piątek, 27 lutego 2009

ŻYCIE MODLITWY

By przezwyciężyć duchową suszę, muszę prowadzić życie modlitwy. Dlaczego nikt z nas nie modli się tak, jak powinniśmy? Wiemy, że nasze ciężary mogą zostać zdjęte, kiedy jesteśmy z Nim sam na sam. Głos Ducha Świętego zachęca nas do modlitwy, „Przyjdź”!

Przyjdź do wody, która zaspokoi pragnienie duszy. Przyjdź do Ojca, który lituje się nad Swoimi dziećmi. Przyjdź do Pana życia, który obiecał, że przebaczy każdy popełniony grzech. Przyjdź do tego, który cię nie potępi, ani nie zostawi, ani nie ukryje się przed tobą.

My możemy próbować ukryć się przez Bogiem z powodu winy lub potępienia, ale On nigdy nie ukrywa się przed nami. Przyjdź odważnie do Jego tronu łaski, nawet jeżeli upadłeś i zgrzeszyłeś. On natychmiast przebacza tym, którzy ze smutkiem pokutują. Nie musisz spędzać godzin czy dni w rozpaczy i poczuciu winy, ani zasłużyć sobie na Jego łaskę. Przyjdź do Ojca, zgnij kolana, otwórz serce i wołaj w bólu i smutku. Powiedz Mu o twojej samotności, uczuciach, izolacji, strachu i upadkach.

My próbujemy najpierw wszystkiego innego, zamiast modlitwy. Czytamy książki, szukamy recept i porad. Chodzimy do przyjaciół, kaznodziejów i doradców, szukając wszędzie słowa pociechy i rady. Szukamy mediatorów, a zapominamy, że jest jedyny Mediator, który ma odpowiedź na wszystko.

Nic tak szybko nie rozproszy suszy i pustki, jak godzina lub dwie sam na sam z Bogiem, Nic nie zastąpi modlitwy do Ojca w komorze. To jest wyjście z każdej suszy.

„Gdyż wyleję wody na spieczoną ziemię i strumienie na suchy ląd; wyleję mojego Ducha na twoje potomstwo i moje błogosławieństwo na twoje latorośle” (Izajasz 44:3).

czwartek, 26 lutego 2009

PRZECHODZĄC OKRES SUSZY

Chociaż głoszę do tysięcy ludzi, czasem sam czuję się bardzo suchy, z dala od ciepłej obecności Boga. Kiedy jestem suchy i pusty, nie mam wielkiej ochoty, by czytać Słowo Boże i niewiele ochoty na modlitwę. Wiem, że moja wiara jest stała, a moja miłość do Jezusa jest mocna i nie pragnę rzeczy z tego świata. Po prostu wydaje mi się, że przez wiele dni, a może nawet tygodni nie potrafię dotykać Boga.

Czy kiedyś oglądałeś innych chrześcijan, którzy odczuwają błogosławieństwo, a ty nic nie czujesz? Oni świadczą, jak Bóg odpowiada na ich modlitwy i płaczą z radości. Wydaje się, że żyją na szczytach szczęśliwych przeżyć, a ty ledwie się trzymasz – kochasz Jezusa, ale nie widzisz, by „świat się palił”.

Wiem, że ludzie wierzący przeżywają takie okresy suszy w pewnych okresach swojego chrześcijańskiego życia. Nawet Jezus czuł się opuszczony, kiedy wołał, „Ojcze, czemuś Mnie opuścił?”

Bez bliskości Boga nie może być pokoju. Ta susza może być zatrzymana tylko przez rosę Jego chwały. Rozpacz może zostać usunięta tylko przez pewność, że Bóg odpowiada na modlitwy. Ogień Ducha Świętego musi ogrzać umysł, ciało i duszę.

Czasami czuję się niegodny, jak najgorszy grzesznik, ale pomimo tego wiem, że On jest niedaleko. W oddali słyszę Jego wyraźny głos, wołający, „Przyjdź Moje dziecko. Ja wiem o wszystkim, co przeżywasz. Ja cię dalej kocham i nigdy cię nie opuszczę, ani nie zostawię. Razem stawimy temu czoła, ponieważ Ja ciągle jestem twoim Ojcem, a ty Moim dzieckiem”. Mam w sobie ten płomień, który nie będzie zgaszony i wiem, że On mnie wyprowadzi z tej suszy.

„Gdyż dziełem Pana jest lud jego, Jakub wyznaczonym mu dziedzictwem. Znalazł go w ziemi pustynnej I w bezludnym zawodzeniu pustyni. Otoczył go, doglądał go, Strzegł go jak źrenicy oka” (5 Mojż. 32:9-10).

„Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu. Chwalić mnie będą zwierzęta polne, szakale i strusie, że dostarczyłem na pustyni wody, rzeki na pustkowiu, aby napoić mój lud, mojego wybrańca” (Izajasz 43:19-20).

środa, 25 lutego 2009

CZY OSTATNIO MIAŁEŚ JUŻ ZAMIAR SIĘ PODDAĆ?

Kilku kaznodziejów napisało tak do mnie, wyrażając swoje zaniepokojenie z powodu członków kościoła, którzy rezygnują. „Dobrzy, szczerzy chrześcijanie są tak przytłoczeni poczuciem winy i potępienia, że popadają w rozpacz. Kiedy nie potrafią sprostać oczekiwaniom, albo kiedy ponownie popadają w grzech, postanawiają ze wszystkiego zrezygnować...”

Coraz więcej chrześcijan doszło do punktu załamania. Niewielu chrześcijan miałoby odwagę, by myśleć, że Jezus ich nie kocha, ale w desperacji chcą sami się poddać.

Niektóre kościoły obecnie stale głoszą tylko pozytywne kazania. Słuchając ich, można odnieść wrażenie, że każdy chrześcijanin doświadcza cudów, każdy otrzymuje natychmiastową odpowiedź na modlitwy, wszyscy czują się dobrze, żyją w dostatku, a cały świat jest piękny i jasny. Chciałbym słuchać takich kazań, bo sam chcę tych wspaniałych rzeczy od Boga dla ludu Bożego. Jednak tak nie jest w przypadku wielu bardzo szczerych i uczciwych chrześcijan.

Nie ma się co dziwić, że nasi młodzi rezygnują, jako pokonani. Nie potrafią żyć według tego obrazu, stworzonego przez religię beztroskich, bogatych i zawsze pozytywnie myślących chrześcijan. Ich świat nie jest taki idealny; oni żyją ze złamanymi sercami, w kryzysach i z problemami w rodzinach.

Paweł mówił o utrapieniu: „...o utrapieniu naszym, jakie nas spotkało w Azji, iż ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym” (2 Kor. 1:8).

Pozytywne myślenie nie spowoduje, że te problemy znikną, a wyznawanie, że problemy nie istnieją, nic nie zmieni. Jakie jest lekarstwo? Są dwie prawdy, które przyniosły mi wielką pociechę i pomoc.

