środa, 30 czerwca 2010

MOŻESZ PŁAKAĆ

Kiedy przezywasz największy ból – wejdź do twojej komory i wypłacz całą swoją rozpacz!

Jezus płakał. Piotr płakał – gorzko! Piotr miał w sobie ból z powodu zaparcia się Syna Bożego. Te gorzkie łzy spowodowały z nim słodki cud. Wrócił, by potrząsnąć królestwem szatana.

Jezus nigdy nie odwraca się od płaczącego serca. On powiedział, "Sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże" (Psalm 51:19). Pan nigdy nie powie, "Weź się w garść! Wstań i zażyj lekarstwo! Zaciśnij zęby i obetrzyj łzy". Nie! Jezus zbiera w Swoim wiecznym pojemniku każdą łzę.

Czy przeżywasz wielki ból? To idź i płacz! Płacz, aż łzy przestaną płynąć. Ale niech te łzy pochodzą tylko z twojego bólu- nie z niewiary i użalania się nad sobą.

Życie płynie dalej. Nawet nie wiesz, ile możesz znieść z Bożą pomocą. Szczęście nie oznacza życia bez zranień i bólu. Prawdziwe szczęście, to nauczenie się, jak żyć z dnia na dzień, pomimo smutku i bólu. To uczenie się, jak radować się w Panu, bez względu na to, co wydarzyło się w przeszłości.

Możesz czuć się odrzucony. Możesz czuć się opuszczony. Twoja wiara może być słaba. Możesz myśleć, że już cię odliczają. Smutek, łzy, ból i pustka mogą cię czasem ogarniać, ale Bóg jest ciągle na Swoim tronie. On dalej jest Bogiem!

Sam sobie nie poradzisz. Nie potrafisz zatrzymać zranień i bólu, ale nasz błogosławiony Pan przyjdzie do ciebie, podniesie cię na swojej dłoni i postawi w okręgach niebiańskich. On uwolni cię od strachu przed śmiercią. On objawi Swoją wieczną miłość do ciebie.

Patrz do góry! Bądź zachęcony w Panu. Kiedy mgła cię otacza i nie widzisz wyjścia ze swojego problemu – połóż się na ramionach Jezusa i po prostu Mu zaufaj. On chce twojej wiary, twojego zaufania. On chce, byś wołał głośno – "Jezus mnie kocha! On jest ze mną! On mnie nie zawiedzie! On to czyni właśnie teraz! Nie będę pokonany! Nie będę ofiarą szatana! Bóg jest po mojej stronie! Kocham Go, a On kocha mnie!"

Najważniejsza jest wiara, a wiara opiera się na tej absolutnej obietnicy: "Żadna broń ukuta przeciw tobie nic nie wskóra...." (Izajasz 54:17).

wtorek, 29 czerwca 2010

ODMIERZANA CHWAŁA BOŻA

"I rzekł do nich: Baczcie na to, co słyszycie! Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą, a nawet wam przydadzą. Albowiem temu, który ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, zostanie i to, co ma, odebrane" (Marek 4:24-25).

Jezus wiedział, że te słowa mogą zabrzmieć dziwnie dla nieduchowych uszu, dlatego poprzedził Swoje poselstwo takim wstępem; "Kto ma uszy, niechaj słucha" (Marek 4:23). Jezus mówił nam: "Jeżeli wasze serca są otwarte na Ducha Bożego, to zrozumiecie co Ja mam wam do powiedzenia."

Co dokładnie Jezus mówi w tym fragmencie? Mówi tu o chwale Bożej w naszym życiu – to jest o zamanifestowanej obecności Chrystusa. Krótko mówiąc, Pan mierzy Swoją chwalebną obecność w różnych ilościach czy to dla zborów czy dla indywidualnych osób. Niektórzy nie otrzymują wcale Jego chwały. Natomiast inni otrzymują ciągle wzrastającą miarę, która emanuje z ich życia i zborów w coraz większej ilości.

Bóg obiecał wylać Swojego Ducha na swój lud w tych ostatecznych dniach. Całe Pismo wskazuje na tryumfalny, wypełniony chwałą kościół pod koniec czasu. Sam Jezus powiedział, że bramy piekła nie przemogą Jego kościoła. Nie będziemy utykać do nieba – pobici, przygnębieni, skamlący, pokonani, zniechęceni. Nie – nasz Pan udzieli większej mocy swojemu kościołowi. Ta moc nie będzie manifestowana jedynie w cudach i znakach. Będzie ona objawiona w Jego ludzie – w chwalebnej przemianie serc dotykanych Duchem Bożym.

Jak możemy osiągnąć większą, wzrastającą miarę chwały Chrystusa? Pan mówi nam wyraźnie: "Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą" (Marek 4:24). Jezus mówi: "Proporcjonalnie tyle, ile ty oddasz siebie dla Mnie, tyle Ja dam tobie. Postąpię z tobą tak, jak ty postąpisz ze Mną. Jaką miarę Mi odmierzysz, taką Ja odmierzę tobie."

Jeżeli odmierzysz dla Boga lenistwo i lekko potraktujesz Jego wielkie dzieło, to tak samo otrzymasz z ducha lenistwa. "Lenistwo pogrąża w głęboki sen, a człowiek gnuśny cierpi głód" (Przyp.Sal. 19:15). W rezultacie twoja dusza będzie głodna, niezdolna do zaspokojenia.

Boża miłość, miłosierdzie i łaska dla nas są nieograniczone. To nie chodzi o zdobycie Jego miłości, miłosierdzia, czy łaski, ale o to, aby mieć błogosławieństwo Jego chwały w naszym życiu.

Jezus mówi wyraźnie, że On odmierza różne ilości Swojej chwały dla nas, według tego jak my odmierzamy nasze serca dla Niego. Do nas należy to, aby przybliżać się coraz bardziej do Niego – w naszym uwielbieniu, posłuszeństwie i pilności.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

KIEDY ZNOSISZ BÓL

W taki czy inny sposób wszyscy cierpimy. Każdy człowiek na ziemi niesie swój własny ciężar bólu.

Kiedy jesteś głęboko zraniony, to żaden człowiek na ziemi nie potrafi zamknąć wewnętrznych obaw i najgłębszej agonii. Nawet najlepszy przyjaciel nie potrafi zrozumieć walki jaką staczasz, ani ran jakie ci zadano.

Czy jest jakiś balsam dla złamanego serca? Czy jest jakieś lekarstwo na te głębokie, wewnętrzne zranienia? Czy te kawałki można ponownie poskładać i wzmocnić serce? Tak! Absolutnie tak! Gdyby tak nie było, to Boże Słowo byłoby żartem, a sam Bóg byłby kłamcą. Tak nie może być!

Bóg nam nie obiecał bezbolesnego życia. Obiecał natomiast „drogę wyjścia.” Obiecał, że pomoże ci znieść twój ból. Da siłę, która postawi cię znowu na nogi, kiedy słabość spowoduje twoje potknięcie.

Nasz kochający Ojciec powiedział: „Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor. 10:13).

