środa, 31 lipca 2013

PODZIELĘ SIĘ LISTEM JAKI OTRZYMAŁA NASZA MISJA

„Drogi Pastorze Dawid. Kilka lat temu mój mąż stracił pracę, która była dla niego bardzo ważna. Dla niego to było tragiczne, gdyż stracił całą swoją dobrą ocenę samego siebie i swój dobry dochód i nigdy się z tego nie podniósł. Chociaż jest zatrudniony, to jego obecne zarobki są mniejsze niż połowa tego co kiedyś. Teraz ja głównie zarabiam na utrzymanie rodziny.

Kilka tygodni temu szukałam czegoś do czytania, kiedy Pan pokierował mnie do kartonu z papierami, które trzymałam. Wyciągnęłam jedno z twoich kazań zatytułowane „Miejsce nazwane końcem wszystkich możliwości.” Kiedy czytałam to kazanie, Duch Boży zaczął do mnie przemawiać, że to jest dokładnie to miejsce, w którym jestem – na końcu moich możliwości!

Bóg mi pokazał poprzez twoje kazanie, że ja odwróciłam się do mojego męża z gniewem. Polegałam na nim – to znaczy na ciele. Potrzebuję się zwrócić do Jezusa, który jest moją jedyną nadzieją, jako tego, który może się o mnie zatroszczyć i wyprowadzić mnie z tych problemów. Teraz wiem, że mój mąż nie może mnie z tego wyprowadzić. Ale kiedy czytałam to kazanie, otrzymałam pewność, że Bóg jest ze mną.

Moje doświadczenie jeszcze się nie skończyło. Nadal jest bardzo ciężko. Czasami, kiedy patrzę przed siebie, to widzę potencjalną katastrofę tak jak to widział naród Izraelski. Ale Bóg mi pokazał, że ja zwątpiłam w Jego miłość do mnie i w Jego wierność, że zatroszczy się o mnie.

Uświadomiłam też sobie, tak jak nauczałeś, że dobrze sobie radziłam w tym, żeby tłumić moje obawy i nigdy nie zadałam śmiertelnego ciosu moim wątpliwościom. Teraz chcę z tym wszystkim skończyć. Postanowiłam uwielbiać Boga za Jego miłość i zaopatrzenie dla mnie, chociaż jeszcze tego nie widzę.”

Drogi święty, może przed tobą jest jeszcze więcej złych dni. Ale musisz przyjść do miejsca, gdzie możesz powiedzieć „Jezu, zrzucam wszystkie moje troski na Ciebie. Jestem dziedzicem bogactw Bożych w Chrystusie Jezusie. I wiem, że te bogactwa obejmują pełne zaopatrzenie we wszystkich potrzebach fizycznych.”

Możesz uwierzyć i zaufać Bogu w tym! 

wtorek, 30 lipca 2013

POCIECHA OJCA

Wyobraź sobie adoptowanego syna, który dorósł i odziedziczył panowanie nad całym bogactwem ojca. Ale ten syn nadal dorabia na swoje życie razem ze sługami i żyje jako niewolnik.

Czy jest to właściwe dla tego młodego człowieka, żeby jego ojciec pocieszał go w jego niewolnictwie, zapewniając go, że jest kochany i że wszystko będzie dobrze? Oczywiście że nie. Każdy ojciec, który kocha swojego syna chciałby, żeby ten przyjął swoje dziedzictwo i porzucił ubóstwo. Zachęcałby go, żeby objął w posiadanie bogactwa, które są jego!

Podobnie Bóg nie tylko nas pociesza w naszej niewoli. On raczej przychodzi do nas i mówi: „Synu, córko, kiedy zajmiesz swoje miejsce koło Mnie? Kiedy wejdziesz do Mojego domu i przejmiesz wszystkie źródła, które teraz są prawnie twoje?”

„ A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze. Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga” (Gal. 4:6-7).

Jeżeli Jezus jest twoim Panem i Zbawicielem, to jesteś dzieckiem Bożym. A ponieważ jesteś Jego dzieckiem, to jesteś automatycznie dziedzicem i współdziedzicem z Chrystusem wszystkich bogactw Ojca!

Oczywiście, nasza pozycja dziedzica nie ma nic wspólnego z materialnym bogactwem. Mówienie o tym, że Chrystus umarł, aby nas ubogacić w złoto i srebro jest bluźnierstwem. Biblia mówi: „W Nim zamieszkała całą pełnia Boskości” (Kolosan 2:9). To znaczy, że Bóg dał Jezusowi wszystkie bogactwa w chwale. Dlatego On ma wszelkie źródła, jakie są potrzebne, aby nas wyprowadzić z każdego złego dnia, jaki możemy przeżywać.

Ale zapytasz: „Czy Bóg nie jest zainteresowany naszym fizycznym powodzeniem? Wszystkie moje złe dni dotyczą braku środków finansowych. Ciągle się martwię, żeby jakoś związać koniec z końcem.”

Umiłowani, twój Ojciec rozpoczyna od zaspokojenia wszystkich twoich potrzeb fizycznych. Jego Słowo obiecuje: „Mój Bóg zaspokoi wszelką waszą potrzebę według Swojego bogactwa w chwale przez Chrystusa Jezusa” (Filipian 4:19). Greckie słowo potrzebę tutaj pochodzi od słowa oznaczającego „zajęcie się wszystkimi sprawami, wszystkim czego brakuje i co jest konieczne.”

Paweł powiada: „Bóg jest wierny, żeby zająć się tym wszystkim, co ciebie dotyczy – biznesem, finansami i innymi sprawami. To obejmuje twoje zatrudnienie, twoją żywność, twoje ubranie i twój dom. Ale są tam też bogactwa Jego dobroci – siła, mądrość, jak również bogactwa Jego pełnego zapewnienia zbawienia. A nawet ponad to, są tam niedoścignione bogactwa.” 

poniedziałek, 29 lipca 2013

MOC W TRUDNYCH CZASACH by Gary Wilkerson

Odwiedzałem kościół w El Salwador, gdzie średni dochód członków wynosi cztery dolary dziennie. Byłem zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że ludzie oddają dwa z ich zarobionych dolarów na cele dobroczynne. Kiedy zapytałem ich dlaczego dają tak dużo, wszyscy odpowiedzieli: „Ponieważ Jezus powiedział nam, żebyśmy pomagali biednym.”

Kiedy zwróciłem uwagę na to, że oni sami są w potrzebie, to odpowiedzieli: „Ależ nie! Jesteśmy błogosławieni i chcemy też innych błogosławić.”

To nie są serca, które są nieświęte czy nadęte przez próżność. Czy możemy to samo powiedzieć o sobie? Jako chrześcijanie, czy jesteśmy chętni, aby błogosławić innych, kiedy sami mamy niewiele na koncie? Albo czy cofamy się, kiedy mamy błogosławić tak, jak my zostaliśmy ubłogosławieni?

Nadchodzące trudne czasy obnażą stan naszych serc. Po raz pierwszy w historii mniej niż 50 procent Amerykanów określa siebie jako wierzący. Ten procent jest jeszcze niższy – 30 procent – dla ludzi poniżej trzydziestki. Wielu z nich zaznacza „żadna” jeżeli chodzi o ich przynależność religijną. Ocenia się, że w ciągu jednej dekady to pokolenie będzie całkowicie świeckie i bez Boga. Wzrośnie też brak tolerancji dla chrześcijan.