- Bóg mnie kocha. On jest kochającym Ojcem, który chce nas podnieść z naszych słabości

- Najbardziej podoba Mu się moja wiara. On chce, bym Mu ufał.

wtorek, 24 lutego 2009

PRZETRWASZ

Szczęście nie oznacza życia bez bólu lub zranień – wcale nie. Prawdziwe szczęście, to uczenie się, jak żyć z dnia na dzień, pomimo smutku i bólu. To znaczy uczenie się, jak radować się w Panu, bez względu na to, co się stało w przeszłości.

Możesz czuć się odrzuconym lub opuszczonym. Twoja wiara może być słaba i myślisz, że już cię odliczają. Smutek, łzy, ból i pustka mogą cię czasami przygniatać, ale Bóg dalej jest na Swoim Tronie, On dalej jest Bogiem!

Przekonaj siebie, że przetrwasz. Wyjdziesz z tego i czy żyjesz, czy umierasz, należysz do Pana. Życie płynie dalej i może cię zdziwić, ile możesz, z Bożą pomocą.

Nie możesz sprawić, by nie było bólu, ale nasz błogosławiony Pan przyjdzie do ciebie i położy Swoją miłosierną dłoń pod ciebie, podnosząc cię i stawiając ponownie w okręgach niebieskich. On uwolni cię od strachu przed śmiercią i objawi ci Swoją niewyczerpaną miłość.

Głowa do góry! Zachęcaj siebie w Panu. Kiedy otacza cię mgła i nie widzisz drogi wyjścia z twojego dylematu, połóż się w ramionach Jezusa i po prostu zaufaj Mu. On to załatwi, ale chce twojej wiary i twojego zaufania. On chce, byś ogłaszał, „Jezus mnie kocha!, On jest ze mną! On mnie nie zawiedzie! On właśnie teraz to rozwiązuje! Nie będą pokonany, ani odrzucony! Nie będę ofiarą szatana! Nie stracę zdrowego umysłu, ani kierunku. Bóg jest po mojej stronie! Kocham Go i On mnie kocha!”

Podstawą tego jest wiara, a wiara opiera się na tej absolutnej prawdzie: „Żadna broń ukuta przeciwko tobie nic nie wskóra” (Izajasz 54:17).

poniedziałek, 23 lutego 2009

BÓG NIE POZWOLI CI SIĘ ZAŁAMAĆ

Pamiętaj, że Bóg wie dokładnie, ile możesz znieść i nie pozwoli ci dojść do punktu załamania.

Nasz kochający Ojciec powiedział, „Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor. 10:13).

Najgorszy rodzaj bluźnierstwa, to myśleć, że Bóg stoi za wszystkimi twoimi kłopotami i boleściami, że to Ojciec Niebiański zsyła na ciebie kary, że Bóg myśli, iż potrzebujesz jeszcze dwóch ataków serca, by otrzymać Jego błogosławieństwo. Tak nie jest!

Prawdą jest, że Pan karze tych, których kocha, ale to karanie jest tylko na pewien czas i nie po to, by nas zranić. Bóg nie jest autorem zamieszania w naszym życiu. To nieprzyjaciel chce nas ranić poprzez innych ludzi tak, jak ranił Joba przez niewierzącą żonę.

Twój Ojciec Niebiański patrzy na ciebie stale. Każdy ruch jest monitorowany i każda łza jest liczona. On odczuwa twój każdy ból i wie, kiedy masz już dość nachodzenia przez wroga. On kładzie temu kres i mówi, „Wystarczy!” Kiedy twój ból już nie przybliża cię do Pana, a zamiast tego zaczyna niszczyć twoje życie duchowe, Bóg wkracza. On nie pozwoli, by ufające Mu Jego dziecko zostało pokonane z powodu zbyt wielkiego bólu lub agonii duszy.

Bóg podniesie cię z tej walki na chwilę, we właściwym czasie. Nigdy nie pozwoli, by twoje cierpienia zniszczyły twój umysł. On obiecał, że przyjdzie i nie spóźni się, by obetrzeć twoje łzy i dać ci radość zamiast smutku. Słowo Boże mówi, „Wieczorem bywa płacz, Ale rankiem wesele” (Psalm 30:6).

piątek, 20 lutego 2009

ZDECYDOWANI BY SZUKAĆ

„I zwróciłem swoje oblicze na Pana, Boga, aby się modlić, błagać... Modliłem się więc do Pana, mojego Boga, wyznawałem i mówiłem.... A gdy jeszcze mówiłem, modliłem się i wyznawałem mój grzech i grzech mojego ludu izraelskiego...” (Daniel 9:3,4,20). To byli ludzie modlitwy!

Widzicie, to pierwsze postanowienie, by żyć oddzielonym życiem, musiało być poparte drugim postanowieniem, by szukać Boga. Niemożliwe jest prowadzenie świętego życia bez spędzania czasu na kolanach, szukając Boga, Jego mocy i autorytetu do takiego życia.

Nie dajcie się oszukać – wierna modlitwa nie uchroni was od kryzysu. Przeciwnie, najprawdopodobniej poprowadzi do rozpalonego pieca i do jamy lwiej. Ale modlitwa przygotuje cię, byś mógł stawić temu czoła z ufnością – by stać się żywą ofiarą dla sprawy Jezusa!

Modlitwa Daniela zaprowadziła go do lwiej jamy, a ten test przyszedł wiele lat później, kiedy Daniel miał już ponad 80 lat! To może cię przerażać, jeżeli zastanawiasz się, jak długo jeszcze, kiedy skończą się kryzysy. Może myślałeś, że nauczysz się wszystkich „ważnych” testów po kilku latach z Panem. A tu Pan pozwala, by jeden z Jego największych bojowników modlitwy – człowiek cichego i spokojnego ducha – doświadczał takiego kryzysu w swoim życiu po tylu latach wiernej modlitwy!

Kochani, te próby skończą się dopiero, kiedy przyjdzie Jezus – albo kiedy umrzesz w Chrystusie! Dlatego modlitwa jest tak ważna. Możesz podjąć postanowienie, by prowadzić życie nieskalane, ale to postanowienie jest niemożliwe do spełnienia, bez postanowienia, by szukać Boga.

czwartek, 19 lutego 2009

NIESKALANY WŚRÓD BEZBOŻNOŚCI

„Lecz Daniel postanowił nie kalać się potrawami ze stołu królewskiego ani winem, które król pijał. Prosił więc przełożonego nad sługami dworskimi, by mógł się ustrzec splamienia” (Daniel 1:8).

Słowo splamić sugeruje tu „uwolnienie przez wyrzeczenie się”. Innymi słowy Daniel mówił, „Wszelki kompromis z moimi normami okradnie mnie z mojej wolności!” Dlatego Daniel postanowił jeść tylko jarzyny i pić wodę przez dziesięć dni. Kiedy powiedział o tym przełożonemu nad eunuchami, ten odpowiedział, „Ja przez to mogę stracić życie! Po tych 10 dniach ty możesz być wychudzony. Twoje policzki będą zapadnięte i król na pewno to zauważy! Słuchaj – jedź chociaż trochę mięsa. Potrzebujesz protein. Pij trochę wina, to dla tworzenia krwi. Jedz też trochę słodyczy, które dają energię!”

