piątek, 29 sierpnia 2008

ON CZYNI TO PRZEZ ŻYCIE

Powiem wam, jak Bóg przyprowadza ludzi do Jego domu, jak mówi do nich i jak ich zbawia. On czyni to przez życie. Pan buduje Swój kościół przez świadectwa o światłości świecącej przez tych, którzy Go kochają. On może to czynić nie dlatego, że ci słudzy stosują pewne metody, ale ponieważ oni prowadzą właściwe życie.

Życie Chrystusa przynosi światło w domach, w sąsiedztwie, w miastach, w miejscach pracy. Jak uzyskać takie życie? Ono zstępuje na każdego świętego, żyjącego sprawiedliwie i bez nagany, jako przykład Bożego miłosierdzia. Tacy słudzy postępują uczciwie, niesamolubnie i nie ma w nich nic ciemnego. Oni prowadzą życie całkowicie oddane Jezusowi i są gotowi zawsze służyć innym.

Paweł mówi o sługach tak, „znasz wolę jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon, i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności” (Rzym. 2:18-19). Tacy święci, jak ich określa Paweł, mają być polecani..

Podam wam przykład takiego światła. Niedawno ktoś zadzwonił do nas z firmy w Nowym Jorku. Telefon odebrał pastor Neil. Ten ktoś powiedział pastorowi Neil’owi o dwóch kobietach z naszego kościoła, które pracują u niego. Powiedział, że one nie są takie, jak inne w biurze. Te dwie kobiety są zawsze uprzejme, uśmiechnięte, pomagają innym i nigdy nie narzekają i nie sprzeczają się z nikim. Powiedział, „W nich jest coś, co je wyróżnia. Chciałbym się w tobą spotkać i dowiedzieć się, co to jest”.

Te kobiety były niebiańskimi świecznikami, postawionymi w miejscu pracy przez Jezusa. Światło którym świeciły, rozświetlało całe miejsce pracy. Jak? One miały w sobie życie Chrystusa. Ich szef rozpoznał to, jako coś, czego ten świat nie ma.

Ten człowiek był Żydem. Czy myślicie, że on by przyszedł, gdyby go ktoś zaprosił na ewangelizację? Czy czytałby jakieś broszurki wydane przez kościół? Nie, on by to wszystko od razu wyrzucił do kosza i więcej na to nie spojrzał. Ten człowiek zareagował na prawdziwe światło – światło zrodzone przez życie ukryte w Chrystusie i przeżywane codziennie przez dwie pokorne kobiety.

Możemy dać światło naszemu społeczeństwu jedynie wtedy, kiedy sami jesteśmy pełni Chrystusa. Musimy żyć przesłaniem, które przekazujemy, jeżeli ma być w tym jakaś moc. Niech Bóg pomoże nam pamiętać, że to światło świeci poprzez te małe rzeczy w życiu.

czwartek, 28 sierpnia 2008

SYN MARNOTRAWNY I JEGO OJCIEC

Ja wierzę, że syn marnotrawny (patrz Łukasz 15) wrócił do domu z powodu poprzednich relacji z ojcem. Ten młody człowiek znał charakter swojego ojca i prawdopodobnie doświadczył od niego wielkiej miłości. W przeciwnym razie, dlaczego by wracał do człowieka, który był zły i mściwy, który go bił i żądał spłaty każdego grosza, które on przetrwonił?

Syn marnotrawny na pewno wiedział, że jeżeli wróci, to nie będzie bity ani potępiany za swoje grzechy. Prawdopodobnie myślał, „Wiem, że mój ojciec mnie kocha. Nie rzuci mi moimi grzechami w twarz. On mnie przyjmie z powrotem”. Jeżeli masz takie doświadczenia z przeszłości, to zawsze możesz wrócić do domu.

Zauważ, jak jego ojciec uprzedził go z błogosławieństwem i dobrocią. Ten młody człowiek był gotów zrobić szczere wyznanie grzechu przed ojcem, bo powtarzał to sobie przez całą drogę. Jednak, kiedy ojciec go zobaczył, nie dał mu nawet szansy na wyznanie wszystkiego. Ojciec mu przerwał, wybiegając na jego spotkanie i rzucając mu się na szyję.

„Gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i pocałował go” Łuk. 15:20). Ojciec był tak szczęśliwy, że syn wrócił, że obsypał go pocałunkami, mówiąc, „Synu, kocham cię. Chodź do domu i czuj się jak u siebie”.

Ojciec zrobił to wszystko, zanim syn zdołał dokończyć swoje wyznanie. Ten młody człowiek zdołał tylko zacząć swoje wyznanie, ale ojciec nie czekał, aż skończy. Dla niego grzechy tego młodego człowieka zostały już przebaczone. Jedyną reakcją ojca było polecenie, które wydał sługom: „Ubierzcie mojego syna w szatę i dajcie pierścień na jego palec. Przygotujcie ucztę, bo będziemy się weselić. Radujcie się wszyscy, bo mój syn wrócił do domu!”

Dla ojca ten grzech nie stanowił problemu. On kierował się jedynie miłością. Chciał, by jego syn wiedział, że został przyjęty, jeszcze zanim wszystko wyznał. To Bóg chce uświadomić nam wszystkim: Jego miłość jest większa, niż wszystkie nasze grzechy. „Dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi” (Rzym. 2:4).

środa, 27 sierpnia 2008

IDŹ „W DUCHU”

Możesz iść w duchu do każdego narodu na świecie. Możesz dotykać ludzi, będąc na kolanach. Naprawdę twoja komora modlitwy może stać się centralą działania Ducha Bożego na cały naród.

Myślę o przykładzie Abrahama. On modlił się o bezbożną i grzeszną Sodomę.. Pan mu odpowiedział, „Jeśli znajdę w mieście Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miejscu ze względu na nich” (1 Mojż. 18:26).

Kiedy Abraham to usłyszał, zaczął negocjować z Panem. Zapytał, „Może zabraknie pięciu do tych pięćdziesięciu sprawiedliwych, czy zniszczysz całe miasto z powodu tych pięciu?” (18:28). Abraham pytał, „Panie, a co, jeśli będzie tam tylko czterdziestu pięciu sprawiedliwych wśród pięćdziesięciu wierzących? A co, jeżeli tylko tylu się modli? Albo, jeżeli tam jest tylko dziesięciu ludzi, którzy Ciebie szukają? Jeżeli tylko dziesięciu Ciebie wzywa, to czy oszczędzisz to miasto?” Bóg odpowiedział Abrahamowi, „Z powodu choćby tylko tych dziesięciu nie zniszczę tego miasta” (18:32).

