wtorek, 31 sierpnia 2010

ON NAS POWOŁUJE BY NAS DOPROWADZIĆ

"Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć" (Łuk. 14:28-30).

Chrystus wiedział, że wielu z Jego naśladowców nie będzie miało na tyle siły, by dojść do celu. Wiedział, że się odwrócą i nie ukończą biegu. Wierzę, że jest to najbardziej tragiczny stan dla wierzącego – jeżeli zacznie z zamiarem trzymania się Chrystusa, dorastania do dojrzałości w uczniostwie, by stać się podobnym do Jezusa, a potem odejdzie od Niego. Taki człowiek, to ten, który położył fundament i nie dokończył budowy, ponieważ na początku nie obliczył kosztów.

Jakaż to radość, spotykać tych, którzy naprawdę dobiegają do końca! Tacy wierzący wzrastają w mądrości i poznaniu Chrystusa. Oni zmieniają się z dnia na dzień. Paweł mówi im zachęcająco, "My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem" (2 Kor. 3:18). Ci wierzący nie szukają nieba, ale Chrystusa w Jego chwale!

Wiem, że wielu, którzy czytają te słowa, właśnie się zatrzymali, albo nawet zrobili krok wstecz. Wydaje się, że to niewielki krok, ale to spowoduje oddalenie się od Jego miłości. Jeżeli to ciebie dotyczy, to zwróć uwagę, że to Duch Święty nawołuje cię do powrotu i do pokuty, do zaparcia się siebie i poddania się Jemu. W tym momencie czas jest najważniejszy. Jeżeli kiedykolwiek miałeś zamiar uchwycić się Chrystusa, zrób to teraz i idź z Nim do końca.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

MIŁOŚĆ I NIENAWIŚĆ

"Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim" (Łuk. 14:26).

Greckie słowo określające nienawiść oznacza, "kochać mniej niż coś innego". Jezus wzywa nas, byśmy Go kochali tak szczerze i zupełnie, by nasze ziemskie uczucia nie mogły się z tym równać.

Pomyślcie o tym. Czy wiemy, co to znaczy być w Jego słodkiej obecności i o nic nie prosić? Wyciągnąć ręce do Niego tylko dlatego, że jesteśmy wdzięczni za Jego tak wielką miłość?

W naszych modlitwach staliśmy się samolubni i skupieni na sobie: "Daj nam,,, zaspokój... błogosław nas... użyj nas.... zachowaj nas" To wszystko może być biblijne, ale uwaga skupiona jest na nas. Nawet nasza praca dla Pana staje się egoistyczna. Chcemy, by błogosławił naszą pracę dla Niego, byśmy wiedzieli, że nasza wiara jest prawdziwa. Pan jest bardziej zainteresowany tym, czym stajemy się w Nim, niż tym, co dla Niego robimy.

Ktoś czytający to może czuć się zraniony, gdyż drzwi jego służby się zamknęły. Może czuć się jakby "odłożony na półkę". Ktoś inny może myśli, że mógłby być bardziej użyteczny na jakimś polu misyjnym. Ja natomiast mówię, że nie możemy być bardziej użyteczni dla Pana, niż wtedy, kiedy okazujemy Mu miłość w naszej komorze modlitwy. Kiedy szukamy Pana, kiedy czytamy Jego słowo, by Go poznać, wtedy jesteśmy u szczytu użyteczności. Przynosimy Bogu więcej zadowolenia i błogosławieństwa, kiedy jesteśmy zamknięci sam na sam z Nim w atmosferze miłości, niż czyniąc cokolwiek innego. Jakąkolwiek pracę On nam umożliwi, czy to w domu, czy za granicami, będzie to bez wysiłku wypływać z naszej społeczności z Nim. On jest bardziej zainteresowany zdobyciem naszego całego serca, niż tym, byśmy my zdobywali dla Niego cały świat.

Nie umniejszam przez to gorliwych działań dla zdobywania dusz, ale chcę powiedzieć, że wszelka błogosławiona przez Ducha Świętego ewangelizacja rodzi się ze społeczności z Nim. Świadek, który często przebywa przed Panem w modlitwie, będzie miał mądrość od Ducha Świętego, będzie to robił we właściwym czasie i będzie miał siłę do wykonywania woli Bożej.

piątek, 27 sierpnia 2010

PRZYJDŹ DO JEGO STOŁU

Stara pieśń chrześcijańska ma dla mnie wielkie znaczenie. Mówi ona tak: "Jezus zastawił dla mnie stół, gdzie są karmione dzieci Boże, On zaprasza swój wybrany lud, chodźcie jeść."

Jaka to radosna perspektywa: Pan zastawił stół w niebie dla swoich naśladowców! Jezus powiedział do swoich uczniów: " A Ja przekazuję wam Królestwo, jak i mnie Ojciec mój przekazał, abyście jedli i pili przy stole moim w Królestwie moim" (Łukasz 22:29-30). Kiedy Jego pragniemy to oznacza, że przez wiarę jesteśmy również posadzeni przy Jego stole.

Kiedy apostoł Paweł poucza: "Obchodźmy więc święto" (1 Kor. 5:8), to chce, żebyśmy dobrze zrozumieli, że zostaliśmy wyznaczeni, aby zasiąść za stołem w niebie z Chrystusem przy Jego królewskim stole. Paweł powiada: "Zawsze przychodźcie. Niech wasze miejsce nie będzie nigdy puste."

Smutna prawda jest taka, że kościół Jezusa Chrystusa po prostu nie rozumie co to znaczy obchodzić święto. Nie rozumiemy majestatu i zaszczytu, który nas spotkał, że zostaliśmy wzbudzeni przez Chrystusa, żeby zasiadać z Nim w okręgach niebiańskich. Staliśmy się zbyt zajęci, żeby siadać za Jego stołem. Błędnie czerpiemy naszą duchową radość ze służby, zamiast ze społeczności. Robimy coraz więcej i więcej dla Pana, którego znamy coraz mniej. Zapracowujemy się, oddając nasze ciała i umysły do pracy dla Niego, ale rzadko bywamy na uczcie.

Jedna rzecz, której Pan pragnie ponad wszystko od swoich sług, kaznodziejów i pasterzy, to społeczność przy Jego stole. Ten stół jest miejscem duchowej intymności i jest on zastawiony codziennie. Przebywanie na uczcie oznacza przychodzenie do Niego ustawicznie po pokarm, siłę i społeczność.

Od czasu Krzyża wszyscy duchowi olbrzymowie mieli jedną wspólną rzecz: mieli wielki szacunek dla stołu Pańskiego. Zatopili się w wielkości Chrystusa. Wszyscy oni umierali żałując, że nadal poznali Go tak mało.

Nasza wizja Chrystusa dzisiaj jest zbyt mała, zbyt ograniczona. Ewangelia "wielkości" jest potrzebna, aby przezwyciężyć skomplikowane i narastające problemy tego złego wieku. Bóg nie tylko rozwiązuje problemy w tym świecie, ale połyka je w swojej wielkości! Ktoś, kto doświadcza wzrastającego objawienia wielkości Chrystusa nie musi się bać żadnego problemu, żadnego diabła, żadnej mocy na tej ziemi. On wie, że Chrystus jest większy niż to wszystko. Gdybyśmy mieli takie objawienie jak wielki jest On, jak niepojęty, jak niezmierzony, nieograniczony i niesamowity, to nigdy więcej byśmy nie byli pokonani przez problemy życiowe.

Paweł jest dla nas przykładem. On poświęcił życie, aby mieć takie ciągle wzrastające objawienie Chrystusa. Właściwie wszystko co miał z Chrystusa, przyszło poprzez objawienie; tego sie uczył przy stole Pańskim i to stawało się dla niego prawdą przez Ducha Świętego. Pamiętajcie, że dopiero trzy lata po nawróceniu Paweł udał się do Jerozolimy, aby spędzić jakiś czas z apostołami i przebywał z nimi tylko przez piętnaście dni, a potem dalej kontynuował swoją podróż misyjną. Później powiedział: "Przez objawienie została mi odsłonięta tajemnica" (Ef. 3:3). Duch Święty zna głębokie i skryte tajemnice Boże i Paweł modlił się stale o dary łaski, żeby rozumiał i głosił "niedoścignione bogactwa Chrystusowe" (Ef. 3:8).

Pan szuka takich wierzących, którzy nie są zadowoleni z przesiewania sprzecznych głosów, żeby znaleźć prawdziwe słowo. On chce, żebyśmy pragnęli objawienia Jego samego osobiście – głębokiej, osobistej intymności.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Z POLA BITWY O WIARĘ

Kiedy Paweł zdecydował się udać do Jerozolimy to nie dlatego, że usłyszał, iż tam się rozpoczęło przebudzenie. On nie był zniechęconym kaznodzieją, który szuka, żeby ktoś mu przekazał coś od Boga. Wyraźnie stwierdza: "Udałem się do Jerozolimy ...na skutek objawienia i wyłożyłem im na osobności, ewangelię, którą zwiastuję " (Gal. 2:1,2). Paweł udał się do Jerozolimy, żeby podzielić się tajemnicą, którą Bóg chciał objawić swojemu ludowi.

Ten bogobojny człowiek miał swoje pełne, chwalebne objawienie Chrystusa. Nie nauczył się swoich doktryn zamykając się w gabinecie z księgami i komentarzami. To nie był jakiś odizolowany filozof, który wymyślał teologiczne prawdy, myśląc sobie tak: "Przyjdzie czas, kiedy przyszłe pokolenia będą czytały i uczyły się z moich opracowań."

Pozwólcie, że powiem wam gdzie Paweł tworzył swoje Listy Apostolskie. Pisał je w ciemnej, wilgotnej celi więziennej. Pisał je, kiedy ocierał krew ze swojego grzbietu po ubiczowaniu. Pisał je wychodząc z morza, kiedy przeżył rozbicie okrętu.

