piątek, 31 sierpnia 2012

BAŁWANY W SERCU

Niektórzy starsi Izraela przyszli do proroka Ezechiela szukając prowadzenia od Pana. Ci ludzie nie byli tacy jak wielu w Izraelu, którzy otwarcie skłaniali swoje kolana przez bożkami. Nie można ich było zobaczyć w jakiejś świątyni bałwanów i nie składali oni ofiary dla fałszywych bogów. Byli to liderzy ludu i chcieli aby wszyscy ich widzieli jako bogobojnych ludzi.

Na zewnątrz ci ludzie mieli pozór mężów, którzy mieli serce dla Boga i chcieli poznać Jego Słowo dla ich życia. W taki sposób przyszli do Ezechiela, ale Bóg objawił Ezechielowi co było w ich sercach. Powiedział do proroka: „Synu człowieczy! Ci mężowie oddali swoje serca bałwanom i położyli przed sobą to, co spowoduje ich winę” (Ezechiela 14:3). Pan mówił, „Ci ludzie przyszli do ciebie mówiąc, że chcą usłyszeć słowo ode Mnie – że chcą chodzić w posłuszeństwie Moim przykazaniom. Ale oni kłamią! Mają w swoim życiu ukryty grzech.”

Ci wszyscy starsi mieli ukryte, tajne bałwany. Ich serca były związane grzechami, którym się oddawali za zamkniętymi drzwiami. Nikt tego o nich nie mógł powiedzieć patrząc na nich. Wręcz przeciwnie, wydawali się być nie jak poganie czy czciciele bałwanów, ale jako szanowani mężowie Boży, którzy Mu służą wiernie.

Kamień potknięcia nieprawości to jest każda zła rzecz, która staje pomiędzy tobą i Bogiem – każda pokusa, która okrada cię z pewnego kroczenia za Nim. Jest to każdy powtarzający się grzech, który powoduje to, że chwiejesz się w wierze; każde pragnienie, które przynosi wstyd twojemu sercu i imieniu Chrystusa; każdy grzech, którego się trzymasz, kiedy przychodzisz do Pana szukając Jego prowadzenia. Możesz przychodzić do domu Bożego, podnosić ręce, wielbić Go głośno i nadal mieć kamień potknięcia nieprawości w swoim sercu.

Tylko poprzez odwrócenie się od twoich bałwanów w serdecznej pokucie możesz usłyszeć prawdziwe słowo od Pana i otrzymać jasne, Boże prowadzenie. Kiedy pokutujesz, to pierwszą rzeczą jaka powraca do ciebie jest rozpoznanie i czym dalej pozostawiasz za sobą swój grzech, tym wyraźniej będziesz widział i słyszał Boży głos. Stanie się on wyraźny, pewny i będzie mówił z autorytetem prawdy.

czwartek, 30 sierpnia 2012

CHCIAŁBYM OGLĄDAĆ TAKIE WYLANIE

Nasz kościół spędza wiele czasu na modlitwie. Niedawno zakończyliśmy łańcuch modlitwy który trwał przez trzydzieści dni i 24 godziny na dobę. O co się dokładnie modliliśmy? Czego szukaliśmy?

Kiedy wychowywałem się w kościele, to mój ojciec i dziadek mówili tylko o nadchodzącym wielkim przebudzeniu. Ewangeliści mówili o tym na nabożeństwach pod namiotem: „Nadchodzi przebudzenie. Bóg zagarnie mnóstwo ludzi do Swojego Królestwa!”

Jednak w centrum tych wszystkich rozmów była jedna podstawowa myśl: „Nie będziemy musieli iść na ulice. Możemy po prostu pozostać tutaj i modlić się, a Duch Święty pociągnie ludzi!”

Definicja przebudzenia brzmi tak:”Przebudzenie czy zmartwychwstanie tego, co grozi tym, że stanie się zwłokami.” To znaczy „obudzić martwy kościół – ożywić go, wskrzesić – tak, że bezbożni będą chcieli wejść do wewnątrz.”

Umiłowani, kościół nie powinien być wzbudzany z martwych. Nie powinniśmy musieć się modlić o jakieś wielkie przebudzenie. Kiedy modliliśmy się o przebudzenie, to w naszym kraju działy się straszne rzeczy.

Nasze miasta mają się palić. Naród jest nasycony seksem, przyjemnościami, bałwochwalstwem sportu. Jedno na dwa zawierane małżeństwa kończą się rozwodem. Straciliśmy całe pokolenie młodych ludzi dla cynizmu, zatwardziałości i zwiedzenia.

Łkające odgłosy głodnych, porzucanych dzieci teraz rozlegają się jak grzmot w naszych miastach. Homoseksualiści domagają się praw należnych małżeństwom. Zdesperowani ojcowie i matki błąkają się po ulicach setkami, szukając jakiejś pracy.

Co powinien robić kościół w takiej sytuacji? Biblia mówi, że jeżeli my zaspokajamy potrzeby ludzi – jeżeli jesteśmy posłuszni przykazaniu, aby być miłosiernym dla świata i będziemy się poświęcali dla potrzeb innych – wtedy będziemy jak ogród dobrze nawodniony. „Jeżeli nakarmisz głodnych ... przyodziejesz nagich ... jeżeli nie odwrócisz się od biednego ... jeżeli poświęcisz swoją duszę dla głodnych i zaspokoisz cierpiące dusze ... wtedy Pan będzie cię ustawicznie prowadził i zaspokajał twoją duszę (zobacz Izajasza 58:5-12). „Będziesz jak nawodniony ogród i jak źródło, którego wody nie wysychają” (w 11).

Bóg chce, aby każdy z nas był częścią Jego współczującego serca dla świata.

środa, 29 sierpnia 2012

SKONCENTRUJ SIĘ NA POMAGANIU INNYM

Nie musimy jechać poza nasze sąsiedztwo, żeby mieć największy rodzaj przebudzenia, jaki można sobie wyobrazić. Bóg mówi, że jeżeli będziemy się dzielić naszym chlebem z głodnym, wprowadzać biednych do naszego domu, przyodziewać nagich i oddawali nasze dusze dla głodnych i cierpiących, to On nas poprowadzi i będzie nas zaopatrywał. Będziemy jak dobrze nawodniony ogród – źródło, którego wody nie wysychają ( zobacz Izajasz 58:10-11).

Bóg mówi nam, „Skupcie się na pomaganiu innym! Wyjdźcie do biednych i zranionych, a Ja wam odpowiem, będę was prowadził i zaspokajał wasze potrzeby. Będziecie źródłem życia dla innych i błogosławieństwo was nigdy nie opuści.”

Jeżeli nie czujesz się dobrze z tą nauką Starego Testamentu, to posłuchaj co Jezus powiedział w Nowym Testamencie:

„ Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie. Wtedy i oni mu odpowiedzą, mówiąc: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym albo pragnącym, albo przychodniem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu i nie usłużyliśmy ci? Wtedy im odpowie tymi słowy: Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mat. 25:42-46).

„ Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża?” (1 Jana 3:17).