Twój Ojciec niebiański strzeże ciebie i nie odwraca od ciebie oka. Monitoruje każdy twój ruch. Zbiera każdą twoją łzę. Utożsamia się z każdym twoim bólem. Odczuwa każde twoje zranienie. Nigdy nie pozwoli ci utonąć w twoich łzach. Nie pozwoli, żeby twoje zranienie zniszczyło twój umysł. Obiecuje, że przyjdzie we właściwym czasie, aby obetrzeć twoje łzy i dać ci radość w miejsce żałoby.

Ty możesz sprawić, aby twoje serce się radowało i było zadowolone w Panu. Boże oko jest zwrócone na ciebie – i On nam daje rozkaz, abyśmy powstali i otrząsnęli z siebie wszelki strach i zwątpienie.

piątek, 25 czerwca 2010

WSZELKA ŁASKA JAKIEJ POTRZEBUJESZ DO ZWYCIĘSTWA

Często słyszeliśmy definicję łaski, że jest to niezasłużona przychylność i błogosławieństwo Boże. Ja jednak wierzę, że łaska jest to dużo więcej. Moim zdaniem, łaska jest to wszystko czym dla nas jest Chrystus w czasie cierpienia – moc, siła, uprzejmość, miłosierdzie, miłość – żeby nas przeprowadzić przez nasze utrapienia.

Kiedy patrzę wstecz na minione lata – lata wielkich doświadczeń, cierpienia, pokus i ucisku – mogę zaświadczyć, że Boża łaska była wystarczająca. Wiem co to znaczy zadawać Bogu pytania, kiedy moja żona chorowała na raka wiele razy, a potem obie nasze córki też zostały tym dotknięte. Dzisiaj są wszystkie zdrowe i silne i za to dziękuję Panu. Wiem również co to znaczy być nękanym przez wysłannika szatana. Byłem potężnie kuszony i nęcony i miałem wrogów wszędzie wokoło. Rzucano na mnie oszczerstwa przez puszczanie pogłosek, byłem fałszywie oskarżany i odrzucony przez przyjaciół. W tych ciemnych chwilach upadałem na kolana i wołałem do Boga.

Jego łaska mnie zawsze przeprowadzała i to jest wystarczające na dzisiaj. Kiedyś tam w chwale mój Ojciec objawi mi piękny plan jaki miał dla mnie przez cały czas. Pokaże mi w jaki sposób zdobyłem cierpliwość poprzez wszystkie moje doświadczenia; jak nauczyłem się współczucia dla innych; jak Jego siła okazywała się mocna w mojej słabości; jak poznawałem Jego doskonałą wierność dla mnie; jak pragnąłem być bardziej podobny do Jezusa.

Możemy nadal pytać dlaczego – ale to wszystko pozostanie tajemnicą. Jestem przygotowany, aby to zaakceptować dotąd, aż Jezus przyjdzie po mnie. Nie widzę końca moich doświadczeń i ucisków. Przeżywam je już ponad pięćdziesiąt lat w mojej służbie.

Jednak poprzez to wszystko nadal otrzymuję coraz większą miarę siły Chrystusowej. Właściwie największe objawienie Jego chwały otrzymywałem podczas najtrudniejszych przeżyć. W podobny sposób, w twoich najtrudniejszych chwilach Jezus wyzwoli w tobie najpełniejszą miarę Jego siły.

Może nigdy nie zrozumiemy naszego bólu, depresji i niewygody. Może nigdy nie dowiemy się dlaczego nasze modlitwy o uzdrowienie nie zostały wysłuchane. Ale nie musimy wiedzieć dlaczego. Nasz Bóg już nam odpowiedział: „Masz Moją łaskę – i to jest wszystko, czego potrzebujesz, Moje ukochane dziecko.”

czwartek, 24 czerwca 2010

DAJ ODPÓR, A ON UCIEKNIE

Szatan kusił Jezusa taką ofertą: „To wszystko ci dam, jeżeli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mat. 4:9). To brzmi tak obco, tak głupio, więc czy można to nazwać pokusą? Możesz wierzyć albo nie, ale to była potężna, nęcąca oferta. Szatan stawiał Jezusowi wyzwanie, mówiąc: „Obiecuję, że jeżeli tylko mi się pokłonisz do stóp, w takim jednym akcie pokłonu, to ja zrezygnuję z walki. Oddam ci cała swoją moc w tych dziedzinach. Nie będę trzymał ani zniewalał nikogo więcej. Na co więc czekasz? Możesz złożyć Siebie w ofierze teraz i uwolnić świat od tej chwili na zawsze.”

Dlaczego diabeł był chętny, żeby oddać za to całą swoją moc? Próbował ratować swoją skórę. Szatan wiedział, że jego wieczne przeznaczenie będzie zapieczętowane na Golgocie. Dlatego gdyby mu się udało zatrzymać Jezusa przed pójściem na krzyż, to mógłby uratować siebie przed tym losem.

Może zastanawiasz się: „Co to ma wspólnego ze mną?” Szatan nadal kusi sprawiedliwych taką samą ofertą. Przychodzi do nas z groźbami i oskarżeniami. Mówi nam; „Nie musisz mi oddawać czci, ponieważ ja już mam dostęp do twojego ciała. Znam wszystkie twoje słabości. Możesz więc iść i świadczyć o twojej wolności w Chrystusie. Kiedy będziesz śpiewał najgłośniejsze uwielbienie, ja pokonam twój umysł poprzez zło. Przedstawię ci twój grzech tak mocno, że stracisz nadzieję, że kiedykolwiek będziesz wolny. Jesteś bezsilny.”

Jak odpowiadamy na oskarżenie szatana? „Dajcie odpór diabłu, a on uciecze od was” (Jakuba 4:7). Nie ma znaczenia to ile pokus szatan rzuca na ciebie. Nie musisz się obawiać żadnego grzechu twojej przeszłości. Jeżeli krew Chrystusa to przykryła, to diabeł nie może zrobić nic, aby oddzielić ciebie od Ojca.

środa, 23 czerwca 2010

KIEDY NASUWAJĄ SIĘ PYTANIA

„A gdy pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, wówczas łaknął. I przystąpił do niego kusiciel, i rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem” (Mat. 4:2-3).

W tym czasie, kiedy Jezus był fizycznie podatny, diabeł przyniósł swoją pierwszą pokusę.

Głód nie jest grzechem. O co więc tu chodzi? Szatan stawiał Jezusowi wyzwanie: „Jeżeli jesteś w pełni Bogiem, to masz Bożą moc w Sobie. Akurat jesteś teraz w trudnym miejscu, Czemu byś nie miał użyć mocy, którą dał Ci Bóg, aby sobie pomóc? Czyż nie dał Ci tej mocy, żeby sprawdzić czy będziesz z niej korzystał we właściwy sposób?”

