piątek, 26 lutego 2010

ONI MIELI ŻYCIE I ŚWIATŁOŚĆ

Kościołowi Jezusa Chrystusa brakuje duchowego autorytetu w społeczeństwie, ponieważ brakuje mu duchowości.

Dlaczego nasze władze i media są tak łaskawe dla chrześcijan? Dlaczego kościół utracił znaczenie i cel w oczach tego świata? Dlaczego młodzi ludzie skreślili chrześcijaństwo, jako całkowicie nie pasujące do ich życia?

Jest tak w większości dlatego, że kościół nie jest już światłością. Chrystus nie rządzi w naszym społeczeństwie, ponieważ nie rządzi w naszym życiu. Kiedy patrzę wokoło, widzę niewielu w domu Bożym, którzy są prawdziwie jedno z Chrystusem. Tak mało społeczności z Niebem. Niewielu kaznodziejów odrzuca świeckie metody, by u Boga szukać prowadzenia. Utraciliśmy naszą światłość, bo utraciliśmy życie Chrystusa. By Boży autorytet miał jakiś wpływ, musimy w nim żyć jako oddane, posłuszne narzędzia.

Zwróćcie uwagę na królestwo Babilonu w czasach Nebukadnesara. Było to najpotężniejsze imperium na ziemi. Daniel prorokował, że każdy następny król będzie mniejszy od niego, będzie miał mniej mocy i mniej wpływu. Dlaczego? Ponieważ Nebukadnesar nie był władcą Babilonu. Siła tego imperium nie pochodziła od tego złotego posągu, który on wystawił. Autorytet Babilonu był w rękach małej grupy ludzi oddanych Bogu. Pan ustanowił tajny, niebiański rząd, który był kierowany przez Daniela i jego trzech hebrajskich towarzyszy. Ci ludzie byli Bożymi narzędziami sprawowania władzy, ponieważ oni działali w sferze niebiańskiej. Oni odrzucili wszelkie systemy tego świata. Zamiast tego zamykali się sam na sam z Bogiem.

W wyniku tego ci święci mężowie znali czas Boży. Mogli powiedzieć ludziom, co Bóg miał zamiar czynić w danym czasie. Oni byli jasno święcącym światłem dla całego narodu, bo mieli w sobie życie Boże.

W 2 Królewskiej czytamy o tym, jak Syria prowadziła wojnę z Izraelem. W tym czasie prorok Elizeusz siedział w domu w społeczności z Panem. Ten człowiek był potajemnym Bożym władcą i panował z autorytetem. Elizeusz słyszał głos Boży i posyłał wiadomość do króla izraelskiego, ostrzegając go o każdym ruchu armii Syryjskiej.

Kiedy król syryjski dowiedział się o tym, otoczył przy pomocy batalionów wojska miasto, w którym mieszkał prorok. Jednak Bóg zaślepił oczy Syryjczyków i wreszcie Elizeusz poprowadził ich jako jeńców do obozu Izraela. Elizeusz znał każdy ruch szatana, ponieważ miał światło i życie.

środa, 24 lutego 2010

BEZ ZMAZY LUB SKAZY

Kościół Chrystusa nigdy nie był lubiany ani akceptowany przez świat i nigdy nie będzie. Jeśli żyjesz dla Jezusa, nie będziesz musiał separować się od ich towarzystwa, oni to zrobią za ciebie. Wystarczy, że będziesz żył dla Jezusa. Nagle stwierdzisz, że jesteś wyszydzany, odrzucany i nazywany złym: „Ludzie was nienawidzieć będą i... was wyłączą, i lżyć was będą, i... imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego” (Łuk. 6:22).

Ale Jezus dodaje, że to jest droga do prawdziwego spełnienia. „Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je” (Mat. 16:25). Inaczej mówiąc, „Jedyny sposób, by znaleźć sens życia, to oddać dla Mnie wszystko, co masz.. Wtedy znajdziesz prawdziwą radość, pokój i satysfakcję”. Chrystus mówi nam, „Mój kościół ma być bez skazy lub zmazy. Dlatego, jeżeli przychodzisz do Mnie, musisz chcieć odrzucić wszelki grzech. Musisz wszystko Mi poddać i umrzeć dla swojego JA, dla grzesznych ambicji i egoizmu. Przez wiarę zostaniesz pogrzebany ze Mną, ale Ja wzbudzę cię do nowego życia”.

Pomyśl, co to znaczy, być bez skazy lub zmazy. Wiemy, że skaza jest wadą. A co ze zmazą lub zmarszczką? Czy słyszałeś już kiedyś wyrażenie „nowa zmarszczka”? To znaczy, dodać nowy pomysł do istniejącej koncepcji. To oznacza tych, którzy, którzy próbują poprawiać Ewangelię. Sugeruje to łatwiejszą drogę do osiągnięcia zbawienia, bez pełnego poddania się Chrystusowi.

Taka ewangelia jest obecnie głoszona w wielu kościołach. Kazania są skierowane tylko na zaspokojenie potrzeb ludzi. Kiedy czytam słowa Jezusa, widzę, że takie kazania nie przyniosą pożytku. One nie wykonują prawdziwego dzieła Ewangelii.

Nie zrozumcie mnie źle: Nie jestem przeciwny kazaniom o pocieszaniu i posilaniu ludu Bożego. Jako pasterz Pana, jestem właśnie do tego powołany. Ale gdybym głosił tylko dla zaspokojenia potrzeb ludzi, a ignorował wezwanie Chrystusa do oddawania naszego życia, to prawdziwe potrzeby i tak by nie zostały zaspokojone. Słowa Jezusa są wyraźne: Nasze potrzeby będą zaspokojone, jeżeli umrzemy dla swojego JA i weźmiemy Jego krzyż.

wtorek, 23 lutego 2010

ON GŁOSIŁ OPAMIĘTANIE

Jezus ogłosił, „Mój kościół jest miejscem pokuty i opamiętania”. Apostoł Paweł stwierdza, „Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim; to znaczy, słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu” (Rzym. 10:8-11).

Mówiąc prosto, dostępujemy zbawienia przez nasze otwarte wyznanie grzechu i opamiętanie. Jezus powiedział, „Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mat. 9:13). Mówi, że przez pokutę jesteśmy uzdrowieni i odnowieni. „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych” (Łuk. 5:31-32).