To mówi nam coś o Panu. On jest gotów zachować całe społeczeństwa, jeżeli w nich znajdzie grupę sprawiedliwych. Tak mówi o ludziach, którzy szukają Jego oblicza i modlą się o swój naród.

Bóg idzie nawet dalej, niż poszedł z Abrahamem. W Ezechiela 22 Bóg mówi o szukaniu chociaż jednego modlącego się wierzącego, który stanie w wyłomie: „Szukałem wśród nich męża, który by potrafił wznieść mur i przed moim obliczem stanąć w wyłomie, wstawiając się za krajem, abym go nie zniszczył, lecz nie znalazłem” (Ezech. 22:30).

W czasie tego proroctwa Ezechiela Izrael był zanieczyszczony duchowo. Prorocy byli zepsuci, przekraczali prawo Boże na lewo i prawo. Ludzie byli uciskani z każdej strony, pełni pożądliwości, okradając jedni drugich. Ani jeden z nich nie wołał do Pana. Nikt nie stanął w wyłomie, by wstawiać się za krajem, jednak Bóg był gotów zachować cały naród przez jednego wstawiennika.

Jeśli nie możesz osobiście jechać do innych krajów, możesz być w gronie wspierających i wstawienników. Mamy pomagać tym, którzy oddali samych siebie, by docierać do innych narodów. Kiedy Paweł pisał o swoich podróżach, wspominał nie tylko Tymoteusza i Tytusa, jako swoich pomocników, ale również Lidię i inne cenne niewiasty, które ich wspomagały. To byli oddani słudzy, których wsparcie pomogło zdobyć całe narody dla Ewangelii.

wtorek, 26 sierpnia 2008

PROŚCIE PANA ŻNIWA

Kiedy Jezus patrzył z perspektywy czasu na koniec czasów, wskazał na wielki problem. Powiedział do Swoich uczniów, „Żniwo jest wielkie, ale robotników mało” (Mat. 9:37).

Kiedy czytam te słowa, zastanawiam się, „Jakie jest wyjście? Jak zdobyć więcej robotników, by pojechali do narodów?” Jezus dał odpowiedź w następnym wierszu, że ktoś musi modlić się o robotników na żniwa. „Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje” (Mat. 9:38).

Może pomyślisz, „Na całym świecie drzwi się zamykają”. To może być prawdą, ale nie ma znaczenia, jak bardzo w naszych oczach zamknięte są pewne narody. Jeżeli Bóg potrafił zburzyć Żelazną Kurtyną w Europie i Bambusową Kurtynę w Azji, nic nie może Go powstrzymać, by działał tam, gdzie On chce.

W latach 1980, kiedy nasza misja miała główne biuro w Teksasie, spędziłem rok czasu w modlitwie, by Bóg posłał kogoś do Nowego Jorku, by na Times Square powstał zbór. Obiecałem pomagać każdemu, kogokolwiek Bóg powoła; zbierać fundusze, prowadzić nabożeństwa, wspierać finansowo. Kiedy tak się modliłem, by Bóg posłał pracownika na to szczególne żniwo, Pan mnie położył na sercu to zadanie.

Apostoł Paweł został wysłany jako misjonarz, poprzez moc modlitwy. To miało miejsce w Antiochii, gdzie przywódcy kościoła modlili się o to żniwo (patrz Dz. Ap. 13:2-6). Pierwsza podróż misyjna Pawła zrodziła się na spotkaniu modlitewnym. Było to bezpośrednim rezultatem posłuszeństwa bogobojnych ludzi słowom Jezusa, by modlili się do Pana żniwa, by wysłał robotników na żniwo.

Tak samo jest dzisiaj. My też mamy modlić się o żniwo tak, jak ci Boży mężowie w Antiochii. Kiedy my się modlimy, Duch Święty przeszukuje ziemię, wkładając pragnienie do serc ludzi, którzy chcą być użyteczni dla Pana. On dotyka ludzi wszędzie, oddzielając ich do Swojej służby.

W Mateusza 8 pewien setnik przyszedł do Jezusa, prosząc o uzdrowienie jego umierającego sługi. Chrystus odpowiedział temu setnikowi, „Idź, a jak uwierzyłeś, niech ci się stanie. Jego sługa został uzdrowiony w tej samej godzinie” (8:13). Wierzę, że tak samo jest ze wszystkimi, którzy modlą się o żniwo. Kiedy my prosimy Boga, by wysłał robotników, Duch Święty pobudza kogoś gdzieś, bez względu na to, gdzie to jest. Nasze modlitwy są używane do tego, by robotnicy byli wysyłani na żniwo i to jest potężna prawda.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

ONI MIELI ŻYCIE I ŚWIATŁOŚĆ

Kościołowi Jezusa Chrystusa brakuje duchowego autorytetu w społeczeństwie, ponieważ brakuje mu duchowości.

Dlaczego nasze władze i media są tak łaskawe dla chrześcijan? Dlaczego kościół utracił znaczenie i cel w oczach tego świata? Dlaczego młodzi ludzie skreślili chrześcijaństwo, jako całkowicie nie pasujące do ich życia?

Jest tak w większości dlatego, że kościół nie jest już światłością. Chrystus nie rządzi w naszym społeczeństwie, ponieważ nie rządzi w naszym życiu. Kiedy patrzę wokoło, widzę niewielu w domu Bożym, którzy są prawdziwie jedno z Chrystusem. Tak mało społeczności z Niebem. Niewielu kaznodziejów odrzuca świeckie metody, by u Boga szukać prowadzenia. Utraciliśmy naszą światłość, bo utraciliśmy życie Chrystusa. By Boży autorytet miał jakiś wpływ, musimy w nim żyć jako oddane, posłuszne narzędzia.

Zwróćcie uwagę na królestwo Babilonu w czasach Nebukadnesara. Było to najpotężniejsze imperium na ziemi. Daniel prorokował, że każdy następny król będzie mniejszy od niego, będzie miał mniej mocy i mniej wpływu. Dlaczego? Ponieważ Nebukadnesar nie był władcą Babilonu. Siła tego imperium nie pochodziła od tego złotego posągu, który on wystawił. Autorytet Babilonu był w rękach małej grupy ludzi oddanych Bogu. Pan ustanowił tajny, niebiański rząd, który był kierowany przez Daniela i jego trzech hebrajskich towarzyszy. Ci ludzie byli Bożymi narzędziami sprawowania władzy, ponieważ oni działali w sferze niebiańskiej. Oni odrzucili wszelkie systemy tego świata. Zamiast tego zamykali się sam na sam z Bogiem.