To jest jedna z najbardziej podstępnych pokus, które napotykają dzieci Boże. Może tak jak w tym przykładzie Jezusa, jesteś oddany Bogu. Oddałeś Mu całe serce. Wtedy Pan prowadzi cię na pustynię i po jakimś czasie nasuwają się pytania. Zaczynasz tracić cierpliwość i zastanawiasz się nad wiecznym Bożym celem w twoim życiu. Kiedy tak próbujesz się modlić i osiągać zwycięstwo, pokusy szatana wydają się być potężniejsze niż kiedykolwiek przedtem.

Wróg chce, żebyś reagował niezależnie od Ojca. Diabeł mówi: „Twoje cierpienie nie pochodzi od Boga. Nie musisz przez to przechodzić. Masz w sobie Bożą moc przez Ducha Świętego. Powiedz słowo – uwolnij się. Zaspokój swój głód.”

Pierwszym zamysłem szatana było stworzenie braku mocy. Miał on nadzieję, że Bóg nie wysłucha wołania Jezusa o chleb, gdyby On o to poprosił. Gdyby zawiodła moc niebios, to Chrystus mógłby zwątpić w swoją boskość i odwrócić się od Swojego wiecznego celu na tej ziemi. Po drugie, szatan wiedział, że Jezus został posłany, żeby wykonać jedynie to, co Mu polecił Ojciec. Dlatego chciał przekonać Chrystusa do nieposłuszeństwa, dla własnego dobra. W ten sposób, gdyby Jezus użył Swojej mocy teraz, żeby uniknąć cierpienia, to mógłby zrobić to samo później, aby uniknąć krzyża.

Jak więc Jezus odpowiedział na pokusy diabła? „Napisano, że nie samym chlebem będzie żył człowiek, ale każdym Słowem, które pochodzi z ust Boga” (Mat. 4:4). Chrystus powiedział właściwie: „Moje przyjście na tę ziemię nie ma nic wspólnego z moimi potrzebami, zranieniami czy fizycznymi wygodami. Przyszedłem, aby dać ludzkości, a nie ratować samego siebie.”

Nawet w największym cierpieniu Jezus nie stracił z oczu swojego wiecznego celu. Jeżeli nasz Pan nauczył się polegania i współczucia poprzez przeżycie pustyni, to możemy i my.

wtorek, 22 czerwca 2010

PODRÓŻ PRZEZ PUSTYNIĘ

Dietrich Bohnhoeffer, teolog niemiecki, przedstawiał życie chrześcijanina jako kogoś, kto próbuje przejść przez morze pływających kawałków lodu. Chrześcijanin nie może nigdzie odpoczywać podczas tej przeprawy, a jedynie w wierze, że Bóg go przeprowadzi. Nie może nigdzie długo się zatrzymywać, bo zacznie tonąć. Kiedy wykona pierwszy krok, musi uważać na następny. Nie widzi jeszcze lądu, ale ten ląd tam jest – obietnica w jego sercu. Tak więc chrześcijański podróżnik ma oczy skierowane na ostateczny cel!

Ja wolę myśleć o życiu jako podróży przez pustynię – tak jak podróż narodu Izraelskiego. Bitwa króla Jehoszofata i Judejczyków jest również naszą bitwą (patrz 2 Kronik 20). Oczywiście to jest pustynia; są tam węże, puste studnie, doliny łez, armie nieprzyjaciela, gorący piasek, susza, trudne do przejścia góry. Ale kiedy dzieci Pana stały i oczekiwały na Jego wybawienie, On zastawiał stół na pustyni – posyłał mannę z nieba – unicestwiał armie wroga swoją mocą – wypuszczał wodę ze skały – likwidował truciznę po ukąszeniu węża – prowadził ich z pomocą słupa i obłoku – dawał im mleko i miód – i wprowadził ich do Ziemi Obiecanej potężną Swoją ręką. Bóg im nakazał, żeby opowiadali o tym przyszłym pokoleniom: "Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie - mówi Pan Zastępów" (Zachariasz 4:6).

Przestań szukać pomocy w niewłaściwym miejscu. Wejdź sam na sam do komory z Jezusem; powiedz Mu wszystko o swoim zagubieniu, Powiedz Mu, że nie masz gdzie pójść. Powiedz Mu, że tylko Jemu ufasz, że przeprowadzi cię. Będziesz kuszony, żeby wziąć sprawy w swoje ręce. Będziesz chciał zrozumieć wszystko po swojemu. Będziesz się zastanawiał czy Bóg nadal działa – nie masz nic do stracenia. Piotr podsumował to w taki sposób: "Do kogo pójdziemy? Ty masz Słowa żywota wiecznego" (Jana 6:68).

"Do mnie się zwróćcie, wszystkie krańce ziemi, abyście były zbawione, bo Ja jestem Bogiem i nie ma innego" (Izajasz 45:22).

"Lecz ja będę wypatrywał Pana, będę wyczekiwał Boga mojego zbawienia. Mój Bóg mnie wysłucha" (Micheasz 7:7).

piątek, 18 czerwca 2010

LUSTRO

„On zaś, [Szczepan] będąc pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej i rzekł: Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej” (Dz. Ap. 7:55-56).

Szczepan reprezentuje to, czym prawdziwy chrześcijanin powinien być: kogoś, kto jest pełen Ducha Świętego, z oczami skierowanymi na Człowieka w chwale. On jest odbiciem tej chwały tak wyraźnie, że ci, którzy go widzą, są zdumieni. On ma oczy zwrócone stale na Chrystusa, zawsze patrząc na Niego i będąc w pełni zajętym uwielbionym Zbawicielem.

Popatrzcie na beznadziejną sytuację, w której znalazł się Szczepan, otoczony religijną wściekłością, przesądami, uprzedzeniami i zazdrością. Gniewny tłum napierał na niego i czekała go krwawa, męczeńska śmierć. Sytuacja niemożliwa! Ale on, patrząc w niebo, widział Pana w chwale i nagle to odrzucenie tu na ziemi nie miało dla niego żadnego znaczenia. Teraz był ponad tym wszystkim, widząc tego, który jest niewidzialny.

Jedno spojrzenie na chwałę Pana, jedna wizja Jego świętości i Szczepanowi już nie można było zaszkodzić. Kamienie i gniewne przekleństwa były nieszkodliwe dla niego z powodu radości, która już go czekała. Jedno spojrzenie na chwałę Chrystusa stawia cię ponad twoimi okolicznościami. Kiedy patrzysz na Chrystusa, świadomie zwracając się do Niego w każdej godzinie, to daje pokój i pogodę ducha tak, jak nic innego.

„My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem: (2 Kor. 3:18). Szczepan uchwycił promienie uwielbionego Człowieka w niebie i był ich odbiciem w społeczeństwie odrzucającym Chrystusa.

Prawdą jest to, że stajemy się tym, co podziwiamy. Właściwe tłumaczenie powinno być takie, „My wszyscy, z odsłoniętym obliczem odbijający chwałę, zostajemy przemienieni!” Chodzi o to, że chrześcijanin odbija, jak lustro tę chwałę, na którą stale patrzy. To my jesteśmy jakby tym „szklanym lustrem” – patrząc na Chrystusa, obiekt naszej miłości i w tym procesie podziwiania Go stajemy się do Niego podobni.

