zakon Starego Przymierza, otrzymany od Boga na Górze Synaj. Jeżeli naszą nadzieję mamy w wykonywaniu Bożego zakonu, to Mojżesz oskarża nas, kiedy upadamy. Może pomyślisz, „Dlaczego ktoś w ogóle miałby mieć nadzieję w Starym Przymierzu?” Chrześcijanie tak robią cały czas. Tak się dzieje, kiedy mówimy, „Bóg dał mi przykazanie i mogę to wykonać. Mogę utrzymać Jego święty standard.”

Tak właśnie „pokładamy nadzieję w Mojżeszu.” Wtedy też nasze serca zaczynają chorować; „Przewlekłe oczekiwanie sprawia sercu ból” (Prz 13:12) Nie mamy prawdziwej nadziei, kiedy skupiamy się na wykonywaniu zakonu Mojżesza – bo nie mamy możliwości, by tego dokonać.

Na takich warunkach możemy próbować czcić Jezusa, ale coś w naszych sercach wydaje się nie w porządku – wydaje się to ziemskie. Czujemy, że czegoś brakuje – a to jest: łaska Boża, która przychodzi do nas w Chrystusie, żywym przymierzu. Kiedy głos Mojżesza oskarża, „Nie jesteś święty,” próbujemy dalej, ale rezultat jest taki sam – wreszcie kończymy w rozpaczy.

Bóg nas nie oskarża i absolutnie konieczne jest, byśmy to mieli jako nasz pewny fundament – oparty nie na zakonie czy oskarżeniach, czy rozpaczy, ale na chwalebnym działaniu samego Boga. Kiedy On słyszy oskarżenia pod naszym adresem, mówi do Jezusa, „Zniszcz to.” W tym momencie słyszymy głos Ducha Świętego, mówiącego, „Nie słuchaj tego kłamstwa. To zostało zniszczone na krzyżu.” Bóg nas nie oskarża. Jego Syn uczynił nas wolnymi.

Został nam dany Jezus i w naszych czasach zniechęcenia będziemy słyszeć Jego głos nad wszystkimi innymi:” I Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8:11). Niech Bóg da ci Jego łaskę, byś budował się na tym fundamencie i radował się!

sobota, 27 grudnia 2014

OJCIEC WIARY by Claude Houde

Jeżeli chcesz wzrastać duchowo, jeżeli pragniesz czegoś cudownego i boskiego w twoim codziennym życiu, to absolutnie musisz zwrócić bliską i zaangażowaną uwagę na Abrahama. To nie jest zwykła postać ze Starego Testamentu, albo tylko jakieś nazwisko na liście. Apostoł Paweł nazwał go „Ojcem wiary,” przykładem, modelem, centralną linią, normą i ojcem wszystkich wierzących (zobacz Rzymian 4:12).

Prorok Izajasz kieruje do nas takie ważne wezwanie: Słuchajcie mnie, wy, którzy dążycie do sprawiedliwości, wy, którzy szukacie Pana. Spójrzcie na skałę, z której jesteście wyciosani, i na kamieniołom, z którego jesteście wydobyci! Spójrzcie na Abrahama, waszego ojca, i na Sarę, waszą rodzicielkę, gdyż jego jednego powołałem, lecz pobłogosławiłem go i rozmnożyłem. Gdyż Pan pocieszy Syjon, pocieszy wszystkie jego rozpadliny. Uczyni z jego pustkowia Eden, a z jego pustyni ogród Pana, radość i wesele zapanują w nim, pieśń dziękczynna i dźwięk pieśni. Zwróć na mnie uwagę, mój ludu, i słuchaj mnie! Zwróć oczy na Abrahama” (zobacz Izajasza 51:1-4).

Czy masz takie odczucie, kiedy czytasz te wersety, że Abraham ma nam coś do powiedzenia? To masz rację. Paweł, uczony, apostoł i ten, który postawił wyzwanie przed światem, którego niesamowite i natchnione pisma odcisnęły piętno na historii ludzkości, mówi nam, że :jest obietnica, która jest pewna dla tych, którzy chodzą w wierze Abrahama” (zobacz Rzymian 4:16).

Drogi czytelniku, podnieśmy zasłonę i odkryjmy skarb. Zanurzmy się w Księdze Początków – Księdze Rodzaju wiary Abrahama – żeby odkopać kopalnię duchowego złota o wiecznej wartości:wiary z odmową.

„I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi” (zobacz 1 Mojż. 12:1-3).

Drodzy przyjaciele, ta wiara z odmową, jaka charakteryzowała i definiowała osobowość i życie Abrahama, dotykała serca Bożego i stała się kluczem do doskonałego wypełnienia zadziwiającej obietnicy, jaką właśnie przeczytaliście. W języku Biblijnym i w ogólnej perspektywie Biblijnej Abraham jest nie tylko ojcem milionów Żydów poprzez cała historię, ale również duchowym ojcem każdego wierzącego, który uwierzył w Chrystusa od wieków aż do naszego czasu. Na świecie jest ponad miliard naśladowców Chrystusa. Jesteśmy najszybciej rozwijającą się społecznością religijną na świecie i zgodnie z Biblią, każdy z tych drogocennych chrześcijan jest synem lub córką Abrahama!

__________
Claude Houde, główny pastore kościoła Eglise Nouvelle Vie (kościół Nowego życia) w Montrealu,w Kanadzie jest częstym mówcą na konferencjach Expect Chuch Leadership, prowadzonych przez Word Challenge po całym świecie. Pod jego kierownictwem New Life Chuch rozwinął się od garstki ludzi do ponad 3500 w tej części Kanady, w której rozwija się niewiele kościołów Protestanckich.

piątek, 26 grudnia 2014

TO JEST ŚWIĘTOŚĆ

„ Co się tyczy Jego Syna Jezusa Chrystusa, naszego Pana ... Który według ducha uświęcenia został ustanowiony Synem Bożym” (Rzymian 1:3-4). Za prawdziwą świętością działa Duch. Tam gdzie jest obecność Jezusa, która działa w, albo między Jego ludem, zobaczysz w nich o wiele więcej niż posłuszeństwo, więcej niż oddzielenie od świata, więcej niż wyrzekanie się bezbożnych rzeczy. Znajdziesz ducha posłuszeństwa.

Dla tych ludzi posłuszeństwo nie jest już tylko sprawą wykonywania tego co jest dobre i unikania tego co złe. Wierzący, który tak się rozkoszuje w tym, co się Panu podoba, ma w sobie ducha, który go automatycznie pociąga do światłości. „Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków. Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu” (Jana 3:20-21).

Święty człowiek nie boi się światła Bożej obecności. Zamiast tego, zaprasza oświecające światło, ponieważ duch świętości w nim woła, „Chcę, aby wszystkie ukryte rzeczy zostały wyjawione! Chcę być tak bardzo podobny do Jezusa jak jest to możliwe dla człowieka żyjącego na tej ziemi.” Ten sługa biegnie do światła i kiedy poddaje się jej, wtedy światło obecności Chrystusa staje się dla niego prawdziwą chwałą.

Posłuchaj języka Ducha świętości dla motywacji tego ducha: „ gdyż przykazań jego przestrzegamy i czynimy to, co miłe jest przed obliczem Jego” (1 Jana 3:22). W języku greckim te słowa są bardzo mocne: „Przestrzegamy Jego przykazań z wielką radością i ekscytacją, gdyż wiemy, że to się Jemu podoba!”

Oto jak ja wierzę, że ten duch świętości działa w kościele, gdzie jest manifestowana obecność Jezusa. Po pierwsze, bracia i siostry przychodzą do twojego kościoła w zwycięstwie, z uśmiechem zwycięzcy. Składają świadectwo, „Zmieniam się! Pan wkłada w moje serce pragnienie, aby być posłuszny i chodzić bez zmazy w Jego obecności.” Kiedy jesteś świadkiem tego, twój duch się raduje i mówi w tobie: „Dzięki Bogu, jeszcze jeden sługa sprawia Mu przyjemność! Mój brat i moja siostra powodują radość w niebie!”

Twoja radość rozszerza się poza wolność, jaką cieszymy się obecnie, poza nasz ratunek z mocy diabła. Ponieważ bardziej niż wszystko inne stajemy się ciałem, które uczy się jak się Jemu podobać. Jesteśmy posłuszni nie z obowiązku, czy ze strachu, ale ponieważ wewnątrz nas mieszka duch posłuszeństwa. Rozkoszujemy się radością Chrystusa, radujemy się że Jego serce się raduje! To jest świętość.

czwartek, 25 grudnia 2014

OBECNOŚĆ BOGA

Obecność Jezusa ma moc, aby zniszczyć i wypędzić grzech! „ Powstaje Bóg, a pierzchają wrogowie jego, i uciekają przed obliczem jego ci, którzy Go nienawidzą. Jak się rozprasza dym, tak ich rozpraszasz; Jak się rozpływa wosk od ognia, tak giną przed Bogiem bezbożni” (Psalm 68:2-3).