Ja wierzę, że Daniel i ci trzej Hebrajczycy mieli na myśli coś więcej, niż tylko unikanie tego, co było rytualnie nieczyste. Oni zostali wzięci do niewoli wraz z tysiącami współplemieńców. To, co zobaczyli po przybyciu do Babilonu, musiało ich bardzo zaszokować. Było to społeczeństwo tak rozpasane, niemoralne i pełne przekleństw, że poruszyło to duchową wrażliwość tych czterech mężów.

Dlatego tych czterech podjęło postanowienie i powiedzieli sobie nawzajem, „Nie pójdziemy na żaden kompromis. Nie przyjmiemy ich norm moralnych. Będziemy inni i będziemy zdyscyplinowani w naszym chodzeniu przez wiarę!”

Ci czterej nie chodzili i nie ogłaszali innym ich sposobu życia. To była sprawa wyłącznie pomiędzy nimi i Bogiem.

Zapytam was: Kiedy przeżywacie kryzys, czy wołacie, „Panie, gdzie jesteś, kiedy ja Cię potrzebuję? Czy nie jesteś zobowiązany, by mnie wyratować?” A co by było, gdyby Pan powiedział, „A gdzie ty byłeś, kiedy Ja potrzebowałem twojego głosu? Potrzebowałem głosów w tych grzesznych czasach, potrzebowałem czystych naczyń, przez które mógłbym mówić. Mówisz, że chcesz, bym przyszedł z pomocą w twoim kryzysie – a ty chcesz dalej być częścią grzesznego, świeckiego systemu. Powiedz Mi, czy jesteś oddany Mojej sprawie?”

środa, 18 lutego 2009

ZACZĘŁO SIĘ OD POKUTY

Kościół, jaki znamy obecnie, zaczął się od pokuty. Kiedy Piotr głosił o krzyżu w dniu Pięćdziesiątnicy, tysiące ludzi przyszło do Chrystusa. Ten nowy kościół, jako jedno ciało, składał się z ludzi wszystkich ras, przepełnionych miłością jedni do drugich. To wspólne życie było naznaczone ewangelizacją, duchem ofiary, a nawet męczeństwa.

Ten wspaniały początek jest odbiciem słowa z Jeremiasza: „A przecież to Ja zasadziłem cię jako szlachetną winorośl, cały szczep prawdziwy” (Jeremiasz 2:21) Niech następne słowa Pana określą, co często dzieje się z takimi sprawami: „A jakże mi się zmieniłaś na krzew zwyrodniały, na winorośl dziką!” (2:21). Bóg mówił, Ja zasadziłem cię prawidłowo. Byłaś moja, nosząc moje imię i naturę, a teraz jesteś zdegenerowana”.

Co spowodowało taką degenerację w kościele? To zawsze było i będzie bałwochwalstwo. Bóg mówi o bałwochwalstwie, kiedy mówi do Jeremiasza, „Wszakże mój lud zamienił swoją chwałę na kogoś, kto nie może pomóc” (2:11).

Większość chrześcijan obecnie uważa bałwana, jako coś, co staje pomiędzy Bogiem, a nimi. Jednak jest to tylko częściowe określenie bałwochwalstwa.

Bałwochwalstwo dotyczy o wiele głębszych zagadnień w sercu. Bałwanem numer jeden wśród ludu Bożego nie jest cudzołóstwo, pornografia czy alkohol. To o wiele mocniejsza pożądliwość. Czym jest ten bałwan? Jest to zniewalające pragnienie sukcesu i nawet znaleźli pewną doktrynę na usprawiedliwienie. Bałwochwalstwo sukcesu opisuje wielu w domu Bożym obecnie. Ci ludzie są porządni, czyści, pełni dobrych uczynków. Ale w ich sercach pielęgnują bałwana sukcesu i nie mogą się od tego uwolnić.

Bóg chce błogosławić swój lud. Chce, by Jego ludowi powodziło się dobrze we wszystkim, co szczerze robią. Ale teraz w tym kraju jest duch, który opanował tłumy – jest to duch, który uwielbia uznanie i posiadanie coraz więcej rzeczy.

Pewien człowiek w świecie powiedział niedawno, „Ten, kto umiera, mając największą liczbę zabawek - wygrywa”. Tragicznie jest, jeżeli chrześcijanie dają się złapać w ten sam potrzask.

Jak daleko odeszliśmy od ewangelii życia, by umierać dla siebie, ego i świeckich ambicji.

wtorek, 17 lutego 2009

CHRYSTUS PRZYSZEDŁ Z ZAPROSZENIEM I OSTRZEŻENIEM

Jezus stał w świątyni i zapraszał wszystkich, by przyszli pod Jego miłosierne skrzydła ochrony. Wołał ślepych, chorych, trędowatych, biednych, zgubionych, by przyszli i znaleźli uzdrowienie i przebaczenie. Ale religijny tłum odrzucił Jego ofertę. Dlatego Chrystus powiedział o nich, „Wy nie chcecie” (Mat. 23:37).

Kiedy to czytam nasuwa się pytanie: Czy w Nowym Testamencie Bóg działa w taki sam sposób, jak to czynił w Starym? Czy odrzuci tych, którzy odrzucili Jego ofertę łaski, miłosierdzie i przebudzenia?

Tak. On tak uczyni. Jezus odpowiedział tym, którzy Go odrzucili, mówiąc, „Oto wam dom wasz pusty zostanie” (23:38). Powiedział do nich, „Ta świątynia jest teraz waszym domem, nie Moim. Ja ją opuszczam. Opuszczam to, co wyście zmarnowali i opuścili”.

Potem dodaje, „Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim” (23:39). Oświadczył im, „Moja chwała nie przebywa już w tym starym dziele”.

Pomyślcie o tym. Oto stoi miłosierdzie i łaska, mówiąc, „To stare nie jest już moje”. Następnie Jezus przeszedł do Pięćdziesiątnicy, do początku czegoś nowego. Miał wzbudzić nowy kościół, nie replikę starego. On chciał go uczynić całkowicie nowym, od fundamentów w górę. Będzie to kościół z nowych kapłanów i ludzi, wszystkich narodzonych na nowo w Nim.

Zadam wam pytanie: Czy to, co dzieje się w kościele dzisiaj, reprezentuje to, czym jest Jezus? Czy to, co widzimy, jest prawdziwie zwycięską oblubienicą Chrystusa, bez skazy? Czy to objawia ginącemu światu prawdziwą naturę Boga? Czy nic lepszego Duch Święty nie może stworzyć w dniach ostatecznych?

Czy znalazłeś kościół, gdzie Chrystus jest naprawdę obecny, a Jego słowo jest głoszone wiernie? Wtedy powinieneś być bardzo wdzięczny. Może jesteś wśród tłumów, które nie mogą znaleźć kościoła, który ma życie. Ja słyszę ich wołanie, „Nie mogę znaleźć kościoła, który zaspokaja mój duchowy głód. Zbyt wiele zabawy – zbyt wiele cielesności – zbyt sucho”.