Co mamy z tym robić? Autor Listu do Hebrajczyków odpowiada: „Przypomnijcie sobie dni poprzednie, kiedy po swym oświeceniu wytrwaliście w licznych zmaganiach z utrapieniami” (Hebr. 10:32).
Bóg obrócił cierpienia tych pierwszych chrześcijan w narzędzia dla mocy ewangelii: „Czy to, gdy byliście wystawieni publicznie na zniewagi i udręki ...przyjęliście z radością grabież waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwałą. Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał. Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść. A sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie; lecz jeśli się cofnie, nie będzie dusza moja miała w nim upodobania. Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę” (10:33-39).

Jest to na pewno trudny fragment, ale jest w nim dobra wiadomość. Bóg nam mówi, że wśród gęstniejącej ciemności On czyni coś chwalebnego, wzbudzając kościół czasów ostatecznych, jako świadectwo Jego mocy w trudnych czasach. 

piątek, 26 lipca 2013

ON NAS ADOPTOWAŁ

Wierzę, że trudności są często po to, by nas przeprowadzić z dziecinnych uzależnień do dojrzałości. Zobacz jak reagują dzieci: śmieją się, a w następnej minucie krzyczą. Łatwo ich zranić i wiele płaczą. Pomimo tego bogobojni rodzice kochają i pocieszają swoje dzieci we wszystkich doświadczeniach życia.

Tak samo my, jako chrześcijanie, czasami się obrażamy albo złościmy kiedy napotykamy trudne czasy. Wołamy, „Boże, jeżeli z ten sposób chcesz mnie traktować, jeżeli pozwalasz, by takie złe rzeczy mnie spotykały, to dlaczego w ogóle mam się modlić do Ciebie?”

Jednak nasz niebiański Ojciec kocha nas i pociesza w każdym napadzie złości, w naszych trudnościach i naszych dziecinnych humorach. Jego wielkim pragnieniem jest, byśmy w naszych doświadczeniach zaczęli sobie uświadamiać kim jesteśmy i co posiadamy, jako jego dzieci. On wie, że kiedy jesteśmy miotani przez wichry i fale naszych emocji, często zapominamy, że jesteśmy jego dziećmi i zaczynamy żyć dużo poniżej naszych przywilejów. Jego Słowo mówi nam, że jesteśmy Jego dziedzicami i współdziedzicami naszego starszego brata, Jezusa!

„Dopóki dziedzic jest dziecięciem, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest panem wszystkiego” (Gal. 4:1). Paweł mówi o rzymskim zwyczaju w tamtych czasach. Dziecko, które było adoptowane przez bogatego człowieka, było oddawane pod opiekę nauczyciela do ukończenia 8 roku życia. Od ósmego do dwudziestego piątego roku życia takie dziecko było pod popieką zarządcy. Przez ten cały czas to dziecko było dziedzicem fortuny, ale nie miało kontroli ani władzy nad swoim życiem.

Paweł mówi, że takie dziecko ilustruje tych, którzy są pod zakonem. Zakon jest nauczycielem, który uczy nas Bożych przykazań. Ale przychodzi czas, kiedy kończy się nasza nauka i mamy zająć nasze miejsce, jako dziedzice Bożych bogactw, przez łaskę Chrystusa. A mimo tego wielu chrześcijan w dalszym ciągu żyje według dobrych uczynków i przepisów i nie obejmują swojego stanowiska, jako synowie Boży. „Gdy byliśmy dziećmi, byliśmy poddani w niewolę” (w. 3). Oni dalej służą Bogu jako niewolnicy, ze strachem, poczuciem winy i bez nadziei, ponieważ nie rozumieją swojej adopcji.

Paweł mówi do takich wierzących, „jesteście dalej dziećmi w myśleniu, pracując pod nakazami zakonu, które sami sobie narzuciliście. Nie widzicie, że teraz jesteście panami nad wszystkim i możecie mieć udział we wszystkim, co posiada wasz Ojciec. On was adoptował, pokochał i posłał do szkoły, by was przygotować.” 

czwartek, 25 lipca 2013

NAWET APOSTOŁ PAWEŁ MIAŁ ZŁE DNI

Pawła dopadł zły dzień, kiedy podróżował do Macedonii. „Bo nawet wtedy, gdy przybyliśmy do Macedonii, ciało nasze nie zaznało żadnego odpoczynku, lecz zewsząd byliśmy uciśnieni walkami zewnątrz, obawami od wewnątrz” (2 Kor. 7:5). Ten bogobojny człowiek wyznał, że jego wewnętrzny człowiek był nękany nie tylko przez jedną obawę, ale przez wiele obaw!

Rzeczywiście Paweł nie był nadczłowiekiem. Był poddany tym samym emocjom, które nas spotykają. W pewnym momencie wszyscy wierzący w Azji odwrócili się od niego, a to ludzie, dla których on poświęcił życie. Napisał, „Czy tak ma być, że im więcej ja was miłuję, tym mniej przez was mam być miłowany?” (2 Kor. 12:15).

Tak, Paweł miał straszne dni, ale on nigdy nie poddawał się uczuciom i pokusom, które im towarzyszyły. Świadczył w swoim najgorszym czasie: „Pełen jestem pociechy i nader obfita jest radość moja we wszelkim ucisku naszym” (2 Kor. 7:4). Potem dodał: „Bóg, który pociesza uniżonych, pocieszył nas” (w. 6).

Czy przeżywasz zły dzień, zły tydzień, albo długi okres przygnębienia? Czy jesteś przybity, zniechęcony, masz myśli, żeby zrezygnować? Jeżeli tak, to jak według ciebie Bóg reaguje na twoje doświadczenia? Czy On cię gromi lub karze? Nie, nigdy! Paweł mówi, „Pan jest najbliżej ciebie wtedy i najbardziej chętny do pomocy, kiedy jesteś przybity i cierpisz.”

„Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza” ( 2 Kor. 1:3-4). Greckie słowo pociesza oznacza „pocieszać, zachęcać, być po czyjejś stronie.” Co za wspaniała prawda! Kiedy przeżywamy złe dni, nasz niebiański Ojciec wykorzystuje je, by przyciągnąć nas bliżej do Siebie.

środa, 24 lipca 2013

KIEDY PRZYCHODZI ZŁY DZIEŃ

Moje złe dni przychodzą najczęściej, kiedy jestem sam na sam z Panem i czytam Jego Słowo. Mogę być przytłoczony uczuciem ignorancji, widząc przed sobą cały ocean prawdy i wiedząc, że nie mogę tego pojąć, bo jest tego tak dużo.

Jestem jeszcze bardziej sfrustrowany, kiedy czytam pisma wielkich kaznodziejów, którzy żyli 300 lat temu. Wtedy wołam, „Panie, jestem jak dziecko w moim zrozumieniu, porównując się do tych olbrzymów. Oni żyli w podobno nieoświeconym wieku, ale nawet jako młodzi, pisali o sprawach, które ja dopiero w starszym wieku staram się zrozumieć. Dlaczego jest mi tak trudno do tego dojść?”

Jedyna odpowiedź, jaką otrzymuję, to słowa Pawła: „Nie z uczynków, by nikt się nie chlubił” (Efezjan 2:9). Wszelka moc jest w Bogu, również siła do pojęcia prawdy i prowadzenia bogobojnego życia. Ten wielki skarb znajduje się w naczyniach glinianych, aby wszelka chwała była dla Niego.

Jeżeli twój zły dzień jest spowodowany atakiem demonicznym na twoją wiarę, to możesz być kuszony by myśleć, że jesteś nieduchowny. Ale nic nie jest dalsze od prawdy.

Pewien bogobojny młody człowiek zadzwonił do mnie i ze łzami wyrzucił z siebie, „Miałem właśnie najgorszy dzień mojego życia i nie wiem, co robić! Ogarnęło mnie dziwne uczucie i nie mogę się otrząsnąć. Bracie Dawidzie, nie wiem, czy Bóg istnieje!”