W tym punkcie może powiesz, „Chciałbym być miłosierny, żeby pomagać potrzebującym. Jak mogę to robić?”

Mogę ci tylko powiedzieć, że Bóg odpowie na taką modlitwę: „Panie, widzę wszędzie wokoło ludzi w potrzebach. Wiem, że jedynym Jezusem jakiego moje miasto kiedykolwiek zobaczy jest ten, którego zobaczą poprzez mnie i mój kościół. Boże, Ty musisz mną pokierować. Jestem gotowy z moim portfelem, moim domem, moim czasem, więc pokaż mi gdzie mam iść.” Możesz być pewny, że Bóg przyprowadzi te potrzeby do twoich drzwi.

wtorek, 28 sierpnia 2012

JEZUS I WSPÓŁCZUCIE

W czasie swojego pobytu na ziemi Jezus był ucieleśnieniem Bożego współczucia. Biblia często mówi nam, że Chrystus był „poruszony współczuciem” kiedy widział cierpienie ludzi. (zobacz Marka 6:34,8:2). Jeżeli tak było w pierwszym wieku, to jak bardzo zasmucony w Swoim sercu musi być nasz Pan teraz.

Ja wierzę, że Bóg może tylko tyle zrobić, aby powstrzymać się od wkroczenia na scenę zanim nadejdzie czas końca i położy koniec temu wszystkiemu. Ja nigdy nie uwierzę, że On jest tylko jakimś dobroczynnym duchem, który siedzi w niebie i nie jest poruszony tym, że na tym świecie działają straszne duchy. Nie – On jest współczującym Ojcem, który boleje nad cierpieniami Swoich dzieci.

Biblia mówi nam: „ miłosierdzie jego nie ustaje” (Treny Jer. 3:22). „Ty zaś, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, nierychłym do gniewu, wielce łaskawym i wiernym” (Psalm 86:15).

Czytamy opis niesamowitej sceny: „ I przyszło do niego mnóstwo ludu, mając z sobą chromych, kalekich, ślepych, niemych oraz wielu innych i kładli ich u nóg jego, a On ich uzdrowił” (Mat. 15:30).

Czy możecie sobie wyobrazić tę scenę? Wszędzie wokół Jezusa setki utrapionych ludzi siedziały i leżały na ziemi – małe dzieci zbyt chore, aby usiąść, ludzie krzyczący o pomoc, jęczący w bólu, w gorączce, opętani przez demony, schorowani, zrozpaczeni.

Jezus ich nie odesłał. Czynił cuda uzdrawiania i uwalniania. Niemi mówili, chromi chodzili, ślepi widzieli, chorzy na różne choroby nagle zostali uzdrowieni. A z każdym uzdrowieniem ludzie cisnęli się do Niego coraz bliżej. Wyobrażam sobie ludzi, którzy podnoszą swoje chore dzieci i pchają się do przodu – kiedy uczniowie starali się utrzymać porządek.

Ludzie ci byli na pustyni przez trzy dni bez jedzenia i mdleli z głodu. Właśnie wtedy Jezus powiedział, „Ja mam współczucie dla tych tłumów ... i nie odeślę ich głodnych, żeby nie pomdleli w drodze” (Mat. 15:32).

Bóg chce, aby każdy z nas był częścią Jego współczującego serca dla tego świata. Jeżeli jesteś gotowy, aby to czynić, to On pośle potrzeby do twoich drzwi. Postaw się do dyspozycji Panu, aby mógł ciebie używać, a On będzie otwierał dla ciebie drzwi. Wtedy prawdziwie poznasz Jego współczujące serce.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

PRZEZWYCIĘŻANIE STRACHU PRZED WIARĄ by Gary Wilkerson

Ludzie przeżywają szerokie spektrum strachu. Psycholodzy mówią, że prawie każdy człowiek ma strach przed śmiercią; inni boją się być sami, a jeszcze inni boją się być w tłumie. Publiczne przemawianie jest jeszcze innym powszechnym źródłem strachu.

Niektórzy z nas rozmijają się z największymi darami w życiu z powodu strachu. Bóg chce zrodzić w twoim sercu pewne rzeczy, a ty rozmijasz się z nimi, gdyż boisz się zaryzykować wiarę potrzebną do tego, aby zaangażować się w to czego chce Bóg.

Kilka lat temu razem z moją żoną mieszkaliśmy w Nowym Jorku i pracowaliśmy w Zborze Times Square. Pan wyraźnie do nas mówił na temat założenia zboru w Londynie, w Anglii. Było to wielkie ryzyko i baliśmy się tego. Nie mieliśmy wielu środków materialnych i nie znaliśmy wielu ludzi w Anglii, ale zdecydowaliśmy się zaufać Bogu.

Mieliśmy już uzgodnione wynajęcie domu, ale kilka tygodni przed naszym planowanym wyjazdem plany wynajęcia domu zostały anulowane. Co mieliśmy teraz zrobić?

Mieliśmy zaplanowane spędzenie dwóch tygodni w Południowej Afryce, gdzie prowadziliśmy grupę krótkoterminowej misji, przed przeprowadzką do Anglii. Kiedy byliśmy w Afryce, razem z żoną mieszkaliśmy w domu południowoafrykańskiego byznesmena. Któregoś ranka człowiek ten zapytał mnie, „Czy wszystko w porządku?” Odpowiedziałem, że „w pewnym sensie jestem trochę zmartwiony w jednej sprawie.” Potem opowiedziałem mu o naszym planie przeprowadzki do Londynu i powiedziałem, że właściwie nie mamy tam mieszkania.

„Ja kocham Londyn i właściwie mam tam dom” powiedział ten byznesmen. Potem po kilku dniach powiedział mi, „Oto są klucze do mojego domu. Jest twój na ile go potrzebujecie.”

Ja się martwiłem, że będziemy musieli odwołać nasze plany – ale Bóg o tym wiedział! Małżeństwo z Nowego Jorku musiało pojechać do Południowej Afryki, aby znaleźć dom w Londynie. Tylko Bóg może coś takiego zorganizować!

Ja wierzę, że Bóg posyła nas, żebyśmy zrobili coś, co czasem wydaje się trudne, ale kończy się świadectwem dla Boga. Kiedy stanie się coś takiego, człowiek chodzi pełny ufności i odwagi w sercu, wiedząc, że Bóg zaopatruje.

piątek, 24 sierpnia 2012

PORUSZONY WSPÓŁCZUCIEM

Współczucie, to nie tylko sympatia. To coś więcej, niż być emocjonalnie poruszonym do łez . Współczucie oznacza litość i miłosierdzie, któremu towarzyszy pragnienie pomocy, by to zmienić. Prawdziwe współczucie pobudza nas, by coś zrobić!

Pewnego razu Jezus oddalił się na pustynię, by się modlić. Kiedy tłumy się o tym dowiedziały, poszli za Nim piechotą i przynieśli swoich chromych, ślepych, umierających i opętanych przez demony. Biblia mówi nam, „I wyszedłszy, ujrzał mnóstwo ludu i zlitował się nad nimi, i uzdrowił chorych spośród nich” (Mat. 14:14).