Kiedy wróg naciera jak powódź i trudne okoliczności nas przygniatają, potrzebujemy zarówno zadziwiać i potępiać świat wokół nas, poprzez słodkie i pełne zaufanie w Chrystusie. Jeżeli widzimy to naszym duchowym zmysłem, to osiągamy to, mając stale nasze umysły skupione na Chrystusie.

czwartek, 17 czerwca 2010

NIEUSTAJĄCA MIŁOŚĆ BOŻA

Chcę z wami porozmawiać na temat słowa nieustająca. To oznacza niezmieniająca się w intensywności lub wysiłkach – niepoddająca się, bezkompromisowa, niezdolna do zmiany czy perswazji za pomocą argumentów. Być nieustającym oznacza trzymać się wyznaczonego kursu.

Jaki to wspaniały opis miłości Bożej. Miłość naszego Pana jest absolutnie nieustająca. Nic nie może przeszkodzić czy zmniejszyć Jego miłości do zarówno grzeszników jak i świętych. Psalmista Dawid wyraził to w taki sposób: "Otaczasz mnie z przodu i z tyłu...Gdzie ujdę przed Duchem Twoim? Albo dokąd przed obliczem twoim ucieknę? Jeśli wstąpię do nieba,Ty tam jesteś, A jeśli przygotuję sobie posłanie w krainie umarłych, i tam jesteś." (Psalm 139: 7-8).

Dawid mówi tu o wielkich wyżynach i dolinach, które przechodzimy w życiu. Mówi tak: "Są chwile, kiedy przeżywam wielkie błogosławieństwa, podnosi mnie radość. Innym razem czuję się jakbym był w piekle, potępiony i niegodny. Ale bez względu na to gdzie jestem Panie, bez względu na to jak błogosławiony się czuję, albo jak nisko przygnieciony, Ty jesteś ze mną. Nie mogę uciec przed Twoją nieustającą miłością. Nie mogę jej też odgonić. Ty nie przyjmujesz mojego tłumaczenia jaki to niegodny jestem. Nawet kiedy jestem nieposłuszny – grzeszę przeciwko Twojej prawdzie, biorę twoją łaskę na daremno – Ty nigdy nie przestajesz mnie kochać. Twoja miłość dla mnie jest niezmienna!"

Zwróćmy uwagę na świadectwo apostoła Pawła. Kiedy czytamy o życiu Pawła, to widzimy człowieka, którego celem było zniszczenie Bożego kościoła. Paweł był takim furiatem w swojej nienawiści do chrześcijan. Dyszał groźbą morderstwa skierowaną przeciw każdemu, kto szedł za Jezusem. Starał się o upoważnienie najwyższego kapłana, aby mógł polować na wierzących, wpadać do ich domów i wywlekać ich do więzienia.

Po nawróceniu Paweł składał świadectwo, że nawet w tych latach wypełnionych nienawiścią, kiedy był pełny uprzedzeń, ślepo mordował uczniów Chrystusa, Bóg go kochał. Apostoł pisał: " Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł" (Rzymian 5:8). Powiedział w skrócie: "Chociaż nie byłem tego świadomy, Bóg mnie szukał. Szedł za mną z miłością i tamtego dnia dosłownie zrzucił mnie z wysokiego konia. To była ta niezmienna miłość Boża."

Z biegiem lat Paweł był coraz bardziej przekonany, że Bóg go będzie kochał do końca poprzez wszystkie jego wzloty i upadki. Stwierdził tak: "Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rzymian 8:38-39). Deklarował on: "Teraz, kiedy należę do Boga, nic mnie nie może oddzielić od Jego miłości. Ani diabeł, ani zwierzchności, ani człowiek, ani anioł – nic nie może mnie powstrzymać przed miłością do Boga."

środa, 16 czerwca 2010

GŁOS

Jan Chrzciciel określił swoją służbę jasno i prosto: "Ja jestem głosem wołającego na pustyni" (Jan 1:23). Ten sługa Najwyższego, który według Biblii był największym "spośród tych, którzy narodzili się z niewiasty", był najbardziej błogosławionym ze wszystkich proroków i cenionym kaznodzieją sprawiedliwości.

Tłumy przychodziły, by słuchać przeszywających kazań Jana. Wielu zostało ochrzczonych i stali się jego uczniami. Nawet królowie byli pod jego potężnym wpływem. Niektórzy myśleli, że on był Chrystusem, inni uważali go za Eliasza, który powstał z martwych.

Jan nie pozwolił, by go wywyższali. Wyrzekł się swoich przywilejów i stale usuwał się z centrum sceny. W jego oczach największy z proroków nie był nawet godzien być nazywany mężem Bożym – a tylko głosem na pustyni, skromnym, wycofującym się, nie dbającym o honory. On nie starał się, by uważali go za "potężnie używanego przez Boga". Nawet uważał siebie za niegodnego, by dotykać sandałów Mistrza. Jego całe życie było poświęcone dla "Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata" (Jan 1:20).

Jakież to potężne napomnienie dla nas w obecnym wieku zajmowania się sobą, promowania osobistości, zdobywania wpływów, wywyższania siebie i szukania honorów. Jan mógł to wszystko mieć, ale on wołał, "On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym" (Jan 3:30). By tak było, Jan przypominał wszystkim, którzy go słuchali, "Ja jestem tylko głosem".

Tajemnica szczęścia Jana polegała na tym, że jego radość nie była w jego służbie, ani w jego pracy, ani w osobistej użyteczności lub szerokich wpływach. Jego czystą radością było, by stać w obecności Oblubieńca, słyszeć Jego głos i z tego się radować. Radował się, widząc innych, nawet swoich uczniów, którzy poszli za Jezusem, Barankiem Bożym.

Największym spełnieniem dziecka Bożego jest utrata siebie i pragnień, by być kimś, a radować się z bycia synem lub córką, która żyje w obecności Pana Jezusa Chrystusa. Serce zadowala tylko całkowite zajęcie Chrystusem. Jan stał w rzece Jordan, z oczami utkwionymi na Jezusie i rozkoszował się Jego obecnością. Karmił swoją duszę Chrystusem – jego serce zawsze kierowało się na Niego w uwielbieniu i podziwie.

wtorek, 15 czerwca 2010

SPRAWDZANIE CZŁOWIEKA

"Bóg go zostawił, aby go doświadczyć" (2 Kronik 32:31).

Jesteśmy tak zajęci sprawdzaniem Boga, że nie przygotowaliśmy naszych serc na te wielkie sprawdziany życia, przez które Bóg doświadcza człowieka. Czy jest możliwe, że to wielkie doświadczenie, jakie obecnie przeżywasz, ciężar, który niesiesz, to jest Boże działanie, które sprawdza ciebie?