Jest to obraz tego co powinno się dziać, kiedy jesteś sam na sam z Bogiem w twojej komorze modlitwy. Jego niesamowita, objawiona obecność jest jak huragan, który wywiewa brud i dym pożądliwości; jak rozpalony ogień, który roztapia wszelką zatwardziałość. Bezbożność znika w Jego obecności.

„Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana” (Psalm 97:6). Góry w tym Psalmie reprezentują szatańskie warownie i góry upartości, które topnieją od tych, którzy przebywają z Bogiem. Możemy się modlić dotąd, aż się zmęczymy, „Boże, poślij do wszystkich zborów swoją moc, która objawia i niszczy grzech!” Ale to nic nie pomoże dotąd, aż Duch wzbudzi w tych zborach modlącą się, świętą resztkę, których czyste serca zaproszą Jego obecność do świątyni.

Nie będziesz przeżywał prawdziwej obecności Jezusa dopóki nie będziesz miał w sobie rosnącej nienawiści do grzechu – przenikającego przekonania o swoich upadkach i pogłębiającego się odczucia twojej wielkiej grzeszności. Ci, którzy nie mają obecności Chrystusa są coraz mniej przekonywani o grzechu. Im dalej oddalają się od Jego obecności, tym bardziej stają się odważni, aroganccy i bardziej im jest wygodnie w ich kompromisie. Jednak nie wystarczy to, żebyśmy jedli i pili w Jego obecności; musimy również być przemieniani i oczyszczani poprzez przebywanie z Nim. „ Wówczas zaczniecie mówić: Jadaliśmy i pijaliśmy przed tobą, i na ulicach naszych nauczałeś; A on powie wam: Nie wiem, skąd jesteście, odstąpcie ode mnie wszyscy, którzy czynicie nieprawość” (Łukasza 13:26-27).

Ci, którzy wyznają, że jedli i pili w Jego obecności, będą naprawdę mówić, „Byliśmy w Twojej obecności; siadaliśmy i słuchali Twojego nauczania.” Tak zostaną osądzeni poprzez własne słowa. Przyznają, że siadali w Jego obecności, ale nie zostali przemienieni. Pozostali ślepi na własną grzeszność, zatwardziali i nieporuszeni poprzez obecność Chrystusa. Jezus im odpowie: „Ja was nie znam. Odstąpcie ode Mnie!” Jakie to niebezpieczne siadać wśród świętych Bożych, którzy odzwierciedlają Jego chwałę i obecność, gdzie Jezus w potężny sposób objawia samego Siebie, a nie zostać przemieniony. Jakie to straszne, nie widzieć okropności grzechu, plagi serca! Czy odważysz się powiedzieć Panu, „Chodziłem do kościoła, gdzie była realna Twoja obecność; siadałem w Twojej świętej obecności”? Lepiej by było dla ciebie, gdybyś nigdy nie znał Jego obecności.

środa, 24 grudnia 2014

PRAWDZIWE PRZEBUDZENIE

Niedawno czterej nastoletni chłopcy powiedzieli mi, „Ty głosiłeś w naszym kościele w zeszłym roku i wtedy to był martwy kościół. Dlatego my czterej rozpoczęliśmy spotkania modlitewne tylko dla nas czterech. Chcieliśmy się pojednać z Bogiem, pokutować i być rozpalonymi dla Jezusa. Nasza grupa rozrosła się do dziesięciu i pomogliśmy innym chłopcom znaleźć zbawienie. Teraz zapraszamy diakonów i pastorów, żeby się modlili z nami. Teraz naprawdę mamy zmieniony kościół!”

Prawdziwe przebudzenie, jak ja to widzę, jest to odnowienie tego rodzaju intensywnej miłości do Jezusa. Charakteryzuje się ona nowym pragnieniem posłuszeństwa każdemu Jego Słowu, nastawienie serca, które mówi, „Cokolwiek On powie, ja to zrobię.” Rzeczywiście przebudzenie jest powrotem do posłusznej miłości ludzi, którzy indywidualnie wyznali i porzucili wszelki grzech, pragnąc tylko stać się kanałami obecności Chrystusa. W tych ludziach jest ucieleśnione przebudzenie. Noszą oni w sobie chwałę Chrystusa i Jego obecność, gdyż Jego życie przepływa przez nich cały czas.

Pastorzy dużych zborów powiedzieli mi, „Musisz przyjść i zobaczyć co Bóg czyni. Przychodzą tysiące – mamy przepełnienie! Nasze uwielbienie naprawdę warto zobaczyć.” Odwiedziłem niektóre z tych zborów z wielkim oczekiwaniem, ale rzadko odczuwałem, czy doświadczałem rzeczywistej obecności Jezusa w tych masowych spotkaniach. W tych masowych zgromadzeniach nie było widać prawdziwej pokuty i wydaje mi się, że gdyby prorok stanął i wyjawił rozwody, cudzołóstwo, wszeteczeństwo i pomieszanie z muzyką od złego, jakie istniały w tych kościołach, to połowa tego tłumu by wyszła.

Oni się dobrze bawili! W jednym kościele lider zaprosił około pięćdziesięciu ludzi, żeby przyszli do pokoju modlitwy, gdzie dał im lekcję na temat handlu. Powiedział, że oni potrzebują dołączyć do tego kościoła, a jako przykrywka – „żeby otrzymać odpowiedź na modlitwy.” W tym zgromadzeniu nie było narzędzi ani kanałów Jego obecności. Tak zwane uwielbienie i chwała to był po prostu hałas i wiedziałem, że niedługo ten tłum będzie oczekiwał na to, żeby się dobrze bawić. Tam gdzie nie ma prawdziwej obecności Chrystusa ludzie szukają tylko jakichś dreszczyków.

Wychodziłem z tych spotkań wiedząc w swoim sercu, że wśród tych ludzi nie było Jezusa. Było oczywiste, że oni nie żyli w posłuszeństwie dla Niego, więc tak naprawdę nie mogli Go kochać. Jezus nie będzie się manifestował dla tych, którzy mówią, że mają miłość, ale nie są posłuszni.

„Jeśli kto Mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec ój umiłuje go, i do niego przyjdziemy i u niego zamieszkamy.” (Jana 14:23).

wtorek, 23 grudnia 2014

PEŁNI OBECNOŚCI CHRYSTUSA

Zapytaj jakiegokolwiek chrześcijanina: „Czy kochasz Jezusa?”, a on odpowie, „”Tak, oczywiście!” Ale same słowa nie wystarczą w świetle świętego światła Jego Słowa, gdyż sam Jezus powiedział, że dwie wyróżniające rzeczy pokażą naszą miłość do Niego. Jeżeli nie ma tych dwóch dowodów w twoim życiu, to twoja miłość do Jezusa jest tylko w słowach – a nie w uczynkach i prawdzie. Są to: (1) twoje posłuszeństwo dla każdego słowa Jezusa i (2) manifestacja Jego obecności w twoim życiu.

Ten werset mówi wszystko: „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie” (Ew. Jana 14:21). „Objawić” znaczy „zajaśnieć albo przebić się” - innymi słowy, stać się narzędziem albo kanałem, który promieniuje obecnością Chrystusa.

Kościół tak często się modli, „Panie, poślij nam Twoją obecność. Przyjdź wpośród nas – zstąp na nas – poruszaj się w nas. Objaw nam samego Siebie!” Ale Boża obecność nie zstępuje tak sobie. Ona nie zstępuje nagle i nie zaskakuje czy nie oszołamia zgromadzonych. Wydaje się, że mamy taki pomysł, że obecność Chrystusa jest takim niewidzialnym dymem, który Bóg rozprasza w atmosferze tak, jak Starotestamentowy obłok chwały, który tak wypełnił świątynię, że kapłani nie mogli stać, żeby usługiwać.