Odwagi – Bóg wkrótce potrząśnie wszystkim w niesamowity sposób. W tym wielkim trzęsieniu Bóg wzbudzi prawdziwych pasterzy, którzy będą karmić głodne owce.

poniedziałek, 16 lutego 2009

JUŻ DAŁEM WAM SŁOWO

Żyjemy w czasie największego objawienia Ewangelii w historii. Jest więcej kaznodziejów i większe nasycenie mediów Ewangelią, niż kiedykolwiek. A jednak nie było nigdy więcej niedoli, ucisków i utrapionych umysłów wśród ludu Bożego. Obecnie pastorzy układają swoje kazania tak, by wybrać poszczególnych ludzi i pomóc im poradzić sobie z ich desperacją.

W tym nie ma nic złego. Ja też głoszę taką prawdę. Jednak wierzę, że jest jeden powód, dla którego widzimy tak niewiele zwycięstw i uwolnienia: to jest niewiara. Prawdą jest, że Bóg przemawiał w tych ostatnich dniach wyraźnie i oto, co powiedział: Ja już dałem wam Słowo. Ono jest kompletne. Teraz stójcie na nim”.

Niech nikt wam nie wmawia, że mamy głód Słowa Bożego. Prawdą jest natomiast, że przeżywamy głód słyszenia Słowa Bożego i posłuszeństwa temu Słowu. Dlaczego? Wiara jest nieracjonalna, ale też wiara nigdy nie przychodzi do nas przez logikę czy racjonalność. Paweł stwierdza wyraźnie: „Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe” (Rzym. 10:17). To jest jedyny sposób, w jaki prawdziwa wiara wzrasta w sercu wierzącego. Ona przychodzi przez słuchanie – to znaczy wierzenie, zaufanie i postępowanie na podstawie Słowa Bożego.

„Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych, a uszy jego słyszą ich krzyk.... Wołają, a Pan wysłuchuje ich, I ocala ich ze wszystkich udręk... Wiele nieszczęść spotyka sprawiedliwego... Pan wyzwala duszę sług swoich i nie będą ukarani ci, którzy mu ufają” (Psalm 34:16, 18,20,22).

W tych kilku urywkach z Psalmu mamy wystarczająco dużo Słowa Bożego, by usunąć wszelką niewiarą. Zachęcam cię teraz: słuchaj go, bądź mu posłuszny i wreszcie, odpocznij w nim.

piątek, 13 lutego 2009

DLACZEGO MOJA DUSZA JEST PRZYGNĘBIONA?

Psalmista wiele razy zadaje pytanie: „Dlaczego moja dusza jest przygnębiona? Czuję się bezużyteczny, zapomniany. We mnie jest taki niepokój. Dlaczego, Panie? Dlaczego czuję się taki bezradny w moich doświadczeniach? (Zobacz Psalm 42:11 i Psalm 43:5). Te pytania pojawiają się u wielu ludzi, którzy kochali Pana i służyli Bogu.

Weźmy na przykład bogobojnego Eliasza. Widzimy go pod krzewem jałowca, kiedy prosi Boga, żeby go zabił. Jest tak przybity, że nie chce już żyć. Widzimy też sprawiedliwego Jeremiasza pogrążonego w rozpaczy. Prorok ten woła: „Panie, oszukałeś mnie. Kazałeś mi prorokować o tym wszystkim, ale nic z tego się nie wypełniło. Ja poświęciłem Ci całe swoje życie. Oto jaka nagroda mnie za to spotkała? Teraz już więcej nie wspomnę Twojego imienia.”

Każdy z tych sług przeżywał chwilowy atak niewiary. Ale Pan rozumiał ich stan w czasie zamieszania i wątpliwości. Po jakimś czasie zawsze ich pokierował we właściwą stronę. Wśród ich doświadczeń Duch Święty skierował na nich światło.

Zwróć uwagę na świadectwo Jeremiasza: „ Ilekroć pojawiały się twoje słowa, pochłaniałem je; twoje słowo było mi rozkoszą i radością mojego serca” (Jeremiasz 15:16). „Doszło Eliasza Słowo Pana” (1Król. 19:9). W jakimś punkcie każdy z tych sług pamiętał Boże Słowo i stało się ono radością ich życia i wyciągnęło ich z dołu.

Prawda jest taka, że przez cały czas, kiedy ci ludzie walczyli, Pan siedział i czekał. Słyszał ich wołanie i udrękę. Po jakimś czasie powiedział im: „Już przeszliście swój czas smutku i zwątpienia. Teraz chcę, abyście Mi zaufali. Wróćcie do Mojego Słowa. Uchwyćcie się Mojej obietnicy, którą wam dałem. Jeżeli tak zrobicie, to Moje Słowo was przeprowadzi.”

czwartek, 12 lutego 2009

MOJA OBIETNICA JEST WSZYSTKIM CZEGO POTRZEBUJESZ.

Wiara jest bardzo wymagająca. Wymaga ona, żebyśmy byli posłuszni Słowu Bożemu, kiedy go usłyszymy, bez żadnych dodatkowych znaków kierunkowych. Nie ma znaczenia to jak wielkie są nasze przeszkody, jak niemożliwe nasze okoliczności. Mamy wierzyć Jego Słowu i działać na tej podstawie, beż żadnego innego dowodu. Bóg mówi: „Wystarczy ci Moja obietnica.”

Tak, jak każde inne pokolenie, my też się zastanawiamy: „Panie, dlaczego muszę przechodzić takie doświadczenie? To przekracza moje zrozumienie. Dopuściłeś tyle rzeczy w moim życiu, które nie mają sensu. Dlaczego nie ma wyjaśnienia tego, co przeżywam? Dlaczego moja dusza jest tak zakłopotana, tak pełna wielkich doświadczeń?

Posłuchaj mnie jeszcze raz. Wymagania wiary są całkowicie niezrozumiałe dla człowieka. W jaki sposób Pan odpowiada na nasze wołanie w takiej sytuacji? Posyła Swoje Słowo przypominające nam o Jego obietnicach i mówi: Po prostu bądź posłuszny. Zaufaj Mojemu Słowu, które ci dałem. On nie przyjmuje żadnej wymówki, żadnego wahania, bez względu na to jak niemożliwe mogą się wydawać nasze okoliczności.

Proszę nie zrozumcie mnie źle. Nasz Bóg jest kochającym Ojcem. On nie pozwoli, aby Jego dzieci cierpiały bezsensownie, bez powodu. Wiemy, że On ma do dyspozycji całą moc i chęć, aby oddalić każdy ból serca i każdy problem. Może tylko powiedzieć słowo i uwolnić nas od każdego doświadczenia i walki.

Jednak faktem jest to, że Bóg nie zamierza nam pokazać w jaki sposób, albo kiedy wypełni dane nam obietnice. Dlaczego? On się nie musi przed nami tłumaczyć kiedy już dał nam odpowiedź. On nam dał wszystko, czego potrzebujemy do życia i pobożności w Swoim Synu, Jezusie Chrystusie. On jest wszystkim czego potrzebujemy w każdej sytuacji, jakie przynosi nam życie. Bóg będzie stał na Swoim Słowie, które już objawił: „Masz Moje Słowo w zasięgu ręki. Moje obietnice dla ciebie są tak i amen dla wszystkich, którzy wierzą. Tak więc odpoczywaj w Moim Słowie, wierz mu i bądź posłuszny.”

