środa, 31 grudnia 2008

KORZYŚĆ Z WALKI

Kiedykolwiek narasta opozycja, obfituje w nas łaska Boża. Pomyślcie, co dzieje się z drzewem, kiedy naciera na nie potężny sztorm. Wiatr grozi wyrwaniem drzewa z korzeniami, łamie gałęzie i rozwiewa liście. Kiedy sztorm ustaje, wygląda to beznadziejnie.

Jednak, kiedy przypatrzysz się bliżej, to sztorm, który powoduje pęknięcia ziemi wokół pnia drzewa, pomaga też korzeniom wrastać głębiej w ziemię. Teraz drzewo ma dostęp do nowych, głębszych źródeł odżywiania i wody. Zostało oczyszczone z martwych gałęzi. Może niektóre gałązki zostały odłamane, ale w ich miejsce wyrastają nowe i mocniejsze. Mówię wam, że to drzewo jest teraz mocniejsze i lepiej rośnie. Poczekajcie do zbiorów, bo ono wyda więcej owoców!

Może właśnie teraz przeżywacie sztorm. Wiatr mocno naciera, potrząsając wami gwałtownie i boicie się, że was wywróci. Kochani, nie panikujcie! Musicie wiedzieć, że w czasie tej nawałnicy zapuszczacie głębiej duchowe korzenie. Bóg rozwija w was głębszą pokorę i głębszy żal z powodu grzechu, oraz większy głód Jego sprawiedliwości.

Bóg czyni cię doświadczonym żołnierzem krzyża – poranionym w walce, ale mądrzejszym i odważniejszym. Czasami może robisz sobie wyrzuty, ale Pan tego nie robi. Właściwie, to On mógłby cię samodzielnie usunąć z pola walki, ale tego nie zrobił, bo widział, że to wytwarza w tobie większe pragnienie Jego bliskości.

Rzymian 5:3 mówi, że „ucisk wywołuje cierpliwość”. Słowo wywołuje, oznacza „powoduje”.

W 2 Kor. 4:17 czytamy, „Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały”. Słowo przynosi w tym wersecie jest takie same, jak w Rzym. 5:3).

wtorek, 30 grudnia 2008

CO KAŻDY CHRZEŚCIJANIN POWINIEN WIEDZIEĆ NA TEMAT DUCHOWEGO WZROSTU

„Powinniśmy zawsze dziękować Bogu za was, bracia. Jest to rzecz słuszna. Wiara wasza bowiem bardzo wzrasta a wzajemna miłość wasza pomnaża się w was wszystkich” (2 Tesal. 1:3).

Jaki wielki komplement wypowiedział Paweł o chrześcijanach w Tesalonikach! W skrócie powiedział tak: „To niesamowite, jak wyście bardzo dorośli, zarówno w wierze w Chrystusa, jak też w miłości jedni do drugich. Wszędzie, gdziekolwiek jestem, chwalę się waszym duchowym wzrostem i Bogu dziękuję za was!”

W tym krótkim urywku Paweł daje nam zdumiewający obraz ciała wierzących, którzy wzrastają w jedności i miłości. Greckie wyrażenie, którego Paweł używa do określenia „ nadzwyczajnego wzrastania”, oznacza „wzrastanie ponad przeciętną, bardziej niż inni”. Zarówno indywidualnie, jak i wspólnie, wiara i miłość Tesaloniczan przewyższała to, co było w innych zborach.

Oczywiście, ci wierzący Tesaloniczanie starali się nie tylko jakoś utrzymać wiarę do przyjścia Jezusa. Oni uczyli się i szli naprzód, wzrastając, a ich życie o tym świadczyło. Według Pawła, wszystkie zbory w Azji o nich mówiły.

Wygląda na to, że kazania, których ci ludzie słuchali, pobudzały ich do głębszego chodzenia z Chrystusem. To powodowało topnienie ich cielesnych ambicji i osądzało ich, jeżeli ich przyzwyczajenia nie podobały się Chrystusowi, a Duch Święty burzył w nich bariery etniczne i rasowe. Oni uczyli się, jak kochać innych, biednych czy bogatych, wykształconych czy nie. Oni też okazywali wielką troskę o innych, uważając jedni drugich za wyższych od siebie.

Jeżeli jesteś karmiony i pojony Słowem Bożym. W twoim życiu powinien być widoczny stały wzrost.. To powinno dziać się automatycznie.

Nie wiem, czy każdy w naszym zborze „bardzo wzrasta”, jak mówił Paweł o zborze w Tesalonikach. Wierzę, że tak jest z wieloma ludźmi. Dlaczego? Namaszczone głoszenie czystego Słowa Bożego zawsze powoduje wzrost. Apostoł Piotr powiada, że wszyscy, którzy pragną czystego mleka Słowa, będą wzrastać.

Paweł określa nasz duchowy wzrost, jako dzieło Ducha Świętego. Mówi, że Duch zawsze działa, przemieniając nas z chwały w chwałę. On stale odnawia nasz umysł, umartwiając nasze ciało i oczyszczając naszego człowieka wewnętrznego. Działa w naszych sercach, by usunąć gniew, gorycz, urazy i wszelkiego rodzaju zło. On wytwarza w nas dobroć, delikatność i przebaczenie dla innych. On powoduje nasz wzrost w Chrystusie – ucząc nas wszystkiego, co mamy mówić i czynić, by być godnymi naszego Pana.

Dalej Paweł zachęca, „Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza...” (1 Kor. 11:28). Greckie słowo doświadcza, oznacza tu „prześwietlenie, test”. Apostoł mówi, „Testujcie siebie, by zobaczyć, czy chodzicie według Słowa Bożego”. Mamy stale pytać siebie, „Czy się zmieniam? Czy bardziej kocham i jestem delikatniejszy? Czy traktuję moją rodzinę i moich przyjaciół z Bożym szacunkiem? Czy moje rozmowy są bardziej sprawiedliwe?”

poniedziałek, 29 grudnia 2008

CZASAMI WZRASTAMY I NIE WIEMY O TYM

Niektórzy wierzący mogą ci powiedzieć wszystko o ich duchowym wzroście i możesz wyraźnie widzieć zmiany w ich życiu. Oni świadczą o tym, jak Duch Święty zwyciężył ich nieprzyjaciela i możesz cieszyć się wraz z nimi z ich zwycięstwa.

Jednak tacy wierzący, to wyjątek. Większość wierzących jest zupełnie nieświadoma duchowego rozwoju w ich życiu. Oni się modlą, czytają Biblię i szukają Pana całym sercem. Nie ma w nich żadnych przeszkód do duchowego wzrostu, ale sami nie potrafią określić w sobie tego wzrostu. Ja jestem przykładem takiego wierzącego. Wiem, że chodzę w sprawiedliwości Chrystusa, ale nigdy nie odczuwam, że czynię postępy. Nawet czasami oskarżam siebie, kiedy zrobię lub powiem coś, czego Chrystus by nie zrobił. To powoduje, że myślę, „Już przez tyle lat jestem wierzący, więc dlaczego jeszcze się tego nie nauczyłem”?

Myślę, że chrześcijanie w Tesalonikach byli zdumieni, kiedy słyszeli pochwały Pawła na ich temat (patrz 2 Tes. 1:3). Prawdopodobnie myśleli, „Moja wiara bardzo wzrasta? Paweł chyba żartuje”.

Jednak Paweł wiedział, że duchowy wzrost jest tajemnicą, czymś ukrytym. Pismo Święte przyrównuje to do wzrostu kwiatów czy drzew: „Będę dla Izraela jak rosa, tak że rozkwitnie jak lilia i zapuści korzenie jak topola. Pędy jego rozrosną się i będzie okazały jak drzewo oliwne, a jego woń będzie jak kadzidło” (Ozeasz 14:5-6).

Bóg mówi nam, „popatrz na lilie! Obserwuj ich wzrost. W ciągu jednego dnia nie zauważysz żadnego wzrostu, ale wiedz, że Ja rosą nawadniam lilie każdego poranka – i one rosną”. Tak samo jest z większością wzrostu duchowego. Jest to niezauważalne dla ludzkiego oka!

Niektórzy ludzie, kiedy przyjmują zbawienie, nie mają problemu z ukrytymi grzechami. Oni świadczą, „W momencie, kiedy przyszedłem do Jezusa, Pan zabrał ode mnie te pokusy i od tego czasu jestem wolny”. Znam wielu byłych narkomanów, którzy mieli takie przeżycie.

Jednak u większości chrześcijan jest inaczej. Wiele lat po ich nawróceniu wyzwala się w nich stare zepsucie – coś, czego nienawidzą i czego nigdy nie chcieli już oglądać. Ale bez względu na to, jak bardzo się starają, ta jedna, pozostała pożądliwość nie chce ich opuścić. Z biegiem czasu zniechęcają się. Ich dusza woła, „Jak długo jeszcze, Panie? Kiedy te więzy zostaną ostatecznie zerwane? Wreszcie diabeł przychodzi i mówi do nich, „ Nigdy ci się nie uda. W takim stanie nie jest możliwy żaden duchowy wzrost”.

Głowa do góry, przyjacielu – mam dla ciebie dobrą wiadomość. W takich zmaganiach też wzrastasz! Właściwie, to możesz wzrastać o wiele bardziej z powodu twoich zmagań.

Uspokój się – jeżeli masz bojaźń Bożą w sercu, to wyjdziesz z tego sztormu o wiele silniejszy. Kiedy walczysz z nieprzyjacielem, to ćwiczysz się i wykorzystujesz łaskę i moc Bożą. Choć możesz czuć się osłabiony, ta łaska i moc cię wzmacnia. Po pierwsze - stajesz się bardziej gorliwym w modlitwie, a po drugie – pozbywasz się twojej pychy. Tak więc, ten sztorm powoduje w tobie „duchową czujność” w każdej dziedzinie twojego życia.

piątek, 26 grudnia 2008

WIEDZ, WIERZ I UFAJ JEGO MIŁOŚCI

Każdy może mieć radość, kiedy jest na wyżynach Ducha Świętego, nie jest doświadczany ani kuszony, ale Bóg chce zachować nas w Jego miłości stale – szczególnie w czasie pokus.