Ten młody człowiek nie miał pojęcia, skąd przyszło jego uczucie zwątpienia i był zszokowany i zraniony z powodu strasznych myśli, które go nachodziły. Wyznał, „Nie czuję Bożej obecności i nie potrafię wyzbyć się wątpliwości, czy On w ogóle istnieje. Co mam zrobić? Nie chcę mieć tych okropnych myśli!”

Powiedziałem mu, „Nie bój się i nie zniechęcaj. Wierz mi, że to jest stary trik diabła, który on chętnie stosuje do młodych wierzących, którzy są cenni dla Boga. On chce uderzyć w twoją wiarę i wprowadzić zamieszanie.”

Byłem w stanie powiedzieć temu młodemu człowiekowi to samo, co powiedziałem do mojego syna Garego, kiedy przeżywał zły czas: „Po prostu idź dalej. Twój niebiański Ojciec wie dokładnie, co przeżywasz i On cię przez to przeprowadzi. Pamiętaj, Bóg obiecał, że nigdy cię nie opuści. Po prostu wracaj na nowo do Niego – tylko przez wiarę!” 

wtorek, 23 lipca 2013

SKARB W NACZYNIACH GLINIANYCH

Życie chrześcijańskie, to nie jest spokojne żeglowanie. Każdy wierzący będzie miał złe dni, bez względu na to, jak święty może być. Większość chrześcijan wie, że Jezus jest Zbawicielem nie tylko „na dobre dni.” On jest z nami nie tylko wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze, ale też w złe dni. Kiedy uderzają nas ciężkie czasy, On nie znika, mówiąc, „Wrócę, kiedy sobie wszystko poukładasz.” Nie, On jest wierny i troskliwy w każdym czasie.

Apostoł Paweł odnosi się do tego, kiedy pisze, „Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas” (2 Kor. 4:7). Skarb o którym wspomina Paweł, to poznanie i obecność Jezusa Chrystusa.

Greckie słowo, którego Paweł używa to „krucha glina”, co oznacza „słaby, kruchy, łatwo ulegający pokusie.” Mówi, „Tak, mamy obecność Jezusa w naszych ciałach, ale nasze ciała są słabe, łatwo ulegające pokusie i kruche.”

Faktem jest, że wszyscy doświadczamy, jak to Biblia nazywa „niedomagań.” Dla wielu chrześcijan częstym niedomaganiem w życiu jest słabe zdrowie. Paweł mówi o częstych chorobach Tymoteusza, nazywając je „częstymi niedomaganiami” (1 Tym. 5:23). Greckie słowo niedomagania oznacza tu „chorobliwy, bez siły, słaby na ciele i umyśle.”

Są też inne niedomagania poza fizycznymi i są one tak samo trudne. W mojej opinii, niedomagania umysłowe są prawdopodobnie najczęstsze. Mówię o tych niewyjaśnionych chwilach, kiedy twoje uczucia cię zawodzą i robią psikusy w twoim umyśle. Chcę to wyjaśnić.

Poczucie winy, strach i niepokój są niedomaganiami umysłu. Może jesteś prześladowany z powodu przeszłości, albo ponieważ jakiś grzech ciągle trzyma się twojego ciała. Takie niedomagania bezwzględnie mają wpływ na twoje uczucia.

Jeżeli przeżywasz takie doświadczenia, musisz zrozumieć, że nie jesteś nieduchowny, bo masz takie ataki. Jesteś dalej dzieckiem twojego niebiańskiego Ojca i On nie zostawi cię samego. On pośle Ducha Świętego, który odpędzi wszystkie twoje zwątpienia. Nie próbuj dyskutować z diabłem, bo niczego mu nie udowodnisz. Zamiast tego, kiedy przyjdzie następny atak, biegnij do twojego niebiańskiego Ojca. Potem stój spokojnie – z cierpliwością i nadzieją! 

poniedziałek, 22 lipca 2013

ŻYCIE W MOCY BOŻEJ by Gary Wilkerson

Wielu z nas chce znać Boże drogi i słyszeć prawdę ewangelii, ale nie żyjemy według niej. Niestety, w dzisiejszym kościele jakby normalne jest to, że ludziom podoba się kazanie i uwielbianie, ale odchodzą do domu bez jakiejkolwiek przemiany.

Paweł powiedział o swoim świadectwie, „Mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc” (1 Kor. 2:4). Jeżeli nie żyjemy życiem w mocy Bożej, to problem jest u nas, a nie u Pana.

Bóg nie przestał dawać swojemu ludowi mocy w roku 100 naszej ery. Jezus nigdy nie powiedział, „Będziecie czynić jeszcze większe rzeczy – aż do Reformacji.” Paweł głosił poselstwo ewangelii mocy i chciał tej mocy dla Tymoteusza ze szczególnego powodu: „A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj ” (2 Tym. 3:1-5)

Paweł mówi to do chodzących do kościoła, ale opisuje ich, jako „mających pozór pobożności”. Ci chrześcijanie chodzili do synagog, czytali duchowe teksty i uczestniczyli w religijnych zajęciach. Ale Paweł radzi Tymoteuszowi, by „ich unikał”. Mówił, „Przebywanie z takimi jest niebezpieczne. Zaczniesz myśleć, że ich sposób jest w porządku. Mogą wyglądać na pobożnych, ale Pan patrzy na ich serca - i widzi brak świętości i zarozumiałość.”

Paweł mówi, że tacy chrześcijanie „zawsze się uczą, a nigdy do poznania prawdy dojść nie mogą” (3:7). Innymi słowy, oni słuchali wszystkich nauk ewangelii, ale nigdy nie brali ich do serca. To spowodowało, że są słabi, mówi Paweł, ponieważ „sprzeciwiają się prawdzie” (3:8)

Zauważcie, jak Paweł zaczyna ten urywek: „W dniach ostatecznych nastaną trudne czasy” (3:1). Mówi wyraźnie, że „normalne” chrześcijaństwo nie będzie w tych czasach cenione, ale przyjdą czasy, kiedy wiara będzie powierzchowna. Ja prawdopodobnie jestem najmniej proroczym z żyjących chrześcijan, ale nawet ja widzę na horyzoncie złe czasy. Kiedy globalna ekonomia upada, przeciętny Amerykanin odczuwa finansową katastrofę i narasta polityczny zamęt, to coś się szykuje.

Co zrobi większość chrześcijan, kiedy wszystko będzie źle? Czy nasze serca są przygotowane na trudne czasy? Modlę się, byśmy jako kościół reagowali tak, jak w Dziejach Apostolskich, kiedy dowiedzieli się o nadchodzącym głodzie. Oni nie gromadzili zapasów na wszelki wypadek. Zamiast tego zbierali ofiary dla zborów, o których wiedzieli, że będą cierpieć. 

piątek, 19 lipca 2013

ZWAŻCIE JAK SIĘ WAM POWODZI

Dzięki Bogu za proroka Aggeusza. Tu mamy męża Bożego, który żyje w zwycięstwie, kogoś, kto miał zmysł Boży, chodził w łasce i było dla niego otwarte niebo. Przyszedł on na teren niedokończonej świątyni w Jerozolimie i przekazał Zorobabelowi i Jozeumu takie ostrzeżenie: „Czy już czas dla was na to, abyście mieszkali w domach wykładanych tafelkami, podczas gdy dom Pana leży w gruzach? Otóż teraz tak mówi Pan Zastępów: Zważcie, jak się wam powodzi” (Aggeusza 1:4-5).