Paweł wiedział, że wszelka prawda i objawienie jakie przekazywał, pochodziły z pola bitwy o wiarę. Radował się w swoim ucisku z powodu ewangelii. Powiada tak: "Teraz mogę zwiastować z całym autorytetem dla każdego żeglarza, który przeżył rozbicie okrętu, dla każdego więźnia, który został zamknięty bez nadziei, dla każdego, kto kiedykolwiek zaglądał śmierci w oczy. Duch Boży czyni mnie doświadczonym weteranem, żebym mógł zwiastować Jego prawdę każdemu, kto ma uszy do słuchania."

Bóg nie wydał ciebie w ręce szatana. On dopuszcza na ciebie te doświadczenia, ponieważ Duch Święty wykonuje w tobie niewidzialne dzieło. Chwała Chrystusa jest w tobie kształtowana na całą wieczność.

Nigdy nie otrzymasz prawdziwej duchowości od kogoś czy czegoś. Jeżeli masz skosztować Bożej chwały, to musi to do ciebie przyjść tam, gdzie jesteś – w twoich obecnych okolicznościach, przyjemnych czy nieprzyjemnych.

Ja wierzę, że jednym największych sekretów duchowości Pawła była jego gotowość, żeby przyjąć każde warunki w jakich się znalazł, bez narzekania. Pisze on tak: "Nauczyłem się przestawać na tym, co mam" (Filipian 4:11).

Paweł mówi tak: "Nie próbuję ochraniać siebie przed nieprzyjemnymi okolicznościami.. Nie błagam Boga, żeby mnie od nich uwolnił. Wręcz przeciwnie, przyjmuję je chętnie. Wiem z mojej historii z Panem, że On we mnie czyni coś, co ma wieczną wartość."

"Abyście je mogli znieść ..." (1 Kor. 10:13). Słowo znieść, którego Paweł tu używa sugeruje, że nasze warunki się nie zmienią. Jest to wskazówka dla nas, abyśmy znosili tę sytuację. Dlaczego? Bóg wie, że jeżeli zmieni naszą sytuacje, to będziemy zniszczeni. On pozwala nam cierpieć, ponieważ nas kocha.

Do nas należy to, abyśmy zaufali Bogu, że da nam siłę i zaopatrzenie jakich potrzebujemy, abyśmy mogli być zadowoleni wśród naszych cierpień. Nie zrozumcie mnie źle – być "zadowolony" w naszych doświadczeniach nie znaczy, że się z nich radujemy. Po prostu to znaczy, że nie próbujemy już ich omijać. Jesteśmy zadowoleni, żeby stać i wytrwać w tym, co na nas przychodzi, gdyż wiemy, że nasz Pan przekształca nas na podobieństwo Swojego Syna.

środa, 25 sierpnia 2010

OBECNE POKOLENIE NIE WIE NIC O WYTRWAŁOŚCI

Wytrwać, to znaczy „kontynuować pomimo trudności; znosić cierpliwie nie poddając się.” Krótko mówiąc, znaczy to wytrzymać. Ale to słowo znaczy niewiele dla obecnego pokolenia. Wielu chrześcijan obecnie rezygnuje – rezygnują ze swoich współmałżonków, swoich rodzin i swojego Boga.

Piotr przedstawił ten temat w taki sposób: „ Albowiem to jest łaska, jeśli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie” (1 Piotra 2:19). Potem dodaje: „ Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi; On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych” (1 Piotra 2:20-25).

Apostoł dlatego daje przykazanie: „Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa” (2 Tym. 2:3). Na koniec sam Pan daje nam tę obietnicę: „Ten kto wytrwa do końca, zbawiony będzie” (Mat. 24:13).

Mam pytanie: na czym polega twoja trudność? Czy twoje małżeństwo jest na rozdrożu? Czy masz problem z pracą? Czy masz konflikt z krewnymi, gospodarzem domu, przyjacielem, który ciebie zdradził?

Mamy przyjąć nadzieję. Widzicie tak jak cierpienie Pawła nigdy nie doprowadziło do rezygnacji, ani jego objawienie, jego dojrzałość, jego głęboka wiara, jego głęboki pokój. On powiedział: „Będę duchowym człowiekiem – jeżeli naprawdę chcę się podobać mojemu Panu, to nie mogą walczyć z okolicznościami. Będę stał mocno i nigdy nie zrezygnuję. Nic na tej ziemi nie może mi dać tego, co otrzymuję od Ducha Świętego codziennie w moich doświadczeniach. On mnie czyni duchowym człowiekiem.”

Życie Pawła było wypełnione Duchem Chrystusowym. Tak samo jest z każdym naprawdę duchowym człowiekiem. Duch Święty wyprowadza z wnętrza tego sługi niebiański powiew Boga. Taka osoba nie jest przybita; nie narzeka i nie szemrze na swój los. Może przeżywać największe doświadczenie swojego życia, ale pomimo tego jest uśmiechnięta, gdyż wie, że Bóg w niej działa i objawia swoją wieczną chwałę.

wtorek, 24 sierpnia 2010

OSOBISTE OBJAWIENIE CHRYSTUSA

Jeżeli jesteś kaznodzieją, misjonarzem, albo nauczycielem to pomyśl o tym: Czego nauczasz? Czy tego, czego się nauczyłeś od innego człowieka? Czy jest to powtarzanie objawienia jakiegoś wielkiego nauczyciela? Albo czy przeżyłeś własne objawienie Jezusa Chrystusa? Jeżeli tak, to czy ono cały czas się rozwija? Czy niebo jest dla ciebie otwarte?

Paweł powiedział: "W Nim żyjemy i poruszamy się i jesteśmy" (Dz. Ap. 17:28). Prawdziwi mężowie i niewiasty Boże żyją w tym małym, a jednak szerokim kręgu. Ich każdy ruch, całe ich istnienie jest opakowane jedynie w interesy Chrystusa. Wiele lat temu wiedziałem, że Duch Święty pociągał mnie do takiej służby, która głosi tylko Chrystusa. Jak bardzo pragnąłem nie głosić nic innego oprócz Niego! Ale moje serce nie było skoncentrowane i wydawało mi sie, że ten krąg jest zbyt wąski. W rezultacie nie miałem przepływu objawienia dla podtrzymania mojego zwiastowania.

Żeby głosić Chrystusa, musimy mieć ciągły przepływ objawienia od Ducha Świętego. Jeżeli tak nie będzie, to będziemy tylko powtarzać stare kazania. Jeżeli Duch Święty zna zmysł Boży i bada głębokie i ukryte rzeczy Ojca i jeżeli jest On studnią wody płynącej w nas, to musimy być dostępni, aby nas napełniał płynącymi wodami. Musimy być wypełnieni niekończącym się objawieniem Chrystusa. Takie objawienie czeka na każdego sługę Pana, który jest gotowy, aby oczekiwać na Niego, wierzyć i ufać Duchowi Świętemu, żeby objawiał mu zmysł Boży.

Paweł powiedział, że Chrystus jest objawiany w nim, a nie tylko dla niego (Galacjan 1:16). W Bożych oczach bezużyteczne jest głoszenie słowa, które jeszcze nie okazało swojej mocy w życiu kaznodziei i w jego służbie. Dla niektórych płytkich kaznodziejów może się to wydawać w porządku, żeby głosić Chrystusa z zazdrości, ale nie jest to w porządku dla męża czy niewiasty Bożej. Musimy głosić ciągle wzrastające objawienie Chrystusa, ale tylko wtedy, kiedy to objawienie wywiera głębokie zmiany w nas samych. Paweł wyrażał też osobiste zatroskanie: "Abym czasem zwiastując innym sam nie był odrzucony" (1 Kor. 9:27).Paweł na pewno nigdy by nie wątpił w swoje bezpieczeństwo w Chrystusie i nie miał tego na myśli. Greckie słowo podane tutaj jako odrzucony oznacza "niezaaprobowany", albo "niegodny." Paweł wzdrygał się przed taką myślą, żeby miał stanąć przed sądem Chrystusowym i być sądzony za zwiastowanie Chrystusa, którego tak naprawdę nie znał, albo za zwiastowanie ewangelii, której w pełni nie praktykował. Dlatego Paweł tak często mówi o "żywym Chrystusie" czy o "Chrystusie żyjącym we mnie."

Nie możemy nadal nazywać się sługami Bożymi dopóki nie odpowiemy na to pytanie osobiście: Czy ja naprawdę nie chcę niczego oprócz Chrystusa? Czy On jest naprawdę wszystkim dla mnie i moim jedynym celem w życiu?

Czy twoja odpowiedź brzmi tak? Jeżeli tak jest, to będziesz mógł wskazać na stertę gnoju w twoim życiu, o którym mówił Paweł, kiedy powiedział: "Poczytuję to jako gnój, abym Chrystusa zyskał" (Filipian 3:8). Czy poczytujesz wszystko jako stratę dla jego objawienia?Jeżeli nie pragniesz niczego oprócz Chrystusa, to twoja służba nie jest karierą – twoja służba jest modlitwą! Nie będzie cię musiał nikt zachęcać do szukania Boga; będziesz się często udawał do twojej komory modlitwy wiedząc o tym, że kiedy tam wchodzisz, to zasiadasz przy Jego stole. Będziesz Go czcił, siadając w Jego obecności bez pośpiechu, kochał Go, uwielbiał Go z podniesionymi rękami, tęsknił za Nim i dziękował Mu za Jego mądrość.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

DOSKONAŁE SERCE UFA

Psalmista napisał: "Tobie ufali ojcowie nasi, ufali i wybawiłeś ich. Do ciebie wołali i ratowałeś ich, Tobie zaufali i nie zawiedli się" (Psalm 22:5,6).