W wyniku tego ci święci mężowie znali czas Boży. Mogli powiedzieć ludziom, co Bóg miał zamiar czynić w danym czasie. Oni byli jasno święcącym światłem dla całego narodu, bo mieli w sobie życie Boże.

W 2 Królewskiej czytamy o tym, jak Syria prowadziła wojnę z Izraelem. W tym czasie prorok Elizeusz siedział w domu w społeczności z Panem. Ten człowiek był potajemnym Bożym władcą i panował z autorytetem. Elizeusz słyszał głos Boży i posyłał wiadomość do króla izraelskiego, ostrzegając go o każdym ruchu armii Syryjskiej.

Kiedy król syryjski dowiedział się o tym, otoczył przy pomocy batalionów wojska miasto, w którym mieszkał prorok. Jednak Bóg zaślepił oczy Syryjczyków i wreszcie Elizeusz poprowadził ich jako jeńców do obozu Izraela. Elizeusz znał każdy ruch szatana, ponieważ miał światło i życie.

piątek, 22 sierpnia 2008

OGRANICZANIE ŚWIĘTEGO IZRAELSKIEGO

„Oni ... zasmucali Świętego Izraela” (Psalm 78:41). Oznacza to zasmucanie Boga, przez wymazywanie tego, co napisano. Krótko mówiąc, ograniczanie Boga oznacza rysowanie linii lub koła i stwierdzanie, „Bóg jest tutaj, ale gdzie indziej nie”. To określa myślenie wielu wierzących. W naszych myślach nakreśliliśmy sobie bardzo ograniczone pojęcie możliwości Chrystusa.

To właśnie zrobił pierwszy kościół w Jerozolimie. Oni ograniczyli Chrystusa do małego koła, przypisując Go do populacji żydowskiej. Jezus nie może być ograniczony. On stale przełamuje nasze małe, nakreślone koła i zawsze sięga o wiele dalej.

Podam wam przykład. Gdzieś 40 lat temu zielonoświątkowcom wydawało się, że chrzest Duchem Świętym jest przypisany tylko ich ruchowi. Wielu zielonoświątkowców myślało, „My jesteśmy Bożym kościołem, napełnionym Duchem!” Kaznodzieje zielonoświątkowi wytykali martwotę wielkich denominacji, „Oni nie mają pełnej Ewangelii tak, jak my”.

Nagle Duch Boży przełamał te wytyczone przez ludzi granice. Duch Święty zstąpił na wierzących w różnych denominacjach. John L. Sherill napisał o tym klasyczną książkę, „Oni mówią innymi językami”.

Pan użył również mojej książki Krzyż i Sztylet, szczególnie w kręgach katolickich. Tak, jak Piotr i pierwszy kościół, ja też musiałem pozwolić Bogu, by działał w moim sercu, zanim mogłem zaakceptować to, co się działo. Zostałem wychowany w rodzinie zielonoświątkowej i po raz pierwszy w moim życiu widziałem księży, płaczących z powodu grzechu i wołających do Jezusa.

Niedługo ewangeliczni kaznodzieje naciskali na mnie i mówili, „A co z tymi katolikami, z oddawaniem czci Marii? Jak możesz usługiwać ludziom, którzy w to wierzą?” Odpowiedziałem im w taki sam sposób, jak Piotr: „Nie wiem nic na temat Mariologii. Wiem tylko, że w kościele katolickim są ludzie głodni i że wśród kapłanów są też prawdziwi czciciele Jezusa. Bóg napełnia tych ludzi Jego Duchem”.

Bóg ma Swój lud wszędzie i my nie mamy nikogo z nich nazywać pospolitym lub nieczystym. Musimy uważać, by nie przedstawiać Jezusa, jako małego i nie szufladkować Go przez nasze małostkowe myślenie.

czwartek, 21 sierpnia 2008

BEZ ZMAZY LUB SKAZY

Kościół Chrystusa nigdy nie był lubiany ani akceptowany przez świat i nigdy nie będzie. Jeśli żyjesz dla Jezusa, nie będziesz musiał separować się od ich towarzystwa, oni to zrobią za ciebie. Wystarczy, że będziesz żył dla Jezusa. Nagle stwierdzisz, że jesteś wyszydzany, odrzucany i nazywany złym: „Ludzie was nienawidzieć będą i... was wyłączą, i lżyć was będą, i... imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego” (Łuk. 6:22).

Ale Jezus dodaje, że to jest droga do prawdziwego spełnienia. „Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je” (Mat. 16:25). Inaczej mówiąc, „Jedyny sposób, by znaleźć sens życia, to oddać dla Mnie wszystko, co masz.. Wtedy znajdziesz prawdziwą radość, pokój i satysfakcję”. Chrystus mówi nam, „Mój kościół ma być bez skazy lub zmazy. Dlatego, jeżeli przychodzisz do Mnie, musisz chcieć odrzucić wszelki grzech. Musisz wszystko Mi poddać i umrzeć dla swojego JA, dla grzesznych ambicji i egoizmu. Przez wiarę zostaniesz pogrzebany ze Mną, ale Ja wzbudzę cię do nowego życia”.

Pomyśl, co to znaczy, być bez skazy lub zmazy. Wiemy, że skaza jest wadą. A co ze zmazą lub zmarszczką? Czy słyszałeś już kiedyś wyrażenie „nowa zmarszczka”? To znaczy, dodać nowy pomysł do istniejącej koncepcji. To oznacza tych, którzy, którzy próbują poprawiać Ewangelię. Sugeruje to łatwiejszą drogę do osiągnięcia zbawienia, bez pełnego poddania się Chrystusowi.

Taka ewangelia jest obecnie głoszona w wielu kościołach. Kazania są skierowane tylko na zaspokojenie potrzeb ludzi. Kiedy czytam słowa Jezusa, widzę, że takie kazania nie przyniosą pożytku. One nie wykonują prawdziwego dzieła Ewangelii.

Nie zrozumcie mnie źle: Nie jestem przeciwny kazaniom o pocieszaniu i posilaniu ludu Bożego. Jako pasterz Pana, jestem właśnie do tego powołany. Ale gdybym głosił tylko dla zaspokojenia potrzeb ludzi, a ignorował wezwanie Chrystusa do oddawania naszego życia, to prawdziwe potrzeby i tak by nie zostały zaspokojone. Słowa Jezusa są wyraźne: Nasze potrzeby będą zaspokojone, jeżeli umrzemy dla swojego JA i weźmiemy Jego krzyż.

środa, 20 sierpnia 2008

ON GŁOSIŁ OPAMIĘTANIE

Jezus ogłosił, „Mój kościół jest miejscem pokuty i opamiętania”. Apostoł Paweł stwierdza, „Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim; to znaczy, słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu” (Rzym. 10:8-11).