Było to wezwanie, aby przestali się koncentrować na sobie – nie tylko na własnych wygodach, ale też na rozpaczy nad sobą. Aggeusz mówił: „Zapomnijcie o przeszłości! Już czas, żebyście powstali z letargu. Pomimo wszystkich waszych grzechów Bóg chce, abyście na nowo podjęli Jego dzieło tam, gdzie go przerwaliście. Teraz więc bierzcie swoje narzędzia pracy i odzyskajcie waszą ufność w Panu. Wracajcie do swoich komór modlitwy, na nowo do zaufania Bogu. Niedługo znowu usłyszycie Jego głos.!”

Pismo mówi, „Wtedy Pan poruszył ducha Zorobabela, ... i ducha arcykapłana Jozuego, ... i ducha całej reszty ludu, tak że przyszli i podjęli pracę koło domu Pana Zastępów, swojego Boga” (w.14). Potem Bóg dalim taką obietnicę: „Zwróćcie uwagę na czas obecny i przeszły. ... Od dnia dzisiejszego Ja będę wam błogosławił” (2:18-19).

Zorobabel i Jozue na nowo chodzili w wierze i sprawiedliwości. A teraz prorok przyniósł im najlepsze słowo ze wszystkich: Bóg usunie te przeszkody, które prawie ich zniszczyły! „Kim ty jesteś, wysoka góro? Wobec Zorobabela staniesz się równiną! On położy kamień na szczycie wśród okrzyków: Cudny, cudny” (Zachariasza 4:7).

Umiłowani, o to chodzi w waszych obecnych doświadczeniach. Bóg poruszy na nowo twoje serce i zobaczysz dokończenie twojego powołania. Duch Święty zniszczy każdą warownię w twoim życiu – nie twoją siłą, ale Jego siłą. Wtedy dokończysz biegu, jaki Bóg dla ciebie zaplanował. I tak jak Zachariasz, będziesz mógł wołać: Łaska łaska! Bóg był dla mnie miłosierny i łaskawy!”

czwartek, 18 lipca 2013

NIE DZIĘKI MOCY ANI DZIĘKI SILE

„Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie - mówi Pan Zastępów” (Zachariasza 4:6).

Pan posłał dwóch mężczyzn z misją odbudowania zburzonej świątyni w Jerozolimie. Zorobabel i najwyższy kapłan Jozue byli bogobojnymi przywódcami, którzy byli posłuszni Panu i wykonywali Jego dzieło z gorliwością i wiernością.

Na początku musieli walczyć z wielką opozycją. Grupy odstępczych, bałwochwalczych Żydów i zazdrosnych Samarytan sprzeciwiały się tej pracy i próbowali wszystkiego, że temu zapobiec. Wreszcie tym grupom udało się przekonać Cyrusa, żeby zatrzymał misję tych dwóch mężów. Po tym Zarobabel i Jozue zmęczyli się tą walką, kiedy mieli tyle sprzeciwów i byli zniesławiani i fałszywie oskarżani. Dlatego przez następne szesnaście lat ta praca została zatrzymana.

Jednak Zarobabel i Jozue nigdy nie otrzymali od Boga mandatu na emeryturę. Biblia nie podaje żadnego wyroku ze strony Cyrusa, który by rzeczywiście cofał ich pozwolenie na odbudowę. Dlatego ich praca nie powinna była być wstrzymana. Fakt jest taki, że Bóg nadal miał wszelką moc potrzebną, aby im pomóc w kontynuowaniu tej pracy.

W takich czasach szatan zawsze się pojawia i przedstawia przekręconą teologię, żeby poprzeć życie kompromisu. W tym przypadku doktryna była taka: „To nie jest jeszcze Boży czas. Słowa Cyrusa pokazują to wyraźnie. Pan nam powie kiedy będzie właściwy czas żeby budować. W międzyczasie budujmy nasze domy. Potrzebujemy się cieszyć swoją religią.!”

Mówiąc prosto, ludzie z Izraela – włączając w to tych dwóch bogobojnych mężów – byli winni oczywistej niewiary. Stracili wszelką ufność, że Bóg ich poprowadzi i wzmocni.

Ja widzę takiego samego ducha niewiary, który działa dzisiaj. Kaznodzieje powiedzieli mi otwarcie: „liczę tylko dni do mojej emerytury. Już mam dosyć tych ludzi! Nie chcę już się dłużej zajmować ich sprawami. Kiedy tylko nadejdzie moja data emerytury, już mnie tu nie będzie.”

Nie! Niech to nigdy nie będzie nastawienie prawdziwego sługi Bożego. Duch Święty jest duchem ożywiającym i jeżeli żyjesz i usługujesz w Duchu, to im starszy jesteś i czym dłużej służysz, tym mocniejszy będziesz się stawał przez to wszystko. Praca Boża powinna się stawać bardziej ekscytująca dla ciebie z każdym mijającym rokiem! 

środa, 17 lipca 2013

POWRACANIE DO EGIPTU

Izajasz mówi o Chrystusie, który uzdrawia jąkający język (zobacz Izajasza 33:19). Hebrajskie słowo „bełkoczący” w tym fragmencie oznacza „wadliwą wymowę.” Jest to głos niepewności i wahania kogoś, kto wypowiada słowo bez mocy albo brzmienia prawdy.

Posłuchaj poważnych słów ostrzeżenia proroka na ten temat: „Bo głupi mówi głupie rzeczy, a jego serce knuje złość, popełnia niegodziwość i mówi przewrotnie” (32:6). Hebrajskie słowo „głupie rzeczy” tutaj oznacza „głupotę, bezbożne przestępstwo.” Pochodzi to od słowa nabal, co znaczy „tuman, głupi.”

Izajasz mówi nam: „Tylko bezbożny, głupi człowiek próbuje przekazywać Boże Słowo, podczas gdy sam tkwi w grzechu. Jego słowa pochodzą z całkowitej głupoty!” Taki człowiek popełnia „całkowity błąd przeciwko Panu, aby opróżnić duszę głodnego i spowodować, żeby spragniony nie otrzymał napoju” (ten sam werset). Jego własny błąd wprowadza w błąd innych.

Jestem przekonany, że jeden szczególny grzech, bardziej niż inne, powoduje takie rażące zniekształcenie prawdy. Jest to grzech niewiary, który jest tak powszechny dzisiaj w wielu służbach.

Bóg nazywa grzech niewiary „powrotem do Egiptu.” „Biada tym, którzy udają się do Egiptu po pomoc ... a nie szukają Świętego Izraela, ani nie szukają Pana!” (31:1). Biada buntowniczym dzieciom, które wykonują plan, ale nie Mój ... wyruszają hen do Egiptu” (30:1-2).

Izajasz zaniemówił, kiedy widział tak wielu przywódców Izraela, którzy wsiadali na konie i galopowali do Egiptu, starając się uzyskać radę na temat polityki i bezpieczeństwa. To byli ci sami ludzie, którzy powiedzieli prorokowi, że nie mają czasu szukać Pana, ani radzić się Jego. Ale Bóg nie traktował lekko ich działań. Nazwał to buntem i zapowiedział im biada!

Dzisiaj nic się nie zmieniło. Mnóstwo chrześcijan przemierza kraj i bierze udział w seminariach i konferencjach z mentalnością „idź do Egiptu.” Organizują sieci, strategie, kopiują świeckie metody, otrzymują rady z tego świata. Krótko mówiąc, szukają czegoś nowego, co ich może podniecić.