My zapominamy, że w obecnie nasze ciała są świątynią Bożą i jeżeli przychodzi Jego chwała, to musi ukazać się w naszych sercach i wypełnić nasze ciała. Chrystus nie mieszka w budynkach ani jakiejś szczególnej atmosferze; właściwie to całe niebo nie może Go objąć. On jest raczej objawiany poprzez nasze posłuszne, uświęcone ciała – Jego świątynie: „ Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim” (2 Kor. 6:16). „Czy nie wiecie, że ciała wasze są świątynią Ducha Świętego, który mieszka w was?” Dlaczego jest tak mało albo wcale nie ma obecności Jezusa wpośród naszych kościołów? Dlaczego jest tak wiele martwych zborów? Ponieważ albo pastor, albo ludzie – albo oboje – są duchowo martwi! Przeżywanie obecności Jezusa w kościele nie jest tak bardzo sprawą wspólną, jak indywidualną. To prawda, że bez duchowego życia pastor, nie modlący się pasterz może rozsiewać śmierć wśród ludzi. Ale każdy członek jest nadal świątynią i pozostaje osobiście odpowiedzialny aby być posłuszny Bogu i być dostępnym jako narzędzie Jego obecności. Twój kościół może być martwy, a ty możesz być pełny obecności Chrystusa

poniedziałek, 22 grudnia 2014

GŁÓD ŁASKI by Gary Wilkerson

Jestem przekonany, że po całym świecie jest głód łaski Chrystusa i Pismo to potwierdza. Łukasz pisze, że kiedy Jezus głosił Kazanie na Górze, to tłumy tysięcy ludzi „przybyli, aby go słuchać i dać się wyleczyć ze swych chorób; a także dręczeni przez duchy nieczyste byli uzdrawiani” (Łukasz 6:17-18). Te masy ludzi przyszły, bo słyszeli wieści o człowieku łaski, który ich uzdrowi.

„Tam było wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy, i znad morza, z Tyru i Sydonu” (Łukasz 6:17). Te poranione masy nie podróżowały tak daleko, bo chcieli posłuchać jak kaznodzieja ich będzie zachęcał, aby się bardziej starali. Oni już byli wyczerpani przez zniechęcenie, choroby i desperację z powodu ich starań, aby być świętymi. I to nie było tylko zebranie „dobrych” ludzi. Wielu z nich prawdopodobnie było na granicy śmierci, ludzie odrzucani z powodu ich złamanego stanu. W każdym razie, przestrzeganie zakonu nie dało im życia.

Dla tych głodnych podróżnych reputacja łaski Jezusa okazała się być prawdą. On nie tylko głosił łaskę, ale demonstrował ją poprzez uzdrawianie ich wszystkich: „Moc uzdrawiająca wychodziła z Niego i uzdrowił wszystkich” (Łukasz 6:19).

Jako chłopiec mierzyłem swoje chodzenie z Chrystusem według tego, jak dobrze demonstrowałem pokorę, czystość i miłosierdzie. Jeżeli złapałem się na tym, że byłem agresywny, to myślałem,” Muszę być bardziej uniżony i cichy.” Tak jak wielu przede mną, zamieniałem Bożą łaskawą obietnicę błogosławieństwa na przepisy, których próbowałem przestrzegać. Jeżeli żyłem dobrze według „błogosławieństw” to może Bóg powie, „Gary, jesteś błogosławiony.”

Nie! To jest zupełnie odwrotne – i całkowicie sprzeczne z ewangelią Chrystusa. Kiedy Jezus spojrzał na ten tłum ludzi, to widział ich już jako biednych w duchu, na kolanach uniżenia, atakowanych przez choroby, wyczerpanych poprzez własne wysiłki, aby żyć dobrym życiem. A więc co zrobił? Wypowiadał do nich błogosławieństwa! Tak jak Pan wypowiedział stworzenie do pustki całkowitej ciemności, Jezus wypowiadał boskie błogosławieństwa do znękanych grzeszników, ludzi przybitych przez życie. Zapewnił ich, „Przyszliście tu z płaczem, ale Ja wam mówię, że jesteście błogosławieni w Bożych oczach – błogosławieni w małżeństwie, błogosławieni w pracy, błogosławieni w głębi waszej duszy.”

To było radykalne poselstwo dla ich uszu. Ci ludzie znali tylko wymagania Starego Przymierza. Myśleli, że zasługują na to, aby usłyszeć, „Jesteście przeklęci! Nie dochowaliście przepisów Prawa zgodnie z 5 Mojżeszową, bo inaczej wasze życie byłoby błogosławione.” Jezus powiedział im coś zupełnie innego: „Zanim mogliście uczynić coś dla Mnie – zanim się pomodliliście, oddali chwałę lub wyznali - Ja już was pobłogosławiłem!”

sobota, 20 grudnia 2014

NASIONA PRZEBACZENIA by Nicky Cruz

Życzyłbym wam, abyście mogli przeżyć cud, jakiego doświadczyła moja rodzina. Chciałbym, żebyście mogli odczuć różnicę między tym jak żyjemy teraz i jak żyliśmy w dniach mojej młodości. Dzisiaj bardzo kocham moich braci i siostry. Niczego bardziej nie pragnę jak siadać z nimi i śmiać się i rozmawiać i płakać z moją rodziną.

Te okazje, kiedy mogę polecieć znowu do Puerto Rico i odwiedzać ich są dla mnie najcenniejszą pamiątką. Kiedy wracam do domu, to nie jestem już ewangelistą i kaznodzieją Nicky Cruz; jestem po prostu bratem. Jestem po prostu jednym z rodziny i bardzo to kocham. Właściwie dwóch z pośród moich braci jest pastorami kościołów w Puerto Rico i nawet nigdy mnie nie prosili, żebym usłużył w ich zborach. Wiedzą, że kiedy przyjeżdżam do domu, to chcę być z nimi.

Dlatego mam takie wspomnienia, kiedy siedzimy do późna z moją rodziną, jemy i śmiejemy się i żartujemy i modlimy się i płaczemy razem. Czasami siedzimy do godziny pierwszej po północy opowiadając historie. Wymieniamy dowcipy, przeżywamy wspólnie radość. Jest to dla nas wszystkich święto!

Ale tak nie było zawsze. Nie byliśmy zawsze tacy szczęśliwi i wolni od trosk i kochający. Kiedy Jezus wszedł do naszego życia, to przyniósł eksplozję miłości! Otworzył zawory miłosierdzia i przebaczenia. W mojej rodzinie w przeszłości było dużo bólu, ale nikt z nas nie trzyma uczucia odrzucenia. Nikt nie trzyma nieprzebaczenia. W naszych sercach jest tylko miłość między nami. Nie poświęcamy czasu na żal; raczej radujemy się w Jezusie, którego znamy dzisiaj – w przyszłości, jaką On ma dla nas wszystkich.

Łamie mi to serce, kiedy widzę rodziny, które trzymają się przeszłości. Bracia i siostry, którzy trzymają w sobie gorycz i odrzucenie z przeszłości. Mężowie i żony, którzy zostali zranieni poprzez słowa lub czyny i pozwalają, aby ich ból trwał, wzrastał i zżerał ich jak rak.
Jezus może uczynić dla serca ludzi to, czego nie może zrobić nikt inny. On może spowodować taką zmianę, jakiej nie potrafimy sobie wyobrazić. Kiedy On przychodzi, aby zamieszkać w twoim sercu, to nie tylko przebacza, ale pozostawia za Sobą nasiona przebaczenia. Nadprzyrodzone nasiona, które nie tylko wykasują grzech, ale również ból, jaki przyniósł grzech.

Ja nigdy nie będę w stanie podziękować Jezusowi wystarczająco za to, co uczynił dla naszej rodziny. Za przebaczenie i łaskę, jakie przyniósł i zjednoczył nas razem.
On może to samo uczynić dla wszystkich.

__________  

Nicky Cruz, znany na świecie ewangelista i płodny pisarz nawrócił się do Jezusa Chrystusa z życia przemocy i przestępstw, po spotkaniu Dawida Wilkersona w Nowym Jorku w roku 1958. Historia jego dramatycznego nawrócenia została opisana w książce Krzyż i Sztylet przez Dawida Wilkersona, a potem w jego własnej, najlepiej sprzedającej się książce Run Baby Run.(Polski tytuł: „Nicky Cruz Opowiada”).

piątek, 19 grudnia 2014

NIE ŻAŁUJ

Noemi próbowała jeszcze raz zachęcić Rut, by wróciła do domu, ale Rut nie poszła. „Rut pozostała przy niej” (1:14). Słowo tu użyte pokazuje dziewczynę na kolanach, obejmującą swoją panią, której nigdy nie opuści. Rut chciała Boga!

Kiedy Rut przekroczyła granicę Judei, była na drodze, by zdobyć Chrystusa. Nie było tam znaków drogowych, ale wiemy, gdzie ta droga prowadziła; prosto do serca Jezusa! Rut i Noemi poszły do miejsca błogosławieństw – biedne, nie wiedziały skąd wziąć następny posiłek – ale przyszły na początku czasu żniwa.