Hebrajskie słowo przetłumaczone jako zaufanie sugeruje "rzucenie się w przepaść." To oznacza być jak dziecko, które wspięło się na krokiew i nie może samo zejść. Słyszy jak ojciec mówi:"Skacz!", i dziecko jest posłuszne. Rzuca się w ramiona ojca. Czy jesteś w takim miejscu teraz? Czy jesteś na krawędzi, drżysz i nie masz innego wyjścia jak rzucenie się w ramiona Jezusa? Po prostu poddałeś się w swojej sytuacji, ale to nie jest zaufanie; jest to po prostu fatalizm. Zaufanie jest to coś zupełnie innego niż bierna rezygnacja. Jest to aktywna wiara!

Kiedy pragniemy Jezusa coraz bardziej, to stwierdzimy, że nasza ufność w Nim na dobre fundamenty. W jakimś punkcie naszego życia może myśleliśmy, że nie możemy Mu tak naprawdę zaufać – że On tak naprawdę nie ma kontroli nad wszystkim i że musimy sami sobą kierować. Ale to się zmienia kiedy przybliżamy się do Niego i poznajemy Go coraz lepiej. To oznacza, że nie przychodzimy tylko do Niego po pomoc, kiedy wszystko nam się wali, ale zaczynamy chodzić z Nim tak blisko, że słyszymy jego ostrzeżenia o doświadczeniach, jakie są przed nami.

Ufające serce zawsze mówi: "Wszystkie moje kroki są kierowane przez Pana. On jest moim kochającym ojcem i On dopuszcza cierpienia, pokusy i doświadczenia – ale nigdy nie dopuszcza więcej niż mogę znieść, gdyż On zawsze przygotowuje drogę wyjścia. On ma wieczny plan i cel dla mnie. On policzył wszystkie włosy na mojej głowie i On ukształtował wszystkie moje członki, kiedy byłem w łonie matki. On wie kiedy siedzę, stoję i kładę się, ponieważ jestem źrenicą jego oka. On jest Panem – nie tylko nade mną, ale nad każdym wydarzeniem i sytuacją, jakie mnie spotykają."

Doskonałe serce jest również złamanym sercem!

Psalmista Dawid powiedział: Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane i ratuje tych, którzy mają skruszonego ducha" (Psalm 34:18).

Złamanie znaczy coś więcej niż smutek czy płacz, więcej niż skruszony duch, więcej niż pokora. Prawdziwe złamanie uwalnia w sercu największą moc, jaką Bóg może powierzyć człowiekowi – większą niż moc do wzbudzania z martwych czy uzdrawiania chorób i niemocy. Kiedy jesteśmy naprawdę złamani przed Bogiem, otrzymujemy moc, która odbudowuje ruiny, moc która przynosi specjalny rodzaj chwały i czci dla naszego Pana.

Złamanie ma wiele wspólnego z murami – zburzonymi, walącymi się murami. Dawid kojarzył walące się mury Jerozolimy ze złamanym sercem ludu Bożego. " Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże. Zechciej w łasce swej dobrze czynić Syjonowi, odbuduj mury Jeruzalemu! Wtedy przyjmiesz prawe ofiary" (Psalm 51: 19-21)

Nehemiasz był człowiekiem o złamanym sercu i jego przykład ma wiele wspólnego ze zburzonymi murami Jerozolimy (zobacz Nehemiasza 2:12-15). W ciemności nocy Nehemiasz "oglądał mury." Jest tu użyte hebrajskie słowo shabar. To samo słowo jest użyte w Psalmie 51:19, jako "złamane serce." W najpełniejszym hebrajskim znaczeniu, serce Nehemiasza łamało się na dwa sposoby. Najpierw łamało się ono z żalu z powodu ruin, a po drugie z nadzieją na odbudowę (wybuchało radością).

To jest prawdziwie złamane serce: takie które najpierw widzi kościół i rodziny w ruinie i odczuwa ból Pana. Takie serce boleje nad hańbą rzucaną na imię Pana. Spogląda również głęboko do wewnątrz i widzi tak jak Dawid, swój własny wstyd i upadek. Ale jest też drugi ważny element tego złamanego serca, a jest nim nadzieja. Serce prawdziwie złamane słyszało głos Boga: "Uzdrowię, odnowię i odbuduję. Pozbądź się wszelkich śmieci, zabierz się do pracy naprawiania wyłomów!"

piątek, 20 sierpnia 2010

CHODZENIE Z BOGIEM

„Henoch chodził z Bogiem” (1 Mojż. 5:24). Oryginalne hebrajskie znaczenie słowa chodził sugeruje, że Henoch chodził w górę i w dół, na zewnątrz i wewnątrz, tu i tam, ramię w ramię z Bogiem, ustawicznie z nim rozmawiając i był coraz bliżej Boga. Henoch żył 365 lat – albo „rok” lat. W nim widzimy nowy rodzaj wierzącego człowieka. Przez 365 dni każdego roku chodził on ramię w ramię z Panem. Pan był jego życiem – do tego stopnia, że na końcu swojego życia nie oglądał śmierci (zobacz Hebr. 11:5).

Tak jak Henoch został przeniesiony z tego życia, tak samo ci, którzy chodzą w bliskiej społeczności z Bogiem są przenoszeni z zasięgu szatana – przenoszeni z królestwa ciemności i wprowadzani do Chrystusowego królestwa światłości: „Który nas wyrwał a królestwa ciemności i przeniósł nas do królestwa Swojego umiłowanego Syna” (Kolosan 1:13).

Henoch nauczył się chodzić tak, jak to było miłe Bogu wśród bezbożnego społeczeństwa. Był zwykłym człowiekiem, z tymi samymi problemami i ciężarami, jakie my nosimy, nie był jakimś pustelnikiem skrytym w jaskini na pustyni. Był zaangażowany w życie z żoną, dziećmi, obowiązkami i odpowiedzialnością; Henoch „nie krył się aby być świętym.”

„Henoch chodził z Bogiem i nie było go, gdyż zabrał go Bóg” (1 Mojż. 5:24). Wiemy z listu do Hebrajczyków, że ten werset mówi o przeniesieniu Henocha i fakcie, że nie skosztował on śmierci. Ale ma to też głębsze znaczenie. Zwrot nie było go, jaki jest użyty w 5 rozdz. 1 Mojż. oznacza również, że „on nie był z tego świata.” W swoim duchu i w swoim umyśle Henoch nie był częścią tego bezbożnego świata. Każdego dnia, kiedy chodził z Panem, był coraz mniej związany z tym, co jest na tym świecie. Tak jak Paweł, umierał on codziennie dla ziemskiego życia i został zabrany w duchu do okręgów niebiańskich.

Jednak kiedy chodził po tej ziemi, Henoch wywiązywał się ze swojej odpowiedzialności. Troszczył się o swoją rodzinę; pracował, usługiwał i był zajęty. Ale „nie był” - nie był przywiązany do ziemi. Żadne z wymagań tego życia nie mogło mu przeszkodzić w jego chodzeniu z Bogiem.

Hebrajczyków 11:5 mówi wyraźnie: „Zanim Henoch został zabrany, miał świadectwo, że się podobał Bogu.” Co takiego w Henochu tak się podobało Bogu? Jego chodzenie z Bogiem wytwarzało w nim ten rodzaj wiary, jaki Bóg kocha. Tych dwóch wersetów nie można rozdzielić: Zanim został zabrany, miał świadectwo, że się Bogu podobał. Ale bez wiary nie można się podobać Bogu” (Hebr. 11:5,6). Często słyszymy ten ostatni werset, ale rzadko w połączeniu z tym pierwszym. Jednak poprzez całą Biblię i całą historię ci, którzy chodzili w bliskiej społeczności z Bogiem, stawali się mężami czy niewiastami głębokiej wiary. Jeżeli kościół chodzi z Bogiem codziennie, trwając w ustawicznej społeczności z Nim, to rezultatem będą ludzie pełni wiary – prawdziwej wiary, która się podoba Bogu.

Wszędzie wokół Henocha ludzie stawali się coraz bardziej bezbożni. Jednak kiedy ludzie zmieniali się w dzikie bestie, pełne pożądliwości, zatwardziałości i zmysłowości, Henoch stawał się coraz bardziej podobny do Tego, z którym chodził.

„Przez wiarę Henoch został zabrany.” Jest to niesamowita prawda, prawie niepojęta. Cała wiara Henocha była skoncentrowana na jednym wielkim pragnieniu jego serca; aby być z Panem. W odpowiedzi na jego wiarę Bóg go zabrał. Henoch nie mógł już dłużej stać za zasłoną; musiał po prostu zobaczyć Pana.

Nasz brat Henoch nie miał Biblii, ani śpiewnika, ani współwierzących, ani nauczyciela, ani zamieszkującego w nim Ducha Świętego, ani rozdartej zasłony z dojściem do Miejsca Najświętszego. Ale Henoch znał Boga!

„Ten, kto przystępuje do Boga musi wierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go pilnie szukają” (Hebr. 11:6). Skąd o tym wiemy, że Henoch wierzył, że Bóg nagradza? Ponieważ wiemy, że tylko wiara podoba się Bogu – wiemy też, że Henoch podobał się Jemu! Bóg jest tym, który wynagradza, rekompensuje i jest tym, który dobrze odpłaca za wierność. W jaki sposób Pan wynagradza tych, którzy Go pilnie szukają?

Są trzy ważne nagrody, które otrzymujemy poprzez wiarę w Boga i chodzenie z Nim w wierze.

1. Pierwszą nagrodą jest Boża kontrola nad naszym życiem. Człowiek, który zaniedbuje Pana wkrótce wymyka się spod kontroli, a wtedy diabeł wchodzi i przejmuje kontrolę. Gdyby tylko zakochał się w Jezusie, chodził i rozmawiał z Nim! to Bóg by szybko mu pokazał, że szatan nie ma nad nim mocy i taka osoba by szybko pozwoliła, żeby Chrystus przejął nad nią kontrolę.