"Bóg wystawił Abrahama na próbę i powiedział do niego: ... Weź teraz swojego syna ... i złóż go tam na ofiarę całopalną" (1 Mojż. 22:1-2). Bóg wystawił cały naród na próbę, żeby się dowiedzieć co naprawdę było w ich sercach. "prowadził cię przez czterdzieści lat po pustyni, aby cię ukorzyć i doświadczyć, i aby poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał jego przykazań, czy nie (5 Mojż. 8:2).

W 2 Księdze Kronik 32:31 widzimy zdumiewającą rzecz: Bóg pozostawił wielkiego króla na jakiś czas, aby go doświadczyć. "Bóg zdał go na jego własne siły, wystawiając go na próbę, aby poznać wszystkie jego zamysły."

Często, pracując dla Pana, sługa Boży czuje się zapomniany – doświadczany do granic wytrzymałości i pozostawiony samemu sobie w walce z mocami piekła. Każdy człowiek, którego Bóg błogosławił, był doświadczany w taki sam sposób.

Czy znajdujesz się w dziwnych okolicznościach? Czy czujesz się zapomniany i samotny? Czy prowadzisz walkę i przegrywasz z nieprzewidywalnym wrogiem? To są znaki wskazujące na proces doświadczania.

Zwycięstwo jest zawsze pożądane, ale gdybyś zawiódł, to pamiętaj: Bóg jest zainteresowany tym, co pozostało w twoim sercu, twoją postawą, kiedy zwyciężyłeś, albo przegrałeś samotną bitwę. On pragnie twojego oddania dla Niego pomimo porażki.

Jezus obiecał, żen nigdy nas nie porzuci ani nie opuści, ale historie Biblijne pokazują nam, że są takie chwile, kiedy Ojciec wycofuje Swoją obecność, aby nas doświadczyć. Nawet Chrystus przeżywał te chwile osamotnienia na krzyżu. Właśnie w takich chwilach nasz błogosławiony Zbawiciel współczuje najbardziej nam w naszych słabościach i szepce: "Modlę się o ciebie, aby nie ustala twoja wiara."

Jezus mówi, że mamy brać swój krzyż codziennie i naśladować Go (patrz Mat. 16:24). Czym jest ten krzyż? Jest to ciało z jego kruchościami i słabościami. Weź to teraz, idź z wiarą, a Jego siła okaże się mocna w tobie. Czy twój krzyż własnego ja i grzechu jest zbyt ciężki? Więc weź swój krzyż i naśladuj Go. On rozumie i jest koło ciebie, aby dźwigać to ciężkie brzemię!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

CHRYSTUS CIERPI NAJBARDZIEJ, KIEDY CI, KTÓRYCH KOCHA, NIE UFAJĄ MU

Jezus kochał Łazarza, ale bardzo kochał też jego dwie siostry, Marię i Martę. Ich dom był przystanią dla Mistrza. Wiem, że Łazarz i jego rodzina kochali Jezusa, ale Pismo Święte najmocniej podkreśla miłość Chrystusa do nich: Ten, którego miłujesz, choruje" (Jan 11:3).

Kiedy Jezus to usłyszał, wysłał do nich taką wiadomość: "Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony" (w. 4).

Jezus wiedział, że Jego Ojciec chciał, by ten cud przyniósł Mu chwałę, a im zaufanie i wiarę! Okazało się jednak, że to było dla Jezusa przeżycie głębokiego cierpienia. Uczniowie Mu nie zaufali. Maria i Marta zwątpiły i tak też było z płaczącymi przyjaciółmi Łazarza.

Czy Maria wiedziała, jak głęboko Go zraniła, kiedy Go oskarżała, że jest zbyt zajęty czymś innym, a nie interesuje Go ich problem? "Panie, gdybyś tu przybył na czas... ale teraz jest już za późno, tej szkody już się nie da naprawić" (patrz w. 21).

Czy Marta wiedziała, jak zraniła Mistrza, kiedy kwestionowała jego moc zmartwychwstania? On jej wyraźnie powiedział, "Twój brat zmartwychwstanie", ale Jego słowa nie wystarczyły. Ona w gruncie rzeczy odpowiedziała, "O tak, w dniu zmartwychwstania on powstanie z martwych, ale dzisiaj to w niczym nie pomoże" (patrz w. 24).

Jak bolesne musiało to być dla Chrystusa, kiedy Jego najbliżsi przyjaciele wątpili, że On ma wszelką moc, której potrzebowali. "Czy jeszcze nie wiecie, kim Ja jestem"? – to starał się im powiedzieć. "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Wierzcie we Mnie. Ja mam moc i życie" (patrz w. 25).

Myślę, że my nie rozumiemy w pełni Jego bólu w tym momencie. Jego uczniowie nie potrafili zrozumieć, kim On jest. Dość bolesne było już to, że Jego naród Go nie poznał, ale dlaczego ci, których tak kochał, nie poznali Jego mocy? Czyż nie mógł powiedzieć sam do siebie, "Nawet moi najlepsi przyjaciele nie wierzą – to kto w ogóle uwierzy?"

To zwątpienie w Jego moc powoduje ból i smutek naszego Pana! Jeżeli my, Jego najdrożsi przyjaciele nie będziemy ufać Jego mocy i wierności, kto będzie? My nazywamy Go przyjacielem i Panem, ale żyjemy tak, jakby On nie miał mocy potrzebnej by nas zachować w zwycięstwie i radości – w naszym bólu i trudnościach.

To, co naprawdę daje naszemu Panu satysfakcję, to Jego dziecko, które całkowicie odpoczywa w Jego miłości i dobroci.

piątek, 11 czerwca 2010

DOM BOŻY ZMIENIONY W JASKINIĘ ŁOTRÓW

W święto Paschy Jezus poszedł do Jerozolimy i wszedł do świątyni. To, co tam zobaczył, zatrwożyło Go. Kupcy opanowali Dom Boży! On przyszedł do domu modlitwy, a zobaczył, że jest zajęty promowaniem handlu religijnego. Przywódcy religijni liczyli swoje zyski. Byli zajęci! Mężowie Boży stali się handlarzami towarów religijnych i prześcigali się w promowaniu swoich produktów.

Wszędzie w domu Bożym były rozstawione stoły, gdzie sprzedawano owce, gołębie, słodycze, kadzidła i inne produkty dla celów religijnych. Najwięcej hałasu robili wymieniający pieniądze – były to pieniądze zarobione na Bogu i religii.

Jakiż to straszny ból spowodował w delikatnym sercu Pana ten święty gniew? Jego wielkie cierpienie spowodowało, że w Jego cichym duchu powstało sprawiedliwe oburzenie.

Czy możecie sobie wyobrazić ten moment? Z biczem w ręku, Pan wtargnął do świątyni i zaczął wymachiwać we wszystkie strony, przewracając stoły pełne towarów. Rozproszył handlarzy i kramarzy.

„Precz”! krzyczał, „Wynoście się z Domu Mego Ojca! Sprofanowaliście to święte miejsce, zmieniając ten dom modlitwy w targowisko!”

Było to jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń w całej Jego służbie, ale nie mógł stać obojętnie i pozwolić, by dom Jego Ojca stał się jaskinią religijnych łotrów.