Rut była bez grosza, bez przyszłości, ale była dzielną kobietą i oddała wszystko w ręce Pana. Powiedziała, „Pozwól mi pójść na pole zbierać kłosy” (Rut 2:2). To robili tylko bardzo biedni. Zakon mówił, żeby właściciele nie żęli do samego końca pola i nie zbierali pozostałych kłosów, by to zostało dla biednych. „A gdy będziecie żąć zboże w waszej ziemi, nie będziesz żął do samego skraju swego pola i nie będziesz zbierał pokłosia po swoim żniwie…. Pozostaw je dla ubogiego” (Kpł 19:9-10).

Wyglądało na to, że Rut kiepsko wybrała. Jej oddanie prowadziło ją cały czas do miejsca nawiedzenia, a teraz w pocie czoła wykonuje najgorzej płatną pracę! Była biedniejsza, niż biedni. Popatrzcie na nią, bo tak też możecie skończyć, jeżeli pójdziecie na całego z Bogiem!

Taki był krzyż apostoła Pawła aż do śmierci: „Bo wydaje mi się, że Bóg nas, apostołów oznaczył jako najpośledniejszych, jakby na śmierć skazanych, gdyż staliśmy się widowiskiem dla świata i aniołów, i ludzi. Myśmy głupi dla Chrystusa,… Aż do tej chwili cierpimy głód i pragnienie, i jesteśmy nadzy, i policzkowani, i tułamy się, I trudzimy się pracą własnych rąk… złorzeczą nam,… staliśmy się jak śmiecie tego świata, jak omieciony” (1 Kor 4:9-13).

Nie żałuj Rut – bo ona właśnie zdobywała Chrystusa!

czwartek, 18 grudnia 2014

PRZEKRACZANIE GRANICY

Jak widzimy w Rut 1, Noemi, Orpa i Rut doszły do granicy między Moabem i Judeą i tam musiały podjąć decyzję. Czy pójdą za poruszeniem łaski Bożej do pełni Chrystusa? Ich imiona dają nam odpowiedź: Noemi znaczy łaska; Orpa znaczy twardego karku; a Rut znaczy przyjaciel, towarzysz.

Na granicy dochodzi do konfrontacji, kiedy Noemi postanowiła sprawdzić przywiązanie Orpy i Rut. Dla nich decyzja, by pójść, będzie wymagać czegoś więcej, niż emocje, więcej niż słowa. Muszą wybrać, czy zawrócą, czy pójdą dalej – bez obietnicy nagrody i z wyraźną wizją wysokiego kosztu.

Noemi nie obiecuje im dostatku, łatwego życia i sukcesów, ale maluje im obraz cierpienia i ubóstwa. Nie ma obietnic ziemskich dóbr, tylko droga wiary. Właściwie ona ich zachęcała, by zawróciły do domów swoich matek (patrz Rut 1:8-9).

Zarówno Orpa jak i Rut były do tego momentu zdecydowane: „A wtedy one głośno zapłakały i rzekły do niej: My z tobą wrócimy do twojego ludu” (Rut 1:9-10). Wiecie już, że Orpa, pomimo potoku łez, pomimo mocnych słów, że pójdzie dalej, odeszła w powrotem do swojego bałwochwalstwa. Na zewnątrz była złamana, delikatna i wydawało się, że pójdzie dalej do Boga.

Ja wierzę, że Noemi widziała, co było w sercu Orpy. Prawdopodobnie pomyślała, „Biedne dziecko! Ona myśli, że chce pełni Pana, ale dalej jest zauroczona tym światem. Gdyby poszła dalej, czuła by się źle, bo zawsze by patrzyła wstecz!”

Dlatego Noemi powiedziała, „Idź swoją drogą!” Orpa musiała w sercu podjąć decyzję, „Pójdę w powrotem do Moabu i będę służyć Bogu – po mojemu! Dalej będę kochać tych drogocennych świętych, ale muszę zając się swoim życiem. Nie jestem gotowa zostawić mojej przeszłości.”

Biblia mówi, „Lecz one jeszcze głośniej zapłakały. Potem Orpa ucałowała swoją teściową” (Rut 1:14). W oryginale jest jeszcze dodane zdanie „i poszła z powrotem.”


Niektórzy z was czytających to są właśnie gotowi, by pocałować braci na pożegnanie. Coś w twoim sercu cię ciągnie – grono szczególnych przyjaciół lub stara miłość. Ale tak, jak Noemi powiedziała do Orpy, „Oto twoja szwagierka wraca do swojego ludu i do swojego boga” (Rut 1:15), tak istnieje jakiś bożek w twoim sercu – coś z przeszłości, czego nie możesz zostawić!

środa, 17 grudnia 2014

KONIEC GŁODU

W księdze Rut 1:6 czytamy że, „Pan ujął się za swoim ludem i dał im chleb.” Do Noemi doszło słowo, że głód w ziemi Judzkiej się skończył – że jeszcze raz Bóg nawiedził Jego lud obfitością chleba i błogosławieństw. Wspomnienia przeszłych błogosławieństw zalały duszę Noemi i zaczęła tęsknić za tym świętym miejscem. Miała już dość Moabu, jego bałwochwalstwa i śmierci. „Wtedy wybrała się wraz ze swoimi synowymi i wróciła z pól moabskich. Wyszła tedy z miejscowości, w której przebywała ….. i wybrały się w drogę powrotną” (Rut 1:6-7).

Synowe Noemi, Orpa i Rut pożegnały się ze swoimi rodzicami, przyjaciółmi i rodziną. Powiedziały swoim najbliższym, że odchodzą na zawsze i udają się do ziemi Judzkiej – do miejsca, gdzie Bóg „nawiedza Swój lud.”

Dzisiaj znowu Pan nawiedza Swój lud! Jeszcze raz skończył się głód! Tu w kościele Times Square i w innych kościołach po całym świecie głoszone jest czyste Słowo Boże. Kiedy Pan nawiedza Swój lud, to „daje im chleb.”

Podczas ostatniego głodu Słowa, kiedy inni uciekali do dzisiejszego Moabu – świeckości, letargu, oziębłości, przyjemności i sukcesów – święta resztka przetrwała. Oni zakończyli wywyższanie telewizyjnych ewangelistów, zmysłowość, która weszła do domu Bożego, głupstwa wygłaszane z kazalnicy i wyszydzanie przez odstępczych chrześcijan.

Oni modlili się i pościli. Teraz Pan usłyszał ich wołanie i nawiedza Swój lud. Dlaczego kościół Times Square jest przepełniony głodnymi poszukującymi? Ponieważ rozeszła się wieść, że tu jest Bóg! Ludzie usłyszeli, że tu płynie słowo od Boga. Tak samo jest w innych miejscach, kiedy rozchodzi się wieść, że Bóg ich nawiedza. Głód się skończył! Bóg posłał chleb z nieba i jeżeli jeszcze go nie skosztowałeś, to wyjdź z Moabu i idź z powrotem tam, gdzie Bóg nawiedza Swój lud!

To właśnie zrobiła Noemi i jej dwie córki. Ich pójście w kierunku granic Judei reprezentuje pójście w kierunku Pana. One były pociągane przez Ducha Bożego i zachęcone przez wiadomości o Jego nawiedzeniu.

Dzisiaj w ten sam sposób widzę w Duchu niezliczone tysiące podążające w kierunku domu, z powrotem do pełni w Chrystusie – z dala od sztuczności i pustki ewangelii przyjemności i powodzenia, podwójnych standardów i letnich serc.

wtorek, 16 grudnia 2014

KSIĘGA PRAWDY

Księga Rut jest wspaniałą historią nawróconej poganki, która zdobyła serce swojego ziemskiego pana. Wierzę, że jest to historia prorocza, przesłanie, które mówi potężnie do nas dzisiaj, ponieważ my zdobywamy Chrystusa w taki sam sposób, jak Rut zdobyła Boaza.

Ale ta historia jest czymś więcej, niż historią! Paweł pisze: „A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków” (1 Kor 10:11).

Historia Rut zaczyna się od słów: „Nastał głód w kraju” (Rut 1:1). Dlatego Izraelita Elimelech, jego żona Noemi i ich dwóch synów Machlon i Kilion uciekli z Judy do Moabu. Elimelech tam umarł, a dwóch synów Noemi poślubiło pogańskie żony Orpę i Rut. Oni pozostali w Moabie przez następne dziesięć lat.

Ale Moab był miejscem bałwochwalstwa – zgromadzeniem bezbożnych, siedliskiem szyderców. Sam Moab, którego imieniem nazwany był ten region, był owocem kazirodczej relacji między Lotem i jedną z jego córek. Właściwie imię Moab oznacza wszeteczeństwo. To oni zwiedli Izrael na pustyni i po tym 24.000 zmarło z powodu plagi. Bóg zabronił Izraelitom poślubiać moabskie kobiety, „Nakłonią bowiem na pewno wasze serca do swoich bogów”
(1 Krl 11:2).