Apostoł Jan mówi nam w prosty sposób, jak mamy samych siebie zachować w miłości Bożej: „A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim” (1 Jan 4:16). Krótko mówiąc, jeżeli „trwamy w miłości Bożej”, to trwamy w Bogu.

Słowo trwać oznacza tu „być w stanie oczekiwania”. Inaczej mówiąc, Bóg chce, byśmy oczekiwali, że Jego miłość będzie w nas odnawiana każdego dnia. Mamy żyć każdego dnia w świadomości, że Bóg zawsze nas kochał i zawsze będzie kochał.

W rzeczywistości większość z nas czasem jest, a czasem nie jest w miłości Bożej, zależnie od naszych emocjonalnych wzlotów i upadków i czujemy się bezpieczni w Jego miłości, jeżeli zrobiliśmy coś dobrze., ale nie jesteśmy pewni Jego miłości, kiedy jesteśmy kuszeni czy doświadczani, albo jeżeli Go zawiedziemy. Właśnie w takich chwilach powinniśmy szczególnie ufać Jego miłości. W tych wersetach On nam mówi, „Bez względu na to, jakie doświadczenia przechodzisz, nigdy nie możesz zwątpić w moją miłość do Ciebie. Jeżeli aktywnie ufasz Mojej miłości, to będziesz żył tak, jak Ja chcę”.

Jeremiasz 31 podaje wspaniałą ilustrację miłości Bożej. Izrael jest w stanie odstępstwa. Ludzie utuczyli się, jest im dobrze i pogrążyli się we wszelkiego rodzaju zło.

Naraz ich pożądliwości skwaśniały. Stracili przyjemność w zaspokajaniu ich zmysłowych pragnień. Wkrótce zaczęli wołać, „Panie, jesteśmy zgubieni. Chcemy, byś nas nawrócił”. Bóg usłyszał ich wołanie pokuty i Jego miłosierne serce zwróciło się do nich. Ukarał ten lud rózgą – wtedy Izrael wołał, „Ćwiczyłeś mnie... Pozwól mi się nawrócić... Bo gdy się odwróciłem, żałowałem tego” (Jeremiasz 31:18-19).

Słuchajcie słowa Bożego w tym punkcie: „.... ilekroć o nim mówię, muszę go wiernie wspominać? Dlatego moje wnętrze wzrusza się nad nim; zaiste muszę się nad nim zlitować - mówi Pan...” (w. 20), „...Miłością wieczną umiłowałem cię” (w. 3).

Oto co musisz wiedzieć o miłości Bożej. Bóg mówił do Swojego ludu, „Karałem cię i mówiłem twarde słowa prawdy do ciebie. Ale nawet wtedy grzeszyłeś przeciwko Mnie, czyniąc to pomimo łaski i miłosierdzia, które ci okazywałem. Odwróciłeś się od Mojej miłości, odrzuciłeś mnie. Pomimo tego Moje miłosierdzie zostało skierowane do ciebie. Wspomniałem o tobie w twoich zmaganiach i na pewno okażę ci łaskę. Chętnie ci przebaczę i odnowię cię”.

czwartek, 25 grudnia 2008

CHODZENIE W CHWALE

Jedną z rzeczy, która może nas zachować w tych trudnych czasach, jest zrozumienie Bożej chwały. Może to z początku brzmieć, jako wzniosły i niedościgniony pomysł, który najlepiej zostawić teologom. Ale ja jestem przekonany, że temat Bożej chwały ma bardzo realną, praktyczną wartość dla każdego wierzącego. Jeżeli to pojmiemy, to otwieramy drzwi do zwycięskiego życia!

Chwała Boża jest objawieniem natury i istoty naszego Pana. Możecie przypomnieć sobie ze Starego Testamentu, jak Mojżesz otrzymał dosłowne objawienie chwały Boga. Przedtem Pan wysłał Mojżesza tylko ze słowami „JA JESTEM” Jednak Mojżesz chciał wiedzieć coś więcej o Bogu, dlatego prosił, „Panie, pokaż mi Twoją chwałę”.

Bóg odpowiedział, biorąc Mojżesza na bok, w rozpadlinę w skale. Potem, jak mówi Pismo, objawił się Mojżeszowi w całej Swojej chwale (patrz 2 Mojż. 34:6-7). Bóg chce, byśmy poznali Jego chwałę przez objawienie Jego wielkiej miłości do człowieka. To właśnie pokazał Mojżeszowi.

Wierzę, że ten urywek jest absolutnie konieczny do zrozumienia, kim jest nasz Pan. Często, kiedy myślimy o chwale Pana, myślimy o Jego majestacie i splendorze, Jego mocy i panowaniu, albo jakiejś manifestacji w Jego ludzie. To wszystko może być rezultatem zobaczenia chwały Bożej, ale to nie jest chwała, według której On chce, byśmy Go poznali. Pan zawsze czeka, by pokazać nam Jego chwałę, przebaczyć nam, ogarnąć nas Swoim miłosierdziem i odnowić nas dla Siebie samego.

Objawienie chwały Bożej ma potężny wpływ na tych, którzy to otrzymali i modlą się o zrozumienie.. Do tego momentu Mojżesz widział Pana, jako Boga prawa i gniewu. On drżał ze strachu przez obecnością Pana, wołając do Niego i błagając o miłosierdzie dla Izraela. To było podstawą Jego relacji twarzą w twarz z Panem.

Teraz, kiedy Mojżesz zobaczył chwałę Bożą, już nie bał się Pana. Zamiast tego był pobudzony do oddania Mu czci: „I pochylił się Mojżesz śpiesznie aż do ziemi, złożył pokłon” (2 Mojż. 34:8). Zobaczył, że Bóg był nie tylko grzmotem, błyskawicami i przeszywającym głosem trąby, co powodowało, że się bał. Wprost przeciwnie, Bóg był miłością i Jego natura, to dobroć i miłosierdzie!

Czy widzisz tu tą niesamowitą prawdę, którą Pismo Święte objawia? Prawdziwe oddawanie czci rodzi się w sercach, które są zachwycone wizją Bożej, niezasłużonej miłości do nas. Jest to oparte na objawieniu, że Bóg daje nam Swoją dobroć, miłosierdzie i gotowość przebaczenia.. Tak więc, mamy Boga czcić w duchu i w prawdzie, a nasze uwielbianie musi być oparte na tej wielkiej prawdzie o Nim.

Jeżeli otrzymamy objawienie Bożej chwały, nasze uwielbianie musi się zmienić. Dlaczego? Zobaczenie Jego chwały zmienia nasz sposób życia! To wpływa na nasz wyraz twarzy, nasze zachowanie i przemienia nas z chwały w chwałę, czyniąc nas bardziej do Niego podobnymi. Każde nowe objawienie Jego miłości przynosi nadnaturalną zmianę.

środa, 24 grudnia 2008

BOŻA MIŁOŚĆ JEST NAM PRZEKAZYWANA TYLKO PRZEZ JEZUSA CHRYSTUSA

Według Jana, cała miłość Boga jest w Chrystusie. „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli...(Jan 1:16). Jak otrzymaliśmy miłość Ojca? Przez przebywanie w Chrystusie.

Możesz zapytać, co jest tak ważne w poznaniu tego, że miłość Boża jest nam przekazywana przez Chrystusa? Jaki to ma wpływ na nasze codzienne życie?

Jak miłość Boża wpływa na nasze życie? Musimy patrzeć na Chrystusa, jako przykład. Jezus już nam powiedział, że Ojciec miłuje nas tak samo, jak umiłował Swojego Syna. Jaki zatem wpływ na Jezusa miała miłość Ojca?

„Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje...” (1 Jan 3:16). Tu jest owoc Bożej miłości w Jezusie. On dał siebie na ofiarę za innych. Druga połowa tego wiersza mówi nam, jaki cel ma w naszym życiu miłość Boża. Czytamy, „...i my winniśmy życie oddawać za braci”. Boża miłość prowadzi nas do tego, byśmy oddawali swoje ciała, jako ofiarę żywą.

Czy kiedykolwiek myślałeś o tym, co to znaczy oddać swoje życie za braci i siostry? Jan nie mówi o tym, że mamy stać się męczennikami w obcych krajach. Nie mówi o oddawaniu swoich organów. Nie mówi też, że mamy zająć miejsce jakiegoś skazanego kryminalisty na krześle elektrycznym. Taką ofiarę złożył tylko Chrystus. Jedynym chrześcijaninem, który może przynieść życie i nadzieję braciom, jest ten, który umarł – umarł dla tego świata, dla siebie, swojej pychy i ambicji.

Taki „umarły” chrześcijanin pozwolił Duchowi Świętemu zrobić duchowy remanent w jego duszy, bo widzi zepsucie i bezbożność w swoim sercu. Dlatego ochotnie idzie do ołtarza Bożego, wołając, Panie, przepal mnie, weź to wszystko” Wie, że tylko będąc oczyszczonym krwią Chrystusa, może przynosić życie swoim braciom.

wtorek, 23 grudnia 2008

OBJAWIENIE MIŁOŚCI BOŻEJ

Niedawno zostałem pobudzony przez Ducha Świętego do czytania takiego miejsca: „Ale wy, umiłowani, budujcie siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym, zachowajcie siebie samych w miłości Bożej, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ku życiu wiecznemu” (Judy 20-21). Kiedy czytałem te wiersze, słyszałem szept Ducha Świętego: „Dawidzie, jeszcze nie doszedłeś do pełni radości z mojej miłości. Masz właściwą teologię – ale jeszcze nie doświadczyłeś uniesienia i odpocznienia płynącego z trzymania się Mojej miłości. Dotychczas byłeś w tym tylko po kostki, ale przed tobą jest cały ocean Mojej miłości, w której masz pływać.