środa, 11 lutego 2009

NIEDORZECZNOŚĆ WIARY

Kiedy Bóg mówi do człowieka: „Wierz” to wymaga czegoś, co wykracza poza ludzki rozum. Wiara jest czymś zupełnie nielogicznym. Już sama jej definicja jest czymś nierozsądnym. Pomyśl o tym: List do Hebrajczyków mówi, że wiara jest pewnością czegoś, czego się spodziewamy i dowodem tego co jest niewidzialne. Krótko mówiąc, jest powiedziane, że „Nie ma namacalnego powodu, ani widzialnego dowodu.” Pomimo tego mamy wierzyć.

Poruszam ten temat z ważnego powodu. Obecnie po całym świecie, mnóstwo wierzących jest przygniecionych zniechęceniem. Faktem jest, że wszyscy będziemy się nadal spotykać ze zniechęceniem w tym życiu. Jednak wierzę, że jeżeli zrozumiemy naturę wiary – jej nielogiczną, nierozumną naturę – to znajdziemy pomoc, jakiej potrzebujemy, aby przejść zwycięsko.

Pomyśl o wierze, jakiej potrzebował Noe. Żył w pokoleniu, które wymknęło się spod kontroli. Ludzkość była w okropnym stanie. Bóg nie mógł tego dłużej znosić. Wreszcie powiedział: „Dosyć! Człowiek zniszczy sam siebie – to się musi skończyć” (1 Mojż. 6).

Wyobraź sobie zakłopotanie Noego, kiedy próbował to zrozumieć. Bóg postanowił zesłać kataklizm, który zniszczy całą ziemię. Przy tym Noe usłyszał tylko tych kilka słów z nieba w tej sprawie. Miał to po prostu przyjąć przez wiarę i nic więcej na ten temat przez120lat.

Pomyśl o tym, czego wymagała od Noego wiara. Otrzymał wielkie zadanie zbudowania olbrzymiej arki, a w tym czasie musiał żyć w niebezpiecznym świecie. Musiał cały czas wierzyć, kiedy cały świat wokół niego tańczył, bawił się i tarzał w zmysłowości. Jednak Noe postępował tak, jak powiedział Bóg. Ufał słowu, które otrzymał, przez ponad jeden wiek. Pismo mówi, że za swoje posłuszeństwo „Noe stał się dziedzicem sprawiedliwości, która jest przez wiarę” (Hebr. 11:7).

W1 Mojżeszowej 12:1-4 Bóg powiedział do Abrahama: „Wstań, wyjdź i opuść swój kraj.” Na pewno Abraham się zastanawiał: „Ale dokąd, Panie?” Bóg by mu odpowiedział prosto: „Nie powiem ci. Po prostu idź.”

To nie było logiczne. Było to całkowicie nierozsądne wymaganie dla każdej myślącej osoby. Zilustruję, to zadając pytanie każdej wierzącej żonie: Wyobraź sobie, że twój mąż przychodzi do domu pewnego dnia i powiada: „Pakuj się kochanie, przeprowadzamy się.” Oczywiście chciałabyś wiedzieć dlaczego, albo gdzie, czy jak. Ale mąż ci odpowiada tylko tak: „Nie wiem. Wiem tylko, że Bóg powiedział, idź.” Nie ma uzasadnienia ani powodu dla takiego wymagania. To po prostu nie jest logiczne.

Jest to jednak dokładnie nielogiczny kierunek, w jakim poszedł Abraham. „Przez wiarę usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo, i wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hebr. 11:8). Miał tylko proste słowo, które dał mu Bóg: „Idź Abrahamie, a Ja będę z tobą. Nie stanie ci się nic złego.” Wiara wymagała, żeby Abraham działał tylko na podstawie tej obietnicy i niczego więcej.

Pewnej gwiaździstej nocy Bóg powiedział do Abrahama: „Popatrz w niebo. Czy widzisz te niezliczone gwiazdy? Policz je jeżeli potrafisz. Będziesz miał tylu potomków” (zobacz1 Mojż. 15:5). Abraham chyba pokręcił głową, kiedy usłyszał te słowa. W tym czasie był on już stary i stara była jego żona Sara. Już dawno minął ten czas, kiedy mogli mieć jeszcze dziecko. Pomimo tego otrzymuje obietnicę, że stanie się ojcem wielu narodów. Jedyny dowód na jakim mógł się oprzeć było słowo z nieba: ”Ja jestem Panem” (1 Mojż. 15:7).

Ale Abraham był posłuszny. Biblia mówi o nim to samo, co o Noem: „Uwierzył Panu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość” (1 Mojż. 15:6). Znowu widzimy nielogiczną scenę. Pomimo tego, wiara człowieka została przemieniona w sprawiedliwość.

To, o co Bóg prosi ciebie, może wyglądać na nierozsądne. On chce, żebyśmy Mu ufali, kiedy nie daje nam żadnego znaku odpowiedzi na nasze modlitwy, kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna i jesteśmy pewni, że wszystko skończone. „Zaufaj Mi” - mówi Pan. Nielogiczne? Tak. Ale przez wszystkie wieki Pan udowodnił, że się nigdy nie spóźnił i nigdy nie pozwoli, żeby szatan miał ostatnie słowo. Bóg zawsze przychodzi na czas w doskonałym czasie Ducha Świętego.

wtorek, 10 lutego 2009

CIĄGLE ZWIĘKSZAJĄCE SIĘ WYLANIE

W rozdziale 47 Ezechiela, prorok otrzymał następujące objawienie: W ostatecznych dniach kościół Jezusa Chrystusa będzie miał większą chwałę i będzie bardziej zwycięski, niż w całej swojej historii. Prawdziwe ciało Pana nie będzie coraz słabsze i poniżane. Nie będzie się zmniejszało liczebnie, ani nie będzie miało mniej mocy czy duchowego autorytetu. Jego kościół pójdzie w ogniu mocy i chwały. Będzie też się cieszył najpełniejszym objawieniem Jezusa, jakie kiedykolwiek ktoś otrzymał.

Ezechiel pisze: „Ryby morza wielkiego będą bardzo liczne” (Ezechiel 47:10). Powstaje ciało wierzących, którzy będą pływać w podnoszących się wodach obecności Pana.

To nam pokazuje Bóg w wizji Ezechiela poprzez podnoszące się wody (patrz Ezechiel 47:3-4).

Ezechiel mówi tu o coraz większej mocy Ducha Świętego. W ostatecznych dniach będzie wzrost Bożej obecności wśród Jego ludu.

Źródłem i fundamentem tej rzeki jest krzyż. Widzimy dosłowny obraz tego w następującym wersecie: „Jeden z żołnierzy włócznią przebił Jego bok i wypłynęła z niego krew i woda” (Jana 19:34).

Wzrastający przepływ wody jest obrazem Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty został dany uczniom. Wraz z tym darem Ducha naśladowcy Chrystusa otrzymali obietnicę, że stanie się On rzeką wody żywej wytryskującej z nich i ta rzeka popłynie do tego świata (zobacz Jana 7:38-39).