2. Drugą nagrodą, która przychodzi przez wiarę jest „czyste światło.” Kiedy chodzimy z Panem, otrzymujemy w nagrodę światło, kierunek, rozeznanie, objawienie – pewne „poznanie”, które Bóg nam daje.

3. Trzecią nagrodą, która przychodzi z chodzenia wiarą jest ochrona przed wszystkimi naszymi wrogami. „Żadna broń ukuta przeciwko tobie nic nie wskóra” (Izajasza 54:17). W oryginale Hebrajskim brzmi to tak: „Żaden plan, żadne narzędzie zniszczenia, żadna szatańska artyleria nie przewróci cię, ale będzie unicestwiona.”

czwartek, 19 sierpnia 2010

SPOILS PRZYKŁAD BOŻEGO CELU W ZBIERANIU PRZEZ NAS ŁUPÓW

Kiedy Dawid i jego armia były w oddali, Amalekici napadli na jego wioskę Syklag. Ci najeźdźcy zabrali wszystkie kobiety i dzieci i spalili całe miasto. Kiedy Dawid wrócił, „znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż lud zamierzał go ukamienować ... lecz Dawid pokładał zaufanie swoje w Panu, swoim Bogu” (1 Sam. 30:6).

To była prawdziwa walka duchowa! Nie był to tylko atak przeciwko Dawidowi, ale świadomy atak na wieczny Boży cel. Jeszcze raz diabeł zaatakował Boże nasienie.

Na tym polega koncentracja wszelkiej duchowej walki: Wróg zawsze chciał zniszczyć nasienie Chrystusa. Ten fakt się nie zmienił nawet 2000 lat po Krzyżu. Szatan nadal chce zniszczyć Boże nasienie i robi to poprzez atakowanie nas, czyli nasienie Chrystusa. Dawid czuł się zagrożony, kiedy słyszał szemranie swoich ludzi. Ale Dawid wiedział, że jego serce było w porządku przed Bogiem i Pismo powiada, że pokładał swoje zaufanie w Panu. Natychmiast ten mąż wiary puścił się w pogoń za Amalekitami. Szybko ich dogonił i zabrał im wszystkie osoby i dobra, jakie oni zabrali (zobacz 1 Sam. 30:19-20). Dawid nie tylko odebrał to, co zostało zabrane z Syklag, ale wszystko inne, co zrabowali Amalekici.

Co Dawid zrobił z tymi wszystkimi łupami wojennymi? Wykorzystał je na utrzymanie Bożego celu. Dodatkowo, wysłał dary z tych łupów dla starszych Judy i miast,w których się ukrywał on i jego ludzie (zobacz 1 Sam. 30:26 i31). To jest jeszcze jeden przykład Bożego celu w duchowej walce. Mamy zabierać łupy z walki nie tylko dla siebie, ale dla ciała Chrystusa. Środki jakie zdobywamy mają być błogosławieństwem dla innych.

Armia syryjska oblegała Samarię podczas głodu. Syryjczycy po prostu rozłożyli się obozem koło miasta i czekali, że Samarytanie umrą śmiercią głodową. Warunki były tak złe w mieście, że głowę osła sprzedawali za osiemdziesiąt srebrników. Dochodziło do takiej desperacji, że kobiety zjadały swoje dzieci. Sytuacja była beznadziejna (zobacz 2 Król. 6).

Czterech trędowatych, którzy mieszkali poza murami miasta powiedziało sobie tak: „Po cóż my tutaj siedzimy, aż zginiemy?... Przejdźmy więc do obozu Aramejczyków. Jeżeli pozostawią nas przy życiu, będziemy żyć, a jeżeli nas zabiją, zginiemy” (2 Król. 7:3-4). Tak więc wyruszyli do obozu Aramejczyków.

Kiedy tam doszli, wszędzie była śmiertelna cisza. Nigdzie ani żywej duszy. Dlatego przeszukali namiot po namiocie, ale nikogo nie było. Pismo wyjaśnia to tak: „Pan bowiem sprawił, że w obozie Aramejczyków usłyszano turkot wozów wojennych i tętent koni, i zgiełk wielkiego wojska. Toteż rzekli jeden do drugiego: Oto król izraelski wynajął sobie przeciwko nam królów chetyckich i królów egipskich, aby na nas ruszyli. Zerwali się więc i o zmierzchu uciekli, pozostawiwszy swoje namioty, konie i osły, cały w ogóle obóz tak jak był i uciekli, ratując życie” (7:6-7).

Kiedy trędowaci uświadomili to sobie, przeszli przez cały obóz jedząc i pijąc, a potem wrócili do miasta i zawołali: „Chodźcie z nami. Nie uwierzycie temu, ale Aramejczycy opuścili obóz” (zobacz 7:10). Pan odwrócił tę sytuację o 180 stopni. On zabrał łupy z tej walki i użył ich dla odnowienia i odżywienia swojego ludu, podtrzymując swój cel na ziemi.

Czy widzisz ten obraz? Czy zaczynasz rozumieć powód twojej walki? Ci, którzy pokładają swoją ufność w Panu mają obietnicę wspaniałego zwycięstwa nad wszelką mocą wroga. Bóg chce, żebyś wiedział: „Tak, wyjdziesz z tego zwycięsko. Ale Ja zrobię ciebie czymś więcej, niż zwycięzcą. Ja mam jeszcze większy cel dla ciebie dla mojego królestwa. Wyjdziesz z tej walki z takimi łupami, że nie będziesz ich miał gdzie podziać.”

środa, 18 sierpnia 2010

ŁUPY Z DUCHOWEJ WALKI

„Ze zdobyczy wojennych i z łupów ofiarowali na utrzymanie świątyni Pana” (1 Kronik 26:27). Ten werset otwiera przed nami głęboką prawdę, która zmienia życie. Mówi on o łupach, które można zdobyć tylko w walce. Kiedy już te łupy są zdobyte, to są ofiarowane na budowę domu Bożego.

Wierzę, że jeżeli zrozumiemy tę wielką prawdę w tym wersecie, to zrozumiemy też dlaczego Pan pozwala na intensywną duchową walkę poprzez całe nasze życie. Wielu chrześcijan uważa, że kiedy już są zbawieni, to skończyły się ich walki, że życie będzie takim żeglowaniem po spokojnym morzu. Nic nie może być bardziej oddalone od prawdy. Bóg nie tylko dopuszcza takie walki, ale ma w nich chwalebny cel w naszym życiu.

Czym są te „łupy pochodzące z walki”? Łupy są to zrabowane dobra, zabrane podczas walki przez zwycięzców. Biblia najpierw wspomina łupy w 1 Mojżeszowej 14, kiedy sprzymierzeni królowie napadli na Sodomę i Gomorę. Najeźdźcy pojmali mieszkańców i splądrowali ich majątek: „Zabrali wszystkie dobra Sodomy i Gomory ... Zabrali też Lota, bratanka Abrahama” (1 Mojż. 14:11,12).

Kiedy Abraham się o tym dowiedział, że jego bratanek Lot został zabrany do niewoli, zebrał swoją armię składającą się z 318 sług i gonił wrogich królów. Pismo mówi, że dogonił najeźdźców i „pobił ich ... i sprowadził z powrotem wszystkie dobra, jak również swojego bratanka Lota i jego dobytek i kobiety i wszystkich ludzi” (14:15-16).

Wyobraźcie sobie tutaj Abrahama. Prowadził długą procesję radosnych ludzi i wozy wypełnione wszelkiego rodzaju dobrami. Na tej drodze spotkał Melchisedeka, króla Salem. Pismo mówi nam, że Abraham został pobudzony, żeby dać dziesięcinę temu królowi z całego łupu (zobacz 14:20). „ Patrzcie tedy, jak wielki jest ten, któremu nawet patriarcha Abraham dał dziesięcinę z najlepszego łupu” (Hebr. 7:4).

Tu jest zasada, którą Pan chce nam pokazać: Nasz Pan jest zainteresowany czymś więcej niż tylko tym, aby nas uczynić zwycięzcami. On chce nam dać łupy, dobra, duchowe bogactwa z naszej walki. Mamy wyjść z bitwy z wozami załadowanymi bogactwem. O tym wspomina Paweł, kiedy mówi: „Jesteśmy więcej niż zwycięzcami poprzez tego, który nas umiłował” (Rzymian 8:37, moje podkreślenie).

Dawid miał właściwe podejście do łupów zabranych w walce. Widzimy to w przepisie, jaki ustanowił aż do końca swojego życia. Dawid akurat wyznaczył swojego syna Salomona, żeby zajął jego miejsce na tronie Izraela. Teraz zebrał razem przywódców, żeby ustanowić boski porządek dotyczący utrzymania domu Bożego. Jakie środki będą wykorzystywać na to święte dzieło? „Ze zdobyczy wojennych i z łupów ofiarowali na utrzymanie świątyni Pana” (1 Kronik 26:27).

Pozwólcie, że przedstawię wam tę scenę. Po zwycięstwie wojennym Dawid brał łupy i gromadził je w obfitości: złoto, srebro, miedź, drewno, pieniądze i ta lista była bardzo długa. Miał na myśli jeden cel: żeby wykorzystać te łupy jako środki do budowy świątyni.

Kiedy Biblia mówi o utrzymaniu świątyni, to oryginalny hebrajski tekst oznacza: „naprawianie domu, wzmacnianie i scalanie tego, co zostało zbudowane.” Te środki miały na celu utrzymanie oryginalnego splendoru świątyni.

Gdzie jest dzisiaj świątynia? Składa się ona z jego ludu – ciebie, mnie, jego kościoła po całym świecie. Według Pawła, nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. I tak jak w starożytnym Izraelu, nasz Pan nadal utrzymuje tę świątynię przy pomocy łupów zdobytych w bitwie. Dlatego nasze doświadczenia mają na celu coś więcej niż tylko nasze przetrwanie. Poprzez każdą bitwę Bóg odkłada bogactwa, środki i zaopatrzenie dla nas. On gromadzi całą skarbnicę dóbr z naszej walki. Te łupy są poświęcone na budowanie i utrzymanie jego ciała, kościoła Jezusa Chrystusa.