Gdyby Jezus myślał nowocześnie, mógłby zwołać spotkanie komitetu Swoich uczniów, by przeanalizować te problemy i porozmawiać o ich grzechach, które to społeczeństwo doprowadziły do takiej sytuacji. Mógłby wskazać na opętanych i powiedzieć, „Popatrzcie, co grzech robi z ludźmi. Czyż to nie jest tragiczne?”

Albo mógłby powiedzieć, jak tylu świętoszków dzisiaj, „Wiem, jak się czujecie. Ja pracowałem ciężko, usługując wam, a teraz jestem wyczerpany i muszę porozmawiać z Moim Ojcem. Później zwołam Moich uczniów na spotkanie modlitewne i pomodlimy się o wasze potrzeby, a teraz idźcie w pokoju.”

Tak mniej więcej wygląda nowoczesna teologia. Wszyscy chcą się modlić – ale niewielu chce działać.

Mateusz 9 mówi o Jezusie, „A widząc lud, użalił się nad nim, gdyż był utrudzony i opuszczony jak owce, które nie mają pasterza” (Mat. 9:36). Wyrażenie „użalił się” oznacza tu „Pobudzony do działania”.

A więc co Jezus uczynił? On nie tylko mówił. Jego serce było poruszone tym, co widział i miał nieodparte pragnienie, by to zmienić. Uczucie żalu i współczucia pobudziło Go do działania.

„I obchodził Jezus wszystkie miasta i wioski, nauczał w ich synagogach i zwiastował ewangelię o Królestwie, i uzdrawiał wszelką chorobę i wszelką niemoc” (w. 35). To nie była pusta teologia. Jezus nie tylko przebywał sam na sam z Ojcem i powiedział, „Panie, poślij pracowników na Twoje pola żniwne.” Nie, Jezus poszedł osobiście. On zaangażował się głęboko, praktycznie i osobiście.

czwartek, 23 sierpnia 2012

ON BĘDZIE DLA CIEBIE OJCEM

Mój ziemski ojciec korygował mnie z miłością, jeżeli byłem niegrzeczny. Ale za każdym razem, kiedy dostawałem lanie, chciał, bym potem go przytulił. Chociaż bardzo nie chciałem go po tym przytulać, nie zapomnę nigdy, jak kładłem moją głowę na jego ramieniu i wylewałem łzy. On zawsze mówił do mnie: „Dawidzie, ja cię kocham. Bóg położył na tobie Swoją rękę i ja nie pozwolę, by diabeł cię zdobył.”

Tak samo w drugim liście Pawła do Koryntian czytamy o miłosiernym karaniu naszego Ojca. On ostrzega: „Uciekajcie tak daleko, jak możecie od grzechu i świata. Uciekajcie od złego!”

„Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący” (2 Kor. 6:17-18).

Bóg mówi nam tutaj, „Ja postanowiłem być waszym Ojcem i mojej roli nie będę dzielił z diabłem. Jeżeli chcecie bratać się ze światem, albo trzymać się jakiejś nieczystości w waszym życiu, to nasza społeczność nie będzie działać. Jeżeli Ja mam być waszym jedynym Ojcem, to musicie odrzucić ten świat i jego rozkosze – odrzucić wasz grzech. Nie możecie trzymać żadnej nieczystej rzeczy w waszym życiu.”

Dalej mówi, Ja chcę was prowadzić i okazywać przychylność, jaką mogę okazywać tylko Moim dzieciom. Dlatego nie pozwolę wam przychodzić do Mnie z rękami, które dotykają rzeczy nieczystych. Oddzielcie się od tego wszystkiego, a wtedy Ja was przyjmę jako syna czy córkę. Pragnę być dla was Ojcem!”

Jeżeli chcesz naśladować Jezusa, nie przychodź do Niego połowicznie. Wyjdź całkiem z tego świata. Twój Ojciec mówi, „Jeżeli zaufasz Mi jako twojemu Ojcu, że cię wybawię, to Ja poślę Ducha Świętego i dam ci moc i władzę. Dam ci nadzieję w czasie walk i przeprowadzę cię.”

środa, 22 sierpnia 2012

AKT MIŁOŚCI

Bóg nie czekał, aż stanę się „na tyle dobrym”, by być Jego synem. Nie czekał też, aż zrozumiem wszystkie doktryny. Nie, On powiedział, „Kiedy byłeś zgubiony w grzechach, przyszedłem do ciebie z pojednaniem. Umiłowałem cię, kiedy jeszcze tarzałeś się w brudach. Powołałem cię, wybrałem i adoptowałem cię tylko dlatego, że cię kocham.

Czasami zastanawiam się, jak Bóg mógł patrzeć w dół na nas i nas kochać. Jesteśmy tak trudni, czasami tak złośliwi, tak niegodni. Ale w Jego miłosierdziu On mówi do każdego z nas, „Wybrałem cię, ponieważ chcę być dla ciebie Ojcem!”

„Patrzcie, jaką miłość okazał nam Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi” (1 Jan 3:1).

„Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” (4:10).

On mnie wybrał nie dlatego, że ja Go najpierw umiłowałem, ale dlatego, ze On mnie najpierw umiłował. Adoptował mnie jako Swoje dziecko dlatego, że mnie umiłował.

To wszystko prowadzi mnie do wspaniałej konkluzji: Nie muszę tego wszystkiego rozszyfrować. Nie muszę rozumieć głębokich doktryn o usprawiedliwieniu, uświęceniu, umartwieniu ciała i uwielbieniu. Wszystko, co muszę wiedzieć, to że On mnie wybrał, bym był Jego synem, a to znaczy, że jestem kochany przez Boga Ojca.

Nie ma znaczenia, czym piekło mnie atakuje. Nic nie może mi zabrać tej wspaniałej wiedzy: jestem kochany i mogę odpocząć w tej miłości. Ten, kto mnie wybrał i mnie kocha, zachowa mnie i przeprowadzi – i nigdy nie opuści. Nigdy nie wypuści mojej ręki, gdyż On jest Abba Ojciec – mój!”

Kochani, ja też jestem ziemskim ojcem i nie znajdziecie żadnego powodu na ziemi ani na niebie, dlaczego miałbym kiedykolwiek porzucić lub opuścić jedno z moich dzieci. O ile bardziej wasz Ojciec niebieski będzie z wami we wszystkim, co przeżywacie w tym życiu?

wtorek, 21 sierpnia 2012

BÓG POSTANOWIŁ BYĆ DLA MNIE OJCEM

„Postanowiłem, kim chcę być dla ciebie i jak chcę, byś Mnie postrzegał. Chcę, byś Mnie znał, jako kochającego Ojca.” To nie ja Go wybrałem, Raczej jest to rola, którą On wybrał – być moim Ojcem.

Czy Bóg jest władcą nieba i ziemi? Czy jest wszechmocny? Czy jest królem nad potopem? Odpowiedź na te pytania jest oczywista - tak. Ale w tych ostatecznych czasach Bóg chce, byśmy mieli inne objawienie o Nim: „Ja chcę być dla ciebie Ojcem i chcę, byś był dla Mnie synem czy córką.”