To jest dobra nowina. Jezus mówi nam, „W Moim kościele każdy jest uzdrawiany przez pokutę. Bez względu na to, kim jesteś – czy złamany fizycznie, chory umysłowo lub duchowo. Każdy musi przyjść do Mnie w ten sam sposób i wszyscy znajdą uzdrowienie poprzez opamiętanie.

W ilu kościołach w dalszym ciągu zapraszają ludzi ze skruszonym sercem do ołtarza modlitwy i do pokuty? Ilu pastorów przestało już nawoływać do tego najważniejszego duchowego dzieła? Ilu wierzących zatraciło już wszelkie poczucie i potrzebę wyznawania grzechów?

Jakie jest najważniejsze przesłanie Ewangelii Chrystusowej? On wyjaśnia to dokładnie we wszystkich czterech Ewangeliach. Mówi nam, „To ma być głoszone w Moim kościele. To jest Moje przesłanie do wszystkich grzeszników”.

„Jezus przyszedł do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii” (Mar. 1:14-15). To jest pierwsze, zapisane kazanie Jezusa. On głosił opamiętanie!

Dla niektórych chrześcijan to może brzmieć, jak ostry język. Mogą odpowiadać, „Dobrze, ale jak mocno Jezus głosił opamiętanie? Na to pytanie odpowiada Łukasz w swojej Ewangelii. Jezus powiedział do Swoich słuchaczy, „Jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy tak samo poginiecie” (Łuk. 13:5).

poniedziałek, 22 lutego 2010

RYSUJĄC SWOJE WŁASNE KOŁO

Czy jesteś zatroskany członkiem rodziny lub przyjacielem, który nie rośnie lub nie staje się dojrzałym w Chrystusie? Kiedy oceniasz tego człowieka, czy używasz własnego zrozumienia Chrystusa dla jego życia? Czy nakreśliłeś swoje własne koło, oznaczające co to znaczy być prawdziwym naśladowcą Chrystusa, a twoi bliscy nie poruszają się w tym kole?

Czy to możliwe, że ograniczasz Chrystusa? Czy twój Jezus jest tak mały, tak ciasno ograniczony, że nie wierzysz, iż Duch Święty może wykonywać w kimś Jego głębokie działanie? Czy potępiasz kogoś, ponieważ nie pasuje do twojego projektu? Czy wierzysz, że Bóg jest tak wielki, że może działać w nim w sposób dla ciebie niewidoczny?

Około 35 lat temu Celeste Horvath, kobieta o niechlubnej opinii weszła do ośrodka Teen Challenge w Brooklynie. Była ona najbardziej notoryczną matroną, prowadzącą ośrodek prostytucji, z którego korzystali nawet najbardziej znani w kraju mężczyźni. Celeste wychowała się w domu zielonoświątkowym i jej modląca się babcia prorokowała do niej, „Ty będziesz ewangelistą”. Jednak Celeste odrzuciła jej wychowanie i zajęła się prostytucją.

Kiedy krąg prostytutek Celeste powiększał się, uzależniła się od narkotyków. Przez cały ten czas w jej sercu toczyła się walka. Co wieczór modliła się, „Boże, pozwól mi przeżyć jeszcze jeden dzień”. Wreszcie Celeste została aresztowana. Ta wiadomość była na pierwszych stronach gazet. Pewnego razu jej brat napisał do niej tak, „Zhańbiłaś naszą rodzinę i nie ma już dla ciebie odkupienia”.

Ale Jezus nigdy jej nie odrzucił. Pewnego dnia, w swojej najgorszej godzinie Celeste modliła się i złamała się przed Panem. Wtedy nastąpiła w niej natychmiastowa zmiana i w jednej chwili stała się nowym stworzeniem.

Wszyscy, którzy widzieli życie Celeste z zewnątrz, myśleli, że jest to beznadziejny przypadek. Ale oni ograniczali spojrzenie Chrystusa. Nie widzieli działania w niej Ducha Świętego przez te wszystkie lata. Chociaż ludzie w życiu Celeste widzieli ją tylko, jako grzeszną i nieczystą, Pan widział w niej ewangelistkę.

Celeste pojawiła się w Teen Challenge przed skazaniem jej i my ją przyjęliśmy. Odsiedziała wyrok w więzieniu, gdzie stała się ewangelistką, bo do tego Bóg ją powołał. W więzieniu przyprowadziła wiele dusz do Jezusa. Po zwolnieniu z więzienia głosiła w potężny sposób Ewangelię na ulicach, a wreszcie założyła zbór w Long Island. Zbór ten do dzisiaj jest gorliwy dla Pana.

czwartek, 18 lutego 2010

PODZIW I SZACUNEK

Biblia wyraźnie wskazuje, że istnieje bojaźń Pańska, którą każdy wierzący powinien rozwijać. Prawdziwa bojaźń Boża zawiera podziw i szacunek, ale idzie o wiele dalej. Dawid mówi nam, „Występne podszepty ma bezbożny we wnętrzu serca swego. Nie ma bojaźni Bożej przed oczyma jego” (Psalm 36:2). Dawid mówi, „Kiedy widzę kogoś czyniącego zło, to moje serce mówi mi, że taki człowiek nie ma bojaźni Bożej. On nie zna prawdy o grzechu, ani o Bożym powołaniu do świętości”.

Prawdą jest, że bojaźń Boża daje nam moc do zwycięstwa w czasach złych i grzesznych. A jak zdobyć taką bojaźń? Jeremiasz odpowiada proroctwem ze Słowa Bożego: „I dam im jedno serce, i wskażę jedną drogę, aby się mnie bali po wszystkie dni dla dobra ich samych i ich dzieci po nich. I zawrę z nimi wieczne przymierze, że się od nich nie odwrócę i nie przestanę im dobrze czynić; a w ich serce włożę bojaźń przede mną, aby ode mnie nie odstąpili” (Jeremiasz 32:39-40).

To wspaniała obietnica od Pana. On obiecuje, że da nam w Jego świętą bojaźń, ale Bóg nie wrzuci tej bojaźni w nasze serca, jak jakieś nadnaturalne olśnienie. Nie!. On wkłada w nasze serca bojaźń poprzez Jego Słowo.

Czy to oznacza, że bojaźń Boża jest zaszczepiona w naszych sercach poprzez zwykłe czytanie Biblii? Nie, absolutnie nie! Ona przychodzi, kiedy my świadomie postanawiamy, że będziemy posłuszni każdemu słowu, które czytamy w Słowie Bożym. Tak mówi Pismo Święte. Mówi nam, jak na Ezdrasza zstąpiła bojaźń Boża: „Ezdrasz bowiem postawił sobie za cel zbadać zakon Pański i wprowadzić go w czyn” (Ezdrasz 7:10).