Biblia jest pełna prawdy o Bożej miłości, ale ja czasem zastanawiam się, jak Pan może kochać mnie. Nie chodzi o to, że wątpię w Jego miłość; jest to raczej wina z mojej strony, że nie trzymam się tej świadomości i pewności Jego miłości.

Objawienie Bożej miłości przychodzi w części wtedy, kiedy rodzimy się na nowo. Gdybyście zapytali większości chrześcijan, co wiedzą na temat Bożej miłości do nich, odpowiedzieliby, „Wiem, że Bóg mnie kocha, bo oddał Swojego Syna, by umarł za mnie”. Zacytowaliby też Jana 3:16: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”.

Kiedy poznasz tą prawdę, to jest wspaniały moment. Naraz uświadamiasz sobie, „ Bóg mnie kochał, kiedy byłem jeszcze zgubiony, niewdzięczny i obcy i już wtedy okazał miłość do mnie, ofiarując Swojego Syna za mnie”.

Jednak niewielu chrześcijan uczy się, jak pozostawać w miłości Bożej. Wiemy coś na temat naszej miłości do Pana – ale rzadko szukamy objawienia Bożej miłości do nas. Gdybyście poprosili większość chrześcijan, by znaleźli miejsca w Biblii na temat Bożej miłości do nas, znaleźliby tylko kilka. A jednak zrozumienie miłości Bożej jest największą tajemnicą zwycięskiego życia. Wielu ludzi staje się duchowo oziębłymi i leniwymi, bo nie poznali miłości Pana do nich. Oni nie wiedzą, że najlepszym orężem przeciw atakom szatan jest pełne przekonanie o Bożej miłości do nich, poprzez objawienie Ducha Świętego.

W Swojej ostatniej modlitwie na ziemi Jezus powiedział, „Ty Ojcze.... umiłowałeś mnie przed założeniem świata” (Jan 17:24). Co za wspaniała myśl – Chrystus był wielce umiłowany przez Ojca przed stworzeniem świata.

Kiedy Jezus modlił się tą znamienną modlitwą, „żeby świat poznał, że.... ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (w. 21,23). On również modlił się, „aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich” (w. 26). Chrystus mówił, „Ojcze, wiem, że będziesz miłował tych, których Ja przyprowadzę do Twojego ciała tak, jak umiłowałeś mnie”.

Znaczy to, że kiedy Ojciec umiłował Jezusa przed wiecznością, umiłował również nas. Kiedy człowiek był tylko w myślach Boga, Pan już policzył części tego ciała i planował nasze odkupienie: „W nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości” (Efez. 1:4).

Jak długo Bóg cię kocha? On ukochał cię od początku istnienia – ponieważ Bóg jest miłością. To jest Jego natura. Nie było początku Jego miłości do ciebie – i nie ma końca.

Kiedy Bóg przestanie cię kochać? On przestanie cię kochać, jeżeli przestanie kochać Swojego Syna, a to jest niemożliwe. Chrystus mówi, „Ojciec, umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, umiłował ich aż do końca” (Jan 13:1).

poniedziałek, 22 grudnia 2008

TRZYMAJ SIĘ MIŁOŚCI BOŻEJ

Wiele lat temu Bóg położył mi na sercu, by założyć dom dla chłopców na Long Island. Odczuwałem, że naprawdę Bóg za tym stoi. A jednak po osiemnastu miesiącach urzędnicy stanowi nałożyli na nas takie ograniczenia w działaniu tego domu, że nie mieliśmy innego wyjścia i musieliśmy go zamknąć.

W tym krótkim czasie przyjęliśmy czterech chłopców. Kiedy zamknęliśmy, straciłem z nimi kontakt. Zawsze myślałem, że to było jedno z największych naszych niepowodzeń. Przez ponad trzy dekady zastanawiałem się, dlaczego Bóg w ogóle pozwolił nam to zacząć.

Niedawno otrzymałem list od człowieka o imieniu Clifford. Opowiedział mi następującą historię:

„Bracie Dawidzie, byłem jednym z tych czterech chłopców wysłanych do tego domu na Long Island. Wasi opiekunowie byli tak dobrzy i kochający. Uczyli nas Biblii i zabierali nas do kościoła. Pewnego dnia zabrali nas do kościoła, który prowadził ewangelizację namiotową. Ja byłem tak zgorzkniały i oporny, ale tam, pod tym namiotem Duch Święty zaczął dotykać mojego serca. Słyszałem, jak kaznodzieja mówił, ‘Jezus cię kocha’. Wszystkie te lata bólu, zamieszania i beznadziejności pojawiły się przede mną. Upadłem na kolana i modliłem się. Było to trzydzieści pięć lat temu. Teraz Bóg powołał mnie do głoszenia Ewangelii i mam to robić w pełnym wymiarze. To ‘dziękuję’ gotowało się we mnie cały czas. Dziękuję ci za twoją troskę. Wiem, czym jest miłość Boża”.

List tego człowieka dowodzi, że to, co robimy dla Chrystusa, nie jest daremne. Ten dom dla chłopców nie był porażką – ponieważ jeden zgubiony, zagmatwany żydowski chłopak odnalazł znaczenie miłości Bożej.

piątek, 19 grudnia 2008

SZATAN UŻYWA WYRAFINOWANYCH METOD

„Król asyryjski wysłał.... przeciwko królowi Hiskiaszowi Rabszake z potężną armią do Jeruzalemu” (2 Król 18:17). Asyryjczycy reprezentują dzisiejsze „przewodniki do dobrobytu”. Diabeł paraduje ze swoją armią wokoło twoich murów: ludzi, którzy są potężni, piękni i wydaje się, że odnoszą sukcesy we wszystkim, co postanowią. Kiedy ich widzisz, czujesz się osaczony, jak więzień!

Pierwszym trikiem człowieka grzechu jest kwestionowanie całkowitego poddania się człowieka wierzącego Panu. Rabszake, którego imię znaczy „pijany posłaniec”, był ambasadorem króla. Wyśmiewał on bogobojnych i ubliżał im (patrz 2 Król. 18:19-20). Jego oskarżenia brzmiały, „Bóg was nie ma zamiaru wybawić z tego bałaganu. Upadniecie! Jesteście w wielkim kłopocie i wasza wiara nic nie da”.

Potem szatan dodaje jeszcze inny wykręt: mówi, że to Bóg stoi za wszystkimi twoimi kłopotami. Posłaniec Asyrii twierdził, „To Pan rzekł do mnie: Wyrusz przeciwko temu krajowi i zniszcz go!” (2 Król. 18:25). Szatan będzie próbował cię przekonać, że Bóg się mści, bo się na ciebie gniewa. To jest najbardziej śliskie kłamstwo! On chce, byś uwierzył, że Bóg cię porzucił i oddał cię na pastwę kłopotów i smutków. Chce, byś myślał, że wszystkie twoje problemy są wynikiem Bożej kary za twoje przeszłe grzechy. Nie wierz temu! To właśnie szatan chce cię zniszczyć.

Nasz Pan jest wyzwolicielem, twierdzą obronną. Izajasz powiedział, że On nadchodzi, „by dać płaczącym nad Syjonem zawój zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, pieśń pochwalną zamiast ducha zwątpienia. I będą ich zwać dębami sprawiedliwości, szczepem Pana ku Jego wsławieniu.” (Izajasz 61:3).

Nie, drogi święty, nie zginiesz. Jesteś po prostu atakowany i ostrzeliwany przez kłamstwa nieprzyjaciela, ponieważ postanowiłeś w swoim sercu zaufać Panu. Szatan chce zniszczyć twoją wiarę w Boga.

czwartek, 18 grudnia 2008

ON POWOŁUJE NAS DO WALKI

„Który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju. Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:31-33).

Enoch kiedyś prorokował, „Oto przyszedł Pan z tysiącami swoich świętych” (Judy 14). Pismo Święte mówi, że jesteśmy królami i kapłanami Pana i to my reprezentujemy te dziesiątki tysięcy gotowych do walki z armią szatana. Szatan walczy przeciwko nam, bo bardzo nas nienawidzi (patrz Obj. 12:17)..

Musimy być przygotowani na to, co nadchodzi. Musimy być gotowi, by poświęcać nasze dni w duchowej walce, wiedząc, że zalew nieprawości wymierzony jest przeciw ludowi Bożemu. Jeżeli jesteśmy zdecydowani, by trzymać się Chrystusa, to musimy sobie uświadomić, że w Chrystusie jesteśmy niepokonani. Napisano, „większy jest, aniżeli ten, który jest na świecie” (1 Jan 4:4). Bóg powiedział, że mamy gwarancję zwycięstwa nad wszelką mocą nieprzyjaciela, a wszystkie zastępy niebiańskie walczą za nas!

Oby Bóg dał nam więcej waleczności Ducha Świętego, by każdy z nas mógł wykrzykiwać do świata i wszystkich zastępów piekielnych, „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?... Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 8:35, 37-39).

Taki jest okrzyk wojenny tych, którzy są głodni Jezusa.

Każdy człowiek Boży stanie się celem ataków z piekła, kiedy postanowi być żywą ofiarą dla Chrystusa. Zastępy piekła zostaną wysłane przeciwko temu, kto postanawia w swoim sercu chodzić w świętości wiary.

Szatan będzie atakował i ustawiał przeszkody na drodze, ponieważ stałeś się zagrożeniem dla jego programu zwiedzenia. Możesz zrezygnować z walki, poddać się i stać się nudnym, bezowocnym tułaczem.

Jeżeli chodzi o mnie, to ja postanowiłem odrzucić plany diabła, powstać w wierze i podjąć walkę. Szatan nie może pokonać tego, kto prawdziwie ufa Panu.

środa, 17 grudnia 2008

ON NAS POWOŁUJE BY NAS DOPROWADZIĆ

„Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć” (Łuk. 14:28-30).