Ale modlący się sługa, który ufa Bogu całkowicie wie, że nie ma czasu na koncepcje z Egiptu. Jedyne miejsce do którego ucieka jest jego komora modlitwy – gdzie otrzymuje radę na swoich kolanach!

wtorek, 16 lipca 2013

PRAWDZIWY SŁUGA BOŻY

Kiedy prorok Izajasz przepowiedział przyjście Chrystusa i Jego Królestwa, to nakreślił też jacy będą prawdziwi kaznodzieje Chrystusa. W ten sposób zdefiniował on służbę w tych ostatecznych dniach, mówiąc w skrócie: „Chcę, abyście wiedzieli jakie będą znaki prawdziwych dzieci Bożych, którzy będą usługiwali zanim przyjdzie Książę Pokoju, aby objąć panowanie!”

Izajasz rozpoczyna takimi słowami: „Oto król będzie rządził w sprawiedliwości” Izajasza 32:1). Potem prorok dodaje: „ I będzie każdy jak kryjówka przed wiatrem i jak schronienie przed ulewą, jak strumienie wód na suchym stepie, jak cień potężnej skały w ziemi spragnionej” (werset 2).

Dla mnie jest to jasne, że Izajasz mówi o Chrystusie. On dalej mówi nam, że prawdziwy sługa Boży będzie głosił pełnię Chrystusa! Prawdziwie, ten wierzący będzie się oddzielał dla Jezusa, ufał swojemu Panu, że uczyni jego duszę jak ogród nawodniony. Żyje on z cichą pewnością, jego duch odpoczywa i ma pełnię pokoju.

Ten prawdziwy sługa Boży nie ma „nawałnicy” która wzmaga się w jego duszy z powodu grzechu. Wręcz przeciwnie, ufa on całkowicie Duchowi Świętemu, który umartwia jego grzechy i jego duch jest wolny jak ptak. Nie ma strachu ani zmartwień, ponieważ wszystko pomiędzy nim i Bogiem jest jasne. W jego sercu jest pieśń, gdyż Chrystus jest jego rozkoszą.

Ponadto ten sługa wie, że nikt mu nie może zrobić krzywdy, gdyż przylgnął on do bezpieczeństwa i pociechy Bożej obietnicy, która gwarantuje ochraniać sprawiedliwego. Żadna broń ukuta przeciwko niemu nic nie wskóra, ponieważ sam Bóg powstaje przeciwko każdemu językowi, który występuje przeciwko niemu. Bóg jest jego obroną w ziemi suchej!

Izajasz wskazuje na dwa wyróżniające znaki sprawiedliwego sługi. Po pierwsze ma on zdolność rozróżniania, a po drugie on zna dobrze Boży głos: „oczy tych, którzy widzą, nie będą oślepione, i uszy tych, którzy słyszą, będą uważnie słuchać” Izajasz 32:3).

Widzimy przykład tego w pierwszym spotkaniu Jezusa z Natanaelem. Kiedy Jezus zobaczył Natanaela, który szedł do Niego, zawołał: „Oto Izraelita, w którym nie ma fałszu!” (Jana 1:47). Innym słowy: „Popatrzcie bracia! Oto przychodzi człowiek, który nie jest hipokrytą. Nie ma w nim obłudy, niemoralności. On jest czystym naczyniem!”

poniedziałek, 15 lipca 2013

WIEKSZOŚĆ CHRZEŚCIJAN NIE MA MOCY by Gary Wilkerson

„ Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać” Łukasza 12:48).

Większość chrześcijan nie ma mocy. Dla niektórych czytelników to stwierdzenie będzie brzmiało odważnie, a dla innych może brzmieć jako coś oczywistego. W każdym razie, jest to komentarz na temat kościoła, którego raczej bym nie chciał podawać.

Zastanów się jak wygląda „normalne” chrześcijaństwo u typowego wierzącego dzisiaj. Taka osoba jest trochę samolubna i trochę materialistyczna, a większość jego decyzji jakie podejmuje dotyczy poprawy jego życia. To obejmuje jego duchowe działania, od jego grupy w kościele do stron internetowych na jakie wchodzi, do seminariów w jakich uczęszcza.

Żadna z tych rzeczy nie jest zła. Nasz Pan chce, żeby nasze życie było błogosławione, ale dla niektórych chrześcijan są to tylko świeckie działania. One wszystkie dotyczą poprawy samego siebie, a nie królestwa Bożego i mogą pozbawić wierzącego prawdziwej mocy ewangelii.

To co dzisiaj przyjmuje się jako normalne chrześcijaństwo musi być odrażające dla Boga. Jest ono nie tylko pozbawione mocy, ale jest bez pasji i brakuje w nim ofiarowania samego siebie. Innymi słowy, jest ono bez krzyża – i dlatego jest bez Chrystusa. Nie zrozumcie mnie źle. Ja doceniam Bożą łaskę i nie chciałbym nakładać brzemienia na nikogo. Ale to już czas, aby kościół zrobił duchową inwentaryzację, żeby zobaczyć czy nasze „duchowe” działania prowadzą nas bliżej do serca Bożego, albo czy powodują, że kręcimy się wkoło.

Pozwólcie, że zadam pytanie. Czy uważasz, że lepiej by było dla twojego życia duchowego, żebyś uczęszczał do kościoła, który nie głosi dużo ewangelii, nie naucza dużo Słowa Bożego, ani nie ma pasji dla Jego Królestwa? Kościoła, gdzie nikt naprawdę nie żyje według Bożych przykazań? Albo czy lepiej by było uczęszczać do kościoła, który wywyższa Słowo Boże, głosi ewangelię i ma grupę domową dla każdego typu wierzących?

Ja chciałbym skromnie zasugerować, że ta druga opcja może być bardziej niebezpieczna dla twojego zdrowia duchowego. Dlaczego? Bo Jezus powiedział, że od tego, komu więcej dano będzie się więcej wymagać. Dla tych, których życie nie zgadza się z Biblijną prawdą, jakiej byli nauczani, dzień sądu będzie przerażający. 

piątek, 12 lipca 2013

KIEDY BÓG JUŻ NIE MÓWI

Izajasz wiernie prorokował do Izraela, że „uszy słyszących” będą pewnego dnia otwarte. Ale niestety, jego słuchacze zamknęli swoje uszy na głos Boży. Oni chcieli trzymać się swoich grzechów!

„Gdy wołałem, nie odpowiadaliście, gdy mówiłem, nie słuchaliście, czyniliście to, co złe w moich oczach, i wybieraliście to, co mi się nie podobało. Dlatego tak mówi Wszechmocny Pan: Oto moi słudzy będą jeść, lecz wy będziecie głodni, oto moi słudzy będą pić, lecz wy będziecie spragnieni, oto moi słudzy będą się weselić, lecz wy będziecie się wstydzić. Oto moi słudzy będą wykrzykiwać z głębi swojego szczęśliwego serca, lecz wy będziecie krzyczeć z głębi serca zbolałego i będziecie jęczeć z rozpaczy” (Izajasz 65:12-14).

Jakże to jest tragiczne, kiedy nie chcemy słyszeć ostrzeżeń od Ducha Świętego. Kiedy zamykamy swoje uszy na Boże polecenie umartwiania grzechów ciała, jesteśmy skazani na przeżywanie wszelkiego rodzaju smutków i bólu.

Zrozumcie, że ja nie mówię o Bożym słudze, który został pokonany przez grzech, którego nienawidzi. Nie odnoszę też tego do wierzącego, który nie spocznie, aż Duch Święty go uwolni. Mówię o wierzącym, który pokochał grzech, który położył swoją głowę na łonie Dalili. Taki człowiek ma stwardniałe sumienie.