Jezus chodził po tej ziemi i przez całe swoje życie wiedział, kto jest Jego Ojcem, znał Jego wolę i słyszał Jego głos. Każdą godzinę przeżywał w świetle Jego miłości i nigdy nie miał wątpliwości. Dlatego mógł stawić czoła wszystkiemu, czym wróg Go atakował – doświadczeniom, trudnościom – bo wiedział, że Ojciec jest z Nim. Mógł powiedzieć, „Wiem, że mam Ojca, który Mnie posłał. On mnie wybrał i wyposażył, i jest ze Mną zawsze. Nigdy nie jestem sam!”

„Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś” (Jan 17:21).

Jezus mówił, „Mówicie, że chcecie Mnie poznać i to dobrze, ale Ja chcę, byście poznali Mojego Ojca. Chcę, byście Go poznali tak, jak Ja Go poznałem i cieszę się Nim – jako Ojca!”

Ojciec mówi nam, „Chcę unosić się nad tobą, być twoją ochroną, by odpędzać wszystkie ataki demoniczne, zaspokajać każdą potrzebę i przeprowadzać cię przez wszystkie doświadczenia. Pozwól Mi być twoim Ojcem!”

Pomyśl o tym: On cię wybrał z setek milionów innych ludzi na ziemi. On cię nie tylko wybrał, ale adoptował cię jako Jego dziecko. Jego Duch uczy cię wołać, „Abba! Jesteś moim Ojcem. Jesteś nie tylko Ojcem Abrahama, Piotra i Pawła, ale moim. Uczyniłeś mnie współdziedzicem, bratem Jezusa. Jesteś naprawdę mój!”

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

DOBRA NOWINA OD JEZUSA by Gary Wilkerson

„Gdy zaś lud oczekiwał i wszyscy w sercach swych rozważali, czy też Jan może nie jest Chrystusem, sam Jan odpowiedział wszystkim, mówiąc: Ja chrzczę was wodą, lecz przychodzi mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów jego; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łuk. 3:15-16).

Jan Chrzciciel opisuje co się stanie, kiedy przyjdzie ewangelia. On miał więcej objawionego wglądu w ewangelię, niż jakikolwiek inny prorok Starego Testamentu i przepowiedział, że kiedy ta ewangelia przyjdzie, będzie to ewangelia Ducha Świętego z ogniem.

Kiedy Jezus przyszedł z Jego ogniem, powiedział, „Duch Pański nade Mną, dlatego namaścił Mnie, bym zwiastował dobrą nowinę.”

To jest ewangelia! Jezus mówi, „Ta ewangelia jest Moja i Ja chcę ją zanieść do tych, którzy jej nie mają. Chcę ją zamieść biednym.”

„Namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność, abym zwiastował miłościwy rok Pana” (Łuk 4:18-19).

Miłościwy rok Pana – to rok odpuszczenia. W Starym Testamencie co 70 lat wyzwalani byli niewolnicy i umarzano wszystkie długi. Ludzie z tęsknotą wyczekiwali tego roku i teraz Jezus mówi, że przyszła ewangelia i ogłasza miłościwy rok Pana.

Czy wiesz, co to ewangelia? To wyzwolenie!

Czy wiesz co to ewangelia? To jest wypuszczanie na wolność jeńców!

Czy wiesz, co to ewangelia? To ogłaszanie, że jest to rok łaski Pana. To ogłaszanie Dobrej Nowiny o tym, że przyszedł Chrystus. Mesjasz przyszedł i przewrócił świat do góry nogami.

Tego właśnie dotyczy ewangelia!

piątek, 17 sierpnia 2012

CEL INTYMNOŚCI Z JEZUSEM

Celem intymności z Jezusem jest to, aby mieć objawienie Ojca. Jeżeli twoje oczy nie są otwarte na Ojca, to nie weszłeś w pełną intymność z Chrystusem.

Jezus powiedział do Swoich uczniów: „Potrzebujecie objawienia tego kim jest wasz Ojciec. Musicie być w stanie uczyć innych, którzy są jak owce bez pasterza teraz. Oni myślą, że nikt się o nich nie troszczy, że są niechcianymi dziećmi. Dlatego musicie pełnić uczynki, jakie Ja czyniłem, mówić tak jak Ja mówiłem. Potrzebują się dowiedzieć, że mają kochającego Ojca w niebie” (zobacz Jana 14:6-9).

Umiłowani, my również potrzebujemy tego objawienia. Musimy być w stanie powiedzieć temu światu: „Patrzcie na moje życie. Słuchajcie tego co mówię. Zobaczcie uczynki, które ja czynię. To wszystko przedstawia mojego niebiańskiego Ojca.”

Wyobrażam sobie jak Jezus im mówi dalej: „A więc chcecie, żebym wam pokazał Ojca? Spójrzcie wstecz na wesele w Kanie, kiedy przemieniłem wodę w wino. To było wyrażenie Mojego Ojca. On pokazywał troskę o nawet najmniejsze, mało znaczące potrzeby Swoich dzieci. Pokazywał, że troszczy się o rodziny, małżeństwa, o jedzenie Swoich dzieci. To był Ojciec w działaniu! Nigdy nie robiłem nic sam z siebie, a tylko to, co On mi powiedział” (Zobacz Jana 14:10-11).

Dalej mówi: „Czy pamiętacie nakarmienie czterech tysięcy, a później pięciu tysięcy? Ci ludzie byli bez jedzenia prawie trzy dni. Widzieliście jak głodni byli i pytaliście, „Jak ich nakarmimy? Dlatego ja łamałem te bochenki i ryby i podzieliłem wśród nich. Widzieliście jak ci ludzie łapali tę obfitość jedzenia. Pamiętacie te pełne kosze z tego co zostało.”

Dlaczego Jezus mówi, że Duch Święty przypomni nam te wszystkie rzeczy? Po to, abyśmy mieli objawienie Ojca. Tak więc możemy odtworzyć w naszych umysłach każdy cud, jakiego On dokonał w naszym życiu – każde wybawienie, każde cudowne dzieło. Jezus mówi przez to wszystko, „Wszystko co robiłem dla was jest wyrażeniem niebiańskiego Ojca – kim On jest i kim chce być dla was!”

czwartek, 16 sierpnia 2012

JAL MOŻEMY POZNAĆ DROGĘ?

Dla Jezusa to musiało być szokujące, kiedy Tomasz powiedział: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz i jak możemy poznać drogę?” (Jana 14:5). Tomasz naprawdę mówił: „Jezu, mówisz tak intymnie o odejściu do Twojego Ojca, ale my nie znamy Go tak jak Ty. Jak możemy poznać drogę do Ojca?”

To było wyznanie. Tomasz przyznawał: „Panie, my znamy Ciebie. Byliśmy blisko z Tobą przez ostatnie trzy lata, ale nie mamy objawienia kim jest Ojciec – Jego miłości, Jego troski, Jego łagodności. Proszę, zanim odejdziesz, pokaż nam Ojca.” Ale to właśnie Jezus robił przez te ostatnie trzy lata. Jego uczniowie nie zrozumieli tego objawienia.