Chrystus wiedział, że wielu z Jego naśladowców nie będzie miało na tyle siły, by dojść do celu. Wiedział, że się odwrócą i nie ukończą biegu. Wierzę, że jest to najbardziej tragiczny stan dla wierzącego – jeżeli zacznie z zamiarem trzymania się Chrystusa, dorastania do dojrzałości w uczniostwie, by stać się podobnym do Jezusa, a potem odejdzie od Niego. Taki człowiek, to ten, który położył fundament i nie dokończył budowy, ponieważ na początku nie obliczył kosztów.

Jakaż to radość, spotykać tych, którzy naprawdę dobiegają do końca! Tacy wierzący wzrastają w mądrości i poznaniu Chrystusa. Oni zmieniają się z dnia na dzień. Paweł mówi im zachęcająco, „My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” (2 Kor. 3:18). Ci wierzący nie szukają nieba, ale Chrystusa w Jego chwale!

Wiem, że wielu, którzy czytają te słowa, właśnie się zatrzymali, albo nawet zrobili krok wstecz. Wydaje się, że to niewielki krok, ale to spowoduje oddalenie się od Jego miłości. Jeżeli to ciebie dotyczy, to zwróć uwagę, że to Duch Święty nawołuje cię do powrotu i do pokuty, do zaparcia się siebie i poddania się Jemu. W tym momencie czas jest najważniejszy. Jeżeli kiedykolwiek miałeś zamiar uchwycić się Chrystusa, zrób to teraz i idź z Nim do końca.

wtorek, 16 grudnia 2008

MIŁOŚĆ I NIENAWIŚĆ

„Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:26).

Greckie słowo określające nienawiść oznacza, „kochać mniej niż coś innego”. Jezus wzywa nas, byśmy Go kochali tak szczerze i zupełnie, by nasze ziemskie uczucia nie mogły się z tym równać.

Pomyślcie o tym. Czy wiemy, co to znaczy być w Jego słodkiej obecności i o nic nie prosić? Wyciągnąć ręce do Niego tylko dlatego, że jesteśmy wdzięczni za Jego tak wielką miłość?

W naszych modlitwach staliśmy się samolubni i skupieni na sobie: „Daj nam,,, zaspokój... błogosław nas... użyj nas.... zachowaj nas” To wszystko może być biblijne, ale uwaga skupiona jest na nas. Nawet nasza praca dla Pana staje się egoistyczna. Chcemy, by błogosławił naszą pracę dla Niego, byśmy wiedzieli, że nasza wiara jest prawdziwa. Pan jest bardziej zainteresowany tym, czym stajemy się w Nim, niż tym, co dla Niego robimy.

Ktoś czytający to może czuć się zraniony, gdyż drzwi jego służby się zamknęły. Może czuć się jakby „odłożony na półkę”. Ktoś inny może myśli, że mógłby być bardziej użyteczny na jakimś polu misyjnym. Ja natomiast mówię, że nie możemy być bardziej użyteczni dla Pana, niż wtedy, kiedy okazujemy Mu miłość w naszej komorze modlitwy. Kiedy szukamy Pana, kiedy czytamy Jego słowo, by Go poznać, wtedy jesteśmy u szczytu użyteczności. Przynosimy Bogu więcej zadowolenia i błogosławieństwa, kiedy jesteśmy zamknięci sam na sam z Nim w atmosferze miłości, niż czyniąc cokolwiek innego. Jakąkolwiek pracę On nam umożliwi, czy to w domu, czy za granicami, będzie to bez wysiłku wypływać z naszej społeczności z Nim. On jest bardziej zainteresowany zdobyciem naszego całego serca, niż tym, byśmy my zdobywali dla Niego cały świat.

Nie umniejszam przez to gorliwych działań dla zdobywania dusz, ale chcę powiedzieć, że wszelka błogosławiona przez Ducha Świętego ewangelizacja rodzi się ze społeczności z Nim. Świadek, który często przebywa przed Panem w modlitwie, będzie miał mądrość od Ducha Świętego, będzie to robił we właściwym czasie i będzie miał siłę do wykonywania woli Bożej.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

PRZYJDŹ DO JEGO STOŁU

Stara pieśń chrześcijańska ma dla mnie wielkie znaczenie. Mówi ona tak: „Jezus zastawił dla mnie stół, gdzie są karmione dzieci Boże, On zaprasza swój wybrany lud, chodźcie jeść.”

Jaka to radosna perspektywa: Pan zastawił stół w niebie dla swoich naśladowców! Jezus powiedział do swoich uczniów: „ A Ja przekazuję wam Królestwo, jak i mnie Ojciec mój przekazał, abyście jedli i pili przy stole moim w Królestwie moim” (Łukasz 22:29-30). Kiedy Jego pragniemy to oznacza, że przez wiarę jesteśmy również posadzeni przy Jego stole.

Kiedy apostoł Paweł poucza: „Obchodźmy więc święto” (1 Kor. 5:8), to chce, żebyśmy dobrze zrozumieli, że zostaliśmy wyznaczeni, aby zasiąść za stołem w niebie z Chrystusem przy Jego królewskim stole. Paweł powiada: „Zawsze przychodźcie. Niech wasze miejsce nie będzie nigdy puste.”

Smutna prawda jest taka, że kościół Jezusa Chrystusa po prostu nie rozumie co to znaczy obchodzić święto. Nie rozumiemy majestatu i zaszczytu, który nas spotkał, że zostaliśmy wzbudzeni przez Chrystusa, żeby zasiadać z Nim w okręgach niebiańskich. Staliśmy się zbyt zajęci, żeby siadać za Jego stołem. Błędnie czerpiemy naszą duchową radość ze służby, zamiast ze społeczności. Robimy coraz więcej i więcej dla Pana, którego znamy coraz mniej. Zapracowujemy się, oddając nasze ciała i umysły do pracy dla Niego, ale rzadko bywamy na uczcie.

Jedna rzecz, której Pan pragnie ponad wszystko od swoich sług, kaznodziejów i pasterzy, to społeczność przy Jego stole. Ten stół jest miejscem duchowej intymności i jest on zastawiony codziennie. Przebywanie na uczcie oznacza przychodzenie do Niego ustawicznie po pokarm, siłę i społeczność.

Od czasu Krzyża wszyscy duchowi olbrzymowie mieli jedną wspólną rzecz: mieli wielki szacunek dla stołu Pańskiego. Zatopili się w wielkości Chrystusa. Wszyscy oni umierali żałując, że nadal poznali Go tak mało.

Nasza wizja Chrystusa dzisiaj jest zbyt mała, zbyt ograniczona. Ewangelia „wielkości” jest potrzebna, aby przezwyciężyć skomplikowane i narastające problemy tego złego wieku. Bóg nie tylko rozwiązuje problemy w tym świecie, ale połyka je w swojej wielkości! Ktoś, kto doświadcza wzrastającego objawienia wielkości Chrystusa nie musi się bać żadnego problemu, żadnego diabła, żadnej mocy na tej ziemi. On wie, że Chrystus jest większy niż to wszystko. Gdybyśmy mieli takie objawienie jak wielki jest On, jak niepojęty, jak niezmierzony, nieograniczony i niesamowity, to nigdy więcej byśmy nie byli pokonani przez problemy życiowe.

Paweł jest dla nas przykładem. On poświęcił życie, aby mieć takie ciągle wzrastające objawienie Chrystusa. Właściwie wszystko co miał z Chrystusa, przyszło poprzez objawienie; tego sie uczył przy stole Pańskim i to stawało się dla niego prawdą przez Ducha Świętego. Pamiętajcie, że dopiero trzy lata po nawróceniu Paweł udał się do Jerozolimy, aby spędzić jakiś czas z apostołami i przebywał z nimi tylko przez piętnaście dni, a potem dalej kontynuował swoją podróż misyjną. Później powiedział: „Przez objawienie została mi odsłonięta tajemnica” (Ef. 3:3). Duch Święty zna głębokie i skryte tajemnice Boże i Paweł modlił się stale o dary łaski, żeby rozumiał i głosił „niedoścignione bogactwa Chrystusowe” (Ef. 3:8).

Pan szuka takich wierzących, którzy nie są zadowoleni z przesiewania sprzecznych głosów, żeby znaleźć prawdziwe słowo. On chce, żebyśmy pragnęli objawienia Jego samego osobiście – głębokiej, osobistej intymności.

piątek, 12 grudnia 2008

Z POLA BITWY O WIARĘ

Kiedy Paweł zdecydował się udać do Jerozolimy to nie dlatego, że usłyszał, iż tam się rozpoczęło przebudzenie. On nie był zniechęconym kaznodzieją, który szuka, żeby ktoś mu przekazał coś od Boga. Wyraźnie stwierdza: „Udałem się do Jerozolimy ...na skutek objawienia i wyłożyłem im na osobności, ewangelię, którą zwiastuję „ (Gal. 2:1,2). Paweł udał się do Jerozolimy, żeby podzielić się tajemnicą, którą Bóg chciał objawić swojemu ludowi.

Ten bogobojny człowiek miał swoje pełne, chwalebne objawienie Chrystusa. Nie nauczył się swoich doktryn zamykając się w gabinecie z księgami i komentarzami. To nie był jakiś odizolowany filozof, który wymyślał teologiczne prawdy, myśląc sobie tak: „Przyjdzie czas, kiedy przyszłe pokolenia będą czytały i uczyły się z moich opracowań.”

Pozwólcie, że powiem wam gdzie Paweł tworzył swoje Listy Apostolskie. Pisał je w ciemnej, wilgotnej celi więziennej. Pisał je, kiedy ocierał krew ze swojego grzbietu po ubiczowaniu. Pisał je wychodząc z morza, kiedy przeżył rozbicie okrętu.