W rzeczywistości duchowej to samo dzieje się, kiedy pojawia się głód Słowa Bożego: lud Boży zwraca się do świata, ulega pokusom bałwochwalstwa i łączy się z bezbożnymi. Ten rodzaj głodu pcha wierzących wszędzie, gdzie znajdą coś, co zaspokoi ich wewnętrzne potrzeby.

Dzisiaj chrześcijanie stają się zimni i odchodzą, bo nie otrzymują duchowego pokarmu. Idą do kościoła, ale tam są puste półki. Kazanie, które słyszą, jest płytkie – bez treści, bez żywej wody – tylko zabawa. Głód jest powszechny w domu Bożym!

Dlatego nasze kościoły są pokonywane przez cudzołóstwo, rozwody, muzykę rokową, niebiblijną psychologię, ewangelię New Age – a młodzi ludzie używają narkotyków i ulegają rozwiązłości. Ten głód w kościele popchnął ich do Moabu, miejsca bałwochwalstwa. Moab, to miejsce, gdzie młodzi ludzie umierają tak, jak umarli synowie Noemi!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

ON MÓWI, ŻE JESTEŚ BŁOGOSŁAWIONY by Gary Wilkerson

Wielu chrześcijan nie chce się przyznać, ale w głębi duszy wierzą, że Boża łaska jest zbyt cudowna, by była prawdziwa. Myślą, że to daje zbyt wiele wolności, dlatego trzymają się uczynków, bo są przekonani, że to jedyna rzecz, która utrzyma ich na ścieżce sprawiedliwości.

Paweł spodziewał się takiego myślenia, które kończy się martwymi uczynkami: „Cóż tedy? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską? Przenigdy! Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości? Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani” (Rz 6:17-17).

O jakiej nauce Paweł mówi? O tym, że jesteśmy teraz własnością łaski Jezusa Chrystusa! Dlatego już więcej nie trwamy w grzechu, jak to było przedtem, bo nie taka już jest nasza tożsamość: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe! (2 Kor 5:17). Wreszcie Paweł mówi, „Przeto, bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe, by należeć do innego, do tego, który został wzbudzony z martwych, abyśmy owoc wydawali dla Boga” (Rz 7:4).

Nowe życie, które otrzymaliśmy – życie samego Chrystusa – ożywia nas, byśmy służyli w wolności, pokoju i radości. Uwolnieni z wyczerpujących uczynków powinności, możemy teraz wykrzykiwać z Dawidem, „Panie, moją rozkoszą jest wykonywać Twoją wolę!” Nie możemy też postępować inaczej, tylko świadczyć o Jezusie temu światu, który jest głodny, zdesperowany i pragnie Jego łaski. Jednym słowem: Łaska daje rezultaty!

Przyjacielu, nie możesz wykrzesać życia z czegoś, co jest martwe. Tylko Jezus ma moc wskrzesić naszego starego, martwego człowieka do nowego życia. Ten rodzaj łaski jest nieporównywalny, daleko przekraczający nasze zrozumienie i w pełni tego nie pojmiemy w tym życiu. Podobnie nigdy tego nie osiągniemy sami. Jak pisze Paweł, „Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem poznany” (1 Kor 13:12).

Zwróć uwagę na ostatnie zdanie: Jak jestem poznany przez Pana – nawet w twoim pomieszanym życiu żalu i załamania – On mówi, że jesteś błogosławiony. Widzisz, że nowe życie, które masz, nie jest rezultatem osiągnięcia, ale otrzymania. A więc czy odłożysz swoje własne miary i będziesz chodził w nowym życiu, które Jezus ci dał z łaski? On już wypowiedział nad tobą błogosławieństwo … więc je przyjmij!

sobota, 13 grudnia 2014

NADEJDZIE TAKI DZIEŃ by Jim Cymbala

Nadejdzie taki dzień, mówi apostoł Paweł, kiedy „to wyjdzie na jaw w jego dziele; Dzień bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. Jeśli czyjeś dzieło, zbudowane na tym fundamencie, się ostoi, ten zapłatę odbierze” (1 Kor 3:13-14) Złoto, srebro i drogocenne kamienie przetrwają, ale drewno, siano i słoma pójdą z dymem.

Paweł nie mówi, że ilość naszej pracy będzie testowana. On nie mówi nic o liczbach i celach. Natomiast wszystko będzie testować jakość naszej pracy.

Warren Wiersbie (były pastor Moody Church w Chicago i mówca w radiowych programach Back to the Bible) przekazał interesującą obserwację na ten temat dla pracowników Brooklyn Tabernacle. „Jaka jest różnica między tymi materiałami, prócz oczywiście tego, że jedna grupa jest ognio odporna, a druga nie? Myślę, że ważne jest to, iż drewno, siano i słoma występują w obfitości … zaraz za naszymi drzwiami lub niedaleko od nas. W każdym lesie, na każdym polu jest tego dostatek. Ale jeżeli chcesz złota, srebra i drogich kamieni, musisz kopać głęboko. Musisz je zdobywać wielkim wysiłkiem. One nie leżą byle gdzie. Musisz wejść głęboko do ziemi.”

Dla mnie te słowa są głębokie. Duchowa „konstrukcja” z drewna, siana i słomy powstaje łatwo – niewiele pracy, niewiele szukania, żadnych trudów i bólów rodzenia. Wystarczy to rzucić i będzie wyglądać właściwie – na chwilę. Ale jeżeli chcesz budować coś, co przetrwa w Dzień Sądu, to kosztuje o wiele więcej.

W tym dniu nie będzie miało znaczenia co inny chrześcijanin o tobie myśli. Nie będzie miało znaczenia co doradzali eksperci od marketingu. Ty i ja staniemy przez Tym, którego oczy są jak „płomień ognia”. Nie zmiękczymy Go słowami o tym, jak błyskotliwą mieliśmy strategię. Staniemy przez Jego przeszywającym spojrzeniem.

On zapyta tylko czy byliśmy odważnie wierni jego Słowu.

__________

Jim Cymbala założył Brooklyn Tabernacle z mniej niż dwudziestu członkami w małym, zaniedbanym budynku w trudnej części miasta. Urodzony w Brooklynie, jest od wielu lat przyjacielem Dawida i Garego Wilkersonów i częstym mówcą na konferencjach Expect Chuch Leadership, sponsorowanych po całym świecie przez World Challenge.

piątek, 12 grudnia 2014

PRZEKROCZENIE LINII POSŁUSZEŃSTWA

„ Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich” (Łukasz 22:31-32).

Kiedy Jezus chodził po tej ziemi, to znał bardzo dobrze wściekłość mocy złego i jak szatan przychodzi z każdą bronią z piekła, żeby przesiać uczniów. Wydaje mi się, że nikt z nas nie zna ani nie rozumie wielkiego konfliktu, jaki teraz się rozgrywa w sferze duchowej. Nie uświadamiamy też sobie jak bardzo jest zdeterminowany szatan, aby zniszczyć wszystkich świętych, którzy nastawili swoje serca mocno na to, żeby iść z Chrystusem do końca.

W naszym życiu chrześcijańskim przekraczamy linię – ja to nazywam „linią posłuszeństwa” która uruchamia każdy alarm w piekle. W momencie, kiedy przekraczasz tę linię do życia w posłuszeństwie i zależności od Jezusa, zdeterminowany w swoim sercu, że nigdy nie wrócisz, to stajesz się zagrożeniem dla królestwa ciemności i celem dla zwierzchności i mocy. Świadectwo każdego wierzącego, który nawraca się do Pana z całego serca – pragnąc świętości i głębszego życia z Jezusem – obejmuje nagły wybuch dziwnych i intensywnych kłopotów, doświadczeń i testów!

Może kiedyś byłeś takim uczniem częściowym. Kochałeś Pana, ale byłeś duchowo leniwy. Nie byłeś pilnym studentem Biblii, ani nie miałeś pragnienia do rzeczy duchowych. Nie chciałeś być fanatykiem i wszystko szło gładko w twoim życiu. Diabeł ciebie specjalnie nie niepokoił, bo byłeś niezdecydowany.

Ale teraz jesteś całkowicie oddany Bogu. Jego Słowo stało się dla ciebie żywe i modlisz się, płaczesz, kochasz zgubione dusze. Wszystko się zmieniło, włączając w to twoje doświadczenia. Przeżywasz wielką zmianę serca!