Ta rzeka życia będzie przybierać na sile przed przyjściem Pana. Jest to przepowiedziane w wizji danej Ezechielowi. Bóg zabrał proroka w niesamowitą podróż. Niosąc kij mierniczy Pan odmierzał 1000 łokci, czyli około pół kilometra. Przy tej odległości Pan i Ezechiel zaczęli chodzić w wodzie, która sięgała po kostki.

Ezechiel składa świadectwo: „przeprowadził mnie przez wody (Ezechiel 47:3). Pan jednak dalej zachęcał proroka, żeby szedł dalej, głębiej i dalej do wody. Po następnych 1000 łokciach woda sięgała do kolan i dalej się podnosiła.

Czy widzicie co tu się działo? Ezechiel wchodził w przyszłość, w nasze czasy. Chrześcijanie obecnie żyją w okresie ostatniego tysiąca łokci rzeki z tej wizji. Jesteśmy w ostatniej mierze wody. Ezechiel mówi, że kiedy wszedł na brzeg tej miary, woda była zbyt głęboka dla niego, ponad jego możliwości. „Nie mogłem przejść przez nie, gdyż wody się podniosły i trzeba było w nich pływać” (47:5).

Mogę sobie tylko wyobrazić zdziwienie tego człowieka, kiedy Bóg zadał mu pytanie: „Ezechielu, czym jest to morze, które się podniosło? Jeżeli ta rzeka mówi o życiu i mocy zmartwychwstania, to kim są ci, którzy będą tak ubłogosławieni, aby pływać w takiej chwale?” On mógł sobie tylko wyobrażać to, czym my dzisiaj się radujemy.

Może przeżywałeś wspaniałą obecność Jezusa. Możesz być wzruszony twoim obecnym objawieniem Jezusa. Jednak nie widziałeś nic w porównaniu z tym, co spotka sprawiedliwych. Chrystus otworzy nasze oczy i w cudowny sposób ukaże się wśród nas. Objawi nam samego siebie i wyleje na nas tyle Swojego życia, ile tylko będziemy w stanie znieść, nie mając jeszcze uwielbionego ciała.

poniedziałek, 9 lutego 2009

KIEDY PRZYCHODZI PRZESIEWANIE

„I powiedział Pan: Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę.” (Łukasz 22:31).

Musisz zrozumieć, że szatan przesiewa tylko tych, którzy stwarzają zagrożenie dla jego działania. On atakuje drzewo, które ma największy potencjał wydawania owocu. Ale dlaczego diabeł pragnął przesiać Piotra? Dlaczego tak pragnął jego doświadczyć? Piotr przez trzy lata wyganiał demony i uzdrawiał chorych. Szatan słyszał jak Jezus obiecał uczniom inny chrzest Duchem Świętym i ogniem – i to go przerażało! Teraz diabeł słyszał Boży ostateczny plan dla Piotra. Zdał sobie sprawę z tego, że te ostatnie trzy lata były niczym w porównaniu z większymi dziełami, jakich będzie dokonywał Piotr i inni uczniowie. Udało mu się już zniszczyć Judasza,więc szukał jakiegoś zła w Piotrze, na którym by mógł się zaczepić, żeby wiara Piotra ustała.

Może tak jak Piotr jesteś teraz na tym sicie i doświadczasz potrząsania i przesiewania. Ale pytasz: dlaczego ja? I dlaczego teraz? Po pierwsze powinieneś się radować, że masz taką reputację w piekle! Szatan nigdy by nie prosił Boga o pozwolenie, żeby cię przesiać, gdybyś nie przekroczył linii posłuszeństwa. Inaczej by nie marnował swoich wysiłków, żeby cię niepokoić i doświadczać, straszyć i potrząsać wszystkim co masz. On ciebie przesiewa dlatego, że odgrywasz ważną rolę w Bożym kościele w tych ostatecznych dniach. Bóg na nowo czyni nową rzecz w tym ostatnim pokoleniu i ty zostałeś przez Niego oddzielony, aby być potężnym świadectwem dla wielu. On ciebie uwolnił i przygotowuje cię do Swoich wiecznych celów. Czym większe są twoje dary, czym większy twój potencjał, czym bardziej poddajesz się Bożej woli, tym mocniejsze będzie twoje przesiewanie.

Kiedy ktoś przechodzi przez ogień przesiewania, co powinni robić ci, którzy go otaczają? Co zrobił Jezus, kiedy widział niebezpieczeństwo upadku Piotra? Powiedział mu: „Prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara” (Łuk.22:32).

Patrzę na ten wspaniały przykład miłości Chrystusa i uświadamiam sobie, że nie wiem prawie nic o tym jak kochać tych, którzy upadają. Na pewno Jezus jest tym „przyjacielem, który jest bliższy niż brat” (Przyp. Sal. 18:24). On widział zarówno to co dobre i to co złe w Piotrze i doszedł do wniosku: „Warto go ratować. Szatan go pragnie, ale ja go pragnę jeszcze bardziej.” Piotr naprawdę kochał Pana i Jezus mu powiedział: „Prosiłem za tobą.” Jezus dawno wiedział, że to nadchodzi. Prawdopodobnie spędził wiele godzin przed swoim Ojcem i rozmawiał z Nim o Piotrze, jak go kocha, jak bardzo Piotr jest potrzebny w Bożym Królestwie i jak bardzo go ceni jako przyjaciela.

Panie, daj każdemu z nas taką miłość! Kiedy widzimy jak brat czy siostra idą na kompromis, albo grozi im kłopot czy katastrofa, pozwól nam ich kochać tak, żebyśmy ich ostrzegali tak stanowczo, jak Jezus ostrzegał Piotra. Wtedy będziemy mogli powiedzieć: „Modlę się o ciebie.”

Dzisiaj mamy jeszcze jedno „napisano”, przy pomocy którego możemy walczyć z szatanem. Oto ono: „Modliłem się za tobą, aby nie ustala twoja wiara.” Możesz powiedzieć diabłu: „Może otrzymałeś pozwolenie, żeby mnie przesiać i zburzyć moją wiarę. Ale musisz wiedzieć, że: Mój Jezus modli się za mną!”

piątek, 6 lutego 2009

PRZEKRACZANIE LINII

Kiedy Jezus chodził po ziemi, to bardzo dobrze znał zaciekłość mocy szatana, że przychodzi on z wszelką bronią piekła, żeby przesiewać lud Pański. Chyba nikt z nas nie potrafi zrozumieć tego jak wielki konflikt rozgrywa się teraz w sferze duchowej. Nie uświadamiamy też sobie jak zdeterminowany jest szatan, aby zniszczyć wszystkich wierzących, którzy postanowili w swoich sercach, że pójdą za Chrystusem bez reszty. Ale prawdą jest też to, że na naszej drodze chrześcijańskiej przekraczamy linię – linię posłuszeństwa - która uruchamia każdy alarm w piekle. W tym momencie, kiedy przekraczamy tę linię do życia w posłuszeństwie Bożemu Słowu i polegania tylko na Jezusie, stajemy się zagrożeniem dla królestwa ciemności i pierwszoplanowym celem uderzenia dla demonicznych zwierzchności i mocy. Świadectwo każdego wierzącego, który nawraca się do Pana z całego serca pociąga za sobą nagłe ataki dziwnych i intensywnych kłopotów i doświadczeń.