Mówiąc prosto, dostępujemy zbawienia przez nasze otwarte wyznanie grzechu i opamiętanie. Jezus powiedział, „Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mat. 9:13). Mówi, że przez pokutę jesteśmy uzdrowieni i odnowieni. „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych” (Łuk. 5:31-32).

To jest dobra nowina. Jezus mówi nam, „W Moim kościele każdy jest uzdrawiany przez pokutę. Bez względu na to, kim jesteś – czy złamany fizycznie, chory umysłowo lub duchowo. Każdy musi przyjść do Mnie w ten sam sposób i wszyscy znajdą uzdrowienie poprzez opamiętanie.

W ilu kościołach w dalszym ciągu zapraszają ludzi ze skruszonym sercem do ołtarza modlitwy i do pokuty? Ilu pastorów przestało już nawoływać do tego najważniejszego duchowego dzieła? Ilu wierzących zatraciło już wszelkie poczucie i potrzebę wyznawania grzechów?

Jakie jest najważniejsze przesłanie Ewangelii Chrystusowej? On wyjaśnia to dokładnie we wszystkich czterech Ewangeliach. Mówi nam, „To ma być głoszone w Moim kościele. To jest Moje przesłanie do wszystkich grzeszników”.

„Jezus przyszedł do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii” (Mar. 1:14-15). To jest pierwsze, zapisane kazanie Jezusa. On głosił opamiętanie!

Dla niektórych chrześcijan to może brzmieć, jak ostry język. Mogą odpowiadać, „Dobrze, ale jak mocno Jezus głosił opamiętanie? Na to pytanie odpowiada Łukasz w swojej Ewangelii. Jezus powiedział do Swoich słuchaczy, „Jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy tak samo poginiecie” (Łuk. 13:5).

wtorek, 19 sierpnia 2008

RYSUJĄC SWOJE WŁASNE KOŁO

Czy jesteś zatroskany członkiem rodziny lub przyjacielem, który nie rośnie lub nie staje się dojrzałym w Chrystusie? Kiedy oceniasz tego człowieka, czy używasz własnego zrozumienia Chrystusa dla jego życia? Czy nakreśliłeś swoje własne koło, oznaczające co to znaczy być prawdziwym naśladowcą Chrystusa, a twoi bliscy nie poruszają się w tym kole?

Czy to możliwe, że ograniczasz Chrystusa? Czy twój Jezus jest tak mały, tak ciasno ograniczony, że nie wierzysz, iż Duch Święty może wykonywać w kimś Jego głębokie działanie? Czy potępiasz kogoś, ponieważ nie pasuje do twojego projektu? Czy wierzysz, że Bóg jest tak wielki, że może działać w nim w sposób dla ciebie niewidoczny?

Około 35 lat temu Celeste Horvath, kobieta o niechlubnej opinii weszła do ośrodka Teen Challenge w Brooklynie. Była ona najbardziej notoryczną matroną, prowadzącą ośrodek prostytucji, z którego korzystali nawet najbardziej znani w kraju mężczyźni. Celeste wychowała się w domu zielonoświątkowym i jej modląca się babcia prorokowała do niej, „Ty będziesz ewangelistą”. Jednak Celeste odrzuciła jej wychowanie i zajęła się prostytucją.

Kiedy krąg prostytutek Celeste powiększał się, uzależniła się od narkotyków. Przez cały ten czas w jej sercu toczyła się walka. Co wieczór modliła się, „Boże, pozwól mi przeżyć jeszcze jeden dzień”. Wreszcie Celeste została aresztowana. Ta wiadomość była na pierwszych stronach gazet. Pewnego razu jej brat napisał do niej tak, „Zhańbiłaś naszą rodzinę i nie ma już dla ciebie odkupienia”.

Ale Jezus nigdy jej nie odrzucił. Pewnego dnia, w swojej najgorszej godzinie Celeste modliła się i złamała się przed Panem. Wtedy nastąpiła w niej natychmiastowa zmiana i w jednej chwili stała się nowym stworzeniem.

Wszyscy, którzy widzieli życie Celeste z zewnątrz, myśleli, że jest to beznadziejny przypadek. Ale oni ograniczali spojrzenie Chrystusa. Nie widzieli działania w niej Ducha Świętego przez te wszystkie lata. Chociaż ludzie w życiu Celeste widzieli ją tylko, jako grzeszną i nieczystą, Pan widział w niej ewangelistkę.

Celeste pojawiła się w Teen Challenge przed skazaniem jej i my ją przyjęliśmy. Odsiedziała wyrok w więzieniu, gdzie stała się ewangelistką, bo do tego Bóg ją powołał. W więzieniu przyprowadziła wiele dusz do Jezusa. Po zwolnieniu z więzienia głosiła w potężny sposób Ewangelię na ulicach, a wreszcie założyła zbór w Long Island. Zbór ten do dzisiaj jest gorliwy dla Pana.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

PODZIW I SZACUNEK

Biblia wyraźnie wskazuje, że istnieje bojaźń Pańska, którą każdy wierzący powinien rozwijać. Prawdziwa bojaźń Boża zawiera podziw i szacunek, ale idzie o wiele dalej. Dawid mówi nam, „Występne podszepty ma bezbożny we wnętrzu serca swego. Nie ma bojaźni Bożej przed oczyma jego” (Psalm 36:2). Dawid mówi, „Kiedy widzę kogoś czyniącego zło, to moje serce mówi mi, że taki człowiek nie ma bojaźni Bożej. On nie zna prawdy o grzechu, ani o Bożym powołaniu do świętości”.

Prawdą jest, że bojaźń Boża daje nam moc do zwycięstwa w czasach złych i grzesznych. A jak zdobyć taką bojaźń? Jeremiasz odpowiada proroctwem ze Słowa Bożego: „I dam im jedno serce, i wskażę jedną drogę, aby się mnie bali po wszystkie dni dla dobra ich samych i ich dzieci po nich. I zawrę z nimi wieczne przymierze, że się od nich nie odwrócę i nie przestanę im dobrze czynić; a w ich serce włożę bojaźń przede mną, aby ode mnie nie odstąpili” (Jeremiasz 32:39-40).

To wspaniała obietnica od Pana. On obiecuje, że da nam w Jego świętą bojaźń, ale Bóg nie wrzuci tej bojaźni w nasze serca, jak jakieś nadnaturalne olśnienie. Nie!. On wkłada w nasze serca bojaźń poprzez Jego Słowo.