Pomyśl o tym: Przez wiele lat po tym jak Salomon zbudował świątynię, była ona utrzymywana w dobrym stanie przy pomocy łupów zebranych w poprzednich wojnach. Dom Boży pozostawał żywotny i piękny dlatego, że jego lud wychodził z każdego konfliktu nie tylko jako zwycięzcy, ale ubogacony w środki materialne. Widzimy tę zasadę „zaopatrzenia poprzez walkę” w całym Słowie Bożym.

wtorek, 17 sierpnia 2010

TEGO, CO DUCHOWE NIE DA SIĘ SKOPIOWAĆ

Tu na ulicach Nowego Jorku można kupić zegarek Rolex za piętnaście dolarów. Każdy Nowojorczyk wie jednak, że to nie są prawdziwe Rolexy. Są to po prostu „podróbki” - tanie kopie oryginału.

Wydaje sie, że dzisiaj mamy podróbki prawie wszystkiego. Jest jednak jedna rzecz, której nie da się podrobić, a jest nią prawdziwa duchowość. Nic, co jest naprawdę duchowe nie da się podrobić. Pan rozpoznaje dzieło swoich rąk – i On też nie przyjmie zrobionej przez człowieka kopii żadnego ze Swoich dzieł. Dlaczego? Ponieważ człowiek nie może podrobić tego, co jest naprawdę duchowe. Jest to tylko działanie Ducha Świętego. On działa ustawicznie i czyni coś nowego w swoich dzieciach. Nie ma możliwości podrobić tego dzieła.

Jest to wielki błąd nowoczesnej religii. Wydaje nam sie, że jeżeli tylko przekażemy ludziom znajomość Pisma Świętego i biblijne zasady, to staną się oni duchowi. Ale fakt pozostaje faktem, że żadna osoba ani instytucja nie ma mocy, aby w kimś wytworzyć duchowość. Tylko Duch Święty tego dokonuje.

Niewiele z tego, co Duch Święty czyni w nas jest widoczne. Dlatego prawdziwie duchowi ludzie rzadko szukają zewnętrznych dowodów Jego działania. Paweł powiada: „My nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to co niewidzialne” (2 Kor. 4:18).

W kontekście tego fragmentu Paweł mówi o cierpieniu i uciskach. Mówi: „Nikt nie wie o tym, co przeżywamy, z wyjątkiem Ducha Świętego. Tam manifestuje się prawdziwa duchowość – w tyglu cierpienia.”

Ci, którzy poddają się prowadzeniu Ducha Bożego – którzy stawiają czoła swoim uciskom z ufnością, że Pan czegoś w nich dokonuje – wychodzą z tego tygla z mocną wiarą. Składają też świadectwo, że Duch nauczył ich więcej w tym cierpieniu, niż wtedy, kiedy wszystko się dobrze układało w ich życiu.

Przez wszystkie lata mojej drogi za Panem rzadko oglądałem wzrost mojej duchowości w dobrych czasach. Natomiast taki wzrost zazwyczaj dokonywał się wtedy, kiedy przechodziłem przez trudne miejsca, agonie, doświadczenia, które dopuścił Duch Święty.

W pewnym punkcie swojej drogi wiary Paweł powiedział: „Duch Święty w każdym mieście upewnia, że mnie czekają więzy i uciski” (Dz. Ap. 20:21-22). I rzeczywiście, przez całe życie Paweł nie był wolny od doświadczeń. One po prostu przychodziły.

„Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały” (2 Kor. 4:17). Według Pawła, nasze uciski i trudności wytwarzają w nas wieczne wartości. Mówi on tak: „Cierpienia, przez które przechodzimy na tej ziemi prawdopodobnie będą trwały przez całe nasze życie. Ale jest to tylko moment w porównaniu z wiecznością. A teraz, kiedy znosimy uciski, Bóg wytwarza w nas objawienie Swojej chwały, która będzie trwała wiecznie.”

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

ZYSKUJĄC CHRYSTUSA

„Wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” (Filipian 3:8)

Paweł był całkowicie pojmany przez swojego Pana. Dlaczego odczuwał potrzebę „zyskania” Chrystusa? Chrystus już się objawił wyraźnie nie tylko dla tego apostoła, ale w jego życiu. Jednak pomimo tego Paweł czuł taką głęboką potrzebę, żeby zyskać serce i miłość Chrystusa.

Cała istota Pawła – jego służba, życie i cel życia – były skoncentrowane tylko na tym, aby się podobać swojemu Panu i Mistrzowi. Dla niego wszystko inne było śmieciem, nawet te „dobre” rzeczy.

Może zapytasz czy to jest biblijne podejście, żeby zdobywać serce Jezusa? Czy nie jesteśmy już przedmiotem Bożej miłości? Rzeczywiście, Jego dobroczynna miłość jest wyciągnięta do wszystkich ludzi. Ale jest też inny rodzaj miłości, której doświadcza niewielu chrześcijan. Jest to emocjonalna miłość z Chrystusem, jaka istnieje między mężem i żoną.

Ta miłość jest wyrażona w Pieśni Salomona. W tej Księdze Salomon jest przedstawiony jako wzór Chrystusa i w jednym fragmencie Pan mówi o Swojej oblubienicy w taki sposób:

„ Oczarowałaś mnie ... oblubienico, oczarowałaś mnie jednym spojrzeniem swoich oczu, jednym łańcuszkiem ze swojej szyi. Jak piękna jest twoja miłość, moja siostro, oblubienico, o wiele słodsza jest twoja miłość niż wino!” (Pieśń nad Pieśniami 4:9-10).

Oblubienica Chrystusa jest to święty lud, który pragnie tak się podobać swojemu Panu i który żyje w takim posłuszeństwie i jest tak oddzielony od wszystkich innych rzeczy, że serce Chrystusa jest tym oczarowane. Słowo oczarować w tym fragmencie oznacza „ukraść moje serce.” Nasze tłumaczenie podaje to w ten sposób, że serce Chrystusa zostało oczarowane „jednym spojrzeniem.” Ja wierzę, że to „jedno spojrzenie” jest to skoncentrowanie całkowicie swoich myśli tylko na Chrystusie.

piątek, 13 sierpnia 2010

CENNIEJSZE NIŻ ZŁOTO

Historia królowej Estery jest historią intensywnej walki, jedną z największych bitew duchowych w całej Biblii. Diabeł chciał zniszczyć Boży plan na ziemi, tym razem poprzez złego Hamana. Ten bogaty, wpływowy człowiek przekonał króla Persji, żeby ogłosił edykt wzywający do uśmiercenia każdego Żyda pod jego panowaniem, od Indii do Etiopii.

Pierwszym Żydem w oczach Hamana był sprawiedliwy Mordochaj, wujek Estery. Haman miał szubienicę zbudowaną specjalnie dla Mordochaja, ale Estera interweniowała, wzywając Boży lud do modlitwy i kładąc swoje życie na szali, żeby przeciwdziałać rozkazowi Hamana. Bóg wyjawił podstępny plan i Haman skończył życie na swojej szubienicy. Król nie tylko odwrócił wyrok śmierci, ale oddał dom Hamana Esterze, nieruchomość wartą miliony według dzisiejszych norm.

Ale pałac Hamana nie był jedynym łupem zdobytym w tej historii. Pismo mówi nam: „Dla Żydów nastał czas światłości, wesela, radości i chwały” (Estery 8:16). To były prawdziwe łupy zdobyte w walce z wrogiem.

Nasze doświadczenie nie tylko przynoszą nam duchowe bogactwa, ale sprawiają, że stajemy się silni, czyści i jesteśmy pod stałą kontrolą. Kiedy pokładamy naszą ufność w Panu, On to sprawia, że nasze doświadczenia wzbudzają w nas wiarę cenniejszą niż drogocenne złoto. „ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus” (1 Piotra 1:7).

„Rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi” (Kolosan 2:15).

Jezus ograbił diabła na Golgocie, pozbawiając go wszelkiej mocy i władzy. Kiedy Chrystus powstał zwycięsko z grobu, wyprowadził niezliczoną rzeszę odkupionych więźniów z objęć szatana. Ta wykupiona krwią procesja nadal idzie naprzód.

Zwycięstwo Chrystusa na Golgocie dało nam więcej niż tylko zwycięstwo nad śmiercią. Zdobyło ono dla nas niesamowite łupy w tym życiu: łaskę, miłosierdzie, pokój, przebaczenie, siłę, wiarę i wszystko, co nam jest potrzebne, abyśmy mogli prowadzić zwycięskie życie. On nam zapewnił wszystko do utrzymania jego świątyni: „lecz Chrystus jako syn był ponad domem jego; a domem jego my jesteśmy, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję” (Hebr. 3:6).

Duch Święty pokazuje nam tutaj wspaniałą prawdę: Jezus zabezpieczył dla nas wszystkie źródła, jakich potrzebujemy, w Jego Duchu Świętym. Jednak my jesteśmy odpowiedzialni za podłączenie się do tej skarbnicy, żeby utrzymywać jego świątynię. Zaopatrzenie dla utrzymania świątyni musi pochodzić bezpośrednio z łupów naszej walki.

Chrystus dał nam wszystko, co jest potrzebne dla tego podtrzymania. Przyjął nas do swojego domu. On jest tym kamieniem węgielnym domu i On oczyścił cały dom. W końcu dał nam dostęp do Miejsca Najświętszego. Tak więc poprzez wiarę jesteśmy teraz w pełni ugruntowaną, kompletną świątynią. Jezus nie zbudował domu, który jest tylko w połowie wykończony. Jego świątynia jest kompletna.