Człowiek, który trwa w grzechu, będzie słyszał głosy, ale żaden z nich nie będzie od Boga. Zamiast tego, popadnie w zwiedzenie: „Tak samo i Ja wybiorę dla nich męki i sprowadzę na nich to, czego się lękali, bo gdy wołałem, nikt nie odpowiadał, gdy mówiłem, nikt nie słuchał, lecz czynili to, co jest złe w moich oczach, i wybrali to, czego Ja nie lubię” (Izajasz 66:4).

Jakie to straszne, kiedy Bóg już nie mówi! Ale jak wspaniale jest wiedzieć, że Duch Święty będzie nas delikatnie ostrzegał i zachowa nas od grzechu. 

czwartek, 11 lipca 2013

UCZYNKI CIEMNOŚCI

„A jeśliby oko twoje było chore, całe ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie!” (Mat. 6:23). Pismo Święte wyraźnie mówi, że ukryte grzechy są „uczynkami ciemności”. Ze Słowa Bożego wiemy, że światłość nie ma nic wspólnego z ciemnością.

Piotr mówi nam, że Chrystus „poszedł i zwiastował duchom będącym w więzieniu” (1 Piotra 3:19-10). Nieposłuszeństwo wtrąciło te dusze do więzienia ciemności. Tak samo dzisiaj, każdy świadomy akt nieposłuszeństwa powoduje, że światło w nas ciemnieje. Z biegiem czasu nasza percepcja prawdy zostaje wypaczona, a nasze „otwarte niebo” chmurzy się.

Pan bardzo cierpi, kiedy ukryty grzech sprowadza na nasze dusze wielką ciemność. Nic nie martwi Go bardziej, niż to, kiedy odrzucamy Jego ostrzeżenia. Zobaczcie ten tragiczny przypadek, który jest opisany w poniższym liście, który otrzymaliśmy:

„Mój mąż pogrążył się całkowicie w pornografię w internecie. Ja już złożyłam pozew o rozwód, ale jego to nawet nie obchodzi. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 25 lat, zanim to się stało. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego on spędza tyle czasu zamknięty w swoim pokoju ze swoim komputerem. Pewnego dnia weszłam i byłam zaszokowana tym strasznym brudem, który zobaczyłam na monitorze.

„To stało się jego obsesją. Zmieniła się jego osobowość i zrobił się podły. Wiedziałam, że jest uzależniony. Powiedział, ‘Nic na to nie poradzę. Będę robił to, co mi się podoba.’”

Apostoł Paweł kieruje straszne zdanie do tych, którzy chodzą „w próżności umysłu” (Efezjan 4:17). Tacy ludzie usprawiedliwiają swój grzech i nie szukają wyjścia z niego. Paweł mówi do nich: „Mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich” (w. 18).

Jak oni stali się tak ślepi i ciemni? Popadli w ślepotę, która przychodzi na tych, którzy oddają się grzechowi: „Mając umysł przytępiony, oddali się rozpuście dopuszczając się wszelkiej nieczystości z chciwością” (w 19).

John Owen, purytański pisarz opisuje tragiczny tego skutek: „Człowiek pod panowaniem jakiejś pożądliwości ma fałszywe poczucie bezpieczeństwa i nie widzi nadchodzących niebezpiecznych czasów.”

środa, 10 lipca 2013

OTWARTE NIEBO

Jezus zwrócił się do Natanaela i powiedział, „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ujrzycie niebo otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego” (Jan 1:51). Greckie znaczenie tego wyrażenia pochodzi od rdzenia, który sugeruje „powtarzalność”. Inaczej mówiąc, Jezus mówił do Natanaela, „Bóg będzie ciągle otwierał dla ciebie objawienia.”

Bóg zawiera takie przymierze z każdym sługą ewangelii, którego życie jest bez zarzutu, bez ukrytego grzechu lub ciemnych tajemnic.. Taki sługa otrzymuje stały dopływ objawienia chwały Chrystusa i działa jako Boży posłaniec, stale otrzymujący świeże słowo z nieba.

Często jestem zadziwiony świeżym, namaszczonym słowem, które słyszę od wielu nieznanych, młodych kaznodziejów. Otrzymujemy mnóstwo nagrań z całego kraju i okazjonalnie taśma zawiera takie właśnie przesłanie. Kiedy słyszę tego rodzaju czystą wizję Chrystusa, czasami dzwonię do takiego kaznodziei i proszę o więcej taśm.

Jeżeli te taśmy okażą się wierne tej wizji i poselstwu, taki kaznodzieja może być zaproszony do usługi w kościele Times Square. W taki sposób zdobyliśmy naszego pastora seniora, Cartera Colona.

Tacy słudzy są prostolinijni i szczerzy w ich chodzeniu z Bogiem, a ich życie jest otwartą księgą. Są oddani swoim rodzinom i nie okazują nawet cienia ambicji. Zamiast tego z radością usługują małym zborom, spędzając wiele godzin w modlitwie. Sama ich obecność jest pełna Ducha Bożego, a objawienie Chrystusa wypływa z nich jak rzeki wody żywej.

Nasz kościół również został założony przez bogobojnych starszych. Często, kiedy słyszę nauczanie tych mężów, kiwam ze zdumienia głową i zastanawiam się, „Skąd ci słudzy wzięli tak niesamowite objawienie chwały, mocy i wystarczalności Chrystusa? Nie mają wykształcenia teologicznego, a nauczają czystych, świętych strumieni objawienia!”

Tak, jak Natanael, są to słudzy, w których nie ma fałszu, ani ukrytego nałogu lub grzechu. Dlatego mogą wyraźnie widzieć, słyszeć i rozpoznawać głos Boży i bicie Jego serca! 

wtorek, 9 lipca 2013

ŁASKA JEST ZA DARMO!

„Wtedy on rzekł do niego: Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim. Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się” (Łukasz 15:31-32).

Młodszy syn, ten marnotrawny wpadł w paskudne bagno, spowodowane przez jego grzech. Był umarły z własnej woli i doświadczył czegoś gorszego, niż ból – był zgubiony!

Kiedy pomyślał o swoim ojcu, chciał pójść z powrotem do niego – poddać mu się całkowicie. Wiedział, że nigdy nie będzie mógł spłacić długu ojcu, ani zdobyć jego uznania przez dobre uczynki. Uświadomił sobie, że był całkowicie zależny od łaski i miłości swojego ojca, jeżeli ma nastąpić jakiekolwiek uzdrowienie sytuacji.

Starszy syn nigdy nie miał poczucia zagubienia, jak beznadziejne było próbowanie zbudowania mostu pomiędzy nim i ojcem, a więc nigdy tez nie widział potrzeby umierania swojego ja.

Kochani, ta przepaść nie może być złączona mostem uczynków, obietnic lub własnych wysiłków. Nasza akceptacja w miłości Ojca przychodzi tylko poprzez krew Jezusa Chrystusa. Nie ma innego sposobu. Jedynie krzyż niweluje tę przepaść.

Możesz nie zgadzać się ze wszystkim, co napisałem. Możesz mówić, „Bracie Wilkerson, ty mówisz grzesznikom, że jeżeli będą pokutować, to wszystko naraz będzie okej – a Bóg wymaże ich przeszłość i natychmiast okaże im przychylność i błogosławieństwo.”

Tak, dokładnie tak mówię, ponieważ właśnie to Jezus mówi w tym podobieństwie! Kiedy grzesznik zwraca się do Pana w pokucie, złamaniu i uniżeniu, jego Pasterz natychmiast bierze go na swoje ramiona.