Bojaźń Boża nie jest pomysłem tylko Starego Testamentu. Bojaźń Boża jest wspominana zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Stary mówi nam, „Bój się Pana i unikaj złego!” (Przypow. 3:7). Również Nowy stwierdza, „Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami” (Rzym. 3:18). Paweł dodaje, „Oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej” (2 Kor. 7:1).

ŚWIATŁO, KTÓRE NIE MA BYĆ W UKRYCIU

Jezus mówi nam: „Wy jesteście światłością świata” (Mat 5:14). Te słowa mówią o czymś więcej niż tylko wykonywaniu jakiejś służby. One wykraczają poza nauczanie, kazanie czy rozdawanie traktatów. Chrystus mówi nam bardzo wyraźnie „Wy jesteście światłością.” Nie jesteście jedynie odbiciem światła. Nie jesteście tylko przewodnikiem. Jesteście samym światłem. Intensywność tego światła jest uzależniona od intensywności waszego chodzenia ze Mną.

Czy widzicie co Pan tu pokazuje? Świat poznaje tych, którzy chodzą w bliskiej społeczności z Nim. Wasi sąsiedzi czy współpracownicy mogą nie wiedzieć o waszej codziennej społeczności z Chrystusem, waszej wierze w Niego, waszym poleganiu na Nim. Ale na pewno widzą światło, które świeci z was dzięki życiu, które prowadzicie z Nim. I jeżeli nic nie zakłóci tego życia, wasze światło będzie nadal świecić w ciemności.

„Wy jesteście światłością świata. Miasto położone na górze nie może się ukryć” (Mat. 5:14). Jezus mówi: Postawiłem was na wystawie dla tego świata. Ludzie patrzą na was, ponieważ uczyniłem was widowiskiem. Jesteście światłem, które nie powinno się ukrywać.”

Kim są te światła na wzgórzu? Gdzie je możemy zobaczyć? Zazwyczaj nie widzimy ich w świetle jupiterów. Nie ma ich wśród skupionych na sobie, samo promujących się ludzi, którzy robią wszystko, żeby mieć uznanie w tym świecie. Nie ma ich też wśród tych ważnych klik w kościele, którzy udają świętych, ale plotkują, szemrzą i narzekają.

Przez te wszystkie lata widziałem wielu wierzących, którzy mają wygląd pobożnych, ale naprawdę są duchowo leniwi. Opowiadają innym o swoich upadkach i słabościach, bo wydaje im się, że to jest pokora, ale szybko osądzają innych. Nie mają prawdziwego, obdarowującego ducha sługi, jaki był w Chrystusie. Wręcz przeciwnie, „światło”, które mają, jest właściwie ciemnością. Jezus mówi: „Jeżeli światło, które jest w tobie jest ciemnością, to sama ciemność jaka będzie?” (Mat. 6:23). Tam gdzie nie ma życia Chrystusa, nie może też być światłości dla innych.

„Niech wasza światłość tak świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (5:16). Powodem dla którego mamy świecić na tym świecie jest to, aby Bóg mógł otrzymać chwałę.

środa, 17 lutego 2010

ŻYCIE ZA ŚWIATŁEM

„A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jana 8:12).

Jezus był i nadal jest światłością świata. Jan powiada, że ta światłość była tworzona przez życie, które było w Chrystusie. „W Nim było życie, a to życie było światłością ludzi” (Jana 1:4). Mówiąc prosto, życie, które było w Chrystusie było źródłem światłości dla świata. Wszyscy, którzy wierzą „będą mieli światłość życia” (Jana 8:12). Czym było to „życie za światłem”, o którym mówi Pismo?

Większość z nas myśli o tym życiu jako wiecznym istnieniu, które jest ucieleśnione w Chrystusie. Widzimy to jako Jego moc do udzielania wiecznego życia wszystkim, którzy wierzą. Ale Jan mówi tu o czymś więcej. Kiedy używa słowa „życie”, to mówi o całej biografii istnienia Jezusa.

Jezus mówi nam, że mamy żyć tak jak On żył. Abyśmy mogli żyć tak jak Chrystus na tym świecie, to musimy znać i doświadczać Jego życia. Nasze życie musi się utożsamiać z Jego życiem.

Chcę wam powiedzieć jak ja się utożsamiam z tym życiem, które jest w Chrystusie. Raduję się w tych dobrych, małych rzeczach, które Jezus czynił, dotykał i powiedział. Wierzę, że Jego codzienne czyny, słowa i chodzenie z Ojcem mają na celu pokazanie nam życia Chrystusa.

Myślę o przyjaźni Jezusa z Łazarzem. Myślę o Nim, jak oddalał się od tłumu po długim czasie służby. Myślę o Nim, kiedy cieszył się czasem przebywania w domu Marii, Marty i Łazarza. Myślę też o tym, jak Jezus brał w ramiona małe dzieci i błogosławił je. Myślę o Jego posłuszeństwie względem matki, nawet jako dorosły człowiek, kiedy zamienił wodę w wino na przyjęciu weselnym. Myślę o miłości Jezusa dla odrzuconych, niekochanych, biednych. Myślę o Jego współczuciu dla kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, albo o tym jak docenił wdowę, która miała tylko dwa grosze na ofiarę.

Wydaje mi się, że nie wystarczyłoby ksiąg, aby zapisać te wszystkie rzeczy, które Jezus czynił z miłości, kiedy chodził po tej ziemi. W tych fragmentach znajdujemy wskazówki w jaki sposób możemy utożsamić nasze życie z Chrystusem. W ten sposób zrozumiemy życie, które jest światłością.

wtorek, 16 lutego 2010

OPIERANIE SIĘ NA OBIETNICY

Dzięki Bożej „zapobiegającej” obietnicy możemy otrzymywać zwycięstwo i panowanie zanim się jeszcze rozpocznie bitwa. „ Panie! Król raduje się mocą twoją I weseli się bardzo zbawieniem twoim! Spełniłeś pragnienie serca jego I prośbie ust jego nie odmówiłeś (Psalm 21:2,3).

Może się zastanawiasz: „Jak Dawid mógł się radować? Przeżywał najintensywniejsze ataki w swoim życiu. Jak mógł mieć radość, kiedy mógł zostać zraniony czy zabity?