Czy chcemy mieć społeczność z Chrystusem w tym aspekcie Jego cierpień dzisiaj? Czy podzielamy Jego cierpienie, kiedy widzimy dom Boży znowu przekazywany handlarzom? Czy wzbiera w nas oburzenie na tą okropną komercjalizację Ewangelii? Czy na tyle odczuwamy Jego gniew przeciwko duchowym handlarzom, by nie mieć udziału w takich czynnościach? Czy odczuwamy na tyle Jego cierpienie, by odrzucić te służby, które oferują takie towary, by tylko na tym zarobić?

Czy potrafimy dzielić Jego cierpienia do takiego stopnia, by stanąć przeciwko tym, którzy dom Boży zamieniają w teatr rozrywki i ośrodek promocji? Czy smucimy się z powodu zarabiania na imieniu Jezusa? Czy potrafimy odwrócić oczy od pieniędzy, a zwrócić je z powrotem na krzyż?

czwartek, 10 czerwca 2010

CHRYSTUS WYGRAŁ BITWĘ ZA CIEBIE

W ostatnich miesiącach czytałem wiele smutnych, godnych pożałowania listów od wierzących, którzy są nadal związani grzesznymi nałogami. Mnóstwo zmagających się chrześcijan pisze: „Nie mogę się uwolnić od hazardu ... jestem w szponach nałogu alkoholizmu ... mam romans i nie mogę tego przerwać ... jestem zniewolony pornografią.” W jednym liście za drugim ci ludzie mówią to samo: kocham Jezusa i błagałem Boga, żeby mnie uwolnił. Modliłem się i szukałem Bożej rady, ale po prostu nie mogę się uwolnić. Co mam zrobić”?

Poświęciłem dużo czasu na szukanie Pana i Jego mądrości w tym jak odpowiedzieć tym wierzącym. Modlę się „Panie, Ty znasz życie Twoich dzieci. Wielu z nich, to naprawdę oddani Tobie, napełnieni Duchem wierzący, ale pomimo tego nie mają Twojego zwycięstwa. Nie znają wolności. Co się dzieje?”

W pewnym okresie studiowałem fragmenty Biblii, które zawierają Boże obietnice dla tych ludzi. Przypomniałem sobie, że Pan obiecał zachować nas od upadku i przedstawić nas bez skazy, usprawiedliwić nas przez wiarę, uświęcić przez wiarę, zachować nas świętymi przez wiarę. On obiecuje, że nasz stary człowiek jest ukrzyżowany przez wiarę i że zostaliśmy przeniesieni do Jego królestwa przez wiarę.

Jedną rzeczą wspólną dla tych wszystkich obietnic jest ten zwrot: „przez wiarę.” Rzeczywiście te wszystkie rzeczy są sprawą wiary, według Słowa Bożego. Dlatego doszedłem do jedynego oczywistego wniosku w sprawie problemów tych zmagających się wierzących: gdzieś korzeniem ich związania jest niewiara. To wszystko bierze się z braku wiary.

Czy zmagasz się, aby odnosić zwycięstwo poprzez siłę własnej wili? Czy prowadzisz walkę w swojej starej naturze? Paweł mówi: „A gdy kto spełnia uczynki, zapłaty za nie nie uważa się za łaskę, lecz za należność; gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość” (Rzym. 4:4-5).

Twoje zwycięstwo nie może wynikać z płaczu i zmagania się, ale poprzez wiarę, że Jezus Chrystus wywalczył dla ciebie zwycięstwo.

„Lecz bez wiary nie można się podobać Bogu” (Hebr. 11:6). Paweł mówi, że do Bożych obietnic jest dołączony tylko jeden warunek: „jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii, którą usłyszeliście” (Kolosan 1:23).

Chrystus poddał wszystko Swojemu Ojcu, żeby być całkowicie posłusznym Synem. My mamy czynić tak samo. Mamy być całkowicie oddani Ojcu, tak jak Chrystus.

środa, 9 czerwca 2010

BÓG CHCE ZASADZIĆ NAS NA GÓRZE JEGO OBECNOŚCI

„I pójdzie wiele ludów, mówiąc: Pójdźmy w pielgrzymce na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba, i będzie nas uczył dróg swoich, abyśmy mogli chodzić jego ścieżkami...” (Izaj. 2:3).

„Wprowadzę na moją świętą górę i sprawię im radość w moim domu modlitwy..” (Izaj. 56:7).

Przesłanie Ducha Świętego do ludu Bożego dzisiaj brzmi, „Wróćcie na górę – wróćcie do Jego świętej obecności”. Wielu teraz słyszy to wołanie i znajduje czas na modlitwę i szukanie Boga. Inni natomiast idą swoją drogą, zbyt zajęci sprawami królestwa, by wspinać się na tą świętą górę.

Izajasz widział zarówno tą chwałę przebudzonej służby, jak i tragedię ślepych i śpiących stróżów. Kiedy jedni stróże otrząsają się i idą z powrotem na górę Bożą, by słyszeć świeże słowo z nieba, inni będą zagubieni w niekończących się działaniach i promowaniu samych siebie.

„Wszyscy jego strażnicy są ślepi, wszyscy są nierozumni, wszyscy oni, to nieme psy, które nie umieją szczekać, tylko ziewają, leżą, lubią spać. Psy to żarłoczne, nienasycone. A są nimi pasterze, którzy na niczym się nie znają. Wszyscy chodzą swoją własną drogą, każdy myśli o własnej korzyści, wszyscy bez wyjątku.” (Izaj. 56:10-11).

Izajasz powiedział, że oni tacy się stali – zadufani w sobie i zajęci dziełami własnych rąk, zainteresowani tylko tym, co sami robią, duchowo martwi – ponieważ „opuścili Pana i zapomnieli o Jego świętej górze” (Izaj. 65:11).

Słudzy Boży, lepiej gdybyśmy słuchali ostrzeżenia proroka Izajasza, kiedy powiedział, „Lecz moim sługom będzie nadane inne imię” (Izaj. 65:15). On wzbudzi nieznanych poszukujących, by obudzić kościół.

Duch wzbudza armię „mężów góry”, którzy będą spędzać czas sam na sam z Bogiem, zamknięci w Jego obecności, słuchający Jego głosu, otrzymujący nową wizję i powracający z radością, by wspierać tych, którzy mają skruszonego ducha. Patrz 65:13-14).

Tak! Oni powrócą – ale z mocą i panowaniem.

Jego oczyszczający ogień obudzi w nas nowe, Boże zasady. Zbyt długo już byliśmy martwi, jeżeli chodzi o bogobojne zasady, potrzebne by uchronić kościół od chaosu. Pan nie będzie już zadowolony z ogólnego dobra w Jego domu; teraz On szuka ognia Chrystusowego w sercu.

wtorek, 8 czerwca 2010

GDZIE MIESZKA BÓG?