W tym samym czasie powodujesz fale w niewidzialnym świecie. Przekroczyłeś linię posłuszeństwa. Do tych, którzy przekroczyli linię posłuszeństwa Jezus mówi: „Prosiłem za tobą, aby twoja wiara nie ustała” (Łukasza 22:32).

czwartek, 11 grudnia 2014

OSTATECZNE PRZEJŚCIE

„Gdy zaś stopy kapłanów, niosących Skrzynię Pana, władcy całej ziemi, staną w wodzie Jordanu, wody Jordanu zostaną rozdzielone i wody płynące z góry staną jak jeden wał. Gdy więc lud wyruszył ze swoich namiotów, aby przejść przez Jordan, i kapłani, niosący Skrzynię Przymierza, szli przed ludem,. . . stanęli pewnie na suchym gruncie pośrodku Jordanu, a cały Izrael przeprawiał się po suchej ziemi, aż wreszcie cały naród zakończył przeprawę przez Jordan” (Jozuego 3:13,14,17).

Przejście przez Jordan jest typem wejścia do wolności w Chrystusie. Bóg nas zawsze wyprowadza z czegoś po to, aby nas wprowadzić do Siebie! Nie wystarczy wyrwać się z mocy szatana i z więzienia zniewolenia; musimy również wejść w zmartwychwstałe życie Chrystusa. Tutaj Kanaan nie reprezentuje nieba, gdyż ten kraj jest miejscem duchowej walki. Ale jest to miejsce, gdzie Jezus chce, abyśmy cieszyli się dobrocią Jego zwycięstwa, miejscem radości, zadowolenia i spełnienia.

Kiedy Izrael doszedł do Jordanu, to nie prowadził ich już obłok w dzień i słup ognia w nocy, (zobacz 2 Mojż. 13:21), ale Arka Przymierza. Widzimy Arkę – typ Jezusa- który wchodzi do Jordanu, zanurzając się w śmierci i mówi: „Pójdźcie za Mną!” To Jezus zaprasza nas, abyśmy się ochrzcili w Niego.

Wychodząc z Jordanu, Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej, która jest typem trwania w Chrystusie. „- Lud wyszedł z Jordanu . . . i rozłożył się obozem w Gilgal” (Jozuego 4:19). W tym punkcie byli oni zabezpieczeni przez krew, wybawieni z mocy wrogów i podniesieni do nowego życia w Bożej ziemi mleka i miodu.

środa, 10 grudnia 2014

CZY ZYSKAŁEŚ SERCE PANA?

„Wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” (Filipian 3:8).

Czy zyskałeś serce Pana? Apostoł Paweł określił cel wyrzeczenia się swojego przeszłego życia w taki sposób: „Abym zyskał Chrystusa.” Był on całkowicie pojmany przez Chrystusa, a jego oczy były skierowane tylko na Pana.

Dlaczego Paweł odczuwał potrzebę „zyskania” Chrystusa? Chrystus już objawił Siebie nie tylko dla apostoła, ale w nim. Pomimo tego, Paweł postanowił zdobyć serce i miłość Chrystusa.

Cała istota Pawła – jego służba, jego życie, każdy jego cel w życiu – były skoncentrowane tylko na tym, aby podobać się jego Mistrzowi i Panu. Dla niego wszystko inne było śmieciami! Ja uważam, że jednym z powodów dlaczego Paweł nigdy się nie ożenił było to, że chciał mieć więcej czasu, żeby troszczyć się „o rzeczy Pana, jak mogę się więcej podobać Panu” (1 Kor. 7:32). Zachęcał też innych w tym samym kierunku „Abyście postępowali w sposób godny Pana ku zupełnemu jego upodobaniu” (Kolosan 1:10).

Czy jest to biblijne – to „zdobywanie serca Jezusa”? Czy nie jesteśmy przecież wszyscy obiektem Bożej miłości? Oczywiście, Jego bezwarunkowa miłość jest skierowana do całej ludzkości. Ale jest też inny rodzaj miłości - taka gorąca miłość, jaka zachodzi pomiędzy mężem i żoną – i tylko niewielu jej doświadcza.

Ta miłość jest opisana w Pieśni nad Pieśniami, gdzie Salomon jest przedstawiony jako typ Chrystusa. W tym fragmencie Pan mówi o Swojej oblubienicy: „Oczarowałaś mnie, moja siostro, oblubienico, oczarowałaś mnie jednym spojrzeniem swoich oczu, jednym łańcuszkiem ze swojej szyi. Jak piękna jest twoja miłość. . . moja oblubienico, o wiele słodsza jest twoja miłość niż wino!” (Pieśń nad Pieśniami 4:9-10). Później mówi: „ Odwróć oczy ode mnie, bo mnie przerażają” (6:5). Jego oblubienica odpowiada: „ Ja należę do mojego miłego i ku mnie zwraca się jego pożądanie” (7:11).

Ja wierzę, że oblubienica Chrystusa będzie się składała ze świętych ludzi, którzy żyją ku upodobaniu Pana, tak posłusznie, tak oddzieleni od wszystkiego innego, że Jego serce będzie zachwycone. To słowo „zachwycone” jakie jest użyte w tym wersecie oznacza „Ukradło moje serce.” Naśladowcy Chrystusa kradną Jego serce jednym spojrzeniem (Pieśń nad Pieśniami 4:9). To jedno spojrzenie oznacza skierowanie umysłu tylko na Chrystusa.

wtorek, 9 grudnia 2014

HAŃBA EGIPTU

W Księdze Jozuego 5r Izrael był u szczytu swojej chwały i mocy, doświadczając niesamowitych cudów. Izraelici byli kochani i bezpieczni, a serca ich wrogów stopniały i „nie nie mieli już odwagi wobec synów izraelskich” (Jozuego 5:1). Werset drugi mówi, że „w tym czasie” - to znaczy w czasie zwycięstwa, błogosławieństwa, prowadzenia i przychylności, czasie, kiedy niedługo mieli wejść i posiąść ziemię – Bóg powiedział właściwie, „Zatrzymać wszystko! Mamy problem. Wszystko wygląda dobrze – mają być odnoszone większe zwycięstwa – ale nie została załatwiona jedna sprawa. Hańba Egiptu jest nadal w waszych sercach i musi ona być odcięta i odrzucona.”

To tak jakby Bóg mówił do Swojego ludu: „Cierpliwie znosiłem wasze odstępstwo, wasze narzekanie, wasze nieustanne pożądanie. Wasi ojcowie prowokowali Mnie na pustyni dziesięć razy i Ja to wszystko przebaczyłem. Kiedy znalazłem was ginących w żelaznym piecu Egiptu, obmyłem was, zabezpieczyłem was krwią i wyrwałem was od waszych wrogów. Ale wy cały czas nosiliście ukryty grzech w waszych sercach. Nie odrzuciliście bałwana, który ma warownię w waszych sercach.”

Prorok Amos potwierdził, że Izrael miał w sobie to bałwochwalstwo: Czy składaliście mi ofiary krwawe i ofiary z pokarmów na pustyni przez czterdzieści lat, domu Izraela? Nie! A teraz poniesiecie Sikkuta, obrazy waszych bóstw, które sami sobie uczyniliście” (Amos 5:25-26). Tu była ta hańba: cały czas, pomimo Bożej miłości, ochrony, błogosławieństwa i prowadzenia Izraelici nosili w swoich sercach coś ukrytego. Nawet kiedy śpiewali chwałę dla Pana, to inny bóg kierował ich motywacją.

Ukryli w swoim bagażu bożki swoich ojców! Nawet potężny głos świętego, strasznego Boga nie potrafił spowodować tego, żeby zrezygnowali ze swoich małych świątynek, swoich złotych posągów z Egiptu. Chcieli iść naprzód i służyć Bogu, trzymając się nadal bożków. Pan był cierpliwy aż dotąd, ale postawił im ultimatum: „Ja idę naprzód tylko ze świętym ludem. Przed wami jest świat radości i pokoju, ale nie możecie wnieść tam z sobą waszej hańby. Odetnijcie to! Naostrzcie noże! Od tego momentu nie ma miejsca dla ciała. Żadnego bałwochwalstwa! Żadnych nieokiełznanych pożądliwości! Żadnej ukrytej hańby!”

poniedziałek, 8 grudnia 2014

PRZYJMIJ BŁOGOSŁAWIEŃSTWO ŁASKI by Gary Wilkerson

Dzisiaj wielu chrześcijan postrzega swoje życie jako wagę wymiaru sprawiedliwości. Na jednej szali są wszystkie ich pobożne uczynki, a na drugiej powiększający się stos grzechów i upadków. Jeżeli uważają, że ich życie przechyla się za bardzo w kierunku upadku, to czują się przymuszeni, żeby się więcej modlić, więcej studiować Biblię, częściej chodzić do kościoła. Jednak żadna ilość dodatkowych dobrych uczynków nie może nawet wyrównać ustalonej przez nich wagi sprawiedliwości.