Dawid odpowiada:”Bo wyszedłeś mu naprzeciw z darami, które przynoszą błogosławieństwo, Włożyłeś na głowę jego koronę szczerozłotą (21:4). Dawid mówi tu o czymś, co zmienia życie: „Spotykam potężnego wroga, który jest zdecydowany mnie zniszczyć. Ale moja dusza ma pokój. Dlaczego? Pan przewidział moją walkę. On też obsypał mnie zapewnieniem Jego miłości. Mój wróg może spowodować, żebym się potknął lub upadł i w tym punkcie może się wydawać, że jestem skończony. Ale Bóg powiedział mi, że jeżeli powstanę, to otrzymam Jego siłę i zwyciężę w walce.”

Potem Dawid podał takie oświadczenie wiary zanim wyruszył na wojnę. „Włożyłeś na moją głowę koronę szczerozłotą (21:4). Wspomniana tu korona złota jest symbolem zwycięstwa i panowania. Dawid mówił: Idę na wojnę i opieram się na Bożej obietnicy dla mnie. On powiedział, że wyjdę z walki z koroną zwycięstwa.”

To podsumowuje doktrynę o Bożej „zapobiegliwej dobroci”. On przewidział nasze wszystkie walki – wszystkie nasze walki z grzechem, ciałem i diabłem – a w Swoim miłosierdziu i dobroci spłacił nasz dług przed czasem. Nasze zwycięstwo jest już dokonane.

Boża zapobiegliwa dobroć ma zastosowanie szczególnie do tych, którzy kochają Jezusa i są zaskoczeni przez grzech. Pan nas zapewnia, że nawet jeżeli jesteśmy na jakiś czas powaleni, to wyjdziemy z walki wyprostowani z podniesioną głową dlatego, że Jezus zapłacił nasz dług.

poniedziałek, 15 lutego 2010

„ZAPOBIEGAJĄCA” MIŁOŚĆ

„Bo wyszedłeś mu naprzeciw z darami, które przynoszą błogosławieństwo, (w j.angielskim ten tekst brzmi tak: Ty zapobiegasz mu z błogosławieństwami dobroci), Włożyłeś na głowę jego koronę szczerozłotą (Psalm 21:4). Na pierwszy rzut oka ten werset Dawida jest trochę zagadkowy. Słowo „zapobiegać” ( w j. angielskim „Prevent”) zazwyczaj kojarzy się z przeszkodami, a nie błogosławieństwem. Współczesne tłumaczenie by brzmiało: „Pan przeszkadzał Dawidowi błogosławieństwami i dobrocią.”

Jednak Biblijne słowo podane jako „zapobiegasz” (prevent) ma zupełnie inne znaczenie. Oznacza ono przewidywanie potrzeby i zaspokojenie jej przed czasem. „I stanie się, że zanim zawołają, Ja odpowiem, a kiedy jeszcze mówić będą, wysłucham” (Izajasza 65:24).

Ten werset daje nam niesamowity obraz miłości Pana do nas. Widać z tego, że On tak bardzo pragnie nas błogosławić, jest tak gotowy, aby wypełnić Swoje miłosierdzie w naszym życiu, że nie może się doczekać, aż my Mu przedstawimy nasze potrzeby. Dlatego wychodzi naprzeciw i dokonuje aktów miłosierdzia, łaski i miłości względem nas. To Mu sprawia wielką przyjemność.

Właśnie o tym mówił Dawid w Psalmie 21: „Panie, Ty wylewasz na mnie błogosławieństwo i dobroć zanim ja jeszcze o to poproszę. Dajesz więcej niż ja jestem w stanie prosić, albo pomyśleć.”

Dawid odnosił się do jakiegoś niesamowitego dzieła, którego Bóg dokonał dla niego w sferze duchowej. Było to coś, co dało Dawidowi zwycięstwo nas wrogami, odpowiedzi na modlitwy, zwycięską moc i niewymowną radość. Bóg to wszystko uczynił zanim jeszcze Dawid zaczął się modlić, żeby wylać swoje serce czy przedstawić swoją prośbę. Kiedy już Dawid wylał swoje serce, to stwierdził, że Bóg już się o to zatroszczył, aby pokonać jego wrogów. Zwycięstwo Dawida zostało zapewnione zanim jeszcze się zbliżył do linii walki.

piątek, 12 lutego 2010

Wszystkie przyszłe pocztowe są przenoszone do: http://www.worldchallenge.org/pl/view/devotions

NASZ PUNKT SKUPIENIA

Kiedy chrześcijanie w czasach Pawła wyczuwali zbliżające się zniszczenie Jerozolimy, chcieli wiedzieć więcej na temat tych proroczych wydarzeń. Bali się, kiedy dochodziły do nich wieści o okrutności armii najeźdźcy, które zabierały mnóstwo jeńców do niewoli. To sprawiało, że ci wierzący wyczuwali, iż zbliżają się niebezpieczne czasy. Prosili więc Pawła, żeby im powiedział coś więcej o tym, co miało przyjść. „Napisz nam coś więcej jak mamy odczytywać te czasy.”

Paweł odpowiedział im tymi słowami zapewnienia: „ A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy” (1 Tesal.5:1,2).

Paweł opisywał im co się będzie działo, kiedy Chrystus powróci: „ Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem. Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy” (4:16-18).

Napominanie Pawła miało być dla nich zachętą. On właściwie mówił: „Nie musicie się obawiać tych rzeczy, które przyjdą na ziemię. Nie musicie się zbytnio niepokoić z powodu tych wszystkich groźnych znaków i klęsk. Dobrze wiecie co to oznacza. To wszystko sygnalizuje przyjście Pana Jezusa po swój lud.”

Prawda jest taka, że historia do czegoś zmierza. Możemy być pewni, że ten szybki prąd nadchodzących wydarzeń dzisiaj niesie nas w kierunku wiecznego Bożego celu. Ten świat nie został zapomniany i Pan nie porzucił ziemi, bez względu na to jak bardzo bezbożni i niewierni stają się ludzie. Bóg po prostu realizuje Swój cel w Swoim czasie. To co teraz widzimy, to jest szybki bieg wydarzeń zmierzających do „jednego boskiego wydarzenia”, które jest przed nami: nowe niebo i nowa ziemia, gdzie Chrystus będzie panował niepodzielnie przez całą wieczność.