Kiedy Jezus odszedł do nieba, apostoł Jan otrzymał niesamowitą wizję chwały. Powiedział: „Nie widziałem tam świątyni, gdyż Pan Bóg Wszechmogący i Baranek są jego świątynią ... a Baranek jest jego światłością” (Obj. Jana 21:22,23). Inaczej mówiąc, jedyną świątynią w niebie jest sam Jezus.

Teraz, kiedy świątynia Boża jest w chwale, siedzi po Jego prawicy, to gdzie Pan mieszka na ziemi? Tak jak sam Bóg zadaje pytanie: „Jaki dom Mi zbudujecie? Gdzie jest miejsce Mojego odpocznienia?” Wiemy, że żaden budynek nie może pomieścić Boga. On nie mieszka w katedrze Św. Piotra w Watykanie. Ani w katedrze Św. Patryka w Nowym Jorku. Nie ma Go też w żadnej z wielkich europejskich katedr, ani - jak powiedział Paweł na wzgórzu Marsa w Atenach -” Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych” (Dz. Ap. 17:24). Mówiąc prostym językiem, jeżeli szukamy mieszkania Boga w jakimś budynku, to takiego miejsca nie znajdziemy.

Pan znalazł mieszkanie dla Siebie – On mieszka i odpoczywa w ciałach swojego ludu, który stworzył. Paweł powiada, że teraz świątynia Boża jest w ludzkich ciałach: „Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor. 3:16).

Kiedy złożymy swoją ufność w Jezusie, stajemy się Jego świątynią, miejscem, w którym mieszka Bóg. Zostało to zademonstrowane w sposób najbardziej widoczny w Górnej Izbie. Duch Święty zstąpił na zebranych tam uczniów i napełnił ich samym Sobą. Uznał też ich poświęcone ciała za Bożą świątynię, do której przyjdzie i zamieszka Ojciec. Duch im będzie pomagał umartwiać i niszczyć uczynki ich grzesznego ciała. Da im moc do zwycięskiego życia. Ich ciała stały się Bożą świątynią, mieszkaniem nie zbudowanym ludzkimi rękami.

Jezus powiada: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (Jana 14:23). Mieszkanie jest to miejsce stałego przebywania.

Paweł mówi: „Wysławiajcie tedy Boga w waszym ciele i w duchu, które są Boże” (1 Kor. 6:20). Inaczej mówiąc, należysz do Boga i On chce, byś był Jego miejscem odpoczynku. Otwórz teraz swoje serce na tę prawdę i oddaj Mu chwałę poprzez przyjęcie jej.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

BOŻY DAR DLA JEGO SYNA

Aż trudno mi pojąć słowa, „A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy.” (Jan 17:22). Pomyślcie o tym. Tak wyznał nasz Pan przed Swoim Ojcem, że oddał samego Siebie tak zupełnie i całkowicie dla nas, jak Jego Ojciec dał Siebie Jemu. On dał nam tę samą intymną miłość, jaką Ojciec dał Jemu i to jest Jego chwała manifestowana w nas. Zostaliśmy wprowadzeni w ten sam rodzaj szczególnych relacji, jaką On ma z Ojcem, a nawet więcej, bo On otwiera ten krąg miłości między nimi dwoma i wprowadza do niego nas. Jesteśmy uczestnikami chwały przekraczającej nasze zrozumienie. Jakie to cudowne, że Chrystus przyprowadza nas do Ojca i prosi, „Aby oni byli jedno z nami!” Mamy pełny udział w miłości Bożej do Jego Syna przez to, że jesteśmy w Chrystusie.

Mówiąc prawdę, można powiedzieć, że Bóg tak ukochał Swojego Syna, że dał mu ten świat. My wiemy, że dał Mu tych, którzy są na świecie, bo Pan powiedział, „Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś...” (w. 6).

Czy wiedzieliście, że jesteśmy Bożym darem dla Jego Syna – darem miłości? „Twoimi byli i mnie ich dałeś.” Ale Chrystus jest w takiej jedności z Ojcem, że przynosi ten dar z powrotem do Niego i mówi, „Wszystko moje jest twoje, a twoje jest moje...” (w. 10). Ten rodzaj miłości nie bierze nic dla siebie, ale wszystko swoje oddaje.

Czyż nie jest pocieszające, jeżeli wiemy, że jesteśmy obiektem takiej miłości między Ojcem i Synem? Co za honor, kiedy Chrystus kładzie nas na Swojej wspaniałej i kochającej dłoni, przedstawia nas Ojcu i mówi, „Ojcze, oni są Twoi! Oni wszyscy należą do nas! Są obiektem naszej miłości! Ojcze, Ja ich kocham i Ty ich będziesz kochał! Zamieszkamy w nich i pokażemy im, jak bardzo są kochani.”

Jak nasze umysły mogą to pojąć? Oto nasz Pan mówi do Swojego Ojca, „Objawię im Twoją miłość do Mnie, by miłość, którą Mnie miłujesz, była w nich”.

piątek, 4 czerwca 2010

MIŁOŚĆ OJCA

Zastanawiam się, ile Bożych dzieci dzisiaj może szczerze wołać do Pana, "Uwielbij mnie w Sobie! Doprowadź do jedności. Pragnę być bliżej, bardziej intymnie. Mistrzu, chcę tylko Ciebie. Bardziej, niż znaki i cuda, muszę mieć Twoją obecność!"

Słuchajcie tej chwalebnej prośby: "Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata" (Jan 17:24).

Chwała, o której mówi Jezus, odnosi się do bardzo intymnego rodzaju miłości – miłości, która nie pozwala na dystans lub oddzielenie od obiektu tego uczucia. Ona pragnie zupełnej jedności, wiecznego połączenia. Ta boska miłość pomiędzy naszym Panem, a Ojcem była dla Niego najważniejsza i On szczerze oczekiwał dnia, kiedy wszystkie Jego dzieci będą mogły zobaczyć to na własne oczy.

Chwała uwielbionemu Imieniu Jezus Chrystus za tak wspaniałą myśl! Chrystus jest tak rozradowany chwałą pochodzącą z intymnej relacji z Ojcem, że pragnie zabrać wszystkie Swoje dzieci do nieba, by mogły to podziwiać.

Właściwie nasz Pan modlił się, "Ojcze, oni muszą zobaczyć tą wspaniałą miłość między nami. Muszą sami zobaczyć, jak zupełnie Tobie oddałem Siebie. Chcę, by zobaczyli, jak jestem kochany – jeszcze od czasów przed stworzeniem świata."

Czyż to nie będzie coś wielkiego, kiedy my, odkupieni, będziemy wprowadzeni do wielkiej sali bankietowej Boga, na ucztę niebiańską i będziemy mogli podziwiać miłość Ojca do Jego Syna, a naszego błogosławionego Zbawiciela? W tym wspaniałym dniu widzę odpowiedź na modlitwę naszego Pana, kiedy patrzy na Swoje dzieci wykupione Jego krwią i ogłasza, "Patrzcie dzieci, czyż nie jest tak? Czy nie powiedziałem wam prawdy? Czy On Mnie tak nie kocha? Czy kiedyś widzieliście taką miłość? Czyż to nie jest miłość doskonała? Teraz widzicie Moją chwałę, miłość mojego Ojca do Mnie i Moją miłość do Niego."