Niedawno oglądałem klip sceny przy okienku sprzedaży fast foodów dla kierowców. Kiedy kierowca skończył podawanie zamówienia, głos z drugiej strony pytał: „co jeszcze?” Kierowca poczuł się winny więc zamówił dodatkowe frytki. Znowu głos się odezwał: „Co jeszcze?” Zdezorientowany kierowca dodał deser. Znowu ten głos zapytał: „Co jeszcze?” Wreszcie kierowca krzyknął: „Nie, nie, nie! Żadne 'Co jeszcze'”

Jest to obraz nas, kiedy próbujemy osiągnąć Bożą sprawiedliwość. Czym więcej dokładamy własnych wysiłków, tym bliżej jesteśmy momentu, kiedy jesteśmy wreszcie zmuszeni zawołać: „Nic więcej' a potem 'dla mnie.'” Wyjaśnia to dlaczego tak wielu chrześcijan czuje się wyczerpanymi na samą myśl służenia Bogu. Paweł nazywa ich wysiłki „martwymi uczynkami” i ma na to uzasadnienie: Ich podejście nigdy nie wytworzy sprawiedliwości czy radości, a jedynie zmęczenie i nędzę. W tym nie ma życia – tylko śmierć – bo nie jest to Ewangelia Chrystusa.

Paweł pisze: „Przez grzech jednego człowieka, Adama, śmierć zapanowała nad wieloma” (Rzymian 5:17). Jeżeli śmierć kieruje twoją drogą – jeżeli nosisz ciężar ustawicznego osądzania z powodu grzechu, jeżeli nic z tego co robisz nie wystarcza – to słuchasz starego głosu natury Adama. Z tej starej natury wynika każdy cielesny wysiłek, żeby uspokoić Boga, który jest sprzeczny z twoją tożsamością w Chrystusie.

Paweł potem dodaje to w tym samym wersecie: „Jeszcze większa [niż grzech Adama] jest wspaniała Boża łaska i Jego dar usprawiedliwienia.” W jaki sposób możemy uzyskać to usprawiedliwienie? Paweł mówi nam w następnym zwrocie: „Wszyscy, którzy to otrzymują, będą żyć w zwycięstwie nad grzechem i śmiercią poprzez Tego Jezusa Chrystusa.” Jesteśmy przeznaczeni do zwycięstwa nad każdym grzechem – nie poprzez nasze własne wysiłki, ale przez Jezusa. Dlatego Chrystus zachęca nas: „Dlaczego nie weźmiesz swojej własnej wagi i nie złożysz jej u stóp krzyża? Nigdy nie chciałem, żebyś Mnie uspokajał. Powołałem cię, abyś zrobił jedną rzecz: przyjął Moje błogosławieństwo łaski.”

sobota, 6 grudnia 2014

MIECZ PANA by Carter Conlon

„Gdy tedy Gedeon wraz ze stu mężami, którzy byli z nim, dotarł na skraj obozu na początku środkowej straży nocnej - a właśnie rozstawiono straże - zadęli w trąby i rozbili dzbany, które mieli w rękach. Wtem zadęły w trąby trzy hufce i potłukli dzbany, pochwycili w swoje lewe ręce pochodnie a w prawe ręce trąby, aby zatrąbić i zawołali: Miecz dla Pana i dla Gedeona. Lecz zatrzymali się wszyscy tam, gdzie stali wokół obozu, w obozie zaś wszyscy biegali wokoło, krzyczeli i uciekali” (Sdz 7:19-21).

Cała armia wroga uciekła przed Gedeonem i jego trzystu! Na odgłos trąb Izraelici rozbili dzbany, które mieli w rękach – co reprezentuje rozbicie wszelkich ludzkich pomysłów, ludzką kruchość, poczucia niegodności. Oni to wszystko rozbili i podnieśli pochodnię, która była wewnątrz glinianego naczynia, a to było symbolem mocy Bożej.

„Miecz Pana i Gedeona”, wołali. To odnosi się do mocy Bożej w ludziach, którzy Mu wierzą. Kiedy postanowisz stanąć w miejscu publicznym i nie będziesz krył świadectwa Bożego, Bóg uczyni dla ciebie to, co uczynił dla Gedeona i jego armii – pośle zamieszanie w szeregi nieprzyjaciela! Biblia mówi nam, że Midianici zaczęli walczyć między sobą. Nastało zamieszanie, ponieważ na ziemi pojawiło się widzialne świadectwo Boże – poprzez ludzi, którzy po prostu wierzyli Bogu pomimo swoich słabości i kruchości.

Takie samo niesamowite zwycięstwo jest dostępne dla ciebie i dla mnie dzisiaj. Wszystko, co kiedykolwiek było potrzebne, jest dla kogoś – a być może dla dziesięciu lub pięćdziesięciu czy stu – by mogli powstać i ogłosić „Ja wierzę w Boga! Wierzę, że Bóg może wziąć moje życie i spowodować zmianę. Wierzę, że On może w moje serce włożyć współczucie i dać mi głos w tym pokoleniu. Wierzę Mu nawet w mojej niewystarczalności. Wiem, że nie mam dużo, ale wierzę, że Bóg może dać mi wszystko, czego potrzebuję.”

Nawet teraz wyobrażam sobie, jak piekło drży, bo wróg wie co się stanie, kiedy ty i ja zaczniemy tak wierzyć!

__________
Carter Colon dołączył do zespołu pastorów kościoła Times Square w 1994r. na zaproszenie pastora założyciela, Dawida Wilkersona i został wyznaczony na głównego pastora w 2001r. Mocny, współczujący przywódca, jest częstym mówcą na konferencjach Expect Chuch Leadership, prowadzonych po całym świecie przez Word Challenge.

piątek, 5 grudnia 2014

OSTRY NÓŻ

Jan był pasterzem siedmiu zborów w Azji i przez objawienie Jezus ukazał się mu i pokazał ukryte grzechy w ludziach. Jan określa tych umiłowanych jako dzieci Boże, „kochane… obmyte od grzechu… jego własną krwią” (Ap 1:5). Oni byli królami i kapłanami Boga (w. 6). Ale w ten szczególny dzień Pański, Duch Boży zstąpił na Jana i wtedy on usłyszał Słowo Boże, jak głos trąby: „W dzień Pański popadłem w zachwycenie i usłyszałem za sobą głos potężny, jakby trąby” (w. 10). Ukazał mu się Jezus. „a z ust jego wychodził obosieczny ostry miecz” (w. 16).

Ukazał się ostry nóż dla kochanego, obmytego krwią Kościoła! Pomimo ich dobroci, ciężkiej pracy i miłości, Bóg uznał, że czegoś im brakuje.

W Obj. 2 Jan opisał wspaniały zbór w Efezie. Oni byli cierpliwi i pracowici; nienawidzili grzesznych czynów, ale stawali się oziębli. Utracili gorącą miłość do Jezusa i popadli w letarg. Jezus wołał, „Pokutujcie! Wróćcie szybko, bo inaczej usunę wasz świecznik [Nie będziecie mieli namaszczenia] (w.5). W Pergamie zbór trzymał się mocno Jego imienia i nie zapierał się wiary, a niektórzy byli gotowi nawet umrzeć (patrz w. 13). Ale jedna rzecz była strasznie zła: wkradało się fałszywe nauczanie i doktryny diabelskie. Jezus powiedział, „pokutujcie, albo Ja będę walczył przeciwko wam mieczem Moich ust.”

Duch Izebel przeniknął do zboru w Tiatyrze, chociaż ci ludzie służyli z miłością, byli pełni wiary, cierpliwości i dobrych uczynków. Do tego kościoła Jezus powiedział, „wtrącę ich w ucisk wielki, jeśli się nie upamiętają w uczynkach swoich” (w. 22).

Zbór w Sardes miał reputację, że był żywym zborem. Ale Jezus powiedział, „Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły” (Ap 3:1). Oni mieli niewiele duchowości, ponieważ ich serca nie były doskonałe przed Panem. Ale tak, jak wiele kościołów dzisiaj, oni widzieli siebie, jako pełnych życia. Tylko ci, którzy chodzili w Duchu, wiedzieli, że w rzeczywistości oni byli martwi.

Jezus przyszedł z ostrym nożem i tych wszystkich postawił pod Jego odcinające Słowo. To jest prawdziwa miłość!

czwartek, 4 grudnia 2014

USUWANIE HAŃBY EGIPTU

„Zrób sobie krzemienne noże i obrzeż synów izraelskich…. I zrobił sobie Jozue noże z krzemienia, i obrzezał synów izraelskich na wzgórzu Aralot” (Jozue 5:2-3).