Jako naśladowcy Chrystusa, nie koncentrujemy się na codziennych wiadomościach. Nie mamy myśleć o wojnach i wieściach wojennych, ani o możliwości ataku nuklearnego, ani o tym wszystkim, co przyjdzie na ten świat. Kiedy Jezus powiedział: „Wtedy podnoście wasze głowy do góry” ( zobacz Łukasz 21:28), to mówi na czym mamy się skupiać.

czwartek, 11 lutego 2010

BÓG NASZYCH OLBRZYMÓW

Bóg powiedział do Joba: „Oto hipopotam, którego stworzyłem jak i ciebie (Joba 40:15). Czy krokodyla zdołasz złapać na wędkę albo powrozem skrępować jego język? (40:25).

Dlaczego Bóg rozpoczął swoje objawienie każąc Jobowi zastanawiać się nad tymi masywnymi olbrzymami? Dlaczego Bóg chciał, żeby Job spojrzałw pyski hipopotama i krokodyla?

Najpierw Bóg przedstawił ten problem swojemu słudze tak: „Spójrz Jobie, zbliża się do ciebie hipopotam. Co ty zrobisz? Czy możesz z nim walczyć swoją siła fizyczną? Nie? To może przekonasz go swoimi pięknymi słowami.

„A teraz spójrz na krokodyla, który ci zagraża. Jak sobie z nim poradzisz? To stworzenie ma serce jak z kamienia. Nie ma u niego miłosierdzia.” To było coś więcej niż zwykła lekcja na temat królestwa zwierząt. Bóg przekazywał Jobowi coś na temat życia „olbrzymów.” Pokazywał Swojemu słudze, że te dwa niesamowite, groźne, potężne stworzenia reprezentowały potężne problemy, jakie szalały w życiu Joba.

„Popatrz na hipopotama. On depcze wszystko na swojej drodze. On jest po prostu zbyt wielkim problemem dla ciebie, żebyś mógł go ujarzmić. Jobie, nie jesteś dla niego równorzędnym przeciwnikiem. Nie możesz zrobić nic, żeby go ujarzmić. Tylko Ja, Pan wiem jak zatrzymać takie potężne stworzenie.”

„A co z krokodylem, Jobie? Żaden człowiek nie może walczyć z takim stworzeniem. Nikt też w swojej sile nie może pozbawić krokodyla jego grubej zbroi. To samo jest prawdą w odniesieniu do twojego duchowego wroga, diabła. Tylko Ja mogę wygrać z nim.”

Czy słyszysz co Bóg mówi w tym obrazie? On mówi nie tylko do Joba, ale do wszystkich wierzących. Mówi tak: „Stań twarzą w twarz z prawdą o olbrzymach w twoim życiu. Ty sobie z nimi nie poradzisz. Ja jestem jedynym, który to może zrobić.” Job odpowiedział: „Mój Bóg jest wszechmogący. On wszystko może. Żaden Jego cel nie może zostać zmieniony. Wiem, że nie mogę sam pokonać hipopotama czy krokodyla, ale to nie ma znaczenia. Wiem, że Bóg może. Moja rola polega po prostu na tym, aby się uciszyć i oglądać wybawienie Pana” (zobacz Joba 42:1,2).

środa, 10 lutego 2010

KAŻDA WALKA ZWYCIĘZCĄ

Bóg obiecał, że z każdej walki wyjdziesz jako zwycięzca, ukoronowany Jego siłą. „ Powstań, Panie, w mocy swojej, a będziemy śpiewać i wysławiać potęgę Twoją” (Psalm 21:14).

W jaki sposób Pan „ochrania” nas przy pomocy tych błogosławieństw dobroci i miłosierdzia?Duch Święty wypędza od nas wszelki strach – strach przed upadkiem, przed tym, aby nie być odciętym od Boga, przed utraceniem obecności Ducha Świętego – przez wszczepienie w nas Jego radości. Mamy iść naprzód z radością tak, jak Dawid, gdyż Bóg nas zapewnia, że zwyciężymy.

Jednak tak niewielu chrześcijan ma tę radość i niezmierną pewność. Wielu z nich nie zna odpocznienia duszy czy pokoju obecności Chrystusa. Chodzą wkoło jakby w żałobie, widzą siebie pod palcem Bożego gniewu, a nie pod Jego ochraniającymi skrzydłami. Widzą Go jako szorstkiego nadzorcę, który jest cały czas gotowy, aby spuścić bicz na ich grzbiety. Dlatego żyją nieszczęśliwi, bez nadziei, bardziej martwi niż żywi.

Ale w Bożych oczach naszym problemem nie jest grzech, tylko zaufanie. Jezus załatwił nasz problem grzechu raz na zawsze na Golgocie. On nie wraca do naszej przeszłości: „Tym razem przekroczyłeś granicę.” Nigdy!Jego postawa względem nas jest wręcz odwrotna. Jego Duch ustawicznie nas pociąga, przypomina nam o miłosierdziu Ojca nawet w środku naszych upadków.

Kiedy skupiamy się na naszych grzechach, to tracimy z oczu to, czego Bóg chce dla nas najbardziej: Bez wiary nie można się podobać Bogu. Ten, kto przystępuje do Boga musi wierzyć że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają szczerze” (Hebr. 11:6). Ten werset mówi wszystko. Nasz Bóg nagradza i tak bardzo pragnie obdarowywać nas Swoim miłosierdziem, że błogosławi nas przed czasem.

Nasz niebiański Ojciec chce, żebyśmy Go tak postrzegali. On wie kiedy będziemy pokutowali za nasze upadki i grzechy. On wie, kiedy przychodzi nasze złamanie. Ale nie może się doczekać tej chwili, dlatego włącza się i mówi: „Chcę zapewnić moje dziecko, że nie będzie sądzone, bo Ja już mu przebaczyłem poprzez oczyszczającą krew Mojego Syna.”

wtorek, 9 lutego 2010

DLACZEGO „ZIELONOŚĆ” JEST WAŻNA?

„I powiedziano im, aby nie wyrządzały szkody trawie, ziemi ani żadnym ziołom, ani żadnemu drzewu, a tylko ludziom, którzy nie mają pieczęci Bożej na czołach” (Obj. Jana 9:4).

Dlaczego „zieloność” jest ważna dla naszej wiary? Pamiętaj, że szarańcza miała rozkaz, żeby nie dotykała niczego zielonego. Prosto mówiąc, nie mogą one szkodzić nikomu, kto chodzi w wierze.