Paweł wiedział, że wszelka prawda i objawienie jakie przekazywał, pochodziły z pola bitwy o wiarę. Radował się w swoim ucisku z powodu ewangelii. Powiada tak: „Teraz mogę zwiastować z całym autorytetem dla każdego żeglarza, który przeżył rozbicie okrętu, dla każdego więźnia, który został zamknięty bez nadziei, dla każdego, kto kiedykolwiek zaglądał śmierci w oczy. Duch Boży czyni mnie doświadczonym weteranem, żebym mógł zwiastować Jego prawdę każdemu, kto ma uszy do słuchania.”

Bóg nie wydał ciebie w ręce szatana. On dopuszcza na ciebie te doświadczenia, ponieważ Duch Święty wykonuje w tobie niewidzialne dzieło. Chwała Chrystusa jest w tobie kształtowana na całą wieczność.

Nigdy nie otrzymasz prawdziwej duchowości od kogoś czy czegoś. Jeżeli masz skosztować Bożej chwały, to musi to do ciebie przyjść tam, gdzie jesteś – w twoich obecnych okolicznościach, przyjemnych czy nieprzyjemnych.

Ja wierzę, że jednym największych sekretów duchowości Pawła była jego gotowość, żeby przyjąć każde warunki w jakich się znalazł, bez narzekania. Pisze on tak: „Nauczyłem się przestawać na tym, co mam” (Filipian 4:11).

Paweł mówi tak: „Nie próbuję ochraniać siebie przed nieprzyjemnymi okolicznościami.. Nie błagam Boga, żeby mnie od nich uwolnił. Wręcz przeciwnie, przyjmuję je chętnie. Wiem z mojej historii z Panem, że On we mnie czyni coś, co ma wieczną wartość.”

„Abyście je mogli znieść ...” (1 Kor. 10:13). Słowo znieść, którego Paweł tu używa sugeruje, że nasze warunki się nie zmienią. Jest to wskazówka dla nas, abyśmy znosili tę sytuację. Dlaczego? Bóg wie, że jeżeli zmieni naszą sytuacje, to będziemy zniszczeni. On pozwala nam cierpieć, ponieważ nas kocha.

Do nas należy to, abyśmy zaufali Bogu, że da nam siłę i zaopatrzenie jakich potrzebujemy, abyśmy mogli być zadowoleni wśród naszych cierpień. Nie zrozumcie mnie źle – być „zadowolony” w naszych doświadczeniach nie znaczy, że się z nich radujemy. Po prostu to znaczy, że nie próbujemy już ich omijać. Jesteśmy zadowoleni, żeby stać i wytrwać w tym, co na nas przychodzi, gdyż wiemy, że nasz Pan przekształca nas na podobieństwo Swojego Syna.

czwartek, 11 grudnia 2008

OBECNE POKOLENIE NIE WIE NIC O WYTRWAŁOŚCI

Wytrwać, to znaczy „kontynuować pomimo trudności; znosić cierpliwie nie poddając się.” Krótko mówiąc, znaczy to wytrzymać. Ale to słowo znaczy niewiele dla obecnego pokolenia. Wielu chrześcijan obecnie rezygnuje – rezygnują ze swoich współmałżonków, swoich rodzin i swojego Boga.

Piotr przedstawił ten temat w taki sposób: „ Albowiem to jest łaska, jeśli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie” (1 Piotra 2:19). Potem dodaje: „ Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi; On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych” (1 Piotra 2:20-25).

Apostoł dlatego daje przykazanie: „Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa” (2 Tym. 2:3). Na koniec sam Pan daje nam tę obietnicę: „Ten kto wytrwa do końca, zbawiony będzie” (Mat. 24:13).
Mam pytanie: na czym polega twoja trudność? Czy twoje małżeństwo jest na rozdrożu? Czy masz problem z pracą? Czy masz konflikt z krewnymi, gospodarzem domu, przyjacielem, który ciebie zdradził?

Mamy przyjąć nadzieję. Widzicie tak jak cierpienie Pawła nigdy nie doprowadziło do rezygnacji, ani jego objawienie, jego dojrzałość, jego głęboka wiara, jego głęboki pokój. On powiedział: „Będę duchowym człowiekiem – jeżeli naprawdę chcę się podobać mojemu Panu, to nie mogą walczyć z okolicznościami. Będę stał mocno i nigdy nie zrezygnuję. Nic na tej ziemi nie może mi dać tego, co otrzymuję od Ducha Świętego codziennie w moich doświadczeniach. On mnie czyni duchowym człowiekiem.”

Życie Pawła było wypełnione Duchem Chrystusowym. Tak samo jest z każdym naprawdę duchowym człowiekiem. Duch Święty wyprowadza z wnętrza tego sługi niebiański powiew Boga. Taka osoba nie jest przybita; nie narzeka i nie szemrze na swój los. Może przeżywać największe doświadczenie swojego życia, ale pomimo tego jest uśmiechnięta, gdyż wie, że Bóg w niej działa i objawia swoją wieczną chwałę.

środa, 10 grudnia 2008

OSOBISTE OBJAWIENIE CHRYSTUSA

Jeżeli jesteś kaznodzieją, misjonarzem, albo nauczycielem to pomyśl o tym: Czego nauczasz? Czy tego, czego się nauczyłeś od innego człowieka? Czy jest to powtarzanie objawienia jakiegoś wielkiego nauczyciela? Albo czy przeżyłeś własne objawienie Jezusa Chrystusa? Jeżeli tak, to czy ono cały czas się rozwija? Czy niebo jest dla ciebie otwarte?

Paweł powiedział: „W Nim żyjemy i poruszamy się i jesteśmy” (Dz. Ap. 17:28). Prawdziwi mężowie i niewiasty Boże żyją w tym małym, a jednak szerokim kręgu. Ich każdy ruch, całe ich istnienie jest opakowane jedynie w interesy Chrystusa. Wiele lat temu wiedziałem, że Duch Święty pociągał mnie do takiej służby, która głosi tylko Chrystusa. Jak bardzo pragnąłem nie głosić nic innego oprócz Niego! Ale moje serce nie było skoncentrowane i wydawało mi sie, że ten krąg jest zbyt wąski. W rezultacie nie miałem przepływu objawienia dla podtrzymania mojego zwiastowania.

Żeby głosić Chrystusa, musimy mieć ciągły przepływ objawienia od Ducha Świętego. Jeżeli tak nie będzie, to będziemy tylko powtarzać stare kazania. Jeżeli Duch Święty zna zmysł Boży i bada głębokie i ukryte rzeczy Ojca i jeżeli jest On studnią wody płynącej w nas, to musimy być dostępni, aby nas napełniał płynącymi wodami. Musimy być wypełnieni niekończącym się objawieniem Chrystusa. Takie objawienie czeka na każdego sługę Pana, który jest gotowy, aby oczekiwać na Niego, wierzyć i ufać Duchowi Świętemu, żeby objawiał mu zmysł Boży.

Paweł powiedział, że Chrystus jest objawiany w nim, a nie tylko dla niego (Galacjan 1:16). W Bożych oczach bezużyteczne jest głoszenie słowa, które jeszcze nie okazało swojej mocy w życiu kaznodziei i w jego służbie. Dla niektórych płytkich kaznodziejów może się to wydawać w porządku, żeby głosić Chrystusa z zazdrości, ale nie jest to w porządku dla męża czy niewiasty Bożej. Musimy głosić ciągle wzrastające objawienie Chrystusa, ale tylko wtedy, kiedy to objawienie wywiera głębokie zmiany w nas samych. Paweł wyrażał też osobiste zatroskanie: „Abym czasem zwiastując innym sam nie był odrzucony” (1 Kor. 9:27).Paweł na pewno nigdy by nie wątpił w swoje bezpieczeństwo w Chrystusie i nie miał tego na myśli. Greckie słowo podane tutaj jako odrzucony oznacza „niezaaprobowany”, albo „niegodny.” Paweł wzdrygał się przed taką myślą, żeby miał stanąć przed sądem Chrystusowym i być sądzony za zwiastowanie Chrystusa, którego tak naprawdę nie znał, albo za zwiastowanie ewangelii, której w pełni nie praktykował. Dlatego Paweł tak często mówi o „żywym Chrystusie” czy o „Chrystusie żyjącym we mnie.”

Nie możemy nadal nazywać się sługami Bożymi dopóki nie odpowiemy na to pytanie osobiście: Czy ja naprawdę nie chcę niczego oprócz Chrystusa? Czy On jest naprawdę wszystkim dla mnie i moim jedynym celem w życiu?

Czy twoja odpowiedź brzmi tak? Jeżeli tak jest, to będziesz mógł wskazać na stertę gnoju w twoim życiu, o którym mówił Paweł, kiedy powiedział: „Poczytuję to jako gnój, abym Chrystusa zyskał” (Filipian 3:8). Czy poczytujesz wszystko jako stratę dla jego objawienia?Jeżeli nie pragniesz niczego oprócz Chrystusa, to twoja służba nie jest karierą – twoja służba jest modlitwą! Nie będzie cię musiał nikt zachęcać do szukania Boga; będziesz się często udawał do twojej komory modlitwy wiedząc o tym, że kiedy tam wchodzisz, to zasiadasz przy Jego stole. Będziesz Go czcił, siadając w Jego obecności bez pośpiechu, kochał Go, uwielbiał Go z podniesionymi rękami, tęsknił za Nim i dziękował Mu za Jego mądrość.

wtorek, 9 grudnia 2008

DOSKONAŁE SERCE UFA

Psalmista napisał: ”Tobie ufali ojcowie nasi, ufali i wybawiłeś ich. Do ciebie wołali i ratowałeś ich, Tobie zaufali i nie zawiedli się” (Psalm 22:5,6).

Hebrajskie słowo przetłumaczone jako zaufanie sugeruje „rzucenie się w przepaść.” To oznacza być jak dziecko, które wspięło się na krokiew i nie może samo zejść. Słyszy jak ojciec mówi:”Skacz!”, i dziecko jest posłuszne. Rzuca się w ramiona ojca. Czy jesteś w takim miejscu teraz? Czy jesteś na krawędzi, drżysz i nie masz innego wyjścia jak rzucenie się w ramiona Jezusa? Po prostu poddałeś się w swojej sytuacji, ale to nie jest zaufanie; jest to po prostu fatalizm. Zaufanie jest to coś zupełnie innego niż bierna rezygnacja. Jest to aktywna wiara!