O tę świątynię musimy dbać. Musi ona być utrzymywana w dobrym stanie cały czas. Oczywiście wiemy gdzie można znaleźć wszystkie źródła: w Duchu Chrystusowym. On jest skarbnikiem wszelkich łupów. Te źródła są uwalniane, kiedy widzimy naszą potrzebę i współpracujemy z Bogiem.
Ta współpraca rozpoczyna się kiedy jesteśmy w środku konfliktu. Nasze źródła, to upodabnianie się do Chrystusa, które zdobywamy, kiedy jesteśmy zaangażowani w bitwę. Możemy być pewni, że z tego wyniknie dobro.

czwartek, 12 sierpnia 2010

CHWYĆ TWOJE DOŚWIADCZENIE PRZEZ WIARĘ

Gdybyśmy nie mieli konfliktów, presji, doświadczeń i wojen, stalibyśmy się pasywnymi lub letnimi. Weszłoby zepsucie i nasza świątynia legła by w gruzach. Nie bylibyśmy w stanie panować na terytorium, które zdobyliśmy. Dlatego plan nieprzyjaciela przeciw nam jest jasny: on chce nas odciągnąć od walki. Jego celem jest odsunięcie od nas wszelkich walk.

Wszelkie środki do utrzymania – siłę, by iść dalej, zwycięstwo nad wrogiem – znajdujemy w naszych duchowych walkach. W dniu, kiedy staniemy przed Panem, On nam przypomni: „Czy pamiętasz, przez co wtedy przechodziłeś? Tą straszną walkę? Popatrz, co przez to osiągnąłeś. To wszystko zdobyłeś przez walki, które wygrałeś”.

Prawda jest taka, że Bóg umieścił wszelkie skarby w ciele ludzkim. On uczynił cię świątynią, domem, gdzie mieszka Duch Święty. Ty jesteś odpowiedzialny za dbanie o tą świątynię. Jeżeli staniesz się leniwy i beztroski, zaniedbując potrzebne działania – regularną modlitwę, karmienie się Słowem Bożym, społeczność ze świętymi – wkradnie się zepsucie, a ty skończysz w absolutnej ruinie.

Kiedy patrzę wstecz na moje pięćdziesiąt lat służby kaznodziejskiej, przypominam sobie, jak wiele razy miałem chęć zrezygnować. Modliłem się, „Panie, nie rozumiem tego ataku. Skąd to się wzięło? I kiedy to się skończy? Nie widzę w tym żadnego celu”. Jednak z biegiem czasu zacząłem widzieć owoc tych doświadczeń. Ten owoc – możliwości, siła, duchowe bogactwo – pomagał mi w taki sposób, którego bym inaczej nigdy nie osiągnął.

Zachęcam cię: Chwyć twoje doświadczenia wiarą i wierz, że Bóg na to pozwolił. Wierz, że On używa tego, by cię uczynić mocniejszym... byś mógł zabierać łupy szatanowi... byś mógł być błogosławieństwem dla innych... i by to posłużyło dla Jego chwały.

„Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas. Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni” (2 Kor. 4:7,9).

„Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2 Kor. 4:17-18).

środa, 11 sierpnia 2010

NIGDY NIE BĄDŹ ZASTRASZONY

Jeżeli chodzisz w Duchu, to będziesz stale atakowany przez moce demoniczne, ale nie możesz dać się zastraszyć żadnej mocy demona – nigdzie i nigdy!

Paweł był stale atakowany przez moce demoniczne. Kiedy głosił na wyspie Pafos, demony próbowały mu przeszkodzić: „....spotkali pewnego czarnoksiężnika, fałszywego proroka Żyda, imieniem Bar-Jezus,... Lecz wystąpił przeciwko nim czarnoksiężnik.... starając się odwrócić prokonsula od wiary” (Dz. Ap. 13:6-8).

Barjezus, znaczy „syn Jezusa” lub „anioł światłości”. To diabeł sprzeciwiał się Pawłowi, ale Duch Święty pobudził Pawła: „A Saul, napełniony Duchem Świętym... rzekł: O, pełny wszelkiego oszukaństwa i wszelkiej przewrotności, synu diabelski, nieprzyjacielu wszelkiej sprawiedliwości! Nie zaprzestaniesz ty wykrzywiać prostych dróg Pańskich? Oto teraz ręka Pańska na tobie, i będziesz ślepy, i do pewnego czasu nie ujrzysz słońca. I natychmiast ogarnęły go mrok i ciemność, a chodząc wokoło, szukał, kto by go prowadził za rękę. Wtedy prokonsul, ujrzawszy, co się stało, uwierzył, będąc pod wrażeniem nauki Pańskiej” (Dz. Ap. 13:9-12).

Paweł „napełniony Duchem Świętym”, pokonał wszelkie moce ciemności!

Nie wystarczy, być zasmuconym przez próby ataków szatańskich! W Dz. Ap. 16 Paweł był zasmucony, to znaczy „zaniepokojony”. Pozwolił na to przez wiele dni, ale Duch Boży powstał w Pawle i powiedział do tego demona, „Dość tego! W imieniu Jezusa, wyjdź!

Kiedy w autorytecie Bożym rozkazujesz diabłu, by uciekł, szatan wyjdzie ci naprzeciw z całym swoim arsenałem. Po tym, jak Paweł wypędził demona z opętanej dziewczyny w Dz. Ap. 16:16-18)., szatan zaczął zamieszki. Podburzył tłum przeciw Pawłowi i Sylasowi – i nagle mieli straszny kryzys!

Urzędnicy miejscy kazali ich biczować i wtrącić do więzienia. Przy każdym uderzeniu bata po ich plecach, słyszę, jak diabeł mówił, „Myślicie, że zwyciężyliście? Myślicie, że będziecie wypędzać moje demony i odbierać mi władzę”?

Diabeł widocznie nie wiedział, że czym więcej biczujesz sługę Bożego, chodzącego w Duchu, tym więcej wydobywasz z niego chwały dla Boga! Jeżeli zwiążesz go problemami i kłopotami, on będzie śpiewał i uwielbiał Pana!

„A około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga, więźniowie zaś przysłuchiwali się im” (Dz. Ap. 16:25).

Jeżeli mamy chodzić w Duchu, to musimy wierzyć w nadnaturalną moc Bożą, która wyzwala z każdego więzienia szatana, nawet, gdyby Bóg miał spowodować trzęsienie ziemi, by tego dokonać. To właśnie uczynił dla Pawła:
„Nagle powstało wielkie trzęsienie ziemi, tak że się zachwiały fundamenty więzienia i natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi, a więzy wszystkich się rozwiązały” (w. 26).

Szatan będzie próbował zesłać na ciebie najgorsze pokusy lub cierpienia, jakie kiedykolwiek przeżywałeś. On chce, byś miał poczucie winy, potępienia i samo-oskarżania. Drogi święty, musisz powstać w Duchu i odwrócić swój wzrok od okoliczności i więzów. Nie próbuj sam tego rozwiązać. Zacznij uwielbiać, śpiewać i ufać Bogu – a On zatroszczy się o twoje uwolnienie!

wtorek, 10 sierpnia 2010

WYŻSZE ZNACZENIE CHODZENIA W DUCHU

W 1 Samuelowej 9 widzimy, że Saul został wysłany przez swojego ojca, by szukał zaginionych oślic. Saul zabrał z sobą sługę i poszukiwał ich wszędzie. Wreszcie zniechęcił się i był gotów zrezygnować z poszukiwań. Wtedy jego sługa powiedział mu, że może prorok Samuel by mu powiedział, gdzie są te oślice.

Samuel jest tu typem Ducha Świętego, który zna myśli Boże; on miał na myśli coś więcej, niż poradę. On wiedział, że Saul został wybrany przez Boga, by odegrać ważną rolę w odwiecznym planie Bożym!

Pierwsza rzecz, jaką uczynił Samuel, kiedy przyszedł Saul, to ogłosił ucztę (patrz 1 Samuel 9:19). Tego dokładnie oczekuje Duch Święty: byśmy usiedli przy Jego stole i usługiwali Mu – poświęcając Mu najlepszy czas i wsłuchując się w Jego serce.

Samuel poprosił Saula, by przestał się martwić, by mogli razem ucztować (1 Sam. 9:20-25). Samuel mówił, „Nie martw się, gdzie oślice – to już jest załatwione. Teraz jest coś o wiele ważniejszego. Musisz poznać Boże plany – Jego odwieczny cel”!

Po tej nocy ucztowania Samuel powiedział Saulowi, by odesłał sługę, by mogli mieć bliską społeczność, twarzą w twarz. (patrz 1 Sam. 9:27; 10:1).

Czy widzisz, co Bóg tu mówi? „Jeżeli naprawdę chcesz chodzić w Duchu – jeżeli naprawdę chcesz mojego namaszczenia, to musisz szukać czegoś więcej, niż wskazówek, gdzie iść. Musisz przyjść przed Moje oblicze i poznać Moje serce i moje pragnienia! Ja chcę cię namaścić, by użyć cię w Moim królestwie”!

Kochani, zapomnijcie o szukaniu porady, zapomnijcie o wszystkim innym! Pozwólcie Duchowi Świętemu, by uczył was tajemnych spraw Bożych. Uspokójcie się przed Jego obliczem, by mógł wam pokazać, co Pan ma w sercu. To jest najwyższa forma chodzenia w Duchu!

Spędzanie czasu w obecności Pana powoduje manifestację Chrystusa dla ginącego świata.

„Nie upadamy na duchu,... ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem” (2 Kor. 4:1-2). Apostoł Paweł mówi, że jesteśmy powołani, by być manifestacją prawdy. Oczywiście, wiemy, że Jezus jest prawdą. Co więc ma na myśli Paweł, mówiąc, że mamy manifestować Jezusa?

Paweł mówi tu o widzialnym wyrazie. Manifestacja, to „oświecenie”, które czyni coś jasnym czy zrozumiałym. Mówiąc krótko, Paweł mówi, że jesteśmy powołani po to, by czynić Jezusa znanym i zrozumiałym dla wszystkich ludzi. W życiu każdego z nas powinna być widoczna natura i podobieństwo Chrystusa.