Tak więc nawet podczas szczytu ich ataku, ci, którzy ufają w Bogu, będą stali mocno, jak zdrowe, zielone drzewa. Nie zaszkodzi im żadna szarańcza,włącznie z terrorystami. Najlepszą obroną przed wszelkiego rodzaju atakami z piekła jest duchowe zdrowie. Aten rodzaj duchowego zdrowia przychodzi jedynie wtedy, kiedy zwracamy się do Pana i ufamy Jego obietnicom.

Pozwól, że zadam ci pytanie:

  • Czy ufasz całkowicie w Bożym przebaczeniu? Czy polegasz na Jego krwi, która oczyszcza od każdej nieprawości? Jeżeli czujesz się oskarżany i ustawicznie starasz się podobać Bogu, to nie jesteś zielony i zdrowy. Największym Bożym pragnieniem jest to, abyś zaakceptował Jego dar przebaczenia i odpoczywał w tym.

  • Przyjąłeś Boże przebaczenie. Ale czy ufasz Jego bezwarunkowej miłości do ciebie?

Nasz Pan nie odcina nas za każdym razem, kiedy upadniemy. On nie patrzy ustawicznie przez nasze ramię, żeby żądać od razu naprawienia wszystkiego. On po prostu prosi, żebyśmy przyszli do Niego i wyznali: „Wierzę w Twoje Słowo, Panie. Przebacz mi, oczyść mnie, trzymaj mnie w Swoich ramionach.”

Bóg pragnie, żebyśmy przeżywali każdy nasz dzień bez strachu. Dlatego nie pozwalajmy, żeby szatan oskarżał nas z powodu naszych upadków z przeszłości. Jeżeli pokutowaliśmy z nich, to jesteśmy pod przykryciem drogocennej oczyszczającej krwi.

Oto Boża obietnica dla wszystkich, którzy pokładają swoją ufność w Nim: „Jedni chlubią się wozami, drudzy końmi, Lecz my chlubimy się imieniem Pana, Boga naszego. Zadrżały im kolana i upadli, lecz my stoimy i trwamy” (Psalm 20:8,9).

poniedziałek, 8 lutego 2010

LEPSZE NIŻ PIĘĆDZIESIĄTNICA

Jan Chrzciciel nie dożył Pięćdziesiątnicy! Nie widział tych języków ognia, ani nie słyszał potężnego wichru. Nie oglądał Jerozolimy poruszonej przez tłumy nawróconych. Ale Jan powiedział, że jego radość jest pełna! On słyszał coś lepszego, niż ten potężny powiew – lepszego, niż dobre wiadomości – lepszego niż głosy radosnej oblubienicy. On słyszał głos Zbawiciela.


„Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, raduje się niezmiernie, słysząc głos oblubieńca. Tej właśnie radości doznaję w całej pełni”. (Jan 3:29).


Jan zakosztował największej radości, jaką może mieć naśladowca Jezusa. Powiedział, „Stałem i słyszałem, jak On mówił do mnie. Jego głos spowodował gwałtowne bicie mojego serca. On mówił do mnie osobiście! Ja słyszałem Jego głos i raduję się na sam dźwięk Jego głosu”.


Niektórzy uczą, że Pan już nie mówi do człowieka inaczej, jak tylko przez objawione Słowo. Nie mogą uwierzyć, że człowiek może być dzisiaj kierowany i błogosławiony przez słuchanie tego cichego, delikatnego głosu.


Jezus powiedział, „Moje owce znają Mój głos i słyszą, kiedy wołam... a innych nie słuchają..”


Obecnie boimy się tych wszystkich nadużyć, że będziemy prowadzeni przez objawienia sprzeczne ze Słowem Bożym. Ale te wszystkie nadużycia nie są z winy Boga. Każda fałszywa wizja, fałszywe proroctwo i fałszywe prowadzenie jest bezpośrednim rezultatem pychy i samowoli człowieka. Ludzie nadużywają każdego daru Bożego. Mimo to Bóg dalej mówi bezpośrednio do serc tych, którzy chcą słuchać,


„Dlatego, jak mówi Duch Święty: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Hebr. 3:7).

piątek, 5 lutego 2010

LEKCJA NA TEMAT SŁUCHANIA

Bóg musiał nauczyć Eliasza lekcji na temat słuchania, dlatego wziął go na szczyt góry Horeb i przekazał mu kazanie ilustrowane.


„Rzekł więc do niego: Wyjdź i stań na górze przed Panem. A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. A po ogniu cichy łagodny powiew. Gdy go Eliasz usłyszał, zakrył płaszczem swoją twarz, wyszedł i stanął u wejścia do pieczary, a wtedy doszedł go głos: Co tu robisz, Eliaszu?” (1 Król. 19:11-13).


Kiedy zaczął wiać ten wicher, to tak sobie wyobrażam, że Eliasz pomyślał, „Panie, już czas, byś zdmuchnął Jezebel z jej tronu – rzuć ją i jej grzesznych przyjaciół na wiatr. Zdmuchnij ich precz!” Ale Bóg nie był w tym wichrze!

Nagle nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi i Eliasz powiedział, „To wreszcie powinno ich porządnie przestraszyć! Bóg się z nimi rozprawi i wytrząśnie ich z ich miejsca! Panie, Ty ujmujesz się za Swoim sługą”. Ale i w tym trzęsieniu ziemi nie było Boga!


Po tym trzęsieniu ziemi przyszedł ogień! Niebiosa były rozświetlone rozpalonymi, gorącymi płomieniami! Eliasz zawołał, „Panie, oni nie przyjęli Twojego ognia, który spadł na ołtarz – spal ich doszczętnie! Spal grzesznego Achaba! Usmaż Jezebel. Niech Twój ogień pochłonie tych grzeszników. Panie, wiem, że Ty jesteś w tym ogniu!” Ale Bóg nie był w tym ogniu!


„A po ogniu cichy łagodny powiew, cichy głos” (w. 12).


Czy możesz to sobie wyobrazić? Prorok, który nie bał się huraganu, ani trzęsienia ziemi, ani niebiańskich ogni, przestraszył się cichego, delikatnego głosu. „Gdy go Eliasz usłyszał, zakrył płaszczem swoją twarz” (w.13).

Dlaczego Eliasz zakrył swoją głowę płaszczem? Czyż ten prorok nie rozmawiał z Bogiem wiele razy? Czyż to nie był wielki mąż modlitwy? Czyż Bóg nie używał go potężnie? Tak! Ale ten cichy, delikatny głos był dla Eliasza dotąd nieznany!