Kiedy pragniemy Jezusa coraz bardziej, to stwierdzimy, że nasza ufność w Nim na dobre fundamenty. W jakimś punkcie naszego życia może myśleliśmy, że nie możemy Mu tak naprawdę zaufać – że On tak naprawdę nie ma kontroli nad wszystkim i że musimy sami sobą kierować. Ale to się zmienia kiedy przybliżamy się do Niego i poznajemy Go coraz lepiej. To oznacza, że nie przychodzimy tylko do Niego po pomoc, kiedy wszystko nam się wali, ale zaczynamy chodzić z Nim tak blisko, że słyszymy jego ostrzeżenia o doświadczeniach, jakie są przed nami.

Ufające serce zawsze mówi: „Wszystkie moje kroki są kierowane przez Pana. On jest moim kochającym ojcem i On dopuszcza cierpienia, pokusy i doświadczenia – ale nigdy nie dopuszcza więcej niż mogę znieść, gdyż On zawsze przygotowuje drogę wyjścia. On ma wieczny plan i cel dla mnie. On policzył wszystkie włosy na mojej głowie i On ukształtował wszystkie moje członki, kiedy byłem w łonie matki. On wie kiedy siedzę, stoję i kładę się, ponieważ jestem źrenicą jego oka. On jest Panem – nie tylko nade mną, ale nad każdym wydarzeniem i sytuacją, jakie mnie spotykają.”

Doskonałe serce jest również złamanym sercem!

Psalmista Dawid powiedział: Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane i ratuje tych, którzy mają skruszonego ducha” (Psalm 34:18).

Złamanie znaczy coś więcej niż smutek czy płacz, więcej niż skruszony duch, więcej niż pokora. Prawdziwe złamanie uwalnia w sercu największą moc, jaką Bóg może powierzyć człowiekowi – większą niż moc do wzbudzania z martwych czy uzdrawiania chorób i niemocy. Kiedy jesteśmy naprawdę złamani przed Bogiem, otrzymujemy moc, która odbudowuje ruiny, moc która przynosi specjalny rodzaj chwały i czci dla naszego Pana.

Złamanie ma wiele wspólnego z murami – zburzonymi, walącymi się murami. Dawid kojarzył walące się mury Jerozolimy ze złamanym sercem ludu Bożego. „ Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże. Zechciej w łasce swej dobrze czynić Syjonowi, odbuduj mury Jeruzalemu! Wtedy przyjmiesz prawe ofiary” (Psalm 51: 19-21)

Nehemiasz był człowiekiem o złamanym sercu i jego przykład ma wiele wspólnego ze zburzonymi murami Jerozolimy (zobacz Nehemiasza 2:12-15). W ciemności nocy Nehemiasz „oglądał mury.” Jest tu użyte hebrajskie słowo shabar. To samo słowo jest użyte w Psalmie 51:19, jako „złamane serce.” W najpełniejszym hebrajskim znaczeniu, serce Nehemiasza łamało się na dwa sposoby. Najpierw łamało się ono z żalu z powodu ruin, a po drugie z nadzieją na odbudowę (wybuchało radością).

To jest prawdziwie złamane serce: takie które najpierw widzi kościół i rodziny w ruinie i odczuwa ból Pana. Takie serce boleje nad hańbą rzucaną na imię Pana. Spogląda również głęboko do wewnątrz i widzi tak jak Dawid, swój własny wstyd i upadek. Ale jest też drugi ważny element tego złamanego serca, a jest nim nadzieja. Serce prawdziwie złamane słyszało głos Boga: „Uzdrowię, odnowię i odbuduję. Pozbądź się wszelkich śmieci, zabierz się do pracy naprawiania wyłomów!”

poniedziałek, 8 grudnia 2008

CHODZENIE Z BOGIEM

„Henoch chodził z Bogiem” (1 Mojż. 5:24). Oryginalne hebrajskie znaczenie słowa chodził sugeruje, że Henoch chodził w górę i w dół, na zewnątrz i wewnątrz, tu i tam, ramię w ramię z Bogiem, ustawicznie z nim rozmawiając i był coraz bliżej Boga. Henoch żył 365 lat – albo „rok” lat. W nim widzimy nowy rodzaj wierzącego człowieka. Przez 365 dni każdego roku chodził on ramię w ramię z Panem. Pan był jego życiem – do tego stopnia, że na końcu swojego życia nie oglądał śmierci (zobacz Hebr. 11:5).

Tak jak Henoch został przeniesiony z tego życia, tak samo ci, którzy chodzą w bliskiej społeczności z Bogiem są przenoszeni z zasięgu szatana – przenoszeni z królestwa ciemności i wprowadzani do Chrystusowego królestwa światłości: „Który nas wyrwał a królestwa ciemności i przeniósł nas do królestwa Swojego umiłowanego Syna” (Kolosan 1:13).

Henoch nauczył się chodzić tak, jak to było miłe Bogu wśród bezbożnego społeczeństwa. Był zwykłym człowiekiem, z tymi samymi problemami i ciężarami, jakie my nosimy, nie był jakimś pustelnikiem skrytym w jaskini na pustyni. Był zaangażowany w życie z żoną, dziećmi, obowiązkami i odpowiedzialnością; Henoch „nie krył się aby być świętym.”

„Henoch chodził z Bogiem i nie było go, gdyż zabrał go Bóg” (1 Mojż. 5:24). Wiemy z listu do Hebrajczyków, że ten werset mówi o przeniesieniu Henocha i fakcie, że nie skosztował on śmierci. Ale ma to też głębsze znaczenie. Zwrot nie było go, jaki jest użyty w 5 rozdz. 1 Mojż. oznacza również, że „on nie był z tego świata.” W swoim duchu i w swoim umyśle Henoch nie był częścią tego bezbożnego świata. Każdego dnia, kiedy chodził z Panem, był coraz mniej związany z tym, co jest na tym świecie. Tak jak Paweł, umierał on codziennie dla ziemskiego życia i został zabrany w duchu do okręgów niebiańskich.

Jednak kiedy chodził po tej ziemi, Henoch wywiązywał się ze swojej odpowiedzialności. Troszczył się o swoją rodzinę; pracował, usługiwał i był zajęty. Ale „nie był” - nie był przywiązany do ziemi. Żadne z wymagań tego życia nie mogło mu przeszkodzić w jego chodzeniu z Bogiem.

Hebrajczyków 11:5 mówi wyraźnie: „Zanim Henoch został zabrany, miał świadectwo, że się podobał Bogu.” Co takiego w Henochu tak się podobało Bogu? Jego chodzenie z Bogiem wytwarzało w nim ten rodzaj wiary, jaki Bóg kocha. Tych dwóch wersetów nie można rozdzielić: Zanim został zabrany, miał świadectwo, że się Bogu podobał. Ale bez wiary nie można się podobać Bogu” (Hebr. 11:5,6). Często słyszymy ten ostatni werset, ale rzadko w połączeniu z tym pierwszym. Jednak poprzez całą Biblię i całą historię ci, którzy chodzili w bliskiej społeczności z Bogiem, stawali się mężami czy niewiastami głębokiej wiary. Jeżeli kościół chodzi z Bogiem codziennie, trwając w ustawicznej społeczności z Nim, to rezultatem będą ludzie pełni wiary – prawdziwej wiary, która się podoba Bogu.

Wszędzie wokół Henocha ludzie stawali się coraz bardziej bezbożni. Jednak kiedy ludzie zmieniali się w dzikie bestie, pełne pożądliwości, zatwardziałości i zmysłowości, Henoch stawał się coraz bardziej podobny do Tego, z którym chodził.

„Przez wiarę Henoch został zabrany.” Jest to niesamowita prawda, prawie niepojęta. Cała wiara Henocha była skoncentrowana na jednym wielkim pragnieniu jego serca; aby być z Panem. W odpowiedzi na jego wiarę Bóg go zabrał. Henoch nie mógł już dłużej stać za zasłoną; musiał po prostu zobaczyć Pana.

Nasz brat Henoch nie miał Biblii, ani śpiewnika, ani współwierzących, ani nauczyciela, ani zamieszkującego w nim Ducha Świętego, ani rozdartej zasłony z dojściem do Miejsca Najświętszego. Ale Henoch znał Boga!

„Ten, kto przystępuje do Boga musi wierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go pilnie szukają” (Hebr. 11:6). Skąd o tym wiemy, że Henoch wierzył, że Bóg nagradza? Ponieważ wiemy, że tylko wiara podoba się Bogu – wiemy też, że Henoch podobał się Jemu! Bóg jest tym, który wynagradza, rekompensuje i jest tym, który dobrze odpłaca za wierność. W jaki sposób Pan wynagradza tych, którzy Go pilnie szukają?

Są trzy ważne nagrody, które otrzymujemy poprzez wiarę w Boga i chodzenie z Nim w wierze.

Pierwszą nagrodą jest Boża kontrola nad naszym życiem. Człowiek, który zaniedbuje Pana wkrótce wymyka się spod kontroli, a wtedy diabeł wchodzi i przejmuje kontrolę. Gdyby tylko zakochał się w Jezusie, chodził i rozmawiał z Nim! to Bóg by szybko mu pokazał, że szatan nie ma nad nim mocy i taka osoba by szybko pozwoliła, żeby Chrystus przejął nad nią kontrolę.

Drugą nagrodą, która przychodzi przez wiarę jest „czyste światło.” Kiedy chodzimy z Panem, otrzymujemy w nagrodę światło, kierunek, rozeznanie, objawienie – pewne „poznanie”, które Bóg nam daje.