Jeżeli w pełni rozumiemy, że mamy kochającego, troszczącego się niebiańskiego Ojca, to czy mamy powód, aby się bać, kiedy nieprzyjaciel przychodzi przeciwko nam? Dlaczego mielibyśmy rozpaczać z powodu problemu finansowego, który wydaje się nas przygniatać? Dlaczego mielibyśmy się zastanawiać dlaczego nie możemy odnieść zwycięstwa nad powtarzającym się grzechem?

Posłuchajcie uważnie odpowiedzi, jaką Jezus dał Tomaszowi. To również odnosi się do nas: „Jeżeli Mnie znacie, to znacie też Mojego Ojca” (Jana 14:7).

Wtedy odzywa się Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a wystarczy nam” (werset 8). Jezus nie mógł uwierzyć temu co słyszał. Można prawie że słyszeć zniecierpliwienie w Jego głosie, kiedy odpowiada Filipowi: „Tak długo byłem z wami, a pomimo tego nie poznałeś mnie Filipie? Ten kto widzi Mnie, widzi też Ojca, więc jak możesz mówić: Pokaż nam Ojca? (werset 9).

Innymi słowy: „Tomaszu, Filipie, moi drodzy uczniowie, jak możecie zadawać takie pytania? Mówicie, że Mnie znacie, że jesteśmy blisko siebie. Jakże mogliście nie zrozumieć objawienia, na które poświęciłem trzy lata, aby wam go przekazać? Czy nie widzicie, że te wszystkie wielkie dzieła, które czyniłem, to Ojciec we Mnie objawiał kim On jest, jaki jest, jakimi chce abyście byli? Wszystko czego was uczyłem pochodziło z Jego serca, nie Mojego.”

Całe życie Jezusa było ilustrowanym kazaniem. Dzień po dniu, z każdym cudem, jaki czynił i każdą przypowieścią jakie podawał, wyrażał kim jest Jego Ojciec. I posłał Swojego Ducha Świętego, aby Jego naśladowcy mogli czynić jeszcze większe rzeczy i dalej objawiać miłość Ojca dla nowych pokoleń.

środa, 15 sierpnia 2012

ILUSTROWANE KAZANIE

Wszystko co Jezus uczynił i powiedział miało takie znaczenie: „To dzieło Mojego Ojca. On taki jest.” Wszystko od przemiany wody w wino do wzbudzenia z martwych było ilustrowanym kazaniem, które miało na celu objawienie niebiańskiego Ojca.

„ Nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (Jana 8:28,29).

Innymi słowy: „Mówiłem swobodnie w całym kraju. Kiedy chodziłem ulicami Jerozolimy, Betlejemu i Judei, mówiłem wam raz za razem, że wszystko co robię, pochodzi od Mojego Ojca. Gdybyście tylko otworzyli swoje oczy i uszy i przyjęli Moje słowo, byłbym wam Go pokazał.”

Przywódcy religijni mówili: „Naszym Ojcem był Abraham.” A kiedy Jezus powiedział, „Ja i Ojciec jesteśmy jedno” (Jana 10:30), to tak się rozgniewali, że nazwali Go diabłem i brali kamienie i chcieli Go zabić.

Jezus im odpowiedział: „Mówicie, że jestem bluźniercą, ale chcieliście ukamienować tego, którego sam Ojciec wybrał i posłał na ten świat? Ja nie szukam własnej chwały, ale czczę Mojego Ojca. Znam Go i zachowuję Jego słowo, ponieważ On i Ja jesteśmy jedno.

„Jeżeli nie wierzycie Moim słowom, to popatrzcie na to co czynię. Przynajmniej uwierzcie, że te rzeczy są wyrażeniem Mojego Ojca. Ja tu przyszedłem, aby wam powiedzieć – i pokazać wam – że nie tylko Abraham jest waszym ojcem. Macie Ojca w niebie” ( zobacz Jana 10:31-38).

To było ważne dla Jezusa. On wiedział, że Jego czas na ziemi był krótki i wiedział, że jeżeli ludzie nie będą mieli objawienia niebiańskiego Ojca – Jego miłości, miłosierdzia, Jego łaski – to pozostaną z martwą religią, martwymi przodkami, nic żywego, czego by się modli uchwycić. Nie mieliby żadnego kierunku, żadnej nadziei, żadnej wizji.

wtorek, 14 sierpnia 2012

JEZUS PRZYSZEDŁ ABY NAM OBJAWIĆ OJCA NIEBIAŃSKIEGO

Jezus przyszedł na ziemię jako Człowiek, aby odkupić ludzkość z grzechu i każdego rodzaju więzów i zniewolenia. Ten fakt został ustalony w umysłach i sercach większości chrześcijan. Ale Chrystus przeszedł również na ziemię aby objawić nam niebiańskiego Ojca.

Jezus powiedział do Swoich uczniów, „Ojciec Mnie posłał” (Jana 5:36). Powiedział, „Nie mogę sam od Siebie nic uczynić ... Nie szukam własnej woli, ale woli Ojca, który Mnie posłał (w.30). I wreszcie oświadczył: „Idę do Ojca.”

Posłuchajmy uważnie tego, co mówił Jezus: „Przyszedłem od Ojca i kiedy tu jestem, czynię tylko Jego wolę. Wkrótce powrócę do Mojego Ojca.”

Jezus powiedział, że całe Jego życie było skoncentrowane na Ojcu niebiańskim: Jego przyjście na ziemię, Jego cel, kiedy tu był, Jego powrót. Wszystko było podporządkowane objawianiu Ojca.

„ Nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni.... Ojciec ... ukazuje mu wszystko, co sam czyni,” (Jana 5:19-20).

Jezus powiedział, że nie czyni swojej woli, że nie czynił nic na ziemi oprócz woli Swojego Ojca. Powiedział nawet do Faryzeuszy, „Patrzcie na Moje życie, Moją służbę, wszystkie cuda i dobre uczynki, które czynię, a zobaczycie Ojca Niebiańskiego. Wszystko co robię jest odbiciem tego kim On jest i to wszystko ma na celu objawienie Jego dla was.”

„Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mat. 11:27).

Jezus powiada tu: „Jest niemożliwe, żebyście poznali kim jest Ojciec, jeżeli Ja wam Go nie objawię. Nie możecie sami zdobyć tego objawienia tylko poprzez czytanie Biblii, czy chodzenie do kościoła. Ja muszę Go wam objawić.

„Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, tylko przeze mnie” (Jana 14:6).

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

DARMO OTRZYMALIŚCIE by Gary Wilkerson

Jako dzieci Boże mamy być zajęci sprawami naszego Ojca – misją Bożą

Czasami ludzie nie rozumieją tego co robimy. Czasem nawet ludzie w naszym kościele czy społeczności mogą nas źle zrozumieć i mówią: „Jesteś zbytnio skupiony na działaniach na zewnątrz i nie zaspokajasz naszych potrzeb.”