Jeżeli przekroczyłeś tę linię posłuszeństwa, to powodujesz fale w niewidzialnym świecie. W Ew. Łukasza 22:28-34 Jezus przedstawia ten temat przesiewania świętych. „Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę” (w.31). W czasach Chrystusa młócący używali sita, zanim wsypali ziarno do worków. Przesypywali pszenicę do kwadratowej skrzyni przykrytej siatką, potem przewracali tę skrzynię i gwałtownie potrząsali. Kamyki i brud przelatywały przez siatkę dotąd, aż pozostało samo ziarno. W tym wersecie przesiewanie oznacza „potrząsanie i oddzielanie” - wstrząsanie poprzez nagłe poruszanie i nagłe doświadczenia. Jezus posłużył się tą analogią, żeby powiedzieć Piotrowi: „Szatan uważa, że w tobie jest tylko brud i kamyki i że kiedy wrzuci cię na to sito i potrząśnie tobą, to przejdziesz przez sito i spadniesz na ziemię!”

Są próby i doświadczenia i jest też przesiewanie. Ja widzę przesiewanie jako jeden z głównych i gwałtownych ataków szatana. Jest to zazwyczaj skompresowane w krótki, ale bardzo intensywny okres czasu. Dla Piotra to przesiewanie trwało tylko kilka dni, ale te dni najbardziej poruszyły jego wiarę i były dniami, których najbardziej żałował w swoim życiu. Ten czas przesiewania wytrząsnął pychę, która spowodowała upadek Piotra. To potrząsanie oczyściło jego duszę ze wszystkich zanieczyszczeń, które mogły by zniszczyć jego świadectwo raz na zawsze.

Dzięki Bogu, że wiara Piotra nie zawiodła i tak, jak się modlił Jezus, aby jego „wiara nie ustała”, tak też modli się o nas w ten sam sposób.

czwartek, 5 lutego 2009

GODZINA IZOLACJI

Wiem jak to jest przeżywać boskie milczenie, nie słyszeć głosu Bożego przez jakiś czas. Przeżywałem okresy całkowitego zamieszania bez wyraźnego kierunku, a ten cichy, delikatny głos za mną całkiem milczał. Były takie chwile, kiedy nie miałem w pobliżu przyjaciela, żeby pocieszył moje serce słowem rady. Wszystkie moje wzory prowadzenia z przeszłości były błędne i byłem w całkowitej ciemności. Nie widziałem drogi przed sobą i popełniałem jeden błąd za drugim. Chciałem powiedzieć: „Boże, co się stało? Nie wiem w którą stronę iść!”

Czy Bóg naprawdę ukrywa Swoją twarz przed tymi, których kocha? Czy jest możliwe, aby On podnosił swoją rękę na krótką chwilę, żeby nas nauczyć polegania i zaufania? Biblia odpowiada wyraźnie: „Bóg pozostawił go (Hiskiasza), żeby go doświadczyć, aby poznał co jest w jego sercu” (2 Kronik 32:31).

Może teraz przeżywasz potop doświadczeń. Wiesz o czym mówię, kiedy powiadam, że niebo jest ze spiżu. Wiesz co to znaczy powtarzające się upadki. Czekałeś i czekałeś na odpowiedź na modlitwę. Otrzymałeś kielich ucisku. Nic i nikt nie potrafi dotknąć tej potrzeby w twoim sercu!

To jest czas, aby stanąć na nogi! Nie musisz umieć się śmiać czy radować, bo w tej chwili nie masz szczęścia. Właściwie możesz mieć tylko zamieszanie w swojej duszy. Możesz jednak wiedzieć, że Bóg jest nadal z tobą, ponieważ tak mówi Pismo: „Pan siedzi nad potopem, Pan jest Królem na wieki” (Psalm 29:10).

Niedługo usłyszysz Jego głos: Nie denerwuj się, nie panikuj. Kieruj tylko swój wzrok na Mnie. Powierz Mi wszystko. Poznasz wtedy, że jesteś nadal obiektem Jego niezmierzonej miłości.

środa, 4 lutego 2009

OPÓŹNIONE ODPOWIEDZI NA MODLITWĘ!

Większość z nas modli się tak jak Dawid: „Panie, wysłuchaj modlitwy mojej, wołanie moje niech dojdzie do ciebie!” (Psalm 102:2). „ Kiedy jestem strapiony, rychło wysłuchaj mnie!” (Psalm 69:17). Hebrajskie słowo przetłumaczone jak rychło oznacza „w tej chwili, pośpiesz się, uczyń to w tym czasie, kiedy wołam do Ciebie!” Dawid mówił: „Panie, ja Tobie ufam, ale proszę, pospiesz się!”

Bóg się nie spieszy. On nie podskakuje na nasze rozkazy. Właściwie czasami możesz się zastanawiać czy On ci w ogóle odpowie. Wołasz, płaczesz, pościsz i masz nadzieję, ale mijają dni, tygodnie, miesiące, nawet lata, a ty nie otrzymujesz nawet najmniejszych dowodów na to, że Bóg cię słyszy. Najpierw zadajesz sobie pytania; Coś musi blokować moje modlitwy.” Jesteś zakłopotany i z upływem czasu twoje nastawienie do Boga wygląda mniej więcej tak: „Panie, co muszę zrobić, żebyś odpowiedział na moje modlitwy? Obiecałeś w Twoim Słowie, że dasz mi odpowiedź i ja się modliłem z wiarą. Ile łez muszę wylać?”

Dlaczego Bóg opóźnia odpowiedzi na szczere modlitwy? Na pewno nie wchodzi w grę brak mocy. On też bardzo chce, żebyśmy otrzymywali od Niego. Odpowiedź znajdujemy w tym wersecie: „ Powiedział im też podobieństwo o tym, że powinni zawsze się modlić i nie ustawać” Łukasz 18:1).

Greckie słowo określające utratę serca czy ustawanie w tłumaczeniu King James oznacza „zrelaksować się, osłabnąć czy zmęczyć się w wierze, zrezygnować z walki, nie czekać dłużej na dokończenie.” Galacjan 6:9 mówi: „A czynić dobrze nie ustawajmy, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy bez znużenia.” Pan szuka modlących się ludzi, którzy by nie ustawali ani nie męczyli się przychodzeniem do Niego. Ci ludzie będą oczekiwać na Pana i nie zrezygnują dotąd, aż Jego działanie zostanie zakończone. Kiedy przyjdzie Jego odpowiedź, to znajdzie ich oczekującymi.

wtorek, 3 lutego 2009

KARCĄCA MIŁOŚĆ!

Ponieważ Bóg ciebie kocha, to będzie pracował nad tobą, aby cię oczyszczać. Ale jest to karcenie z miłością tych, którzy pokutują i wracają do Niego. Możesz odczuwać Boże strzały w twojej duszy z powodu grzechów przeszłości i teraźniejszości, ale jeżeli masz pokutujące serce i chcesz się odwrócić od błędu, to możesz liczyć na Jego karcącą miłość. Będziesz korygowany – ale pod Jego wielkim miłosierdziem i współczuciem. Nie będziesz odczuwał Jego gniewu tak, jak poganie, ale raczej Jego rózgę dyscyplinującą, trzymaną przez jego kochającą rękę.