Kiedy Eliasz wreszcie pozwolił, by ten głos do niego przemówił – w samotności, w cichości, z dala od wielkich manifestacji mocy – wtedy otrzymał najbardziej szczegółowe instrukcje w całej swojej służbie.


„Idź, udaj się w drogę powrotną na pustynię damasceńską, a gdy tam dojdziesz, namaścisz Chazaela na króla nad Aramem. A Jehu namaścisz na króla nad Izraelem, Elizeusza zaś namaścisz na proroka na twoje miejsce...” (1 Król. 19:15-16).


Jak wiele zajętych dzieci Bożych obecnie, nigdy nie słyszało tego cichego głosu, mówiącego do nich? Są zajęci świadczeniem – czynieniem dobra – modlitwą o duchowe przebudzenie – postem- tak intensywnie, z takim zaangażowaniem. Oni słyszeli już wszystko, z wyjątkiem tego głosu Pana.

czwartek, 4 lutego 2010

MUSIMY MU POZWOLIĆ BY DO NAS MÓWIŁ

Eliasz doświadczał mocy modlitwy. On otwierał i zamykał niebo, ściągał ogień z nieba i rozdzielał wody swoim płaszczem. Mąż czynu, który sprowadził przekleństwo na całe rządy, stanął na Górze Karmel i szydził z proroków Baala, zabijając ich pod nosem króla.


Ten potężny człowiek wchodził do sali tronowej Boga siedem razy, gorliwie modląc się o deszcz. Siedem razy Eliasz rozmawiał z Bogiem o tej jednej potrzebie. Pojawiła się malutka chmurka i ten prorok, który trzy i pół roku temu zamknął niebo i spowodował okropną suszę, teraz otwiera niebo i spada „obfity deszcz”.


Eliasz odniósł zwycięstwo. Już miało nastąpić wielkie duchowe przebudzenie. Spadł ogień Boży i całe tłumy były świadkami cudów. Był to niesamowity pokaz Bożej mocy. Eliasz pomyślał, „Teraz nawet Jezebel będzie pokutować! Nawet ona nie może zaprzeczyć tym znakom i cudom. To Boża godzina dla tego narodu”.


Jakiż spotkał go szok. Jezebel wcale nie była pod wrażeniem tych cudów mocy Bożej i powiedziała do Eliasza, „Jutro o tym czasie będziesz zabity tak, jak ty zabiłeś moich kapłanów”.


Następnym razem, kiedy widzimy tego wielkiego męża mocy i czynu, ukrywa się on w jaskini na górze Horeb, koło 300 kilometrów dalej.

Cóż za widok! Przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy użalał się nad tym, jak wszystko źle poszło. Problemy pochłonęły go całkowicie, a jego oczy były skierowane na siebie samego, zamiast na Boga. Dlatego Bóg zawołał, „Eliaszu, co robisz, kryjąc się w tej jaskini?”


Z kwaśną miną Eliasz odpowiedział, „Panie, ten naród się rozpada. Cały rząd jest bezbożny i niemoralny. Ludzie odeszli od Ciebie i nawet nie wierzą w cuda. Społeczeństwo zwariowało. Moje poselstwo zostało mi rzucone w twarz. Diabeł przejął władzę – on już ma wszystkich, prócz mnie. Jestem jedynym, który jest Tobie wierny. Panie, ukrywam się, żeby przeżył chociaż jeden, ostatni święty”.


Eliasz, ten modlący się prorok był tak zapracowany dla Boga, tak zajęty demonstrowaniem Bożej mocy, tak zajęty ratowaniem królestwa Bożego, że stał się sługą jedno-kierunkowym. Często mówił do Boga, ale za mało słuchał. Gdyby słuchał, to by słyszał jak Bóg mówił, że jest jeszcze 7000 świętych, którzy nie poszli na kompromis.

środa, 3 lutego 2010

SPOJRZENIE W SERCE JEZUSA

„Kto zaś z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie do niego, gdy powróci z pola: Chodź zaraz i zasiądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napiję, a potem i ty będziesz jadł i pił?” (Łukasz 17:7,8).


Nie mamy żadnego problemu utożsamienia się z tym sługą w jego obowiązkach w stosunku do jego pana. Nie mamy problemu z założeniem fartucha i przedstawianiem Panu pełnego stołu uwielbienia – dobrej uczty uwielbienia. Kochamy karmić Pana! Jest to nasza największa radość, nasze najwyższe spełnienie – usługiwanie Panu


Mamy jednak trudność z tą ostatnią częścią – częścią Pana. „A potem ty będziesz jadł!”. Jest to zbyt trudne do zrozumienia. Nie umiemy usiąść po tym, kiedy już usłużyliśmy Jemu – pozwolić Jemu na taką samą radość, jaką my mieliśmy usługując Jemu! Pozbawiamy naszego Pana radości usługiwania nam.


Uważamy, że nasz Pan otrzymuje wystarczającą przyjemność z tego, co my robimy dla Niego, ale jest jeszcze dużo więcej. On odpowiada na naszą wiarę i raduje się, kiedy pokutujemy. On rozmawia z Ojcem o nas i raduje się z naszej dziecięcej ufności. Ale ja jestem przekonany, że Jego największą potrzebą jest osobista społeczność z tymi, których pozostawił tu na ziemi. Żaden anioł w niebie nie jest w stanie zaspokoić tej potrzeby. Jezus chce rozmawiać z tymi, którzy są na polu bitwy.


Skąd mam taki pomysł, że Chrystus jest samotny i że ma palącą potrzebę rozmawiania? Jest to wszystko zapisane tu w opisie sytuacji, kiedy Chrystus ukazał się dwom uczniom na drodze do Emaus. Jezus akurat został wzbudzony z martwych i tego samego dnia dwaj uczniowie szli z Jerozolimy do Emaus. Byli zasmuceni z powodu odejścia ich Pana, ale kiedy On się zbliżył, nie poznali Go. On chciał z nimi rozmawiać i miał im tyle do powiedzenia.