Paweł z tym pojęciem manifestacji Chrystusa idzie jeszcze dalej. Mówi, że my jesteśmy listem Bożym dla świata. „Wy jesteście listem naszym, napisanym w sercach naszych, znanym i czytanym przez wszystkich ludzi; listem Chrystusowym, napisanym nie atramentem, ale Duchem Boga żywego, nie tablicach kamiennych, lecz na tablicach serc ludzkich” (2 Kor. 3:2-3). Nasze życie jest listem, napisanym przez Ducha Świętego i wysłanym do ginącego świata i jesteśmy czytani ciągle na nowo przez tych, którzy są wokół nas.

Jak właściwie stajemy się listem Bożym do świata? To dzieje się jedynie przez dzieło Ducha. W momencie, kiedy przyjmujemy zbawienie, Duch Święty drukuje w nas obraz Jezusa. To podobieństwo udoskonala w nas stale. Misją Ducha jest uformowanie w nas podobieństwa Chrystusa, które jest prawdziwe i dokładne, i takie podobieństwo będzie przeszywać sumienie ludzi.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

JAK OSIĄGNĄĆ CHODZENIE W DUCHU?

Polecenie, by chodzić w Duchu, było dane wszystkim, a nie tylko kilku super świętym. Oto jak można osiągnąć to chodzenie: „Mówię więc: Według Ducha postępujcie...” (Gal. 5:16).

1. Musisz pragnąć tego chodzenia wszystkim, co jest w tobie! Najpierw proś Ducha Świętego, by był twoim przewodnikiem i przyjacielem.

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Łukasz 11:9).

Jeżeli jesteś zbawiony, to już masz Ducha Świętego. Teraz poproś Go, by przejął kontrolę – poddaj się Jemu! Musisz postanowić w swoim sercu, że chcesz, by cię prowadził. Mojżesz, mówiąc o późniejszych czasach, powiedział, „Znajdziesz go, jeżeli będziesz go szukał całym swoim sercem i całą swoją duszą” (5 Mojż. 4:29).

2. Skup się na poznawaniu i słyszeniu Ducha – a odwróć swoje oczy od kłopotów i pokus. Paweł, Sylas i Tymoteusz pogrążyli by się w strachu i depresji, gdyby skupili się na ich kłopotach. Zamiast tego, oni skupili uwagę na Bogu – chwaląc i uwielbiając Go.
Przeważnie, kiedy mamy się modlić, skupiamy się na przeszłych upadkach. Odtwarzamy sobie ciągle na nowo nasze porażki, mówiąc, „O, jak dużo dalej mógłbym być na tej drodze, gdybym nie zawiódł Boga i nie popełnił błędu w przeszłości”.

Zapomnij twoją przeszłość! To wszystko jest pod przykryciem krwi! Zapomnij również o przyszłości, bo tylko Pan wie, co cię czeka. Zamiast tego zwróć całą uwagę i serce na Ducha Świętego.

3. Poświęć więcej cennego czasu na społeczność z Duchem Świętym. On nie będzie mówił do kogoś, kto się spieszy. Czekaj cierpliwie. Szukaj Pana i służ chwal Go. Odrzuć wszelkie inne głosy, które podszeptują ci myśli. Wierz, że Duch jest większy, niż one i że On nie pozwoli, byś został zwiedziony lub zaślepiony.

„Ten, który jest w was, większy jest, aniżeli ten, który jest na świecie” )1 Jan 4:4).

piątek, 6 sierpnia 2010

BÓG CIĘ KOCHA

Ojciec cię kocha – w tym punkcie wielu wierzących zawodzi Boga. Oni są gotowi, by dać się przekonać o grzechu i upadku i to ciągle na nowo, ale nie pozwolą Duchowi Świętemu, by napełnił ich miłością Ojca.

Legalista lubi żyć pod osądzeniem. Nigdy nie zrozumiał miłości Bożej i nie pozwolił, by Duch Święty usłużył tą miłością dla jego duszy.

My w kościele Times Square nauczaliśmy, że człowiek sprawiedliwy, prawdziwie kochający Jezusa, lubi być napominany. On uczy się tego, że Duch Święty będzie ujawniał wszystkie jego ukryte dziedziny grzechu i niewiary – ponieważ, czym więcej rozprawi się z grzechem, tym będzie bardziej szczęśliwy i wolny.

A jednak nastawienie, które widzę u wielu chrześcijan jest takie: "Osądzaj mnie Panie, przekonuj mnie, grom mnie"! To nie jest to samo, co prawdziwe przeświadczenie. Na przykład, widzę to w wielu reakcjach na moje kazania. Kiedy piszę kazanie, które grzmi i osądza, otrzymuję wiele odpowiedzi ludzi, którzy z tym się zgadzają.

Kiedy piszę o słodyczy miłości Jezusa, otrzymuję listy, mówiące, "Ty już nie głosisz prawdy"! Ci ludzie jakby mówili, "Jeżeli nie karcisz, wtedy to, co mówisz, nie może być Ewangelią". Tacy wierzący nigdy nie poznali misji miłości Ducha Świętego.

Jest to dziedzina, gdzie musisz nauczyć się chodzić w Duchu, a nie według uczuć! Chodzenie w Duchu, to pozwolenie Duchowi Świętemu, by wykonywał w nas to, po co został posłany. A to znaczy, by pozwolić Mu zanurzyć nasze serca właśnie teraz w miłości Bożej! "Bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany" (Rzym. 5:5).

Izajasz powiada, "Jak matka pociesza syna, tak ja będę was pocieszał, i w Jeruzalemie doznacie pociechy" (Izaj. 66:13). Izajasz pisał to do upartego ludu Bożego, który "poszedł drogą swojego serca" (57:17).

Powiedzcie mi, jak długo nauczyciel będzie uczył upartego studenta, który nie przyjmuje jego uwag? Niedługo! Prorok Izajasz używa jednego z najwyżej cenionych przykładów wśród ludzi – przykładu miłości matki do swojego dziecka – i pokazuje nam, jaką miłość Ojciec ma do nas.

Jedna matka z naszego kościoła poświęca cały dzień, by odwiedzić swojego syna w więzieniu. Wsiada do autobusu i jedzie wiele godzin, by go chociaż na chwilę zobaczyć. Taka matka patrzy na swojego syna w więziennym ubraniu i widzi w jego oczach cierpienie – i za każdym razem po trosze umiera, ale nie rezygnuje z niego. On nadal jest jej synem!

Duch Święty chce, byśmy poznali, że taką miłość Bóg ma do nas. On nas pociesza, mówiąc nam, "Kiedyś powiedziałeś, że wszystko oddajesz Jezusowi. Ofiarowałeś Mu twoją miłość i On cię kocha. A teraz Ja cię nie opuszczę. Zostałem posłany przez Niego, by wykonać pracę – i wykonam ją.

Nie ma prawdziwego pocieszenia dla nikogo na tej ziemi, prócz pociechy od Ducha Świętego. Dlatego potrzebujesz tego, by Duch Święty mieszkał w tobie. Jedynie On może ułożyć cię wieczorem jakby do ciepłego łóżka i napełnić twoje serce doskonałym pokojem. Jedynie On może prawdziwie pocieszyć w bólu i smutku. On jest tym, który cię upewnia, że "to pocieszenie nie jest tylko chwilowe – ono jest wieczne"!

czwartek, 5 sierpnia 2010

PORZUĆ SWOJĄ PYCHĘ I BĄDŹ NAPEŁNIONY DUCHEM ŚWIĘTYM

Zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie Duch Święty zstępował na ludzi w niezwykły sposób! Wstrząsał budynkami, ludzie zaczynali Go wielbić nowymi językami. Duch Święty przejmował całkowitą kontrolę!

W dzień pięćdziesiąty zstąpił w postaci potężnego, wiejącego wiatru! Zstępował ogień. Kiedy zstępuje Duch Święty, następuje poruszenie (patrz Dz. Ap. 2:4, 4:11).

Jan Chrzciciel głosił, "Ja chrzczę was wodą, lecz przychodzi mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów jego; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łuk. 3:16).

Umiłowani, Biblia mówi wyraźnie: Kiedy Jezus przychodzi do ciebie, On chce cię ochrzcić Duchem Świętym i ogniem! Duch Święty sprowadza ogień – przeszywa miłością Jezusa. Dlaczego niektórzy wierzący są w jednej chwili gorący, a w następnej zimni, nigdy nie są całkowicie poddani? Czy dlatego, że nie pozwolili Jezusowi, by ochrzcił ich Duchem Świętym?

"A On, (Duch Święty) gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu" (Jan 16:8). Czy może ci wierzący nie są przekonani, ponieważ nie zaprosili Ducha Świętego, by zajął właściwe miejsce w nich? On jest Bożą poziomicą. On ujawnia wszystko, co nie jest podobne do Chrystusa i przekonuje, oraz daje siłę, byśmy spełniali warunki Jego Słowa. On w tym staje się naszym Pocieszycielem, bo kiedy przekonuje nas o grzechu, daje też siłę, by go odrzucić. To jest prawdziwa pociecha!

Duch Święty nigdy nie każe ci zrobić czegoś głupiego, ale On może przyjść do ciebie w taki sposób, że grzesznicy mogą myśleć, że jesteś pijany! On nie jest mile widziany w wielu kościołach, bo uważają, że jest zbyt głośny, zbyt poruszający i zbyt nieprzewidywalny!

środa, 4 sierpnia 2010

DUCH ŚWIĘTY WIE, CO ROBI

Duch Święty nie wykonuje Jego dzieł w nas w jakiś niespójny i połowiczny sposób. On istnieje nie tylko po to, by nam pomagać w życiu, by nas przeprowadzać przez kryzysy i pocieszać nas w samotne noce. On nie jest tylko po to, by nas podnosić i wpompować trochę więcej siły, zanim pośle nas ponownie do biegu.