Czy to oznacza, że bojaźń Boża jest zaszczepiona w naszych sercach poprzez zwykłe czytanie Biblii? Nie, absolutnie nie! Ona przychodzi, kiedy my świadomie postanawiamy, że będziemy posłuszni każdemu słowu, które czytamy w Słowie Bożym. Tak mówi Pismo Święte. Mówi nam, jak na Ezdrasza zstąpiła bojaźń Boża: „Ezdrasz bowiem postawił sobie za cel zbadać zakon Pański i wprowadzić go w czyn” (Ezdrasz 7:10).

Bojaźń Boża nie jest pomysłem tylko Starego Testamentu. Bojaźń Boża jest wspominana zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Stary mówi nam, „Bój się Pana i unikaj złego!” (Przypow. 3:7). Również Nowy stwierdza, „Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami” (Rzym. 3:18). Paweł dodaje, „Oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej” (2 Kor. 7:1).

piątek, 15 sierpnia 2008

ŚWIATŁO, KTÓRE NIE MA BYĆ W UKRYCIU

Jezus mówi nam: „Wy jesteście światłością świata” (Mat 5:14). Te słowa mówią o czymś więcej niż tylko wykonywaniu jakiejś służby. One wykraczają poza nauczanie, kazanie czy rozdawanie traktatów. Chrystus mówi nam bardzo wyraźnie „Wy jesteście światłością.” Nie jesteście jedynie odbiciem światła. Nie jesteście tylko przewodnikiem. Jesteście samym światłem. Intensywność tego światła jest uzależniona od intensywności waszego chodzenia ze Mną.

Czy widzicie co Pan tu pokazuje? Świat poznaje tych, którzy chodzą w bliskiej społeczności z Nim. Wasi sąsiedzi czy współpracownicy mogą nie wiedzieć o waszej codziennej społeczności z Chrystusem, waszej wierze w Niego, waszym poleganiu na Nim. Ale na pewno widzą światło, które świeci z was dzięki życiu, które prowadzicie z Nim. I jeżeli nic nie zakłóci tego życia, wasze światło będzie nadal świecić w ciemności.

„Wy jesteście światłością świata. Miasto położone na górze nie może się ukryć” (Mat. 5:14). Jezus mówi: Postawiłem was na wystawie dla tego świata. Ludzie patrzą na was, ponieważ uczyniłem was widowiskiem. Jesteście światłem, które nie powinno się ukrywać.”

Kim są te światła na wzgórzu? Gdzie je możemy zobaczyć? Zazwyczaj nie widzimy ich w świetle jupiterów. Nie ma ich wśród skupionych na sobie, samo promujących się ludzi, którzy robią wszystko, żeby mieć uznanie w tym świecie. Nie ma ich też wśród tych ważnych klik w kościele, którzy udają świętych, ale plotkują, szemrzą i narzekają.

Przez te wszystkie lata widziałem wielu wierzących, którzy mają wygląd pobożnych, ale naprawdę są duchowo leniwi. Opowiadają innym o swoich upadkach i słabościach, bo wydaje im się, że to jest pokora, ale szybko osądzają innych. Nie mają prawdziwego, obdarowującego ducha sługi, jaki był w Chrystusie. Wręcz przeciwnie, „światło”, które mają, jest właściwie ciemnością. Jezus mówi: „Jeżeli światło, które jest w tobie jest ciemnością, to sama ciemność jaka będzie?” (Mat. 6:23). Tam gdzie nie ma życia Chrystusa, nie może też być światłości dla innych.

„Niech wasza światłość tak świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (5:16). Powodem dla którego mamy świecić na tym świecie jest to, aby Bóg mógł otrzymać chwałę.

czwartek, 14 sierpnia 2008

ŻYCIE ZA ŚWIATŁEM

„ A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jana 8:12).

Jezus był i nadal jest światłością świata. Jan powiada, że ta światłość była tworzona przez życie, które było w Chrystusie. „W Nim było życie, a to życie było światłością ludzi” (Jana 1:4). Mówiąc prosto, życie, które było w Chrystusie było źródłem światłości dla świata. Wszyscy, którzy wierzą „będą mieli światłość życia” (Jana 8:12). Czym było to „życie za światłem”, o którym mówi Pismo?

Większość z nas myśli o tym życiu jako wiecznym istnieniu, które jest ucieleśnione w Chrystusie. Widzimy to jako Jego moc do udzielania wiecznego życia wszystkim, którzy wierzą.
Ale Jan mówi tu o czymś więcej. Kiedy używa słowa „życie”, to mówi o całej biografii istnienia Jezusa.

Jezus mówi nam, że mamy żyć tak jak On żył. Abyśmy mogli żyć tak jak Chrystus na tym świecie, to musimy znać i doświadczać Jego życia. Nasze życie musi się utożsamiać z Jego życiem.

Chcę wam powiedzieć jak ja się utożsamiam z tym życiem, które jest w Chrystusie. Raduję się w tych dobrych, małych rzeczach, które Jezus czynił, dotykał i powiedział. Wierzę, że Jego codzienne czyny, słowa i chodzenie z Ojcem mają na celu pokazanie nam życia Chrystusa.

Myślę o przyjaźni Jezusa z Łazarzem. Myślę o Nim, jak oddalał się od tłumu po długim czasie służby. Myślę o Nim, kiedy cieszył się czasem przebywania w domu Marii, Marty i Łazarza. Myślę też o tym, jak Jezus brał w ramiona małe dzieci i błogosławił je. Myślę o Jego posłuszeństwie względem matki, nawet jako dorosły człowiek, kiedy zamienił wodę w wino na przyjęciu weselnym. Myślę o miłości Jezusa dla odrzuconych, niekochanych, biednych. Myślę o Jego współczuciu dla kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, albo o tym jak docenił wdowę, która miała tylko dwa grosze na ofiarę.

Wydaje mi się, że nie wystarczyłoby ksiąg, aby zapisać te wszystkie rzeczy, które Jezus czynił z miłości, kiedy chodził po tej ziemi. W tych fragmentach znajdujemy wskazówki w jaki sposób możemy utożsamić nasze życie z Chrystusem. W ten sposób zrozumiemy życie, które jest światłością.

środa, 13 sierpnia 2008

OPIERANIE SIĘ NA OBIETNICY

Dzięki Bożej „zapobiegającej” obietnicy możemy otrzymywać zwycięstwo i panowanie zanim się jeszcze rozpocznie bitwa. „ Panie! Król raduje się mocą twoją I weseli się bardzo zbawieniem twoim! Spełniłeś pragnienie serca jego I prośbie ust jego nie odmówiłeś (Psalm21:2,3).

Może się zastanawiasz: „Jak Dawid mógł się radować? Przeżywał najintensywniejsze ataki w swoim życiu. Jak mógł mieć radość, kiedy mógł zostać zraniony czy zabity?