To prawda, że jeżeli jesteśmy tak skierowani na zewnątrz, że nie zaspokajamy potrzeb tych, którzy są wokół nas, to robimy coś nie tak. My jesteśmy tu jako kościół tak samo jak Jezus, kiedy był na ziemi. Jesteśmy tu po to, aby zaspokajać potrzeby ludzi. Jeżeli jesteś zraniony, załamany, związany, potrzebujesz uwolnienia, albo szukasz napełnienia Duchem Świętym, to kościół jest tu po to, aby ci usługiwać w tych potrzebach.

Ważne jest aby rozumieć, że kiedy twoje potrzeby są zaspokojone, to jest takie oczekiwanie, „tak jak otrzymałeś darmo, tak darmo dawaj.” Posyłając Swoich uczniów do służby Jezus powiedział im, „A idąc, głoście wieść: Przybliżyło się Królestwo Niebios. Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie; darmo wzięliście, darmo dawajcie” (Mat. 10:7-8).

Czy pragniesz więcej Boga? Kiedy otrzymałeś jedną porcję, podaj tę porcję dalej. Wróć po drugą i oddaj tę porcję – potem przyjdź po porcję trzecią i tak dalej.

Zasadą Bożej misji jest, „Im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz.” Czym bardziej jesteś błogosławiony, tym więcej musisz dawać. Czym więcej dajesz, tym więcej Bóg wlewa tobie, żebyś mógł dawać nawet więcej.

Jako dzieci Boże, jesteśmy powołani, aby odzwierciedlać chwałę, moc i miłość Boga. Mamy to otrzymywać od Niego i dawać innym.

Tak jak darmo otrzymaliśmy, mamy tak dawać.

piątek, 10 sierpnia 2012

KRYZYS POD KRZYŻEM

Jak osiągnąć zwycięstwo i moc Jezusa w naszym życiu? Jak mamy stosować Jego zmartwychwstanie i nowe życie?

Najpierw zadam pytanie: Skąd wiesz, że jesteś zbawiony? Oczywiście, przez wiarę. Świadomość naszego zbawienia przychodzi przez wiarę w Słowo Boże.

Tak samo mamy brać krzyż i otrzymać zwycięstwo przez wiarę w moc krwi Jezusa, przelaną na krzyżu. Musimy przyznać, „Boże, ja nie mam siły, ani możliwości, by siebie wyzwolić, ani ukrzyżować się i nie mam władzy nad grzechem. Rezygnuję ze wszystkich moich starań , przez które chciałem umrzeć dla grzechu.”

Przez wiarę „jesteśmy w Chrystusie” – mamy korzystać z dobrodziejstw, które On wywalczył. Od momentu, kiedy narodziliśmy się na nowo, jesteśmy w Chrystusie – a to znaczy, że weszliśmy w to wszystko, co stało się z Chrystusem. To obejmuje Jego zwycięstwa tak samo, jak Jego ukrzyżowanie. Jeżeli zgadzamy się ze Słowem Bożym, że jesteśmy na wskroś grzeszni, musimy się również zgodzić z dobrymi rzeczami, które krzyż oferuje. One są nasze – ponieważ Jezus osiągnął je dla nas.

Słowo Boże mówi, że kiedy obejmujemy krzyż, jesteśmy ukrzyżowani z Chrystusem i wzbudzeni z martwych z Nim do nowego życia. Jesteśmy wyzwoleni! Możemy nasze ciała oddać na służbę Panu, a nasze członki na oręż sprawiedliwości.

Czasami możesz się potknąć z powodu niewiary, ale możesz się trzymać tej prawdy, że zwycięstwo jest twoje, ponieważ wołasz, „Panie, będę Ci ufał aż nadejdzie zwycięstwo”.

Ja dziękuję Bogu za krzyż Chrystusa i za kryzys krzyża. Z doświadczenia wiem, że największe „kazanie o łasce” w tym świecie, to głoszenie krzyża. Czy miałeś już twój punkt zwrotny pod krzyżem? A co z tą jedną warownią, z której chcesz być uwolniony?

Dzisiaj jest dla ciebie wyzwolenie, ale ono nie przyjdzie, póki nie uklękniesz przed Jezusem i nie przeżyjesz twojego kryzysu pod Jego krzyżem. Tam musisz zgodzić się z Jego słowem: „Już nie mogę trwać w moim grzechu, ani przez godzinę. Boże, przynoszę to do Ciebie teraz.”

czwartek, 9 sierpnia 2012

CHWYĆ MOJĄ RĘKĘ I IDŹ ZA MNĄ

Kiedy byłem młodym kaznodzieją w Pensylwanii, czytałem wiele książek o życiu mężów Bożych, którzy prowadzili bardzo proste życie. To brzmiało jak odpowiedź na moje pragnienie, by być używanym przez Boga. Znałem wtedy kaznodzieję, który przemawiał z wielkim autorytetem i był dla mnie prawdziwym bohaterem. Prowadził bardzo skromne życie, żył w jednym małym pokoju i miał tylko jedno ubranie.

Myślałem, że to oznacza zaparcie się siebie – spartańskie życie. Myślałem, „Panie, to jest to, czego ja chcę. Mogę być dla Ciebie siłownią, gdybym tylko mógł wypróżnić moje szafy i rozdać wszystko, zostawiając sobie tylko dwa ubrania. Mógłbym sprzedać mój samochód i kupić jakiś tani. Mógłbym kupić stary, skromny dom, zrezygnować z kotletów i byłbym wielkim przykładem, nie pragnąc żadnych rzeczy materialnych z tego świata.” W gruncie rzeczy mówiłem, „Gdybym mógł wystarczająco cierpieć – umartwić ciało i być ascetą – mógłbym służyć Panu w mocy.”

Niedługo potem mój bohater zaczął głosić fałszywe nauki i przez to życie wielu zostało zrujnowane. Wtedy Pan powiedział do mnie, Dawidzie, nie chodzi o takie zwycięstwo. Zwycięstwo nie jest twoje – ono jest Moje.”

Kochani, w takim momencie Jezus przychodzi do nas i mówi, „ Chwyć Moją rękę i idź za Mną – do Mojej śmierci, Mojego pogrzebu, Mojego zmartwychwstania. Patrz na krzyż. Chwyć się go i weź Moje zwycięstwo. Wtedy urzeczywistni się twoje ukrzyżowanie ciała”

Tak, umieranie w Chrystusie jest aktem wiary. Mamy uważać siebie za umarłych dla grzechu, a żywych dla Boga przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Kiedy Paweł mówi, że chce poznać Chrystusa w mocy Jego zmartwychwstania i społeczności jego cierpienia, mówi o zmartwychwstaniu i cierpieniu Chrystusa – nie o swoim ani kogokolwiek innego.

„Żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci,” (Filipian 3:10).

środa, 8 sierpnia 2012

ZAPROSZENIE Z KRZYŻA

Bóg patrzył na świat pogrążony w grzechu i ludzi zamkniętych w więzieniach strachu i rozpaczy, i posłał Swojego Syna. Jezus przyszedł na ziemię, wziął na Siebie kruche ciało ludzkie i powiedział do wszystkich, którzy chcieli słuchać: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Mat. 11:28).