Może twoje cierpienie jest wynikiem złych decyzji. Ile to kobiet cierpi dlatego, że poślubiły mężczyznę, którego Bóg nie chciał dla nich? Ile to dzieci łamie serca swoich rodziców i doprowadza ich do rozpaczy? Wiele razy to się dzieje z powodu grzechów przeszłości ich rodziców, zaniedbania i kompromisu.

Kiedy wiesz, że jesteś bezsilny, to jest najwyższy czas, aby szukać Pana w skrusze, pokucie i z wiarą. To jest czas, aby otrzymać nowe napełnienie siłą Ducha Świętego. To jest czas, aby odnowić i odświeżyć duchowe siły w twoim życiu.

Kiedy wołasz do Boga, On wlewa w ciebie Swoje siły: „W dniu, gdy cię wzywałem, wysłuchałeś mnie, Dodałeś mocy duszy mojej. Choćbym się znalazł w niedoli, Ty mnie zachowasz przy życiu. Przeciwko złości nieprzyjaciół moich wyciągniesz rękę, A prawica twoja wybawi mnie.
Pan dokona tego dla mnie. Panie, łaska twoja trwa na wieki”(Psalm 138:3,7,8).

Jedną z najtrudniejszych rzeczy do przyjęcia dla chrześcijan jest cierpienie sprawiedliwych. Aż do czasów Chrystusa Żydzi kojarzyli powodzenie materialne i dobre zdrowie z pobożnością. Wierzyli, że jeżeli człowiek jest bogaty i zdrowy czy ma inne błogosławieństwa to dlatego, że Bóg pokazuje, iż jest z ciebie zadowolony. Dlatego też uczniowie Jezusa mieli trudności ze zrozumieniem Jego stwierdzenia, że „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu do królestwa Bożego” (Mat. 19:24). Uczniowie pytali więc: „Kto w takim razie może być zbawiony?”

Podobnie dzisiaj, istnieje taka nauka, która mówi, że jeżeli jesteś w porządku przed Bogiem, to nigdy nie będziesz cierpiał; wystarczy, że zawołasz do Boga, a On przybiegnie i natychmiast wszystko rozwiąże. Ale to nie jest ewangelia! Bohaterowie wiary przedstawieni w Hebrajczyków 11 rozdział chodzili w bliskiej społeczności z Bogiem, a byli kamienowani, wyszydzani, torturowani i zabijani (36-38). Sam Paweł, który chodził w bliskości z Bogiem był rozbitkiem na morzu, był kamienowany, biczowany, pozostawiony jak umarły, napadany, wieziony i prześladowany. Wszystko stracił. Dlaczego? To wszystko były doświadczenia i oczyszczanie, wypróbowanie jego wiary dla chwały Bożej.

Bóg chce coś zaszczepić w naszych sercach poprzez nasze doświadczenia i próby. Chce, abyśmy mogli powiedzieć: „Panie Jezu, jesteś moim Obrońcą i wierzę, że jesteś ponad tymi wszystkimi wydarzeniami w moim życiu. Jeżeli coś mi się zdarzy, to tylko dlatego, że Ty to dopuściłeś i ja ufam, że masz w tym cel. Pomóż mi zrozumieć lekcję, której chcesz mnie przez to nauczyć. Jeżeli chodzę w sprawiedliwości i mam w sercu twoją radość, to moje życie i śmierć będą chwałą dla Ciebie. Wierzę, że masz przygotowaną chwałę, jakiś wieczny cel, którego mój ograniczony umysł nie rozumie. Ale bez względu na to powiem: 'Jezu, należę do Ciebie czy żyję, czy umieram!'”

poniedziałek, 2 lutego 2009

BÓG POWIEDZIAŁ MI COŚ, CZEGO NIE SPODZIEWAŁEM SIĘ USŁYSZEĆ!

Pewnego wieczora podczas nabożeństwa modlitewnego Bóg powiedział mi coś na temat naszego kościoła, czego nie spodziewałem się usłyszeć.

Pan szeptał mi: „Ten kościół potrzebuje terapii wstrząsowej! Zbyt wielu ludzi jest zadowolonych i obojętnych. Czujecie się bezpieczni i ochronieni przed wszelkimi wiatrami i falami fałszywej nauki, która zalewa kraj – ale wy nie jesteście przygotowani na to, co nadchodzi!”

Kochani, sprawa świadectwa Ducha w was to nie jest życzenie – jest to sprawa życia i śmierci! Jeżeli nie masz świadectwa Ducha Świętego w tych dniach ostatecznych, to nie przejdziesz. Poddasz się nadchodzącemu duchowi Antychrysta!

Potrzebujesz świadectwa Ducha Świętego na każdy dzień – w twojej pracy, w szkole. Potrzebujesz prawidłowo oceniać polityków i przywódców, żebyś nie został nagle wessany w system antychrysta.

Jezus próbował nam to powiedzieć o głupich pannach, którym zabrakło oleju do lamp. Miały one Ducha Świętego, ale nie miały Jego świadectwa w ostatecznym momencie.

Nie skończ jak głupia panna! Jeżeli zaczyna ci brakować oleju, bo ufasz, że pastor czy zbór zachowają twoją duszę, to pokutuj! Ukórz się i zbadaj swoje serce! Wołaj do Boga, żeby oczyścił twoją duszę ze wszelkiego gniewu i goryczy. Wyznaj swoje grzechy i odrzuć je. Zacznij na nowo polegać we wszystkim na Bogu!

Pójście za Jezusem całym sercem coś kosztuje, ale otrzymujemy również nagrodę: jest to po prostu błogosławieństwo, kiedy Chrystus stoi po naszej stronie. Jest też wiele innych nagród (patrz Mateusz 19:29), ale ja wspominam tę, gdyż jest to wszystko, czego będziemy kiedykolwiek potrzebować.

Kiedy Paweł został uwięziony w Jerozolimie, cały system religijny chciał Go zabić. Oskarżali Go o to, że zanieczyścił święte miejsce i głosił fałszywą naukę. Jego życie było w niebezpieczeństwie i nawet żołnierze bali się, że Pawła rozerwą na kawałki (Dz. Ap. 23:10). Dlatego zabrali go siłą i zamknęli w twierdzy. Następnej nocy sam Pan przemówił do Pawła i co za słowo mu przyniósł: „Rozchmurz się! To jeszcze nie koniec twoich problemów!”

Koszt naśladowania Chrystusa był sprawą jasną w życiu tych mężów Bożych – i jeżeli my mamy być podobni do naszego Mistrza, to również musimy się liczyć z takimi kosztami. Znoszenie tego staje się radością, gdyż Jezus obiecuje, że będzie z nami w każdej sytuacji. Możemy stawić czoła każdemu czy wszystkiemu, kiedy wiemy, że Pan jest z nami.

Tak więc policz koszt i wiedz, że twoją nagrodą w tym wszystkim jest drogocenna obecność Jezusa Chrystusa.