Trzecią nagrodą, która przychodzi z chodzenia wiarą jest ochrona przed wszystkimi naszymi wrogami. „Żadna broń ukuta przeciwko tobie nic nie wskóra” (Izajasza 54:17). W oryginale Hebrajskim brzmi to tak: „Żaden plan, żadne narzędzie zniszczenia, żadna szatańska artyleria nie przewróci cię, ale będzie unicestwiona.”

piątek, 5 grudnia 2008

PRZYKŁAD BOŻEGO CELU W ZBIERANIU PRZEZ NAS ŁUPÓW

Kiedy Dawid i jego armia były w oddali, Amalekici napadli na jego wioskę Syklag. Ci najeźdźcy zabrali wszystkie kobiety i dzieci i spalili całe miasto. Kiedy Dawid wrócił, „znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż lud zamierzał go ukamienować ... lecz Dawid pokładał zaufanie swoje w Panu, swoim Bogu” (1 Sam. 30:6).

To była prawdziwa walka duchowa! Nie był to tylko atak przeciwko Dawidowi, ale świadomy atak na wieczny Boży cel. Jeszcze raz diabeł zaatakował Boże nasienie.

Na tym polega koncentracja wszelkiej duchowej walki: Wróg zawsze chciał zniszczyć nasienie Chrystusa. Ten fakt się nie zmienił nawet 2000 lat po Krzyżu. Szatan nadal chce zniszczyć Boże nasienie i robi to poprzez atakowanie nas, czyli nasienie Chrystusa. Dawid czuł się zagrożony, kiedy słyszał szemranie swoich ludzi. Ale Dawid wiedział, że jego serce było w porządku przed Bogiem i Pismo powiada, że pokładał swoje zaufanie w Panu. Natychmiast ten mąż wiary puścił się w pogoń za Amalekitami. Szybko ich dogonił i zabrał im wszystkie osoby i dobra, jakie oni zabrali (zobacz 1 Sam. 30:19-20). Dawid nie tylko odebrał to, co zostało zabrane z Syklag, ale wszystko inne, co zrabowali Amalekici.

Co Dawid zrobił z tymi wszystkimi łupami wojennymi? Wykorzystał je na utrzymanie Bożego celu. Dodatkowo, wysłał dary z tych łupów dla starszych Judy i miast,w których się ukrywał on i jego ludzie (zobacz 1 Sam. 30:26 i31). To jest jeszcze jeden przykład Bożego celu w duchowej walce. Mamy zabierać łupy z walki nie tylko dla siebie, ale dla ciała Chrystusa. Środki jakie zdobywamy mają być błogosławieństwem dla innych.

Armia syryjska oblegała Samarię podczas głodu. Syryjczycy po prostu rozłożyli się obozem koło miasta i czekali, że Samarytanie umrą śmiercią głodową. Warunki były tak złe w mieście, że głowę osła sprzedawali za osiemdziesiąt srebrników. Dochodziło do takiej desperacji, że kobiety zjadały swoje dzieci. Sytuacja była beznadziejna (zobacz 2 Król. 6).

Czterech trędowatych, którzy mieszkali poza murami miasta powiedziało sobie tak: „Po cóż my tutaj siedzimy, aż zginiemy?... Przejdźmy więc do obozu Aramejczyków. Jeżeli pozostawią nas przy życiu, będziemy żyć, a jeżeli nas zabiją, zginiemy” (2 Król. 7:3-4). Tak więc wyruszyli do obozu Aramejczyków.

Kiedy tam doszli, wszędzie była śmiertelna cisza. Nigdzie ani żywej duszy. Dlatego przeszukali namiot po namiocie, ale nikogo nie było. Pismo wyjaśnia to tak: „Pan bowiem sprawił, że w obozie Aramejczyków usłyszano turkot wozów wojennych i tętent koni, i zgiełk wielkiego wojska. Toteż rzekli jeden do drugiego: Oto król izraelski wynajął sobie przeciwko nam królów chetyckich i królów egipskich, aby na nas ruszyli. Zerwali się więc i o zmierzchu uciekli, pozostawiwszy swoje namioty, konie i osły, cały w ogóle obóz tak jak był i uciekli, ratując życie” (7:6-7).

Kiedy trędowaci uświadomili to sobie, przeszli przez cały obóz jedząc i pijąc, a potem wrócili do miasta i zawołali: „Chodźcie z nami. Nie uwierzycie temu, ale Aramejczycy opuścili obóz” (zobacz 7:10). Pan odwrócił tę sytuację o 180 stopni. On zabrał łupy z tej walki i użył ich dla odnowienia i odżywienia swojego ludu, podtrzymując swój cel na ziemi.

Czy widzisz ten obraz? Czy zaczynasz rozumieć powód twojej walki? Ci, którzy pokładają swoją ufność w Panu mają obietnicę wspaniałego zwycięstwa nad wszelką mocą wroga. Bóg chce, żebyś wiedział: „Tak, wyjdziesz z tego zwycięsko. Ale Ja zrobię ciebie czymś więcej, niż zwycięzcą. Ja mam jeszcze większy cel dla ciebie dla mojego królestwa. Wyjdziesz z tej walki z takimi łupami, że nie będziesz ich miał gdzie podziać.”

czwartek, 4 grudnia 2008

ŁUPY Z DUCHOWEJ WALKI

„Ze zdobyczy wojennych i z łupów ofiarowali na utrzymanie świątyni Pana” (1 Kronik 26:27). Ten werset otwiera przed nami głęboką prawdę, która zmienia życie. Mówi on o łupach, które można zdobyć tylko w walce. Kiedy już te łupy są zdobyte, to są ofiarowane na budowę domu Bożego.

Wierzę, że jeżeli zrozumiemy tę wielką prawdę w tym wersecie, to zrozumiemy też dlaczego Pan pozwala na intensywną duchową walkę poprzez całe nasze życie. Wielu chrześcijan uważa, że kiedy już są zbawieni, to skończyły się ich walki, że życie będzie takim żeglowaniem po spokojnym morzu. Nic nie może być bardziej oddalone od prawdy. Bóg nie tylko dopuszcza takie walki, ale ma w nich chwalebny cel w naszym życiu.

Czym są te „łupy pochodzące z walki”? Łupy są to zrabowane dobra, zabrane podczas walki przez zwycięzców. Biblia najpierw wspomina łupy w 1 Mojżeszowej 14, kiedy sprzymierzeni królowie napadli na Sodomę i Gomorę. Najeźdźcy pojmali mieszkańców i splądrowali ich majątek: „Zabrali wszystkie dobra Sodomy i Gomory ... Zabrali też Lota, bratanka Abrahama” (1 Mojż. 14:11,12).

Kiedy Abraham się o tym dowiedział, że jego bratanek Lot został zabrany do niewoli, zebrał swoją armię składającą się z 318 sług i gonił wrogich królów. Pismo mówi, że dogonił najeźdźców i „pobił ich ... i sprowadził z powrotem wszystkie dobra, jak również swojego bratanka Lota i jego dobytek i kobiety i wszystkich ludzi” (14:15-16).

Wyobraźcie sobie tutaj Abrahama. Prowadził długą procesję radosnych ludzi i wozy wypełnione wszelkiego rodzaju dobrami. Na tej drodze spotkał Melchisedeka, króla Salem. Pismo mówi nam, że Abraham został pobudzony, żeby dać dziesięcinę temu królowi z całego łupu (zobacz 14:20). „ Patrzcie tedy, jak wielki jest ten, któremu nawet patriarcha Abraham dał dziesięcinę z najlepszego łupu” (Hebr. 7:4).

Tu jest zasada, którą Pan chce nam pokazać: Nasz Pan jest zainteresowany czymś więcej niż tylko tym, aby nas uczynić zwycięzcami. On chce nam dać łupy, dobra, duchowe bogactwa z naszej walki. Mamy wyjść z bitwy z wozami załadowanymi bogactwem. O tym wspomina Paweł, kiedy mówi: „Jesteśmy więcej niż zwycięzcami poprzez tego, który nas umiłował” (Rzymian 8:37, moje podkreślenie).

Dawid miał właściwe podejście do łupów zabranych w walce. Widzimy to w przepisie, jaki ustanowił aż do końca swojego życia. Dawid akurat wyznaczył swojego syna Salomona, żeby zajął jego miejsce na tronie Izraela. Teraz zebrał razem przywódców, żeby ustanowić boski porządek dotyczący utrzymania domu Bożego. Jakie środki będą wykorzystywać na to święte dzieło? „Ze zdobyczy wojennych i z łupów ofiarowali na utrzymanie świątyni Pana” (1 Kronik 26:27).

Pozwólcie, że przedstawię wam tę scenę. Po zwycięstwie wojennym Dawid brał łupy i gromadził je w obfitości: złoto, srebro, miedź, drewno, pieniądze i ta lista była bardzo długa. Miał na myśli jeden cel: żeby wykorzystać te łupy jako środki do budowy świątyni.

Kiedy Biblia mówi o utrzymaniu świątyni, to oryginalny hebrajski tekst oznacza: „naprawianie domu, wzmacnianie i scalanie tego, co zostało zbudowane.” Te środki miały na celu utrzymanie oryginalnego splendoru świątyni.

Gdzie jest dzisiaj świątynia? Składa się ona z jego ludu – ciebie, mnie, jego kościoła po całym świecie. Według Pawła, nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. I tak jak w starożytnym Izraelu, nasz Pan nadal utrzymuje tę świątynię przy pomocy łupów zdobytych w bitwie. Dlatego nasze doświadczenia mają na celu coś więcej niż tylko nasze przetrwanie. Poprzez każdą bitwę Bóg odkłada bogactwa, środki i zaopatrzenie dla nas. On gromadzi całą skarbnicę dóbr z naszej walki. Te łupy są poświęcone na budowanie i utrzymanie jego ciała, kościoła Jezusa Chrystusa.

Pomyśl o tym: Przez wiele lat po tym jak Salomon zbudował świątynię, była ona utrzymywana w dobrym stanie przy pomocy łupów zebranych w poprzednich wojnach. Dom Boży pozostawał żywotny i piękny dlatego, że jego lud wychodził z każdego konfliktu nie tylko jako zwycięzcy, ale ubogacony w środki materialne. Widzimy tę zasadę „zaopatrzenia poprzez walkę” w całym Słowie Bożym.