Nie chcę wszczynać teologicznej dyskusji o obrzezaniu, ale ten dawny proces ma wielkie znaczenie dla kościoła obecnie. Jakie to musiało być bolesne przeżycie dla Izraelitów, by obcinać ich napletki ostrym nożem, jako znak dla świata, że byli objęci przymierzem z Bogiem! Ci ludzie urodzili się na pustyni i nie byli obrzezani. Po tym wydarzeniu byli bezbronni i słabi przez wiele dni.

Pójście pod nóż dzisiaj oznacza poddanie się ostrzu Słowa Bożego! „Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” (Hbr 4:12) Słowo rzeczywiście tnie: „A gdy to usłyszeli, oni byli przekonani w sercu” (Dz.Ap. 5,33) Kiedy Szczepan głosił, „oni byli przekonani w sercu i zgrzytali na niego zębami” (Dz.Ap. 7:54).

Biblia mówi, że Słowo Boże obrzezało ich serca. „To jest obrzezanie, które jest obrzezaniem serca, w duchu, a nie według litery; taki ma chwałę nie u ludzi, lecz u Boga” (Rzym. 2:29). Jest „obrzezanie obrzezką, dokonaną nie ręką ludzką, gdy wyzuliście się z grzesznego ciała ziemskiego; to jest obrzezanie Chrystusowe” (Kol 2:11).

Każdy z nas ma na sobie „hańbę Egiptu”, która musi być usunięta – wszystko, co jest z naszego ciała. Jest też operacja, w której Boży Duch odcina wszystkie pożądliwości i panowanie grzechu: Kiedy jest głoszone Słowo Boże przez Bożych pomazańców, z mocą i demonstracją Ducha Świętego, to staje się ostrym nożem! Bóg dzisiaj ma swoich Jozuych i nakazał im, by brali tych odkupionych krwią i zmartwychwstałych ludzi i stawiali ich pod nóż Jego Słowa, by usunąć wszelkie ślady bałwochwalstwa i kompromisu.

środa, 3 grudnia 2014

SIEWCY CZASÓW OSTATECZNYCH

Pan będzie miał wielki tłum ochotnych siewców w dniach ostatecznych!

„I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego” (Mt 25:20-23).

Udowodnię wam, że prawdziwy kościół Jezusa Chrystusa nie pójdzie ze skamlaniem! On nie będzie pokonany ani niepełnosprawny z powodu fali nieprawości. Nie będzie słaby ani zbity przez moce demoniczne. Nigdy! To podobieństwo udowadnia, że na końcu Bóg będzie miał owocne i chwalebne żniwo. Dwóch z trzech sług Pana stanie na Sądzie z owocem i pełnią radości – szczęśliwi z wielkiego żniwa. Oni nie będą tracić gruntu pod nogami. Będą mówić, „Zdobyłem! To, co Bóg mi dał, pomnożyłem.” Oni będą „dobrzy i wierni”, a nie odstępczy czy martwi. Nie będą przygnębieni, zrozpaczeni lub zniechęceni, a raczej będą mieć radość od Pana.

Jezus jest tym człowiekiem udającym się do dalekiego kraju (patrz Mt 25:14), który „po długim czasie” powróci i rozliczy Swoich sług (patrz Mt 25:19). My jesteśmy „tymi Jego”, a talenty reprezentują miarę łaski i objawienia Jezusa. Mamy rozkaz, by iść i siać to objawienie. Niektórzy mają większe objawienie Jezusa, niż inni – ale wszyscy musimy siać.

wtorek, 2 grudnia 2014

ŻYJĄC ŻYCIEM CHRYSTUSA

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo….. Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jn 1:1, 14).

Ile z tego słowa stało się ciałem? Wszystko! „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kol 2,9). Jak więc mamy żyć każdym słowem pochodzącym z Jego ust? Czy mamy wziąć notatnik i ołówek, zaznaczać każde przykazanie Jezusa, a potem zdyscyplinować się i brać każde z nich, aż opanujemy wszystkie? Kochani, nawet po wszystkich tych latach głoszenia ja dalej nie znam wszystkich tych drogocennych przykazań!

Tak jak ja to widzę, jest tylko jeden sposób, by podobać się Panu: Poddać Jemu swoje ciało – usunąć się z drogi – i pozwolić Jezusowi żyć w tobie. Paweł powiedział, „Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20) To nie było mistyczne życie ducha, ukryte w umyśle. Nie! Paweł kontynuuje w tym samym wierszu, „Obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego.”

Bóg prowadzi nas do tego wielkiego, dobrego i opływającego mlekiem i miodem kraju oliwy i wina – do duchowych błogosławieństw w Chrystusie, do których Bóg nas przygotował. Kiedy mamy ciało tak martwe, ukrzyżowane, uniżone i poddane, Chrystus je przejmie i żyje Jego życiem w i przez nas. Bóg nie działa przez ciało, nawet przez „dobre” ciało! On działa tylko przez Swojego Syna Jezusa!

Paweł był „dobrym” człowiekiem – świętym, bez zarzutu, przestrzegającym Bożych przykazań. Ale ten „dobry” Paweł musiał codziennie umierać, by Chrystus mógł wykonywać Jego dzieło i żyć Jego życiem w nim. Dla Pawła kluczem było: „Nie ja, lecz Chrystus” – codzienne odrzucanie Pawła i przyoblekanie w Chrystusa. Jednak tak wielu z nas nie chce żyć Jezusem, chcemy tylko przybierać Go kiedy jest to wygodne, ubierać się w Niego, albo zrzucać jak ubranie!

Życie Chrystusem nie jest skomplikowane. Najpierw musisz chcieć Jego życia wszystkim, co jest w tobie. Potem musisz usunąć się i powierzyć wszystko Jemu, ufając, że przejmie cię całkowicie. Wreszcie musisz uwierzyć, że tyle, na ile opróżnisz siebie, tyle On cię napełni!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

PRAWDZIWA WIARA by Gary Wilkerson

W Starym Testamencie Dawid nigdy nie powinien wchodzić do miejsca najświętszego w świątyni. Ale on wszedł i to przeżycie zaowocowało powstaniem pięknego psalmu, który ludzie recytują do dzisiaj: „Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, ten przebywa w cieniu Wszechmocnego” (Ps 91:1).

Chociaż Dawid wszedł tam, gdzie nie powinien, to spowodowało w nim refleksję na temat zdumiewającego objawienia Bożej obecności na ziemi. Chodzi mi o to, że wielu świętych w Biblii i w historii pokonało swoją złą sytuację poprzez zwykłą wiarę, wyprzedzając Boży kalendarz przez swoje żarliwe wołanie do Niego.

Jednym z nich była osoba nie z narodu Izraela, która chciała, by Jezus uzdrowił jej cierpiącą córkę. „I oto niewiasta kananejska,… wołała, mówiąc: Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Córka moja jest okrutnie dręczona przez demona” (Mt 15:22) Ta kobieta przyszła do Jezusa z wielką potrzebą – jej córka była dręczona przez ducha demonicznego. Ale Chrystus nie był skory do działania: „On zaś nie odpowiedział jej ani słowa. I przystąpiwszy uczniowie jego, prosili go, mówiąc: Odpraw ją, gdyż woła za nami” (15:23).

Ale ta kobieta dalej im przeszkadzała, powtarzając swoją prośbę i nie chciała odejść. Jeżeli znasz Biblię, to wiesz, że Jezus wypowiedział kilka podobieństw, nawiązując do takiej wytrwałości. „Pukajcie. Pukajcie, Proście. Bóg odpowie na waszą wiarę.”

Tej kobiecie łatwo by było zrezygnować, ale ona dalej prosiła i wreszcie Jezus powiedział do niej, „Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom” (15:26), co wskazywało na pierwszeństwo Izraela przed Poganami. Dla mnie jej odpowiedź jest zdumiewająca: „Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich” (15:27). Ona mówiła, „Jezu, jeżeli mówimy o mocy nieba, to nawet okruszynka wystarczy.”

Ona miała rację: Okruszyny, które padają z Bożego stołu, wystarczą, by zaspokoić każdą potrzebę na ziemi. Ona miała wiarę, że nawet najmniejsza miara uwolni jej córkę całkowicie. Przyjaciele, to jest prawdziwa wiara! Ta kobieta nie prosiła ze strachem. Ona prosiła, wierząc w Bożą dobroć, wiedząc, że nawet najmniejszy okruszek Jego chwały wystarczy, by dokonać cudownego uwolnienia.