Dawid odpowiada:”Bo wyszedłeś mu naprzeciw z darami, które przynoszą błogosławieństwo, Włożyłeś na głowę jego koronę szczerozłotą (21:4). Dawid mówi tu o czymś, co zmienia życie: „Spotykam potężnego wroga, który jest zdecydowany mnie zniszczyć. Ale moja dusza ma pokój. Dlaczego? Pan przewidział moją walkę. On też obsypał mnie zapewnieniem Jego miłości. Mój wróg może spowodować, żebym się potknął lub upadł i w tym punkcie może się wydawać, że jestem skończony. Ale Bóg powiedział mi, że jeżeli powstanę, to otrzymam Jego siłę i zwyciężę w walce.”

Potem Dawid podał takie oświadczenie wiary zanim wyruszył na wojnę. „Włożyłeś na moją głowę koronę szczerozłotą (21:4). Wspomniana tu korona złota jest symbolem zwycięstwa i panowania. Dawid mówił: Idę na wojnę i opieram się na Bożej obietnicy dla mnie. On powiedział, że wyjdę z walki z koroną zwycięstwa.”

To podsumowuje doktrynę o Bożej „zapobiegliwej dobroci”. On przewidział nasze wszystkie walki – wszystkie nasze walki z grzechem, ciałem i diabłem – a w Swoim miłosierdziu i dobroci spłacił nasz dług przed czasem. Nasze zwycięstwo jest już dokonane.

Boża zapobiegliwa dobroć ma zastosowanie szczególnie do tych, którzy kochają Jezusa i są zaskoczeni przez grzech. Pan nas zapewnia, że nawet jeżeli jesteśmy na jakiś czas powaleni, to wyjdziemy z walki wyprostowani z podniesioną głową dlatego, że Jezus zapłacił nasz dług.

wtorek, 12 sierpnia 2008

„ZAPOBIEGAJĄCA” MIŁOŚĆ

„Bo wyszedłeś mu naprzeciw z darami, które przynoszą błogosławieństwo, (w j.angielskim ten tekst brzmi tak: Ty zapobiegasz mu z błogosławieństwami dobroci), Włożyłeś na głowę jego koronę szczerozłotą (Psalm 21:4). Na pierwszy rzut oka ten werset Dawida jest trochę zagadkowy. Słowo „zapobiegać” ( w j. angielskim „Prevent”) zazwyczaj kojarzy się z przeszkodami, a nie błogosławieństwem. Współczesne tłumaczenie by brzmiało: „Pan przeszkadzał Dawidowi błogosławieństwami i dobrocią.”

Jednak Biblijne słowo podane jako „zapobiegasz” (prevent) ma zupełnie inne znaczenie. Oznacza ono przewidywanie potrzeby i zaspokojenie jej przed czasem. „I stanie się, że zanim zawołają, Ja odpowiem, a kiedy jeszcze mówić będą, wysłucham” (Izajasza 65:24).

Ten werset daje nam niesamowity obraz miłości Pana do nas. Widać z tego, że On tak bardzo pragnie nas błogosławić, jest tak gotowy, aby wypełnić Swoje miłosierdzie w naszym życiu, że nie może się doczekać, aż my Mu przedstawimy nasze potrzeby. Dlatego wychodzi naprzeciw i dokonuje aktów miłosierdzia, łaski i miłości względem nas. To Mu sprawia wielką przyjemność.

Właśnie o tym mówił Dawid w Psalmie 21: „Panie, Ty wylewasz na mnie błogosławieństwo i dobroć zanim ja jeszcze o to poproszę. Dajesz więcej niż ja jestem w stanie prosić, albo pomyśleć.”

Dawid odnosił się do jakiegoś niesamowitego dzieła, którego Bóg dokonał dla niego w sferze duchowej. Było to coś, co dało Dawidowi zwycięstwo nas wrogami, odpowiedzi na modlitwy, zwycięską moc i niewymowną radość. Bóg to wszystko uczynił zanim jeszcze Dawid zaczął się modlić, żeby wylać swoje serce czy przedstawić swoją prośbę. Kiedy już Dawid wylał swoje serce, to stwierdził, że Bóg już się o to zatroszczył, aby pokonać jego wrogów. Zwycięstwo Dawida zostało zapewnione zanim jeszcze się zbliżył do linii walki.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

NASZ PUNKT SKUPIENIA

Kiedy chrześcijanie w czasach Pawła wyczuwali zbliżające się zniszczenie Jerozolimy, chcieli wiedzieć więcej na temat tych proroczych wydarzeń. Bali się, kiedy dochodziły do nich wieści o okrutności armii najeźdźcy, które zabierały mnóstwo jeńców do niewoli. To sprawiało, że ci wierzący wyczuwali, iż zbliżają się niebezpieczne czasy. Prosili więc Pawła, żeby im powiedział coś więcej o tym, co miało przyjść. „Napisz nam coś więcej jak mamy odczytywać te czasy.”

Paweł odpowiedział im tymi słowami zapewnienia: „ A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy” (1 Tesal.5:1,2).

Paweł opisywał im co się będzie działo, kiedy Chrystus powróci: „ Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem. Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy” (4:16-18).

Napominanie Pawła miało być dla nich zachętą. On właściwie mówił: „Nie musicie się obawiać tych rzeczy, które przyjdą na ziemię. Nie musicie się zbytnio niepokoić z powodu tych wszystkich groźnych znaków i klęsk. Dobrze wiecie co to oznacza. To wszystko sygnalizuje przyjście Pana Jezusa po swój lud.”

Prawda jest taka, że historia do czegoś zmierza. Możemy być pewni, że ten szybki prąd nadchodzących wydarzeń dzisiaj niesie nas w kierunku wiecznego Bożego celu. Ten świat nie został zapomniany i Pan nie porzucił ziemi, bez względu na to jak bardzo bezbożni i niewierni stają się ludzie. Bóg po prostu realizuje Swój cel w Swoim czasie. To co teraz widzimy, to jest szybki bieg wydarzeń zmierzających do „jednego boskiego wydarzenia”, które jest przed nami: nowe niebo i nowa ziemia, gdzie Chrystus będzie panował niepodzielnie przez całą wieczność.

Jako naśladowcy Chrystusa, nie koncentrujemy się na codziennych wiadomościach. Nie mamy myśleć o wojnach i wieściach wojennych, ani o możliwości ataku nuklearnego, ani o tym wszystkim, co przyjdzie na ten świat. Kiedy Jezus powiedział: „Wtedy podnoście wasze głowy do góry” ( zobacz Łukasz 21:28), to mówi na czym mamy się skupiać.

piątek, 8 sierpnia 2008

BÓG NASZYCH OLBRZYMÓW

Bóg powiedział do Joba: „Oto hipopotam, którego stworzyłem jak i ciebie (Joba 40:15). Czy krokodyla zdołasz złapać na wędkę albo powrozem skrępować jego język? (40:25).