Łaska jest za darmo okazywana tym, którzy umarli dla poczucia własnej wartości i uznali, że są zgubieni! 

poniedziałek, 8 lipca 2013

CZY POWINNIŚMY SPĘDZAĆ ZIMĘ W FENIKSIE? by Gary Wilkerson

Paweł „i kilku innych więźniów” byli transportowani do Rzymu, ale w czasie podróży napotkali wiele trudności. Ponieważ żeglowanie było tak niebezpieczne, Paweł chciał pozostać w miejscowości zwanej Piękne Przystanie, ale został zlekceważony. „Ponieważ zaś przystań nie nadawała się do przezimowania, większość uradziła wyruszyć stąd w drogę i dostać się jakoś do Feniksu,… i tam przezimować” (Dz. Ap. 27:12).

Kiedy przeżywamy sztorm, możemy stracić z pola widzenia fakt, że jesteśmy na okręcie wojennym. Jesteśmy na wojnie przeciw szatanowi, dlatego ciągle staczamy walki z mocami ciemności. To jest wystarczający powód, dlaczego nie możemy sobie pozwolić, by „spędzić zimę w Feniksie.”

Prowadzimy walkę z nieprzyjacielem, który przynosi depresje, atakuje małżeństwa i usidla nową generację nastolatków przez heroinę, co jest rosnącym problemem w wielu miastach. Poszliśmy na wojnę wierząc, że chwalebna ewangelia Chrystusa uwolni pojmanych – że On może zerwać łańcuchy tych, którzy zostali zniewoleni, wyzwolić rodziny pogrążone w kłopotach i dosięgnąć potrzebujących poprzez Jego obfitą miłość. By prowadzić tą wojnę, musimy mieć oczy skierowane na misję, którą On nam powierzył i słyszeć Jego głos. Nasza misja jest zawsze drugoplanowa; na pierwszym planie jest „wiedzieć, komu uwierzyłem” (patrz 2 Tym. 1:12).

Czy to przemawia do ciebie? Czy twój okręt jest w twoim sercu ważniejszy, niż Jezus? Czy jesteś pogrążony w troskach cielesnych, czy to w zapewnieniu wygodnego życia, czy odnoszeniu sukcesów w służbie? Żadna z tych nie jest Bożym powołaniem dla ciebie. Nie zrozum tego źle: On nie chce, byś przestał ciężko pracować, ani też służyć z oddaniem. Ale może mówi do ciebie teraz o tym, co jest najważniejsze w twoim sercu?

Jeżeli spędzałeś twoje zimy w Feniksie, On powołuje cię ponownie do kontynuowania drogi do Rzymu. Odłóż wszystko, co przeszkadza ci w „misji dla Jezusa”. 

piątek, 5 lipca 2013

SYN MARNOTRAWNY I JEGO BRAT

Zarówno syn marnotrawny i jego brat obaj byli tak samo grzeszni. Młodszy syn nie rozumiał celu łaski, którą jest wzrastanie do dojrzałości w świętości. Ale starszy syn nigdy nie poznał serca swojego ojca. Zawsze starał się zapracować na miłość ojca poprzez posłuszeństwo i pracę. Nie mógł tego zaakceptować, że jego ojciec zawsze go kochał bezwarunkowo, zupełnie bez jego dobrych uczynków. Prawda była taka, że jego ojciec go kochał po prostu dlatego, że z niego się narodził.

„Tedy ojciec jego wyszedł i prosił go. Ten zaś odrzekł ojcu: Oto tyle lat służę ci i nigdy nie przestąpiłem rozkazu twego, a mnie nigdy nie dałeś nawet koźlęcia, bym się mógł zabawić z przyjaciółmi mymi. Gdy zaś ten syn twój, który roztrwonił majętność twoją z nierządnicami, przyszedł, kazałeś dla niego zabić tuczne cielę” (Łukasz 15:28-30).

Ten starszy syn mówił do ojca: „Przez te wszystkie lata tak ciężko pracowałem, żeby ci się podobać, a ty mi nigdy nie okazałeś takiej miłości. Przynajmniej ja jej nigdy nie odczułem.” To pokazuje podstawowy problem tego protestującego syna. On myślał, że zasłużył sobie poprzez dobre uczynki na to, co jego młodszy brat otrzymał z łaski.

Każdy legalista ma problemy z odłożeniem swoich uczynków ciała. Dlaczego? Ponieważ nasze ciało chce coś zrobić dla Boga! Chcemy móc powiedzieć: „Zasłużyłem sobie na pokój w Panu. Pościłem, modliłem się i robiłem wszystko, aby mieć zwycięstwo. Ciężko pracowałem i teraz wreszcie to mam.”

Jeżeli jesteśmy szczerzy, to zobaczymy, że nasze ciało zawsze protestuje przeciwko uzależnieniu się od Pana. Nie chcemy polegać na Jego miłosierdziu i łasce, albo przyznać, że tylko On może nam dać moc, mądrość i autorytet, żeby żyć zwycięskim życiem.

Musimy uważać, żebyśmy nie protestowali tak jak ten starszy brat. Jest to protest ludzkiej sprawiedliwości – a jest to cuchnące w Bożych nozdrzach!

czwartek, 4 lipca 2013

WOŁANIE POKUTUJĄCEGO SERCA

„Starszy zaś syn jego był w polu. A gdy wracając zbliżył się do domu, usłyszał muzykę i tańce. I przywoławszy jednego ze sług, pytał, co to jest. Ten zaś rzekł do niego: Brat twój przyszedł i ojciec twój kazał zabić tuczne cielę, że go zdrowym odzyskał. Rozgniewał się więc i nie chciał wejść” (Łukasza 15:25-28).

Starszy brat tego marnotrawnego był coraz bardziej zagniewany. Przecież on służył swojemu ojcu uczciwie przez lata i nigdy nie przestąpił jego przykazania. Według zakonu był on w porządku i zachował się w czystości.

Ale patrząc poprzez to okno ten starszy syn zobaczył największą wizję łaski jaka kiedykolwiek została dana ludzkości: ojciec obejmował pokutującego, zgubionego syna. Nie zadawał pytań, ani nie udzielał pouczeń; zamiast tego ubrał go w nową szatę i przywrócił mu jego poprzednią pozycję pełnej przychylności i błogosławieństwa. A potem wprowadził go na ucztę!

Wizja, jaka zobaczył starszy syn była taka, że człowiek może pokutować bez względu na to jak nisko upadnie, jeżeli po prostu przestanie prowadzić życie po swojemu i wróci do ojca. Jednak ten starszy brat protestował przeciwko temu i nie chciał wejść na ucztę. Dlaczego? Nie chciał brać udziału w tym, co widział jako łatwą łaskę!

Jest to typowe dla legalistycznego myślenia, żeby protestować przeciwko hojnemu wylaniu łaski na powracającego odstępcę. Wielu chrześcijan, którzy siedzą koło jakiegoś narkomana czy alkoholika myśli tak: „Dzięki Bogu, że ja nigdy tak nie zgrzeszyłem. On może znowu jutro upaść.”

Pismo mówi, że taki rodzaj pychy jest bardziej śmiertelny niż jakiekolwiek uzależnienie: „Niech ten, który stoi uważa, żeby nie upadł” (1 Kor. 10:12).

Prawda jest taka, że kiedy ten marnotrawny syn zobaczył swojego starszego brata, który krzywił się na jego widok przez okno, to prawdopodobnie myślał: „Ach mój bracie, gdybyś tylko wiedział jak ja ciebie podziwiam! Ty nigdy nie odeszłeś i nie zgrzeszyłeś tak jak ja. Ty masz lepsze świadectwo. Ja przez całe moje życie będę musiał żyć ze świadomością, że przyniosłem wstyd dla mojej rodziny. Wiem, że nie zasługuję sobie na to wszystko. Właściwie to ty powinieneś być tutaj na moim miejscu. Jak bardzo bym chciał mieć z tobą społeczność!”