„A gdy tak rozmawiali i nawzajem się pytali, sam Jezus, przybliżywszy się, szedł z nimi...I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach”


Nie mogło być wspanialszego przeżycia dla tych uczniów, więc odchodzili mówiąc; „Czyż nasze serca nie pałały, kiedy rozmawiał z nami?” Myślimy tu o radości uczniów, ale co z radością Jezusa? Ja widzę zmartwychwstałego Pana, łzy spływające po Jego uwielbionych policzkach, a Jego serce wypełnione radością. Został On spełniony, Jego potrzeba została zaspokojona i widzę jak się niezmiernie raduje. Usługiwał w Swojej uwielbionej postaci i doświadczył pierwszej dwustronnej społeczności. Wylał Swoje serce, ale Jego samotne serce zostało dotknięte i Jego potrzeba zaspokojona.

wtorek, 2 lutego 2010

JAK ODNIEŚĆ ZWYCIĘSTWO NAD POKUSĄ

Moc do znoszenia i nie poddania się pokusie nie pochodzi z napychania naszych umysłów wersetami z Pisma, ani składania przysięgi czy obietnic, czy spędzania godzin na modlitwie i poście, ani nawet na oddawaniu siebie wielkim duchowym sprawom. Te wszystkie rzeczy są godne pochwały i są normalne w chrześcijańskim wzrastaniu, ale nie w tym leży nasze zwycięstwo.


Prostym sekretem zwycięstwa nad wszelkimi pokusami jest złamanie strachu przed mocą szatana! Strach jest jedyną siła, jaką ma diabeł. Bóg nie daje nam ducha bojaźni. To pochodzi tylko od szatana! Ale człowiek boi się szatana, boi się demonów, niepowodzenia. Boi się się, że jego apetyty i nawyki nie mogą zostać zmienione. Boi się wewnętrznych pragnień, że wybuchną i będą kontrolować jego życie. Boi się, że może jest jednym na tysiąc, który różni się od innych, jest pełny pożądliwości i nie można mu pomóc.


Człowiek boi się, że nie potrafi zrezygnować z grzechu. Przyznaje szatanowi siłę, której ten nie ma. Człowiek woła: „Jestem uzależniony i nie potrafię przestać. Jestem zaczarowany i jestem w mocy diabła. Diabeł mnie zmusza do robienia tego!”


Strach niesie z sobą udrękę. Dopóki boisz się diabła, nie możesz złamać mocy żadnej pokusy. Szatan prosperuje na strachu i chrześcijanie, którzy boją się diabła nie mają prawie siły, aby odeprzeć pokusę.


To wszystko opiera się na kłamstwie! Kłamstwem jest to, że szatan ma moc, aby złamać chrześcijan pod presją. Tak nie jest! Jezus przyszedł, aby zniszczyć wszelką moc diabła nad omytymi krwią dziećmi Bożymi. Często się zastanawiałem dlaczego Bóg pozwala, aby duchowi ludzi byli tak kuszeni. Dlaczego Bóg nie usunie wszystkich pokus zamiast „z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor. 10:13). Odpowiedź jest prosta. Kiedy się przekonasz jak bezsilny jest szatan – kiedy się dowiesz, że on ciebie nie może zmusić do robienia czegokolwiek – kiedy się dowiesz, że Bóg ma wszelką moc, aby ciebie zachować od upadku – to od tego czasu możesz znosić wszystko, co szatan rzuca na ciebie. Możesz przez to przechodzić bez strachu, że upadniesz!


Nie jesteśmy zachowywani przed pokusami, ale od strachu, że diabeł zmusi nas do poddania się im. Będziemy nadal kuszeni dotąd, aż dojdziemy do miejsca „odpocznienia” w naszej wierze. To odpocznienie jest niewzruszoną ufnością, że Bóg pokonał szatana, że szatan nie ma prawa, ani roszczenia do nas i że wyjdziemy na końcu jak złoto wypróbowane w ogniu.

poniedziałek, 1 lutego 2010

POWÓD KUSZENIA

Pokusa jest to zaproszenie albo zachęcanie do popełnienia czynu niemoralnego. Obecnie szatan szaleje po całym świecie jako lew ryczący, chcąc pożreć chrześcijan poprzez potężne zachęty do niemoralności. Nikt nie jest uodporniony na to i czym bardziej zbliżasz się do Boga, tym bardziej szatan będzie się starał ciebie przesiać.


Grzesznicy nie mogą być kuszeni – tylko prawdziwe dzieci Boże! Deszcz nie może dotknąć ciała, które już jest pod wodą. Grzesznicy już są zatopieni w potępieniu i jako dzieci szatana robią to, co on im każe. Oni nie muszą być kuszeni czy zachęcani, ponieważ już są niemoralni – już potępieni. Jako niewolnicy nie mają wolności wyboru. Po prostu przechodzą od śmierci do podwójnej śmierci, „aż do wyrwania z korzeniami.” Grzesznicy mogą być dręczeni przez szatana, ale nie kuszeni. Szatan prowadzi swoje dzieci do głębszych i ciemniejszych otchłani niemoralności, ale oni już są martwi w swoich nieprawościach i grzechach i już nie prowadzą walki żywych. Dlatego Pan powiada, żebyśmy się radowali, kiedy popadamy w różne pokusy. Przeżywamy coś, co jest unikalne tylko dla dojrzałych chrześcijan.


Pokusa jest to „szkolenie w warunkach bojowych.” Jest to „ograniczona” wojna – Bóg ją ogranicza do takiego punktu, jaki „jest do zniesienia.” On chce mieć bojowników zaprawionych w walce, którzy będą mogli zaświadczyć: „byłem pod ostrzałem! Brałem udział w bitwie! Wróg był wszędzie wkoło mnie, strzelał do mnie, chciał mnie zabić, ale Bóg mi pokazał jak mam się wtedy zachowywać i nie bać się. Mam już doświadczenie, więc następnym razem nie będę się bał.”


Pokusa nie jest oznaką słabości, ani skłonnością do tego świata. Jest to raczej promocja, znak, że Bóg nam ufa. Duch prowadził Jezusa na arenę pokus na pustyni, żeby się mógł nauczyć tajemnicy mocy nad pokusą. Właściwie Bóg mówił do Jezusa: „Synu, dałem Ci Ducha bez miary. Potwierdziłem Ciebie przed światem. Teraz pozwolę szatanowi, żeby wypróbował na Tobie wszelkie swoje podstępy – żebyś widział jak jest on bezsilny – żebyś się nigdy nie bał jego dominacji – żebyś mógł głosić królestwo z wiarą, że szatan jest pokonany – że nie może Ciebie dotknąć w żaden sposób.”


Dlatego chrześcijanie są dzisiaj kuszeni. Pokusy są dopuszczane do najbardziej świętych ludzi, żeby nam pokazać ograniczenia szatana. Żeby odkryć jego słabość. Żeby pokazać szatana jako strach na wróble. Boimy się tylko tego, czego nie rozumiemy.