Wszystko, co Duch Święty czyni, jest związane z powodem Jego przyjścia – by nas przyprowadzić do domu, jako gotową oblubienicę. On działa tylko zgodnie z tą misją! Tak, On też jest naszym Pocieszycielem, naszą siłą w czasie potrzeby, ale On używa każdego aktu wyzwolenia, każdej Jego manifestacji w nas do tego, by przygotować nas, jako oblubienicę.

Duch Święty nie jest też tu tylko po to, by dawać dary światu. Nie, każdy Jego dar ma pewien cel. Duch Święty ma tylko jedno przesłanie: wszystko, czego nas uczy, prowadzi do jednej, centralnej prawdy. On może w nas błyszczeć, jak wspaniały klejnot, ale każdy promień prawdy jest po to, by uświadomić nam tą jedną, najważniejszą prawdę, a to jest:„Nie należysz do siebie samego – zostałeś wykupiony za wysoką cenę. Zostałeś wybrany, by być oblubienicą Chrystusa. Duch Święty został posłany, by ci objawić tą prawdę, która uwolni cię od wszelkich innych miłości. Ta prawda złamie wszelkie jarzma grzechu i rozprawi się ze wszelką niewiarą. Nie jesteś z tego świata; zdążasz na wspaniałe spotkanie z Oblubieńcem i jesteś przygotowywany na Jego ucztę weselną. Wszystko jest już gotowe, a ty jesteś przygotowywany na tą ucztę weselną! Chcę cię przedstawić, jako oblubienicę bez skazy, mającą gorącą miłość do Niego w twoim sercu”

To jest dzieło Ducha Świętego – by przedstawiać Jezusa w kościele tak, byśmy zakochali się w Nim.

wtorek, 3 sierpnia 2010

DUCH ŚWIĘTY JEST OTRZYMYWANY PRZEZ WIARĘ

"Chcę dowiedzieć się od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?" (Gal. 3:2). Święci, to przesłanie powinno zapalić waszą wiarę i przez wiarę powinniście przyjąć wielkie Boże obietnice! "Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma" (Jak. 1:6-7).

Czy prosiłeś Boga o ten dar? Czy szukasz Ducha Świętego? Czy ustawicznie pukasz? "Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą" (Łuk. 11:13).

Poproś, a otrzymasz! Szukaj twojego niebiańskiego Ojca i proś o chrzest Duchem Świętym, a On ci go da!

Obecnie spotykamy wściekłego diabła w tym świecie. On uwalnia wszelkie siły, które ma do dyspozycji, całe legiony złych mocy przygotowują się do ostatecznego konfliktu z niebem. Ale szatan nie może równać się ze sprawiedliwym, napełnionym Duchem Świętym dzieckiem Bożym, które chodzi w wierze i posłuszeństwie. Przed prawdziwie poddanym Duchowi Świętemu wierzącym legiony piekielne uciekają.

Boże, poślij Ducha Świętego! Zstąp na nas! Ochrzcij nas potężnie! Wyślij nas przeciwko twierdzom szatańskim, z bezkompromisową wiarą, że zwyciężymy!

Apostoł Paweł powiedział, "Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej (Gal. 5:16). Powiedział również, "Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy (5:25).

Jako chrześcijanie, słyszeliśmy w naszym życiu takie zdanie: "Chodź w Duchu". Wielu wierzących mówi mi, że chodzą w Duchu – ale nie potrafią mi powiedzieć, co to znaczy. Teraz zapytam was: Czy chodzicie i żyjecie w Duchu? I co to dla was znaczy?

Wierzę, że "chodzenie w Duchu" można określić jednym zdaniem: Chodzenie w Duchu, to po prostu pozwolenie Duchowi Świętemu, by wykonywał w nas to, po co Bóg Go posłał.

Uważam, że nie pozwolisz Mu tego czynić, jeżeli nie zrozumiesz, dlaczego Bóg posłał Ducha Świętego.

Duch Święty został posłany do nas od Ojca, by wykonać jeden (i tylko jeden) odwieczny cel. Jeżeli nie zrozumiemy Jego misji i działania w nas, będziemy popełniać jeden z dwóch błędów: jeden, to zadowolimy się małą porcją Jego dzieła – na przykład kilkoma darami duchowymi – błędnie myśląc, że to już wszystko, a pomijając największy Jego cel w naszym życiu. Dwa – będziemy gasić Ducha w nas i zupełnie Go ignorować, uważając, że jest taki tajemniczy, a Jego obecność musimy po prostu przyjąć wiarą i nigdy tego nie zrozumiemy.

Duch Święty przyszedł, by zamieszkać we mnie i w tobie, by zapieczętować, uświęcić, wzmocnić i przygotować nas – On został posłany na ten świat, by przygotować oblubienicę na wesele Chrystusa!

Starotestamentowy przykład takiej relacji pomiędzy wierzącymi, a Duchem Świętym znajdujemy w 1 Mojżeszowej 24. Abraham posłał swojego najstarszego sługę Eliezera, by znalazł oblubienicę dla jego syna Izaaka. Imię Eliezer znaczy "potężny, boski pomocnik" – wzór Ducha Świętego. Tak, jak ten potężny pomocnik przyprowadził Rebekę i przedstawił ją Izaakowi, tak samo Duch Święty na pewno przyprowadzi oblubienicę dla naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Bóg wybrał Rebekę na żonę dla Izaaka – i Pan prowadził Eliezera prosto do niej. Cała misja tego sługi i zadanie dotyczyły tego jednego: przyprowadzić Rebekę do Izaaka – spowodować, by zostawiła wszystko, co miała i by zakochała się w Izaaku, i była jego małżonką. Rodzice Rebeki powiedzieli do Eliezera, "Od Pana ta rzecz wyszła,... weź ją i idź, a niech będzie żoną syna pana twego, jak rzekł Pan" (1 Mojż. 24:50-51).

Tak też jest z tobą i ze mną! Bóg wybrał nas, byśmy byli Jego oblubienicą. Nasze zbawienie – nasze wybranie dla Chrystusa – tego dokonał Pan. On posłał Ducha Świętego, by przyprowadził nas do Jezusa i jeżeli Mu zaufamy, Duch Święty przeprowadzi nas bezpiecznie do domu, jako oblubienicę Chrystusa na wieczność!

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

ABBA, OJCZE

Duch Święty ma sposoby, by uprościć nasze relacje z Bogiem Ojcem i Jezusem. To On uczy nas mówić "Abba, Ojcze".

To zdanie nawiązuje do wschodnich zwyczajów w czasach biblijnych i ma związek z adopcją dziecka. Dopóki dokumenty adopcyjne nie zostały odpisane i opieczętowane przez adoptującego ojca, dziecko patrzyło na tego człowieka tylko, jako na ojca, ale nie miało prawa nazywać go Abba, czyli "mój".

Kiedy dokumenty zostały podpisane i zapieczętowane, opiekun dziecka przedstawiał go adoptującemu ojcu i po raz pierwszy to dziecko mogło powiedzieć, "Abba, Ojcze"! Kiedy ojciec go przytulał, ten młody człowiek wołał, "Mój ojciec! On już nie jest tylko ojcem, on jest mój"!

Takie jest dzieło Ducha Świętego. On przyprowadza cię do Chrystusa i przedstawia cię Ojcu, a też przypomina ci, "To ja podpisałem te dokumenty. Nie jesteś już sierotą – jesteś pełnoprawnym synem Bożym! Teraz masz kochającego, bogatego, potężnego Ojca. Przytul się do Niego i powiedz 'Mój Ojcze'. Ja przyszedłem, by ci pokazać, jak bardzo On cię kocha! On cię kocha i chciał cię mieć"!

Nasze wołanie powinno być przepełnione radością i wdzięcznością. Duch w nas woła, "Jesteś dziedzicem i współdziedzicem wszystkiego, co Jezus zdobył". Masz wspaniałe dziedzictwo, ponieważ twój OJCIEC jest najbogatszy w całym wszechświecie! Nie bój się Go, bo On nie gniewa się na ciebie. Nie zachowuj się już jak biedna sierota, która nie ma radości i duchowego zwycięstwa. Nie jesteś już opuszczony – ciesz się Nim!

Nie tylko nie jesteśmy opuszczeni, ale Duch Święty jest z nami w chwilach zamieszania i cierpienia.

Misją Ducha Świętego jest pocieszanie oblubienicy Chrystusa w czasie nieobecności Oblubieńca. "Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki" (Jan 14:16). "Lecz Pocieszyciel, Duch Święty..." (w. 26).

Pocieszyciel, to ktoś, "kto utuli w czasie bólu czy smutku" – ktoś, kto ulży w bólu i cierpieniu, przyniesie ulgę, doda odwagi, zachęci. Mnie podoba się określenie w języku greckim: "Ktoś, kto cię położy na ciepłym łóżku bezpieczeństwa". W czasie ciemnej i zimnej nocy twojej duszy, On położy cię na miękkim łóżku Jego pocieszenia i utuli cię Swoją delikatną ręką.

Nazywając Ducha Świętego Pocieszycielem. Jezus dał pewną przepowiednię. Przepowiedział, że Jego lud będzie cierpiał niewygody i będzie potrzebował pocieszenia – że w dniach ostatecznych będzie wiele bólu i cierpień wśród ludu Bożego.

Duch Święty przynosi pociechę przez przypominanie nam, że On mieszka w nas i wszelka moc Boża jest w Nim. Dlatego możesz mówić, "Większy jest Ten, który jest we mnie, niż wszystkie moce tego świata razem wzięte – większy, niż wszelkie moce demoniczne"! Bóg posłał Ducha, by używał Jego mocy dla zachowania nas od ataków szatana – by podnieść nas na duchu, odpędzić depresje i wypełnić nasze dusze miłością Pana.

"A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość... a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany" (Rzym. 5:3,5).