Czy widzicie, święci Boży, że podziwianie chwały Chrystusa w tym dniu będzie objawieniem dla nas miłości Boga do Jego Syna? Jakaż to radość, służyć Zbawicielowi, który jest tak kochany. Czyż nie jest to okropne, że Lucyfer sam odciął się od takiej chwały? On nie doświadcza miłości. On nie ma ojca. To było jego największą stratą i jest to największa strata dzieci szatana – istnieć bez świadectwa lub odczuwania miłości Ojca Niebieskiego. W przeciwieństwie do tego, dzieci Boże są objęte jednością z Jezusem, będąc jeszcze na ziemi. Bóg kocha nas tak, jak kocha Swojego Syna.

czwartek, 3 czerwca 2010

BOŻE BOGACTWA W NAS

Kiedy Pan zamieszka w nas, przynosi z Sobą całą Swoją moc i możliwości. Naraz nasz wewnętrzny człowiek ma dostęp do Bożej siły, mądrości, prawdy, pokoju i wszystkiego, czego potrzebuje do życia w zwycięstwie. Nie musimy wołać do Niego, by zstąpił do nas z nieba. On już jest w nas. Paweł mówi nam, jak mocni jesteśmy w Chrystusie.

„Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem Pana naszego Jezusa Chrystusa... by sprawił według bogactwa chwały swojej, żebyście byli przez Ducha jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą. Temu zaś, który według mocy działającej w nas potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy” (Efez. 3:14-20).

Cóż za zdumiewający fragment. Paweł wymienia tu tylko kilka z tych niesamowitych skarbów, które Pan nam udostępnia. Wszystkie Boże bogactwa są dla nas dostępne w Chrystusie Jezusie.

Niektórzy chrześcijanie wytworzyli sobie obraz samolubnego Boga, który tylko chce, byśmy Go chwalili. Obyśmy nigdy tak nie myśleli o naszym Panu, bo nie po to On przyszedł i zamieszkał w nas. On przyszedł, by nam pokazać, że jest Bogiem, który nie jest daleko od nas. Pan chce, byśmy wiedzieli, że On nie jest tylko gdzieś tam w ciemnym kosmosie. On jest obecny w nas. On nie pojawia się i znika z naszego życia. Nie, On nigdy nie opuszcza Swojego mieszkania w nas.

Paweł zauważa, „Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową” (Efez. 2:13). Apostoł wyjaśnia to dokładnie: Bóg jest tutaj, teraz, mieszka w nas. Kiedy Ojciec zamieszkał w naszej świątyni, przyniósł nam siłę dla naszego wewnętrznego człowieka, głębokie zakorzenienie w Jego miłości, jak również dostęp do Niego, byśmy mogli Go prosić o wszystko. To wszystko On nam umożliwił poprzez Jego boską moc, która działa w nas (patrz Efezjan 3:16-21).

środa, 2 czerwca 2010

CHWAŁA BOŻA

"Teraz Ty mnie uwielbij" (Jan 17:5).

Żaden człowiek nie może właściwie opisać Bożej chwały, jeżeli Go nie pozna. Chwała, to pełnia Boża, a jest to temat zbyt wzniosły dla naszych ograniczonych umysłów. A jednak poznajemy po części.

Kiedy Bóg objawia Swoją chwałę, objawia Siebie. Ten, kto przyjmuje Jego miłość, otrzymuje też Jego miłosierdzie, Jego świętość i Jego siłę.. Kto otrzymuje Jego miłosierdzie, otrzymuje Jego miłość i wszystko to, co stanowi Bożą pełnię. Kto szuka chwały Bożej, musi wiedzieć, że On daje nam samego Siebie, to znaczy, że chce, byśmy korzystali z pełni odpocznienia i zaufania.

Zanim opuścił świat, by powrócić do Ojca w niebie, Jezus modlił się, "Teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał" (Jan 17:5).

Jezus był na łonie Ojca zanim powstał świat. Był jedno z Ojcem i to była chwała. Jedność z Ojcem była rozkoszą i chwałą Jego istoty. To była intymność i jedność.

Tak mało wiemy o Jego chwale. Myślimy tylko w terminach mocy kosmicznej i splendoru. Jesteśmy obcy, jeżeli chodzi o prawdziwe znaczenie chwały Bożej, a nawet nie wiemy, co Jezus miał na myśli, kiedy powiedział, "Uwielbiony jestem w nich" (w.10).

A czy wiecie o tym, że Jezus Chrystus jest uwielbiony w Jego świętych – teraz? On mieszka w nas w Jego boskiej pełni. Jesteśmy kompletni w Nim. Kiedy On przychodzi, by zamieszkać, przychodzi w pełni Swojej chwały, potęgi, majestatu, świętości, łaski i miłości. Otrzymaliśmy chwałę pełnego Chrystusa. Mamy otwarte niebo – przychodźmy odważnie do tronu Jego chwały i przedstawiajmy nasze prośby. Jak wspaniale jest odchodzić z pewnością i nadzieją.

wtorek, 1 czerwca 2010

NOWE STWORZENIE

"Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal. 2:20).

"Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2 Kor. 5:17).

Może mówisz, "Wiem, że jestem w Chrystusie przez wiarę. Wiem, że jestem nowym stworzeniem, ale ciągle zmagam się z pewnym uzależnieniem. To mnie tak zniechęca". Szatan chciałby cię przekonać, że Bóg już z ciebie zrezygnował. Chce, byś myślał, że Bóg widzi cię, jako brudnego, w grzechu. To jest kłamstwo. To, co przeżywasz, to walka ciała przeciw Duchowi w tobie. Taką samą walkę mają wszyscy wierzący. Kiedy to przeżywasz, szatan chce cię przekonać, że twój "stary człowiek:" dalej rządzi.

Bez względu na twój stan, Bóg nie jest chwiejny w Swojej miłości do ciebie. On nigdy nie przestał kochać potomków Adama, pomimo ich grzechów, bałwochwalstwa i pożądliwości. Zachował ich przez całą historię aż do czasu, kiedy zrealizował Swój plan ratunku. Poprzez krzyż wszyscy potomkowie Adama mogli być pojednani z Nim.

Musisz wiedzieć, że twoje stanowisko w Bogu jest oparte na jednej rzeczy: masz zwycięstwo przez krzyż. Zwycięstwo nie przychodzi przez żaden dobry uczynek. Paweł mówi, "Ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą" (Rzym. 8:8). Nasze zwycięstwo przychodzi jedynie przez pokutę, wiarę i zaufanie, że Bóg ma o nas staranie. Naszym zadaniem jest stać mocno na pozycji, którą On łaskawie nam dał w Chrystusie. Jego Słowo zapewnia nas, "Może czasem zawiedziesz, ale kiedy Ja patrzę na ciebie, widzę tylko Mojego Syna, Jezusa. Wyjdziesz z tej walki zwycięsko, bez poczucia winy i potępienia".