Dlaczego Bóg rozpoczął swoje objawienie każąc Jobowi zastanawiać się nad tymi masywnymi olbrzymami? Dlaczego Bóg chciał, żeby Job spojrzałw pyski hipopotama i krokodyla?



Najpierw Bóg przedstawił ten problem swojemu słudze tak: „Spójrz Jobie, zbliża się do ciebie hipopotam. Co ty zrobisz? Czy możesz z nim walczyć swoją siła fizyczną? Nie? To może przekonasz go swoimi pięknymi słowami.



„A teraz spójrz na krokodyla, który ci zagraża. Jak sobie z nim poradzisz? To stworzenie ma serce jak z kamienia. Nie ma u niego miłosierdzia.” To było coś więcej niż zwykła lekcja na temat królestwa zwierząt. Bóg przekazywał Jobowi coś na temat życia „olbrzymów.” Pokazywał Swojemu słudze, że te dwa niesamowite, groźne, potężne stworzenia reprezentowały potężne problemy, jakie szalały w życiu Joba.



„Popatrz na hipopotama. On depcze wszystko na swojej drodze. On jest po prostu zbyt wielkim problemem dla ciebie, żebyś mógł go ujarzmić. Jobie, nie jesteś dla niego równorzędnym przeciwnikiem. Nie możesz zrobić nic, żeby go ujarzmić. Tylko Ja, Pan wiem jak zatrzymać takie potężne stworzenie.”



„A co z krokodylem, Jobie? Żaden człowiek nie może walczyć z takim stworzeniem. Nikt też w swojej sile nie może pozbawić krokodyla jego grubej zbroi. To samo jest prawdą w odniesieniu do twojego duchowego wroga, diabła. Tylko Ja mogę wygrać z nim.”



Czy słyszysz co Bóg mówi w tym obrazie? On mówi nie tylko do Joba, ale do wszystkich wierzących. Mówi tak: „Stań twarzą w twarz z prawdą o olbrzymach w twoim życiu. Ty sobie z nimi nie poradzisz. Ja jestem jedynym, który to może zrobić.”

Job odpowiedział: „Mój Bóg jest wszechmogący. On wszystko może. Żaden Jego cel nie może zostać zmieniony. Wiem, że nie mogę sam pokonać hipopotama czy krokodyla, ale to nie ma znaczenia. Wiem, że Bóg może. Moja rola polega po prostu na tym, aby się uciszyć i oglądać wybawienie Pana” (zobacz Joba 42:1,2).

czwartek, 7 sierpnia 2008

KAŻDA WALKA ZWYCIĘZCĄ

Bóg obiecał, że z każdej walki wyjdziesz jako zwycięzca, ukoronowany Jego siłą. „ Powstań, Panie, w mocy swojej, a będziemy śpiewać i wysławiać potęgę Twoją” (Psalm 21:14).

W jaki sposób Pan „ochrania” nas przy pomocy tych błogosławieństw dobroci i miłosierdzia?Duch Święty wypędza od nas wszelki strach – strach przed upadkiem, przed tym, aby nie być odciętym od Boga, przed utraceniem obecności Ducha Świętego – przez wszczepienie w nas Jego radości. Mamy iść naprzód z radością tak, jak Dawid, gdyż Bóg nas zapewnia, że zwyciężymy.

Jednak tak niewielu chrześcijan ma tę radość i niezmierną pewność. Wielu z nich nie zna odpocznienia duszy czy pokoju obecności Chrystusa. Chodzą wkoło jakby w żałobie, widzą siebie pod palcem Bożego gniewu, a nie pod Jego ochraniającymi skrzydłami. Widzą Go jako szorstkiego nadzorcę, który jest cały czas gotowy, aby spuścić bicz na ich grzbiety. Dlatego żyją nieszczęśliwi, bez nadziei, bardziej martwi niż żywi.

Ale w Bożych oczach naszym problemem nie jest grzech, tylko zaufanie. Jezus załatwił nasz problem grzechu raz na zawsze na Golgocie. On nie wraca do naszej przeszłości: „Tym razem przekroczyłeś granicę.” Nigdy!Jego postawa względem nas jest wręcz odwrotna. Jego Duch ustawicznie nas pociąga, przypomina nam o miłosierdziu Ojca nawet w środku naszych upadków.

Kiedy skupiamy się na naszych grzechach, to tracimy z oczu to, czego Bóg chce dla nas najbardziej: Bez wiary nie można się podobać Bogu. Ten, kto przystępuje do Boga musi wierzyć że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają szczerze” (Hebr. 11:6). Ten werset mówi wszystko. Nasz Bóg nagradza i tak bardzo pragnie obdarowywać nas Swoim miłosierdziem, że błogosławi nas przed czasem.

Nasz niebiański Ojciec chce, żebyśmy Go tak postrzegali. On wie kiedy będziemy pokutowali za nasze upadki i grzechy. On wie, kiedy przychodzi nasze złamanie. Ale nie może się doczekać tej chwili, dlatego włącza się i mówi: „Chcę zapewnić moje dziecko, że nie będzie sądzone, bo Ja już mu przebaczyłem poprzez oczyszczającą krew Mojego Syna.”

środa, 6 sierpnia 2008

DLACZEGO „ZIELONOŚĆ” JEST WAŻNA?

„I powiedziano im, aby nie wyrządzały szkody trawie, ziemi ani żadnym ziołom, ani żadnemu drzewu, a tylko ludziom, którzy nie mają pieczęci Bożej na czołach” (Obj. Jana 9:4).

Dlaczego „zieloność” jest ważna dla naszej wiary? Pamiętaj, że szarańcza miała rozkaz, żeby nie dotykała niczego zielonego. Prosto mówiąc, nie mogą one szkodzić nikomu, kto chodzi w wierze.

Tak więc nawet podczas szczytu ich ataku, ci, którzy ufają w Bogu, będą stali mocno, jak zdrowe, zielone drzewa. Nie zaszkodzi im żadna szarańcza,włącznie z terrorystami. Najlepszą obroną przed wszelkiego rodzaju atakami z piekła jest duchowe zdrowie. Aten rodzaj duchowego zdrowia przychodzi jedynie wtedy, kiedy zwracamy się do Pana i ufamy Jego obietnicom.