To jest wołanie prawdziwie pokutującego serca!

środa, 3 lipca 2013

GŁODUJĄCY CHRZEŚCIJANIE

Łukasz pisze o synu marnotrawnym, „ A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie. I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał” (Łukasz 15:14-16).

Widziałem taki głód wśród chrześcijan. Kiedyś mieli wspaniałe świadectwo łaski i miłosierdzia, ale z powodu grzechu stali się duchowymi szkieletami bez życia.

Łukasz pisze: „A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie. Już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich” (wersety 17-19).

Ten młody marnotrawny musiał przyznać, „Nie potrafię zarządzać tym błogosławieństwem. Zgrzeszyłem przeciwko Bogu i mojej rodzinie i roztrwoniłem wszystko, co otrzymałem!”

Pokuta to coś więcej niż tylko odwrócenie się i powrót do Boga. Jest to pełne poddanie swojej woli i powrót do Boga z tym wyznaniem: „Panie, zmarnowałem swoje życie i teraz w pokorze przychodzę do Ciebie i proszę, żebyś Ty wziął moje życie i pokierował nim!” Wtedy Bóg zaczyna szczególną pracę odnowienia.

Kiedy ten syn wrócił, został całkowicie przywrócony do domu ojca – nie jako sługa, ale syn! Był gotowy poddać się swojemu ojcu i jego kierownictwu. Ponadto on pragnął osobistej społeczności ze swoim ojcem. Stracił wszelkie zainteresowania do rzeczy tego świata i był gotowy robić to, co mu kazał ojciec (zobacz wersety 2-23).

Jaka to wspaniała scena całkowitego odnowienia! 

wtorek, 2 lipca 2013

CZEGO NAS UCZY ŁASKA

W Zborze Times Square głosimy miłosierdzie, współczucie i dobrotliwość dla nas, Jego usprawiedliwienie i uświęcenie nas i Jego akceptację dla nas w Jego Synu. Te wszystkie doktryny skupiają się na Bożej łasce dla nas przez Jezusa Chrystusa. Ale co się dzieje z nami, kiedy probujemy zgromadzić to bogate dziedzictwo?

Zwróć uwagę na to co się stało z synem marnotrawnym w Łukasza 15:11-32. Kiedy już odebrał bogactwo ojca, to zaczęło ono wypalać dziurę w jego kieszeni i zdecydował się zwrócić do świata, żeby zaspokoić pożądliwość swojego serca. Powiedział sobie, „Moje błogosławieństwo będzie trwało przez długi czas!”

Jestem przekonany, że wielu chrześcijan nie umie właściwie traktować błogosławieństwa łaski. Chlubią się poselstwem niezasłużonego Bożego przebaczenia, wypełniają swoje umysły każdym fragmentem z Biblii, który opisuje Jego miłosierdzie i współczucie. Kochają słuchać historii o pasterzu, który wychodzi szukać zgubionej owcy, gdyż to im daje wielką pociechę. Ale kiedy już zgromadzą te wszystkie bogate, chwalebne prawdy o Bożej łasce dla nich, to zaczyna to wypalać dziurę w ich sakiewce ciała. I to się dla nich staje przyzwoleniem na grzech!

Syn marnotrawny roztrwonił w ten sposób swoje bogactwo. Wydał majątek swojego ojca na zabawy, hazard, pijaństwo, domy publiczne. Noc po nocy marnotrawił swoje błogosławieństwo, upadając coraz głębiej w grzech. Ale każdego ranka wstawał, otrząsał się z wyrzutów sumienia, wracał z powrotem do swojej kryjówki i mówił sobie, „Jest tu jeszcze tyle dla mnie. Dam sobie radę z tym wszystkim.”

W taki sam sposób wielu chrześcijan dzisiaj wyrusza do jakiegoś miejsca zabronionej przyjemności, chcąc wydać swoje bogactwo na rozpustne życie. Ich pożądliwość prowadzi ich do łóżka wszeteczników, do dawki kokainy, do homoseksualizmu, do pornografii, alkoholu czy narkotyków. Przy tym stale siebie pocieszają w swoim grzechu mówiąc, „Boża łaska jest więcej niż wystarczająca dla mnie. On mnie będzie kochał bez względu na to co ja robię w moim ciele. Jego miłosierdzie trwa na wieki!”

Nie! Boża łaska nigdy nie miała na celu perwersji czy rozpusty. Właściwie ona ma zupełnie inny cel. Paweł pisze: „ Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli” (Tytusa 2:11-12). Boża łaska uczy nas pobożności, sprawiedliwości i świętej bojaźni Pana! 

poniedziałek, 1 lipca 2013

NIE PODDAWAJ SIĘ by Gary Wilkerson

Paweł się nie zastanawiał, kiedy nadeszła katastrofa. Wyobraź sobie tę scenę: „A gdy już długo byli bez posiłku, wtedy Paweł stanął pośród nich i rzekł: Trzeba było, mężowie, posłuchać mnie i nie odpływać z Krety i oszczędzić sobie niebezpieczeństwa i szkody. Lecz mimo obecnego położenia wzywam was, abyście byli dobrej myśli; bo nikt z was nie zginie, tylko statek. Albowiem tej nocy stanął przy mnie anioł tego Boga, do którego należę i któremu cześć oddaję, i rzekł: Nie bój się, Pawle; przed cesarzem stanąć musisz i oto darował ci Bóg wszystkich, którzy płyną z tobą. Przeto bądźcie dobrej myśli, mężowie; ufam bowiem Bogu, że tak będzie, jak mi powiedziano. Będziemy wyrzuceni na jakąś wyspę” (Dz. Ap. 27:21-26).

Nie wiem jak wy, ale ja bym miał problem z usłyszeniem tego słowa. „Mój okręt ma się zaraz rozbić? Ależ Panie, co tu się dzieje?”

Co ty byś zrobił, gdyby ci powiedziano, że twój okręt zatonie? Jak byś zareagował, gdyby twoje powołanie zostało zagrożone przez okoliczności poza twoją kontrolą? Wielu z nas miałoby kryzys tożsamości, ponieważ nasza tożsamość jest owinięta w nasze powołanie – czy tym powołaniem jest nasza rodzina, czy praca czy nawet służba. Naszym okrętem może być nasz dom, nasz nowy samochód, sukces naszych dzieci w sporcie, albo setki innych rzeczy. Powinniśmy dziękować Bogu za te okręty w naszym życiu, ale żaden z nich nie ma wartości porównywalnej z Chrystusem i ludźmi do których nas powołał, abyśmy im służyli. Nasza tożsamość nie może być w niczym innym niż w Chrystusie.

Paweł o tym wiedział i nawet wtedy, kiedy jego okręt rozbił się na kawałki, on nigdy nie odwrócił oczu o swojego powołania, którym był Chrystus. Paweł był spokojny podczas tego sztormu, ponieważ miał na sercu wszystkich, którzy byli na pokładzie i miał pewność, że wszyscy zostaną zachowani. Czyiś cenny okręt miał iść na dno, ale Paweł zachęcał ich wszystkich, „Mamy zmierzać naprzód.”

Jeżeli Bóg ciebie powołał do czegoś, to nie ma znaczenia jakie burze przyjdą. On mówi: „To nie jest koniec. Kiedy wydaje się, że wszystko wymyka się spod kontroli, to Ja mam nad tym kontrolę. Nie poddawaj się!”