Zaproszenie z krzyża jest wołaniem do każdej duszy, która jest chora z powodu grzechu. Jezus woła do wszystkich, którzy są obciążeni, czy związani nałogami i uporczywymi grzechami, „Przyjdźcie do Mnie z waszymi ciężarami. Nie ma innej drogi, tylko przez Mój krzyż!” Jezus umarł na krzyżu nie tylko, by przebaczyć grzechy, ale by złamać ich moc nad nami. Grzech rujnuje ciało, wysysa wszystko, co jest dobre i cenne, zatwardza serce, niszczy pokój i daje poczucie winy, smutku i wstydu. On pochłania myśli, osłabia i zaciemnia duszę. Grzech przynosi strach, a co jeszcze gorsze – odcina społeczność z Bogiem.

Gdybym miał głosić na temat wymagań krzyża w wielu kościołach dzisiaj i mówić o śmierci pożądliwości i świeckich przyjemności, ludzie by uciekli tak samo, jak wtedy, kiedy Jezus mówił, jaką cenę trzeba zapłacić za naśladowanie Go.

Takie kościoły nawet nie wspominają krzyża. Zamiast tego poświęcają wiele energii na sprytnie pomyślane spotkania teatralne, dramatyczne ilustracje i kazania o tym, jak radzić sobie z problemami życia.

Wierzę, że Bóg musi z politowaniem patrzyć na te marne próby pozyskania dusz przy pomocy nowoczesnych zachęt. Musi mieć wiele cierpliwości do takich dobrych intencji, cielesnych wysiłków dla głoszenia ewangelii. Niech Bóg zlituje się nad takimi kościołami, jeżeli tam nie ostrzegają ludzi, by porzucili swoje grzechy.

Jeremiasz lamentował, „utwierdzają złoczyńców w tym, aby żaden nie odwrócił się od swojej złości...” (Jer. 23:14).

„Jeżeli uczestniczyli w mojej radzie, to niech zwiastują mojemu ludowi moje słowa i odwracają ich od ich złej drogi i ich złych uczynków” (wiersz 22). Mówię do kaznodziejów, „Wróćcie do krzyża – bo inaczej będziecie mieli krew na swoich rękach.”

wtorek, 7 sierpnia 2012

POSELSTWO KRZYŻA

Grzech bałwochwalstwa sprowadził straszny gniew Boży na Jego lud. To Go gniewało bardziej, niż jakikolwiek grzech w Starym Testamencie, aż powiedział, „Dzieci zbierają drwa, a ojcowie rozniecają ogień; kobiety ugniatają ciasto, aby wypiekać placki dla królowej niebios, cudzym bogom wylewa się ofiary z płynów, aby mnie obrażać” (Jeremiasz 7:18).

To jest Boża deklaracja odnośnie bałwochwalstwa w Starym Testamencie i On nienawidzi bałwochwalstwa dzisiaj tak samo. To sprowadza Jego gniew na każdą generację, włącznie z naszą obecną.

Nowe bałwochwalstwo ogarnia teraz cały świat. Nie widzimy ludzi klęczących przed rzeźbionymi posągami, ale nowoczesne bałwochwalstwo zwodzi ludzi przez swoją podstępność i spryt. Ale Boga to gniewa bardziej, niż bałwochwalstwo Starego Testamentu.

„Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii, chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową. Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty!” (Gal. 1:6-8).

Ta „inna ewangelia”, o której mówi Paweł, to poselstwo o zbawieniu bez krzyża. Wielkim bałwochwalstwem naszych czasów jest odrzucanie poselstwa o krzyżu Jezusa Chrystusa.

Krzyż - włącznie z jego wymaganiami i nadziejami – jest samym sercem ewangelii. Każde uwielbianie, społeczność i wszystko, co nazywa się kościołem, jest bezwstydnym bałwochwalstwem, jeżeli w centrum nie ma krzyża. Takie uwielbianie pochodzi od innego ducha i Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Bez krzyża, wszystko pozostałe jest plewą –fałszywą ewangelią, czymś z samego piekła. To obraża Pana bardziej, niż bałwochwalstwo Izraela.

„A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” (Jan 12:32). To „wywyższenie ponad ziemię”, o którym mówi Jezus, to Jego ukrzyżowanie. On został podwyższony przed całym światem na krzyż, jako wielka Jego ofiara za nasze grzechy.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

MISJA KOŚCIOŁA by Gary Wilkerson

Może zadajesz pytanie, „Co jest misją kościoła?” Ja sugeruję, że aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przyjrzeć się misji Jezusa Chrystusa. Kiedy zrozumiemy Jego misję na ziemi, poznamy misję kościoła. Kiedy wiemy, do czego Jezus dążył, to będziemy też wiedzieć, do czego my, jako kościół, jesteśmy powołani.

Misja Jezusa była taka sama, jak Jego Ojca. On przyszedł, przemawiał, głosił, otwierał Swoje usta i mówił, „Chcę, by wola Mojego Ojca była wykonywana na ziemi tak, jak w niebie” (patrz Mat. 6:38). „Tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba” (Jan 8:28-29). Jezus mówił, „Ja nie czynię nic, jeżeli nie widzę, że to czyni Ojciec. Ojciec działa przeze mnie.”

Wszelka chwała i moc i autorytet Jezusa pochodziły od Ojca, ale potem od Niego do świata. Często w kościele naszą największą potrzebą jest to, byśmy to, co otrzymaliśmy od Niego, przekazywali dla świata poza nami. Bóg nam daje, my to przyjmujemy, ale potem się zatrzymujemy. Bóg chce wylewać więcej Jego błogosławieństw na kościół i będzie to czynił, jeżeli my będziemy to podawać dalej. My otrzymujemy, potem dajemy i otrzymujemy więcej i dajemy więcej i znowu otrzymujemy.

Czasami to błogosławieństwo Boże jest zatrzymywane, bo my chcemy otrzymywać, a nie dajemy. Kiedy kościół przestaje dawać, zaczyna się wypaczać i przestaje być podobnym do Jezusa.

Jezus przyszedł na ziemię z misją od Boga w sercu. Jezus głosił Dobrą Nowinę ubogim, wyzwalał więźniów, uwalniał zniewolonych i uzdrawiał chorych. On ogłosił rok wyzwolenia dla tych, którzy są w niewoli – i to jest misją kościoła!

piątek, 3 sierpnia 2012

EL SIGNIFICADO DE LA AUTO NEGACION Y DEL ARREPENTIMIENTO VERDADERO

Pokuta to coś więcej niż tylko powiedzenie, „Panie, nie miałem racji.” To również oznacza powiedzieć, „Panie, Ty masz rację!”

Pokuta oznacza stawienie czoła prawdzie na temat grzechu – prawdzie, że musi się to skończyć teraz. Jest to kryzysowy moment prawdy, miejsce uznania, gdzie przyznajesz, „Nie mogę trwać w moim grzechu i mieć Ducha Świętego żyjącego we mnie. Jeżeli tak będzie, to stracę wszystko. Panie, Ty masz rację, że grzech sprowadza na mnie śmierć. Widzę, że jeżeli będę w tym trwał, to zniszczy to mnie i moją rodzin. Boże, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.”