Pozwól, że zadam ci pytanie:

Czy ufasz całkowicie w Bożym przebaczeniu? Czy polegasz na Jego krwi, która oczyszcza od każdej nieprawości? Jeżeli czujesz się oskarżany i ustawicznie starasz się podobać Bogu, to nie jesteś zielony i zdrowy. Największym Bożym pragnieniem jest to, abyś zaakceptował Jego dar przebaczenia i odpoczywał w tym.

Przyjąłeś Boże przebaczenie. Ale czy ufasz Jego bezwarunkowej miłości do ciebie?

Nasz Pan nie odcina nas za każdym razem, kiedy upadniemy. On nie patrzy ustawicznie przez nasze ramię, żeby żądać od razu naprawienia wszystkiego. On po prostu prosi, żebyśmy przyszli do Niego i wyznali: „Wierzę w Twoje Słowo, Panie. Przebacz mi, oczyść mnie, trzymaj mnie w Swoich ramionach.”

Bóg pragnie, żebyśmy przeżywali każdy nasz dzień bez strachu. Dlatego nie pozwalajmy, żeby szatan oskarżał nas z powodu naszych upadków z przeszłości. Jeżeli pokutowaliśmy z nich, to jesteśmy pod przykryciem drogocennej oczyszczającej krwi.

Oto Boża obietnica dla wszystkich, którzy pokładają swoją ufność w Nim: „Jedni chlubią się wozami, drudzy końmi, Lecz my chlubimy się imieniem Pana, Boga naszego. Zadrżały im kolana i upadli, lecz my stoimy i trwamy” (Psalm 20:8,9).

wtorek, 5 sierpnia 2008

NA NOGACH I GOTOWI

Saul bal się Dawida, bo Pan był z nim (1 Samuela 18:12).

Szatan zazdrości i boi się najbardziej tych, którzy przebywali z Bogiem w modlitwie i są zdeterminowani, żeby stać i walczyć w wierze. Szatan boi się nawet małej armii tych, którzy są przepasani wiarą do walki. On tchórzy przed tymi, którzy są na nogach i gotowi, aby dać odpór. Ponieważ się ciebie boi, to zrobi wszystko, żeby zneutralizować twojego ducha walki.

Diabeł robi to, próbując zalać twój umysł myślami o porażce, myślami z piekła, które rodzą brak zaufania i kwestionowanie Bożej mocy. On będzie krzyczał do twojego umysłu i ducha: „Ta walka nie ma już sensu. Jesteś zbyt osłabiony swoimi osobistymi walkami. Nigdy nie będziesz zwycięzcą. Moce piekła są po prostu zbyt wielkie, żeby z nimi walczyć. Dlatego możesz sobie odpuścić. Nie musisz już tyle myśleć o walce.”

To wszystko jest odwracaniem uwagi! Cała strategia szatana polega na tym, żeby odwrócić twoje oczy od zwycięstwa Krzyża. On chce skupić twoją uwagę na twoich słabościach, grzechach, niedociągnięciach – i dlatego rozdmuchuje twoje obecne problemy i cierpienia. Chce, żebyś wierzył, że nie masz siły, aby iść dalej. Ale tu nie chodzi o twoją siłę, ale o siłę Jezusa!

Fakt jest taki, że wszyscy będziemy staczać walkę aż do śmierci, albo dotąd, aż Jezus przyjdzie. Możemy mieć okresy spokoju i zawieszenia broni. Ale dopóki jesteśmy na tej ziemi, jesteśmy zaangażowani w duchową walkę. Po prostu nie ma końca tym walkom. Dlatego Paweł powiada, że Jezus nam dał broń do burzenia warowni. Zostaliśmy wyposażeni w broń, której szatan nie może zwyciężyć: modlitwę, post i wiarę.

Nadszedł czas, abyśmy oderwali naszą uwagę od obecnych utrapień. Musimy odwrócić nasze oczy od naszych doświadczeń, a skierować je na Kapitana naszej wojny. Jezus ma klucze do wszelkiego zwycięstwa i On nam obiecał: „Ja was wyposażyłem we wszystko, co jest potrzebne do walki. Jestem chętny i gotowy, aby dać wam siłę w czasie słabości.”

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

POSTĘPOWANIE, W KTÓRYM BÓG MA UPODOBANIE

Apostoł Paweł nauczał zbór w Kolosach: „Postępujcie w sposób godny Pana, ku zupełnemu Jego upodobaniu, wydając owoc w każdym dobrym uczynku i wzrastając w poznawaniu Boga” (Kolosan 1:10).

Co jest wymagane do tego postępowania ku Jego upodobaniu? Paweł mówi: „Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy” (Kolosan 3:12,13).

Paweł mówi nam w tylu słowach: „Tu jest moje słowo dla was w tych krytycznych czasach. W świetle tych trudnych czasów, o których wiecie, że nadchodzą, macie mierzyć swoje postępowanie według normy Pana.”

Inaczej mówiąc. Mamy zadawać sobie pytanie: „Czy staję się bardziej podobny do Chrystusa? Czy jestem bardziej cierpliwy, czy też bardziej niecierpliwy? Bardziej uprzejmy i łagodny, czy bardziej nieprzyjemny i zadziorny? Bardziej wyrozumiały i przebaczający, czy bardziej zgorzkniały i trzymający urazy? Czy znoszę cierpliwie innych? Czy znoszę słabości i uchybienia tych, którzy są blisko mnie, czy też zawsze muszę mieć rację?

Paweł sugeruje, że w świetle nadchodzącego takiego dnia nie ma znaczenia to jakich dzieł dokonujesz, czy jakie uczynki miłosierdzia pełnisz. Bez względu na to jak uprzejmy jesteś dla obcych, ile dusz prowadzisz do Chrystusa, pozostaje takie pytanie: Czy jesteś bardziej kochający, cierpliwy, przebaczający, znoszący cierpliwie?

Sprawdzanie swojego postępowania w porównaniu z Chrystusem, oznacza patrzenie nie tak bardzo na to co robisz, ale jakim się stajesz. Takie chodzenie nie jest możliwe tylko w ludzkiej sile. Nie stanie się to też poprzez własną determinację, kiedy powiesz sobie: „Będę takim wierzącym.” Następuje to raczej poprzez działanie Ducha Świętego, poprzez wiarę w Jego Słowo.

Najpierw czytamy te Słowa i wierzymy, że jest to Boże wezwanie dla nas, abyśmy badali samych siebie. Dlatego prosimy Ducha, aby nam pokazał kim naprawdę jesteśmy i konfrontujemy siebie z Jego Słowem. Potem prosimy Ducha Świętego, aby pomógł nam się zmieniać.