środa, 3 grudnia 2008

TEGO, CO DUCHOWE NIE DA SIĘ SKOPIOWAĆ

Tu na ulicach Nowego Jorku można kupić zegarek Rolex za piętnaście dolarów. Każdy Nowojorczyk wie jednak, że to nie są prawdziwe Rolexy. Są to po prostu „podróbki” - tanie kopie oryginału.

Wydaje sie, że dzisiaj mamy podróbki prawie wszystkiego. Jest jednak jedna rzecz, której nie da się podrobić, a jest nią prawdziwa duchowość. Nic, co jest naprawdę duchowe nie da się podrobić. Pan rozpoznaje dzieło swoich rąk – i On też nie przyjmie zrobionej przez człowieka kopii żadnego ze Swoich dzieł. Dlaczego? Ponieważ człowiek nie może podrobić tego, co jest naprawdę duchowe. Jest to tylko działanie Ducha Świętego. On działa ustawicznie i czyni coś nowego w swoich dzieciach. Nie ma możliwości podrobić tego dzieła.

Jest to wielki błąd nowoczesnej religii. Wydaje nam sie, że jeżeli tylko przekażemy ludziom znajomość Pisma Świętego i biblijne zasady, to staną się oni duchowi. Ale fakt pozostaje faktem, że żadna osoba ani instytucja nie ma mocy, aby w kimś wytworzyć duchowość. Tylko Duch Święty tego dokonuje.

Niewiele z tego, co Duch Święty czyni w nas jest widoczne. Dlatego prawdziwie duchowi ludzie rzadko szukają zewnętrznych dowodów Jego działania. Paweł powiada: „My nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to co niewidzialne” (2 Kor. 4:18).

W kontekście tego fragmentu Paweł mówi o cierpieniu i uciskach. Mówi: „Nikt nie wie o tym, co przeżywamy, z wyjątkiem Ducha Świętego. Tam manifestuje się prawdziwa duchowość – w tyglu cierpienia.”

Ci, którzy poddają się prowadzeniu Ducha Bożego – którzy stawiają czoła swoim uciskom z ufnością, że Pan czegoś w nich dokonuje – wychodzą z tego tygla z mocną wiarą. Składają też świadectwo, że Duch nauczył ich więcej w tym cierpieniu, niż wtedy, kiedy wszystko się dobrze układało w ich życiu.

Przez wszystkie lata mojej drogi za Panem rzadko oglądałem wzrost mojej duchowości w dobrych czasach. Natomiast taki wzrost zazwyczaj dokonywał się wtedy, kiedy przechodziłem przez trudne miejsca, agonie, doświadczenia, które dopuścił Duch Święty.

W pewnym punkcie swojej drogi wiary Paweł powiedział: „Duch Święty w każdym mieście upewnia, że mnie czekają więzy i uciski” (Dz. Ap. 20:21-22). I rzeczywiście, przez całe życie Paweł nie był wolny od doświadczeń. One po prostu przychodziły.

„Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały” (2 Kor. 4:17). Według Pawła, nasze uciski i trudności wytwarzają w nas wieczne wartości. Mówi on tak: „Cierpienia, przez które przechodzimy na tej ziemi prawdopodobnie będą trwały przez całe nasze życie. Ale jest to tylko moment w porównaniu z wiecznością. A teraz, kiedy znosimy uciski, Bóg wytwarza w nas objawienie Swojej chwały, która będzie trwała wiecznie.”

wtorek, 2 grudnia 2008

ZYSKUJĄC CHRYSTUSA

„Wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” (Filipian 3:8)

Paweł był całkowicie pojmany przez swojego Pana. Dlaczego odczuwał potrzebę „zyskania” Chrystusa? Chrystus już się objawił wyraźnie nie tylko dla tego apostoła, ale w jego życiu. Jednak pomimo tego Paweł czuł taką głęboką potrzebę, żeby zyskać serce i miłość Chrystusa.

Cała istota Pawła – jego służba, życie i cel życia – były skoncentrowane tylko na tym, aby się podobać swojemu Panu i Mistrzowi. Dla niego wszystko inne było śmieciem, nawet te „dobre” rzeczy.

Może zapytasz czy to jest biblijne podejście, żeby zdobywać serce Jezusa? Czy nie jesteśmy już przedmiotem Bożej miłości? Rzeczywiście, Jego dobroczynna miłość jest wyciągnięta do wszystkich ludzi. Ale jest też inny rodzaj miłości, której doświadcza niewielu chrześcijan. Jest to emocjonalna miłość z Chrystusem, jaka istnieje między mężem i żoną.

Ta miłość jest wyrażona w Pieśni Salomona. W tej Księdze Salomon jest przedstawiony jako wzór Chrystusa i w jednym fragmencie Pan mówi o Swojej oblubienicy w taki sposób:

„ Oczarowałaś mnie ... oblubienico, oczarowałaś mnie jednym spojrzeniem swoich oczu, jednym łańcuszkiem ze swojej szyi. Jak piękna jest twoja miłość, moja siostro, oblubienico, o wiele słodsza jest twoja miłość niż wino!” (Pieśń nad Pieśniami 4:9-10).

Oblubienica Chrystusa jest to święty lud, który pragnie tak się podobać swojemu Panu i który żyje w takim posłuszeństwie i jest tak oddzielony od wszystkich innych rzeczy, że serce Chrystusa jest tym oczarowane. Słowo oczarować w tym fragmencie oznacza „ukraść moje serce.” Nasze tłumaczenie podaje to w ten sposób, że serce Chrystusa zostało oczarowane „jednym spojrzeniem.” Ja wierzę, że to „jedno spojrzenie” jest to skoncentrowanie całkowicie swoich myśli tylko na Chrystusie.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

CENNIEJSZE NIŻ ZŁOTO

Historia królowej Estery jest historią intensywnej walki, jedną z największych bitew duchowych w całej Biblii. Diabeł chciał zniszczyć Boży plan na ziemi, tym razem poprzez złego Hamana. Ten bogaty, wpływowy człowiek przekonał króla Persji, żeby ogłosił edykt wzywający do uśmiercenia każdego Żyda pod jego panowaniem, od Indii do Etiopii.

Pierwszym Żydem w oczach Hamana był sprawiedliwy Mordochaj, wujek Estery. Haman miał szubienicę zbudowaną specjalnie dla Mordochaja, ale Estera interweniowała, wzywając Boży lud do modlitwy i kładąc swoje życie na szali, żeby przeciwdziałać rozkazowi Hamana. Bóg wyjawił podstępny plan i Haman skończył życie na swojej szubienicy. Król nie tylko odwrócił wyrok śmierci, ale oddał dom Hamana Esterze, nieruchomość wartą miliony według dzisiejszych norm.

Ale pałac Hamana nie był jedynym łupem zdobytym w tej historii. Pismo mówi nam: „Dla Żydów nastał czas światłości, wesela, radości i chwały” (Estery 8:16). To były prawdziwe łupy zdobyte w walce z wrogiem.

Nasze doświadczenie nie tylko przynoszą nam duchowe bogactwa, ale sprawiają, że stajemy się silni, czyści i jesteśmy pod stałą kontrolą. Kiedy pokładamy naszą ufność w Panu, On to sprawia, że nasze doświadczenia wzbudzają w nas wiarę cenniejszą niż drogocenne złoto. „ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus” (1 Piotra 1:7).

„Rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi” (Kolosan 2:15).

Jezus ograbił diabła na Golgocie, pozbawiając go wszelkiej mocy i władzy. Kiedy Chrystus powstał zwycięsko z grobu, wyprowadził niezliczoną rzeszę odkupionych więźniów z objęć szatana. Ta wykupiona krwią procesja nadal idzie naprzód.

Zwycięstwo Chrystusa na Golgocie dało nam więcej niż tylko zwycięstwo nad śmiercią. Zdobyło ono dla nas niesamowite łupy w tym życiu: łaskę, miłosierdzie, pokój, przebaczenie, siłę, wiarę i wszystko, co nam jest potrzebne, abyśmy mogli prowadzić zwycięskie życie. On nam zapewnił wszystko do utrzymania jego świątyni: „lecz Chrystus jako syn był ponad domem jego; a domem jego my jesteśmy, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję” (Hebr. 3:6).

Duch Święty pokazuje nam tutaj wspaniałą prawdę: Jezus zabezpieczył dla nas wszystkie źródła, jakich potrzebujemy, w Jego Duchu Świętym. Jednak my jesteśmy odpowiedzialni za podłączenie się do tej skarbnicy, żeby utrzymywać jego świątynię. Zaopatrzenie dla utrzymania świątyni musi pochodzić bezpośrednio z łupów naszej walki.

Chrystus dał nam wszystko, co jest potrzebne dla tego podtrzymania. Przyjął nas do swojego domu. On jest tym kamieniem węgielnym domu i On oczyścił cały dom. W końcu dał nam dostęp do Miejsca Najświętszego. Tak więc poprzez wiarę jesteśmy teraz w pełni ugruntowaną, kompletną świątynią. Jezus nie zbudował domu, który jest tylko w połowie wykończony. Jego świątynia jest kompletna.

O tę świątynię musimy dbać. Musi ona być utrzymywana w dobrym stanie cały czas. Oczywiście wiemy gdzie można znaleźć wszystkie źródła: w Duchu Chrystusowym. On jest skarbnikiem wszelkich łupów. Te źródła są uwalniane, kiedy widzimy naszą potrzebę i współpracujemy z Bogiem.

Ta współpraca rozpoczyna się kiedy jesteśmy w środku konfliktu. Nasze źródła, to upodabnianie się do Chrystusa, które zdobywamy, kiedy jesteśmy zaangażowani w bitwę. Możemy być pewni, że z tego wyniknie dobro.