Prosto mówiąc, pokuta jest skonfrontowaniem ze swoim grzechem. Walka jest prowadzona zanim dojdziesz do krzyża – to ma miejsce kiedy Duch Święty działa.

To samo jest prawdą jeżeli chodzi o zaparcie się siebie. Krótko mówiąc, zaparcie się siebie jest to konfrontacja, która mówi, „Grzech się kończy teraz – w tym punkcie!” Wbrew temu co wielu „kaznodziejów pociechy” mówi, zaparcie się siebie nie jest to jakiś ból serca, który musisz znosić, ani jakaś dolegliwość twojego ciała. Kiedy Paweł powiedział, „Ja codziennie umieram,” to miał na myśli po prostu, że „muszę uznać, że nie mogę trwać w grzechu i nadal mieć przychylność Chrystusa. Nie mam jakiejś szczególnej dyspensy od Boga na to, żeby trzymać jakiś ulubiony grzech dlatego, że wykonuję dobre uczynki. Nie! Zgadzam się z Bożym Słowem i wyrzekam się wszystkich moich praw to trwania w grzechu.”

Chwalebną prawdą ewangelii jest to, że jeżeli umieramy z Jezusem, to również wchodzimy do chwały Jego zmartwychwstania i do nowego życia. Jego krzyż jest naszym krzyżem, Jego śmierć jest naszą śmiercią, a Jego zmartwychwstanie jest naszym zmartwychwstaniem poprzez nasze utożsamienie się i zjednoczenie z Nim. To jest prawdziwy krzyż jaki niesiemy.

Ale jest to też krzyż, który tak wielu tak zwanych kaznodziejów ewangelii odrzuciło. Prawdziwy krzyż to nie są piękne słowa opisujące cierpienie naszego Zbawiciela i krew przelaną na Golgocie. Nie, prawdziwe znaczenie krzyża jest takie, że Jezus oddał krew i umarł, aby przyprowadzić nasze grzeszne dusze do chwalebnej wolności – aby zerwać każdy łańcuch grzechu, który nas wiąże.

czwartek, 2 sierpnia 2012

POCIESZENI PRZEZ BOGA

Za każdym razem, kiedy okazujesz miłosierdzie, za każdym razem kiedy jesteś uprzejmy i łaskawy dla innego wierzącego, dajesz pocieszenie.

Pewien człowiek z naszego zboru zatrzymał mnie po nabożeństwie i powiedział: „Bracie Wilkerson, chcę ci powiedzieć dlaczego uczęszczam do tego zboru. Moja dziewięćdziesięcioletnia matka niedawno odeszła do Pana. Ale przez ostatnie cztery lata była przykuta do łóżka i ja się nią opiekowałem.

W zborze, do którego uczęszczałem, każdej niedzieli musiałem wcześniej wychodzić z nabożeństwa, żeby się nią zajmować. Po jakimś czasie pastor był tym zmęczony i przed całym zgromadzeniem powiedział mi, „Jeżeli chcesz wychodzić, to wyjdź teraz, zanim zacznę kazanie.

Tutaj w Times Square nikt nigdy nie powiedział ani słowa do mnie na temat mojego wcześniejszego wychodzenia. Może to się wydawać dla ciebie czymś małym, ale dla mnie jest to bardzo wielka rzecz. Tu nie musiałem nikomu wyjaśniać, że musiałem wychodzić wcześniej, żeby jechać do domu i opiekować się moją mamą.”

Miłosierdzie musi być okazywane w zwykłych, codziennych rzeczach. Czasami miłosierdzie może być tylko uśmiechem, który przekazuje zrozumienie, albo objęcie ramieniem kogoś. Może to być tak proste jak sympatyczny wyraz twarzy, albo słowo dla kogoś, kto cierpi.

Nie możesz okazywać miłosierdzia jeżeli stale myślisz o sobie: „Bóg się chyba na mnie gniewa. Pewnie upadnę – po prostu to wiem.” Jak możesz oferować pociechę dla innych, kiedy ty nie nauczyłeś się czerpać pociechy z Bożego miłosierdzia dla ciebie? „Abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza.... Jeśli tedy utrapienie nas spotyka, jest to dla waszego pocieszenia i zbawienia” (2 Kor. 1:4,6).

Miłosierni chrześcijanie są pocieszycielami od Pana. Oni potrafią wypowiadać miłosierdzie i dobroć, ponieważ doświadczyli niesamowitej pociechy z Bożego miłosierdzia dla nich.

środa, 1 sierpnia 2012

ŻYCIE W BOŻYM MIŁOSIERDZIU

Umiłowani, to poselstwo nie ma na celu tego, aby was napominać czy pouczać. Raczej, wierzę że mam dla was słowo nadziei. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego jest to takie trudne, żeby być takim uprzejmym, łaskawym, miłosiernym chrześcijaninem, jakim chciałbyś być.

Klucz znajdujemy w Psalmie 119. Psalmista podaje tu mocne stwierdzenie: „Niechaj łaska twoja będzie pociechą moją, jak przyrzekłeś słudze swemu! (Psalm 119:76). To ma takie znaczenie, „Panie, Twoje Słowo mi mówi, że mam być pocieszany poprzez świadomość tego, że Ty jesteś miłosierny i pełny współczucia dla mnie. Pozwól mi czerpać pociechę z tej wielkiej prawdy.”

Gdybyście chcieli sprawdzić w konkordancji słowa „miłosierny” i „miłosierdzie”, to znajdziecie setki odnośników. Słowo Boże podaje nam niezliczone obietnice Jego cudownej łaski, miłosierdzia i współczucia. On chce uświadomić nam to, że jest miłosierny, cierpliwy, nierychły do gniewu jeżeli chodzi o nasze upadki, słabości i pokusy.

„Pan jest miłosierny i łaskawy, nierychły do gniewu i obfity w miłosierdzie” (Psalm 103:8).

Wszystkie Boże obietnice miłosierdzia są dane po to, aby nas pocieszyć w naszych doświadczeniach. Kiedy zawiedziemy Boga, to myślimy, że On się na nas gniewa i jest gotowy, aby nas sądzić. Ale zamiast tego On chce, żebyśmy wiedzieli, „Ja ciebie przeprowadzę. Po prostu upamiętaj się. Ja się nie gniewam na ciebie. Jestem miłosierny, pełny łaski i miłości dla ciebie. Czerp z tego pociechę.” To jest pocieszające, kiedy wiemy, że Jego miłosierdzie nie będzie nigdy od nas zabrane. Jak pocieszające jest to, kiedy wiemy, że jeżeli zgrzeszymy albo upadniemy, to Jego miłość do nas jest jeszcze mocniejsza.

Jeżeli nie będziemy czerpać pociechy z miłosierdzia jakie Bóg nam okazuje, to nie jesteśmy w stanie okazywać miłosierdzia, które daje pociechę innym. Tylko wtedy, kiedy my doświadczymy absolutnego miłosierdzia Bożego, nastąpi przelew miłosierdzia dla wszystkich wokoło nas. Stajemy się miłosiernymi ludźmi, gdyż sami żyjemy w miłosierdziu Boga!